Kultura

​Dlaczego nastolatki się tną?

Polskie badania mówią, że samookaleczenia dokonuje ok. 7% gimnazjalistów (czyli w 28-osobowej klasie będzie to statystycznie dwoje uczniów). 50% z nich podaje „zdenerwowanie" jako przyczynę okalecznania się, 25% – „smutek"
31 Marzec 2016, 3:21am
Ilustracja: Cei Willis

Samookaleczanie się nastolatków w Zjednoczonym Królestwie osiągnęło rozmiary niemal epidemii. Bardzo trudno jest dojść do dokładnej liczby przypadków samookaleczeń, ale praktycznie wszystkie badania opublikowane w ostatnich latach dowodzą, że liczba ta stale rośnie. W 2014 roku opublikowano dane, według których liczba dzieci w wieku 10-14 odwiedzających ostre dyżury z powodu samookaleczeń wzrosła o 70% w zaledwie dwa lata. Polskie badania z 2011 r. mówią, że samookaleczenia dokonuje ok. 7% gimnazjalistów (czyli w 28-osobowej klasie będzie to statystycznie dwoje uczniów). 50% z nich podaje „zdenerwowanie" jako przyczynę okalecznania się, 25% – „smutek".

Niestety nie wiemy, czy faktycznie coraz częściej dzieci manifestują w sposób fizyczny skrajną nienawiść do samych siebie, czy po prostu obecnie lepiej rozpoznajemy i wykrywamy takie zachowania.

Glyn Lewis, profesor epidemiologii psychiatrycznej z Wydziału Psychiatrii na UCL, wierzy, że nie mamy do czynienia z nowym zjawiskiem. „Samookaleczenie zawsze było względnie pospolitym wydarzeniem okresu dojrzewania. Wydaje mi się, że aktualny wzrost ilości doniesień o takich przypadkach jest oznaką tego, że traktujemy temat poważniej niż dawniej, nawet pomimo cięć budżetowych w placówkach zdrowia psychicznego".

Pojęcie samookaleczenia weszło do użycia dopiero pod koniec XIX wieku. Podręczniki medycyny skupiały się wówczas na jego ekstremalnych przypadkach – kastracji, amputacji czy enukleacji (wyjęciu gałki ocznej). Jednakże w notatkach ze szpitali i przytułków dla chorych psychicznie definicja samookaleczenia była znacznie szersza, zaliczano do niego między innymi: wyrywanie włosów, skubanie skóry, uderzanie dowolnej części ciała, zadawanie sobie ran ciętych i innych, połykanie ciał obcych, wpychanie pod skórę przedmiotów ,takich jak igły, a także jedzenie odpadków różnego rodzaju.

Jednak w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, cięcie się nie było aż tak popularne. Doktor UCL Sarah Chaney tłumaczy w swojej książce The Psyche on the Skin: The History of Self-Harm (Psychika skóry: Historia samookaleczenia): „W bardzo niewielu przypadkach pacjenci wspominali o upuszczaniu krwi – starożytnej praktyce medycznej, która w niektórych kręgach zachowała popularność aż do XX wieku. Choć samodzielne upuszczanie krwi było źle widziane, to niektórzy psychiatrzy określali nacinanie skóry jako terapeutyczne".

Chaney mówi też, że młodzież robiąca sobie krzywdę to nowoczesne zjawisko. „Nikt nie łączył samookaleczenia z dziećmi czy nastolatkami w czasach wiktoriańskich albo w pierwszej połowie XX wieku. Lekarze przypisywali takie skłonności ludziom samotnym, a szczególnie kobietom, niezależnie od ich wieku. Uważali, że brak męża naraża kobiety na ryzyko histerii bądź innych zaburzeń mentalnych".

Jedne z pierwszych pielęgniarek psychiatrycznych, w roku 1908. Fot. Wikipedia

Po przeniesieniu się do lat 60. XX wieku zobaczymy, że samookaleczenie zaczyna traktować się jak wołanie o pomoc, ostateczny sposób przekazania rodzinie i bliskim, że nie daje się rady.Postrzegano je jako próbę zwrócenia na siebie uwagi, ale raczej nie w sposób negatywny. „Środowisko polityczne lat sześćdziesiątych opierało się na pracy socjalnej i wspólnotowości, pracownicy służby zdrowia odgrywali kluczową rolę w zajmowaniu się przypadkami samookaleczenia" – tłumaczy Chris Millard z QMUL, autor Historii samookaleczenia w Wielkiej Brytanii.

To podejście zmieniło się po części przez dekryminalizację samobójstwa w 1961 (wcześniej próby samobójcze karane były śmiercią). Samookaleczenie stało się już wtedy sprawą nie policji, a psychiatrów. Według Millarda, powoli zaczęto rozumieć, że taki patologiczny incydent nie musi na zawsze hańbić rodziny. Oddziały psychiatryczne zaczęto wtedy łączyć ze szpitalami. Wcześniej, gdy przypadek pacjenta nie był na tyle poważny, by umieścić go w przytułku, zazwyczaj po opatrzeniu ran wysyłano go do domu.

Co zrobić, gdy twój partner ma depresję?

Dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych zaczęło dominować cięcie skóry, co wówczas dość osobliwie łączono z niemożnością miesiączkowania. „W większości okaleczały się młode kobiety, a ich rany były delikatne i fizycznie nieszkodliwe, więc zachowanie to tłumaczono brakiem miesiączki i poszukiwaniem krwi" – opowiada Millard.

W latach 80., wraz z rozkwitem Thatcheryzmu i nacisku na indywidualność, popularne opinie się zmieniły, lecz wciąż wierzono, że kobiety mają wrodzoną skłonność do wariowania, szczególnie z powodu mężczyzn. „Nawet na ostrych dyżurach samookaleczenie traktowano jak broń, którą dziewczyny posługiwały się, by odzyskać swoich chłopaków. Uważano, że to wyłącznie sposób na zwrócenie na siebie uwagi, co trzeba jak najszybciej powstrzymać" – kontynuuje Millard.

Choć może wydawać się, że samookaleczenie istnieje od zawsze, to przedstawianie go jako problemu młodzieży jest dość nowym zjawiskiem. Możliwe, że subkultury goth i grunge z lat dziewięćdziesiątych stworzyły pewną otoczkę „fajności" wokół cięcia się, ale to nie tłumaczy wzrostu liczby takich przypadków z ostatnich kilku lat.

Psycholog Oliver James sugeruje, że rosnąca ilość chorych psychicznie (dzieci i dorosłych) od lat 70. dwudziestego wieku jest efektem „samolubnego kapitalizmu" – przepaści w zarobkach między klasami i nacisku, jaki kładzie się na dobytek, pieniądze, wygląd i sławę. Twierdzi, że kapitalizm podsyca nierealistyczne aspiracje, a także iluzje możliwości ich spełnienia.

Wiele osób, jak np. Lucie Russell z Young Minds, organizacji charytatywnej zajmującej się zdrowiem psychicznym, uważa, że media społecznościowe w znaczący sposób zwielokrotniają działanie presji rówieśniczej.

„Dokuczano mi od lat i przez to byłam przekonana, że jest coś ze mną nie w porządku. Portale społecznościowe jeszcze wszystko pogorszyły" – mówi Nikki Matick, osiemnastolatka z Croydon. „Gdy wrzucam zdjęcie na Facebooka i ludzie piszą pod nim niemiłe komentarze albo dostaję mało lajków, zawsze zastanawiam się, co jest ze mną nie tak. Widzę na Facebooku mnóstwo zdjęć znajomych z imprez, wszyscy są na nich zawsze weseli, i zastanawiam się, dlaczego ja taka nie jestem. Może po prostu nie jestem normalna? Facebook zdecydowanie wszystko pogorszył".

Ale, jak twierdzi Russell, w grę wchodzą inne presje, jak na przykład większa ilość egzaminów w szkołach i rosnąca liczba rozwodów rodziców, które często skłaniają dzieci do samookaleczenia.

Polub nasz nowy fanpage VICE Polska

Profesor Fiona Brooks, dyrektorka wydziału Badań nad Zdrowiem Dzieci i Młodzieży Uniwersytetu Hertfordshire twierdzi, że: „wyzwania dzisiejszego rynku pracy okazują się niesamowicie stresujące dla młodych ludzi. Darmowe staże, umowy śmieciowe i coraz wyższe wymagania uczelni odciskają swoje piętno na młodzieży".

W tle tego wszystkiego mają miejsce wielkie cięcia budżetowe dla placówek zdrowia psychicznego. W trakcie kadencji aktualnej koalicji rządowej jego finansowanie zmalało o 600 milionów funtów (ok. 3,4 mld złotych). Niedawne badania wykazały, że zaledwie 14 procent pacjentów z zaburzeniami psychicznymi otrzymało odpowiednią opiekę zdrowotną.

Żyjemy w wyjątkowych czasach. Samookaleczenie, dawniej nierozumiane i ignorowane, dziś stało się tak powszechne, że praktycznie akceptuje się je jako jeden z elementów okresu dojrzewania. Obawy dotyczące wpływu technologii na zdrowie mentalne nastolatków nie są bezpodstawne, choć, paradoksalnie, internet może być także odpowiedzią na wiele problemów powiązanych z tym przykrym zjawiskiem.

Allie Heslop, 24-latka z angielskiego South Shields mówi, że internetowe grupy wsparcia pokazały jej nowe sposoby radzenia sobie z problemami, dzięki którym nie cięła się już od dwóch miesięcy. Poznała tam takie techniki, jak trzymanie w dłoniach kostek lodu albo darcie papieru za każdym razem, gdy czuje potrzebę okaleczenia się. Twierdzi, że wsparcie CAHMS (oddział brytyjskiej służby zdrowia zajmujący się zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży) i lata terapii ocaliły jej życie. „Pomoc, którą od nich otrzymałam, tak naprawdę powstrzymała mnie przed zabiciem się" – mówi Allie. „To coś, z czym ciągle walczę, to część mojej psychiki i zawsze będę odczuwać ten naturalny instynkt, ale stałam się teraz znacznie silniejsza".