FYI.

This story is over 5 years old.

VICE Czyta

Hitler i naziści byli poważnie wkręceni w dragi

„Można powiedzieć, że był to bardziej Methkrieg"
9.1.16
Hitler, prawdopodobnie na Eukodalu. Fot. Wikimedia Commons

(Rausz totalny), najnowsza książka Normana Ohlera, opowiada o nawykach narkotykowych nazistów. Jak się okazuje, wielu hitlerowców, od Wehrmachtu aż po najwyższe szczeble dowództwa, było mocno wkręconych w narkotyki. Ohler uzyskał dostęp do zapisków doktora Theo Morella, osobistego lekarza Hitlera, z których dowiedział się, że na przestrzeni lat Führer przyjął ponad 800 zastrzyków.

Der Totale Rausch

Reklama

Spotkaliśmy się z autorem, aby dowiedzieć się więcej o towarze, na którym jechali naziści, a także dlaczego poświęcono temu tak mało publikacji historycznych.

VICE: Cześć Norman. Czy Hitler i członkowie NSDAP naprawdę byli cały czas naćpani?
Norman Ohler: Na to wskazują moje badania. Ale nie można wrzucać ich wszystkich do jednego worka. Każdy z nich miał swoje upodobania i uzależnienia. Nie wszyscy ćpali każdy z dostępnych narkotyków. Jedni brali więcej, a drudzy mniej. Niektórzy brali metamfetaminę – na przykład Ernst Udet, generał pułkownik Luftwaffe. Inni zażywali silne środki znieczulające – Göringa od morfiny przezywano „Möring". Są też dowody na to, że Hitler przyjmował dożylnie Eukodal – niemiecki odpowiednik oksykodonu, syntetycznego opiatu. Chciałem zbadać jak w ogóle doszło do tej masowej konsumpcji i jakie było jej znaczenie historyczne.

Wielu imprezowiczów miewa problemy z przypomnieniem sobie co brali w piątkową noc. Jak można udowodnić co zażywał Hitler 70 lat temu?
Wszystko w Trzeciej Rzeszy było skrupulatnie kontrolowane i dokumentowane. Doktor Theo Morell, osobisty lekarz Hitlera, zostawił po sobie opasłe zapiski. Mogłem przeczytać je w Archiwum Federalnym w Koblencji, Instytucie Historii Współczesnej w Monachium i Narodowych Archiwach USA w Waszyngtonie. Każdy z zastrzyków, które przyjmował Hitler, jest wypisany w tej dokumentacji, czarno na białym. Fascynująca lektura.

Reklama

W swojej książce wspomniałeś, że osobisty lekarz Hitlera był otyły, szkaradny i jadł jak prosię. To nie brzmi jak aryjski sen. Jakim cudem Morell i Hitler nawiązali tak bliską relację?
Wszyscy ze środowiska Hitlera brzydzili się Morellem, poza samym Hitlerem. Współżyli w symbiozie dzięki narkotykom. Morrell podobno nie mógł pojechać na pogrzeb swojego brata, bo musiałby wtedy opuścić Hitlera na dwa dni. Führer potrzebował swoich zastrzyków codziennie. Wszyscy znamy to uczucie, kiedy nasz diler wyjeżdża na wakacje.

Co skłoniło cię do napisania tej książki?
Jeden z moich kolegów DJ-ów, rezydent berlińskiego Club der Visionäre, opowiedział mi kiedyś o tym – postanowiłem przerodzić to w powieść. Wiedziałem, że fikcja w tym wypadku jednak nie zadziała, bo to fakty są najciekawsze. Dlatego napisałem książkę non-fiction.

Opinie krytyków są podzielone. Spiegel wytknął ci, że nie jesteś historykiem, ale Süddeutsche Zeitung opublikował pozytywną recenzję. Co twoim zdaniem wywołuje tak różne reakcje?
Książka traktuje o znaczeniu pewnego rozdziału historii, którego nie da się dziś zignorować, więc oczywiście są ludzie, którzy nie chcą przyjąć nowych perspektyw. Ma to duży związek ze strachem i suwerennością interpretacji historii. Istnieją pewne posterunki akademickie – pilnujące kto i w jaki sposób może wypowiadać się na konkretne tematy. Wiele osób obawia się na przykład, że moja książka zrelatywizuje winę nazistów. To oczywiście pytanie zasadnicze i musi być na nie jakaś odpowiedź.

