Za fałszywym przystankiem autobusowym: dom dla chorych na Alzheimera
zdjęcia

Za fałszywym przystankiem autobusowym: dom dla chorych na Alzheimera

Fałszywy przystanek przed Centrum Alzheimera ma wabić ewentualnych uciekinierów. Postanowiłem zobaczyć, co kryje się za nim, odwiedzając dom dla 120 pensjonariuszy
11 Lipiec 2016, 9:12am

Kiedy bliska ci osoba cierpi na Alzheimera, zmienia się kilka rzeczy. Suchary na temat tej choroby bawią jakby trochę mniej, próby opisania jej uciążliwych skutków nigdy nie są do końca celne, a twoja empatia i cierpliwość rozciągają się do granic możliwości.

Centrum Alzheimera w Warszawie. Wszystkie zdjęcia wykonane przez autora tekstu

Coś na ten temat wiem, jako że moja babcia cierpiała na Alzheimera i to, co z zewnątrz mogło wydawać się komicznym, dla całej mojej rodziny było co najmniej stresujące. Generowało to konflikty wewnątrz drzewa genealogicznego, ale też zdarzały się spięcia z sąsiadami, raz chyba była nawet zaangażowana policja. Najważniejsza myśl, która wypłynęła z tych wszystkich zmagań to, że tej choroby nie da się pokonać, najwyżej raz na jakiś czas przechytrzyć.

Nasza babcia była strasznie zapatrzona w ciocię z USA i to miało swoje odbicie na jej chorobie. Przede wszystkim: ciągle ktoś kradł jej pieniądze, szczególnie dolary (to oczywiście nieprawda). W końcu znaleźliśmy rozwiązanie problemu, bo wydrukowaliśmy dla niej specjalną linię zielonego pieniądza (odpowiednio oznaczoną). Od tamtej pory babcia nosiła pieniądze w portfelu, a gdy została „okradziona" konto było doładowane nową porcją gotówki. Babcia oczywiście chowała pieniądze po domu w najróżniejszych miejscach: w poduszkach, pod wersalką, wciśnięte między szafki. Później znaleźliśmy mnóstwo „dolarów" i tysiące prawdziwych złotych odłożonych z renty.

Podobną rolę, co nasze zielone papierki, miał pełnić fałszywy przystanek postawiony przed Centrum Alzheimera. Jego zadaniem jest wabienie ewentualnych uciekinierów, by ci nie wyruszyli w dalszą podróż po Warszawie, a także docelowo ma pełnić funkcję informacyjną. Będąc pod wrażeniem pomysłu, pojechałem na miejsce, by go obejrzeć z bliska i zobaczyć, co kryje się po jego drugiej stronie.

Szczerze mówiąc, trochę nie wiedziałem, czego się spodziewać po miejscu, gdzie przebywa 120 osób cierpiących na tę chorobę, skoro opieka na jedną potrafiła być dla mnie i moich bliskich dość ekstremalna. Oczami wyobraźni widziałem ludzi, którzy toczą nieustanne boje o wyimaginowane srebrne sztućce, a na miejscu zobaczyłem spokojnych, zrelaksowanych pensjonariuszy. Zamiast obdrapanych ścian, futurystyczny ośrodek przywodzący na myśl Odyseję Kosmiczną. Natomiast prace, które tam zobaczyłem, tworzą pensjonariusze przypominają ukrytą odsłonę Kongresu Rysowników Pawła Althamera.

Najmłodszy podopieczny ośrodka miał 37 lat, więc jeżeli uważasz, że ryzyko wystąpienia Alzheimera ciebie nie dotyczy, to jesteś w błędzie. Po prostu objawy choroby nasilają się wraz z wiekiem, a te stereotypowo związane są z tym podeszłym. Ile się czeka na miejsce? Aż ktoś nie umrze. Raz przyjęta osoba znajduje opiekę w ośrodku aż do końca swoich dni.

Wydaje się, że ośrodek mógł powstać tylko dzięki temu, że ma on status domu pomocy społecznej i nie podlega pod Narodowy Fundusz Zdrowia, a pod jednostkę powiatową. Czyli w tym wypadku pomaga go finansować miasto stołeczne Warszawa, choć pensjonariusz lub jego rodzina też muszą opłacić pobyt.

W Centrum Alzheimera nie zobaczyłem choroby Alzheimera. Gdyby nie tabliczka przed wejściem do budynku nigdy bym nie powiedział, że mieści on tylu pensjonariuszy. Jeżeli nie zajrzałbym za przystanek, to być może do tej pory byłby to dla mnie kolejny, nowoczesny, anonimowy dom kultury lub szkoła podstawowa.

Chciałbym podziękować Dominice Kaczmarczyk, która oprowadziła mnie po ośrodku.