Reklama
muzyka

Gdyby Victoria Beckham urodziła się w Polsce – zobacz nowy klip Mister D.

W nowym teledysku Mister D. widzimy, co by było, gdyby Victoria Beckham urodziła się w Polsce, a jej mąż, zamiast miotać piłki na stadionach, był uzależnionym od Fify nauczycielem WF-u. Przeczytaj rozmowę z Marią Strzelecką, reżyserką klipu

tekst Kamila Korońska
18 Marzec 2016, 3:40pm

Źródło Galeria Raster

Była już „Tęcza", był też „Chleb" – teraz przyszła pora na „Żonę piłkarza", czyli kolejny klip Mister D., muzycznego wcielenia Doroty Masłowskiej. Utwór pochodzi z płyty Społeczeństwo jest niemiłe, która swoją premierę miała w 2014 roku. Praca nad klipem trwała dwa lata, a jej efektem jest animacja poklatkowa, w której w głównych rolach występują tańczące i śpiewające lalki.

Reżyserka obrazu Maria Strzelecka w swoim teledysku fantazjuję, co by było, gdyby Victoria Beckham urodziła się w Polsce, a jej mąż, zamiast miotać piłki na stadionach, był uzależnionym od FIFY nauczycielem WF-u. Do tego jest jeszcze zbuntowana córka, siedząca samotnie w pokoju obklejonym plakatami znanych piłkarzy (Lewandowskiego i Lewandowskiego). Kontrastem dla tego rodzinnego obrazka są słowa piosenki Masłowskiej, w której śpiewa, że na przekór panującym w domu nastrojom, nie zostanie żoną futbolisty. Rozmawiamy z Marią, jak wyglądała praca nad projektem i współpraca z Mister D.

VICE: Jak pracuje się z Dorotą Masłowską?
Maria Strzelecka: Cudownie. To jest niekończąca się inspiracja. Dorota jest osobą o wielu talentach i bardzo inspiruje innych ludzi do pracy. Dzięki temu właśnie przez dwa lata mogłam słuchać jej piosenki, robiąc do niej animację i nadal ją lubię [śmiech]. To przyjemność i zaszczyt współpracować z Dorotą.

Czy pani Dorota sugerowała, jak wyglądać ma projekt, czy to jest wyłącznie autorski projekt?
Nie, Dorota niczego nie sugerowała, ona skupiła się na swojej działce, czyli skomponowała muzykę. Śmiała się wielokrotnie, że ona napisała to w pięć minut, dwie godziny zajęło jej skomponowanie utworu, a ja aż dwa lata robię do niego animację i że jest jej z tego powodu bardzo głupio [śmiech]. Żartowała, że mogła się bardziej przyłożyć.

Na czym polega w skrócie animacja poklatkowa?
Całe szczęście nie jest to proces komputerowy, tylko zupełnie analogowy. Polega to na robieniu zdjęć po kolei. Tak jak klatki w filmie, które się robią automatycznie w kamerze, kiedy aktor się przemieszcza, lub cokolwiek innego jest filmowane; to tutaj tę sytuację tworzymy przesuwając modelki/lalki o kawałek, żeby uzyskać następne zdjęcie. Dzięki temu później powstaje wrażenie ruchu, kiedy puści się je w przyspieszonym tempie. Czyli jest to odwrotny proces niż filmowanie kamerą.

Rozumiem, że taki proces jest mozolny, skoro poświęciła mu pani aż dwa lata?
Tak, ale to była cudowna przygoda i jest mi przykro, że już się skończyła, chociaż zawszę mogę zrobić coś nowego [śmiech].

Żadnych momentów zwątpienia w ciągu tych dwóch lat?
Nie.


Źródło Galeria Raster

A skąd inspiracja? Czemu to są lalki?
Chyba dlatego, że robiłam wcześniej animację komputerowe, których miałam już dosyć. Nie lubię siedzenia przy komputerze w jednym miejscu. A przy takim projekcie można się wykazać wszechstronnie, być stolarzem, rzeźbiarzem i krawcową, makeupistką i fryzjerką — czyli właściwie codziennie można robić coś innego. Zresztą jest to fascynujący proces, jak z puszek z sylikonem i desek kupionych wcześniej, powstaje cały świat. Można być takim małym bogiem, w skali 1:6.

Oglądając ten projekt, odniosłam wrażenie, że jest to analogia, do „słodko-gorzkiego świata piłkarskich fanek i celebrytek", czy słusznie?
Nie, wydaje mi się, że po prostu tutaj mogłam rządzić, dokładnie tak jak chciałam, dlatego zdecydowałam się na taką formę. Nie wymagała ona, aż takich nakładów finansowych, jak byłoby to przy projekcie w normalnej skali, gdzie musiałabym zatrudnić ludzi, aktorów, zbudować prawdziwą scenografię.

Tutaj mogłam sobie to robić nieskończoną ilość czasu i w zasadzie wszystko, co przyszło mi do głowy, było możliwe. A inspiracje? Są to rzeczy, które pamiętam z dzieciństwa, obrazy jakieś powidoki. To jest też ważne, że te modele, nie są wymyślonymi mebelkami dla lalek, to miniatury prawdziwych mebli, zaprojektowane przez polskich projektantów w czasach PRL-u, które większość osób w moim wieku miała w domach. To są takie przedmioty, których jeśli nawet nie miało się samemu, to na pewno miał je kolega. One są wpisane w DNA.


Źródło Galeria Raster

Słuchając tej piosenki, pojawił mi się przed oczami świat kiboli...
Nie, to nie tak. Piosenka jest o żonie piłkarza. O smutku, o tęsknocie, o tym, co ona sobie wyobrażała, a jak to się zderzyło z rzeczywistością. To jest bardzo romantyczna i smutna piosenka. W moim teledysku przedstawiłam Victorię Beckham, jako sfrustrowaną panią, której ambicję były dużo większe, niż jej się udało w życiu osiągnąć; mieszka w bloku, a jej mąż nie jest wcale piłkarzem, tylko panem od WF-u, który gra w FIFĘ, ale ona mu kibicuję i klaszcze, kiedy strzeli gola w tej grze. Ma córkę Dorotę, która oczywiście przez zaprzeczenie nie chce być żoną piłkarza, o czym zresztą jest piosenka, ale ma całe ściany wyklejone plakatami, czyli tak naprawdę idzie w tę samą stronę, tyle że to wypiera.

Czy musiała pani uzgadniać cokolwiek na ten temat z Dodą?
Nie. To zupełnie nie ma z nią nic wspólnego. Doda, występuję w tym klipie bardziej jako symbol niż konkretna osoba, to nie jest Dorota Rabczewska, tylko dziewczyna piłkarza, którą wszyscy gdzieś tam kojarzą.

Premierze klipu „Żona piłkarza" będzie towarzyszyć wystawa scenografii, którą będzie można oglądać w warszawskiej galerii Raster od 17.03 do 02.04.