Fotografia

Jak naprawdę wygląda „karawana migrantów”, którą straszy Trump

Fotograf Larry Towell z agencji Magnum dołączył do ludzi szukających schronienia przed chaosem i przemocą. Oto co zobaczył

tekst Alex Norcia; zdjęcia: Larry Towell; tłumaczenie Dominika Skórzewska
30 Styczeń 2019, 10:01am

Irapuato, Guanajuato, Meksyk. 12 listopada 2018. Na północ od Irapuato, ok. 2400 km od Tijuany. Migranci wsiadają na pakę ciężarówki przewożącej zwoje prętów zbrojeniowych. Wielu kierowców podwozi migrantów mimo niebezpieczeństwa. Inni odmawiają pomocy i jadą dalej.

Mur graniczny to jedna z głównych obietnic wyborczych Donalda Trumpa. Żeby ją spełnić, na ponad miesiąc zamknął rząd federalny. Choć w zeszły piątek udało się uchwalić tymczasowy budżet, Trump wciąż chce ponad 5 miliardów dolarów z kieszeni amerykańskich podatników na swój „wielki, piękny mur” (za który pierwotnie miał zapłacić Meksyk). Straszy Amerykanów „karawaną migrantów”, którzy uciekają przed biedą i przemocą w Hondurasie i Gwatemali na północ, ku granicy Meksyku i USA. To nie pierwszy raz, gdy zdesperowani ludzie z pogrążonych w chaosie krajów udają się w tę desperacką podróż: karawana była poprzedzona innymi, a w zeszłym tygodniu „Washington Post” donosił, że kolejna licząca ponad 10 000 osób dociera do granicy.

Kanadyjski fotograf Lary Towell, który tworzy przede wszystkim czarno białe fotografie, przybył do Meksyku 9 listopada 2018 roku bez zlecenia. W tym samym czasie zakończyły się wybory uzupełniające zdefiniowane przez prezydencką demagogię skoncentrowaną na karawanach. Był tam z własnej woli, aby podążać za falą uciekinierów docierających do Tijuany i dokumentować wyprawę, która przyciągnęła tak dużo uwagi najpotężniejszego człowieka na świecie. Początkowo nie był świadom, że migranci planują opuścić tę przestrzeń następnego dnia o 5 rano. Gdy zjawił się spóźniony na stadionie, na którym się zatrzymali, fotograf musiał się przepychać.

Morderstwo na granicy: Samozwańcza straż antyimigracyjna

Niemniej jednak te okolice nie są obce Towellowi, tak samo, jak ich realia – od dawna rzucał światło na wydziedziczonych i wygnanych. W latach 80. wyrobił sobie nazwisko, uwieczniając na zdjęciach wszystko – poczynając od Contras (wspieranej przez Stany Zjednoczone, morderczej prawicowej grupy rebeliantów w Nikaragui) na członkach rodziny tych, którzy „zniknęli” u szczytu wojny domowej w Gwatemali kończąc.

Poniżej, pierwszy raz publikowane u nas, znajdziecie zdjęcia wykonane przez Towella w podróży, która nie zawsze przyciągała uwagę elit, ale konsekwentnie była definiowana przez trud, odwagę i wytrwałość.

Więcej prac Larry'ego Towella znajdziesz na jego stronie internetowej. Wszystkie zdjęcia: Larry Towell/Magnum Photos

1548435358793-NN11566176
Tijuana, Meksyk. Listopad 2018. Mur biegnie od Oceanu Spokojnego wzdłuż granicy USA i Meksyku.
1548434967761-NN11564469
Guadalajara, Meksyk. 12 listopada 2018 r. Rodziny jadą na ciężarówkach transportowych.
1548435001246-NN11565208
Querétaro, Meksyk. 11 listopada 2018 r. Migranci podróżują autostopem.
1548435654364-NN11565204
Querétaro, Meksyk. 11 listopada 2018 r. Migranci wsiadają do ciężarówek.
1548435022670-NN11565218
Tijuana, Meksyk. 17 listopada 2018 r. Migranci szukają schronienia na stadionie Olímpico Benito Juárez.
1548435051168-NN11565277
Irapuato, Guanajuato, Meksyk. 12 listopada 2018 r. Migranci zwijają obóz o 5 rano.
1548435082420-NN11565284
Meksyk, Meksyk. 9 listopada 2018 r. Rodzina migrantów opuszcza stadion o 5 rano.
1548435135584-NN11565219
Palmillas, Querétaro, Meksyk. 10 listopada 2018 r.
1548435182253-NN11565247
Tijuana, Meksyk. 16 listopada 2018 r. Uchodźcy tańczą na stadionie Olímpico Benito Juárez.
1548435247229-NN11565239
Tijuana, Meksyk. 16 listopada 2018 r. Mur na plaży biegnie od Oceanu Spokojnego wzdłuż granicy USA i Meksyku.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US


Więcej na VICE: