podróże

Jak zwiedzić świat za półdarmo na pokładzie kontenerowca

Masz sporo wolnego czasu? Nie przeszkadza ci, że czasem sztorm wyrzuci cię z łóżka? Jeśli tak, rejs kontenerowcem to coś w sam raz dla ciebie
21 Grudzień 2016, 4:15am

Pod koniec zeszłego roku dranie z zarządu amerykańskiej linii lotniczej United Airlines wymyślili sobie nową klasę o nazwie „basic economy" („podstawowa ekonomiczna"), która dodatkowo uprzykrzy życie podróżującym. Wprowadzenie opłat za miejsce na bagaż podręczny czy za możliwość wybrania fotela przy przejściu zupełnie zmienia znaczenie pojęcia „podstawowe udogodnienia". Wszystko wskazuje na to, że nadchodzą czasy, kiedy trzeba będzie płacić za samo oddychanie. Czy kolejnym krokiem będzie zakładanie pasażerom na nos ekranów z reklamami, na których zdjęcie dostaniemy pozwolenie dopiero po uiszczeniu dodatkowej opłaty?

No, ale co poradzić – przecież tylko samoloty umożliwiają transoceaniczne podróże, prawda?

Niekoniecznie. W grę wchodzą jeszcze kontenerowce, czyli potężne, 400-metrowe statki przewożące setki ładunków wielkości wagonów towarowych. To środek transportu przeznaczony dla ludzi, którzy nie są szczególnie… wybredni. Dla przykładu samolotem pokonuje się Atlantyk w 12 godzin, a drogą morską zajmuje to około dwóch tygodni. Czas to jednak tylko jedna z wielu rzeczy, które trzeba poświęcić na taką podróż.

Thor Pedersen postanowił postawić stopę w każdym kraju na świecie i obecnie z planowanych 203 państw zobaczył już 121. Ponieważ zdecydował się nie korzystać z samolotów, część trasy pokonuje na kontenerowcach, gdzie przewożą go niczym cargo. Zdzwoniliśmy się, kiedy Thor był w Kenii. Podczas naszej rozmowy powiedział mi, że takie statki to zdecydowanie nie miejsce dla szczurów lądowych. Podkreślił natomiast, że chociaż samo wejście na pokład sprawia sporo problemów, wbrew pozorom oferują wiele udogodnień. Dla Pedersena najbardziej liczy się to, że podróżowanie nimi jest całkowicie darmowe – w przeciwieństwie do rejsów wycieczkowych, które zazwyczaj kosztują tyle samo, co przelot samolotem.

Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Thora Pedersena

VICE: Dlaczego podróżujesz na kontenerowcach?
Thor Pedersen: Mniej niż 200 osób odwiedziło każdy kraj na świecie i każda z nich chociaż część trasy pokonała samolotem. Podróżuję już od ponad trzech lat, zwiedziłem 121 państw i jeszcze ani razu nie zahaczyłem o mój domu, ani nie leciałem. Jeżeli muszę pokonać ocean tak wielki, jak Atlantyk, nie mam innej możliwości niż przepłynąć go na pokładzie kontenerowca.

Czy takie długie podróże nie są nużące?
Dopóki trwa mój projekt, nie mam za dużo wolnego czasu. Ciągle coś robię: staram się o wizę, przekraczam granice, poznaję ludzi, spędzam czas z członkami Czerwonego Krzyża albo rozmawiam z prasą. Dopiero na statku mogę złapać oddech. Przez dwa-cztery dni jestem w stanie pracować bez internetu, ale potem ani rusz. Wtedy mogę sobie zrobić przerwę.


Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Jak wtedy spędzasz czas?
Na statku mamy dostęp do słodkiej wody, ponieważ na bieżąco odsala się morską. W dodatku część rur poprowadzono tuż obok silnika – który nagrzewa się do strasznie wysokich temperatur – dzięki czemu nigdy nie brakuje gorącej wody. Na statku można brać prysznic co dwie, trzy godziny i nie czuć z tego powodu wyrzutów sumienia. Ma się możliwość długiego spania i czytania w spokoju książek. Spędzam dużo czasu na mostku, bo to najważniejsze miejsce na statku. Jeżeli człowiek chce się czegoś dowiedzieć, najlepiej przebywać właśnie tam.

Czy na statkach miewacie czasem jakieś luksusy?
Na ostatnim okręcie, którym płynąłem, mieliśmy saunę i zakryty basen. Czasem jest też WiFi. Kiedyś udało mi się też zobaczyć zorzę polarną, a kiedy indziej obserwowałem delfiny i wieloryby. Czasem bywa naprawdę niesamowicie, ale przez większość czasu po prostu gapisz się na wodę.

Czy kiedykolwiek się bałeś?
[Pewna trasa na Północnym Atlantyku] miała być ośmiodniowym rejsem, ale w trakcie natrafiliśmy na bardzo złe warunki pogodowe. Myślałem, że to koniec. Strasznie kołysało statkiem, a fale uderzały w kontenery i w dziób statku. Musieli zwolnić do czterech węzłów (ok. 3,7 km/h). Jeżeli się czegoś w porę nie chwyciło, rzucało człowiekiem po całym pokładzie. Zapytałem, czy taka sytuacja była normalna. Spojrzeli na mnie i powiedzieli: „Synu, takie coś to małe piwo". Wtedy się uspokoiłem – skoro według nich nie działo się nic złego, nie miałem powodu do niepokoju. Spędziłem cztery dni, czekając, aż ocean się uspokoi.

Czy da się spać na wzburzonych wodach?
To prawie niemożliwe. Leżysz sobie na koi, starasz się usnąć, a co rusz wypadasz się z łóżka. Na podłodze stało krzesło, które się cały czas przewracało. Spróbuj sam pomału przechylić krzesło, aż się wywróci, to zrozumiesz, jak nami bujało. Jeżeli chcesz coś zjeść, jedną ręką musisz trzymać się stołu, żeby nie zlecieć z krzesła, a drugą ściskać talerz. Nagle orientujesz się, że nie masz więcej rąk. Jedzenie podczas sztormu to prawdziwe wyzwanie.