Reklama

Mówiąc o winie – czy spożycie narkotyków przez nazistów może w jakikolwiek sposób wpłynąć na ich karygodność?
Zdecydowanie nie. Zastosowanie ma tu fundamentalna zasada actio libera in causa [działanie wolne w przyczynie]. To znaczy, że jeśli wprawimy się w stan nietrzeźwości albo odurzenia, by popełnić czyn zabroniony, to jesteśmy traktowani jak osoby trzeźwe. Kryminalne plany nazistowskiego reżimu były jasno wypisane w podżegającym Mein Kampf Hitlera, i zaczęto wprowadzać je w życie w latach 30., jeszcze zanim do gry weszły narkotyki.

Narodowy socjalizm to mroczny okres niemieckiej historii. W swojej książce piszesz nie tylko o uzależnieniach jego przywódców, ale też o eksperymentach z narkotykami, jakie przeprowadzano w obozach koncentracyjnych. Co dokładnie miało tam miejsce?
W Sachsenhausen więźniów zmuszano do tzw. „patroli pigułkowych". Kazano im zażyć nowy „cudowny lek", w skład którego wchodziły duże dawki kokainy, metamfetaminy i Eukodalu, po czym przez całą noc mieli biegać w kółko z ciężkim plecakiem. Kriegsmarine przeprowadzała te testy wspólnie z SS. Więźniów Dachau, bez ich wiedzy, szprycowano meskaliną. Próbowano w ten sposób opracować nowe metody przesłuchiwania. Efekty tych eksperymentów ujrzeli też Amerykanie, gdy wyzwalali obóz. Amerykańskie służby wywiadowcze wykorzystały później ten materiał w „Operacji ARTICHOKE", mającej na celu zdemaskowanie radzieckich szpiegów.

Reklama

Nagrzany Wehrmacht najechał Polskę i Francję tak szybko, że powstało określenie Blitzkrieg. Czy wszyscy żołnierze serio byli pod wpływem narkotyków?
Na kampanię francuską przewidziano 35 milionów dawek Pervitinu. Jego aktywnym składnikiem jest metamfetamina, dziś znana również jako crystal meth. Załogi czołgów brały wyjątkowo dużo. Piloci Luftwaffe też latali na metamfetaminie. Można powiedzieć, że był to bardziej Methkrieg.

Czy metamfetaminę zażywano w wojsku po 1945?
Naziści byli pionierami w napędzaniu wojny narkotykami, ale alianci szybko poszli w ich ślady. Brali speeda [amfetaminę]. Amerykanie na przykład w ogóle nie przestali i wydzielali mnóstwo speeda pilotom walczącym w Wojnie Koreańskiej.

A co z niemieckimi siłami zbrojnymi?
W Afganistanie zażywali Modafinil, środek pobudzający bezsenność i czujność. Napędza, sprawia, że nie czuje się senności i podobno nie ma skutków ubocznych. Rada medycyny wojskowej aktualnie rozważa, czy tzw. substancje wspomagające powinny być rozprowadzane w dużych ilościach.

Dlaczego temat narkotyków wśród hitlerowców był tak bardzo zaniedbany, aż do teraz? Czy to tabu?
To przez „wojnę narkotykową", którą prowadziło NSDAP – państwo kontrolowało wszystkie substancje, czym sprawiło, że narkotyki ogólnie stały się tematem tabu. Z racji tego środowiska akademickie i naukowe odrzucały tę kwestię – na uniwersytetach do dziś się o tym nie mówi.

Jak twoja własna biografia narkotykowa wypada w porównaniu z tą Hitlera?
Nie próbowałem wszystkich narkotyków, o których piszę w Der Totale Rausch. Głównie dlatego, że gdybym choć próbował zbliżyć się do poziomów konsumpcji Hitlera, nie mógłbym nawet napisać tej książki. Serio, nikt nie mógłby tyle tego brać.

Dzięki, Norman!