FYI.

This story is over 5 years old.

Vice Blog

Wielkie kapelusze i twarde narkotyki

p
tekst pl

Porozmawialiśmy z kolesiem z meksykańskiej wytwórni Bandamax, specjalizującej się w klipach do narcocorridos.

Kiedy pierwszy raz oglądałam telewizję w Meksyku, moją uwagę przykuł Bandamax - kanał któremu można by poświęcić całe nasze Anti-Music Issue. Faceci w szerokich kapeluszach kowbojskich i haftowanych koszulach, śpiewający z przejęciem o nieszczęśliwej miłości do tej starej kurwy, co ich zdradziła. Całość kręcona w nowobogackich willach o żółtych ścianach. W kółko też puszczają wywiad z jednym wokalistą, zastrzelonym jakiś czas temu przez mafię narkotykową. Muzycznie mamy tu do czynienia z jakimś mariachi-krypto-r'n'b-ratunku! Od trzech godzin usiłuję obczaić i opanować bardzo popularne w teledyskach podskakiwanie w miejscu, połączone z machaniem wyciągniętymi przed siebie rękami i zawodzeniem. Jeden realizujących te cudeńka z kolesi zechciał mi pomóc zrozumieć ten fenomen, odpowiadając na kilka pytań. Ale to tylko pod warunkiem zachowania anonimowości…

Reklama

Co za rodzaj muzyki leci na Bandamax?

Tak zwane "rancheras", cumbia, ogólnie muzyka do zabawy, ale też narcocorridos, czyli pieśni sławiące dokonania przemytników - hit ostatnich kilku sezonów. Choć to, co się pojawia na antenie, to i tak tylko wierzchołek góry lodowej - na płytach tych zespołów bardzo często na jedną balladę o miłości przypadają cztery kawałki o przemytnikach. A Bandamax promuje tylko balladę.

Czyli z pozoru słodko i ckliwie, a tak naprawdę muza dla dużych chłopców?

Tjaaa, i daje się to odczuć jak się kręci dla nich teledyski. Miałem do czynienia z otoczeniem takich muzyków - jest równie zabawne, co przerażające.

Co dokładnie łączy przemytników z muzykami? Sponsorują im nagrania?

Tak, ale nie tylko. Jak nagrasz piosenkę która się spodoba lokalnemu bossowi, to zaprosi cię, żebyś zaśpiewał w jego willi, gdzie trzyma wszystkie swoje zwierzęta - żyrafy, nosorożce, tygrysy, pantery…

Że co?!

Zwierzęta. Są naturalną częścią otoczenia takiego bossa. Zresztą pełnią też swoją rolę - on je karmi swoimi wrogami.

Jak więc mówiłem, ten rodzaj muzyki i zorganizowaną przestępczość wiele łączy. Zdarza się na przykład, że muzycy byli wcześniej płatnymi mordercami. Zresztą wcześniej narcocorridos były bardziej epickie… Taka chociażby "Camelia la Tejana", śpiewana przez Los Tigros del Norte. Tekst opowiada o kobiecie, jadącej przez Stany Zjednoczone bryką z kołami wypełnionymi trawą. Dzisiaj te kawałki są bardziej realistyczne. Chwalą styl życia przemytników, coś na modłę klimatów gangsta.

Reklama

I dlatego muzycy tak sobie czasem giną?

To się zdarza, zresztą to też wina miejsc, w których grają. Na takiej arenie, zwanej palenque, gdzie muzycy stoją tuż przy publiczności, łatwo oberwać. A większość zabójstw miała miejsce zaraz po koncercie, na ulicy czy w hotelu. Najwyraźniej śpiewanie czegoś, co się nie spodoba lokalnemu watażce jest niepełnosprytne.

A zabawnie jest kręcić takie klipy?

Słuchaj… Na potrzeby jednego z klipów wynajęliśmy hacjendę za miastem. Był tam taki asystent, na którego wszyscy mówili "Osiołek". Żeby nie było, koleś był dość spory… tyle, że po godzinach pracy przy klipach zarabiał, wożąc kokę i pejotl do Europy. Resztę czasu spędzał zaś w łóżku z naiwnymi Europejkami, które przyjeżdżają tu na wakacje. W każdym razie wysłaliśmy go wtedy do lidera zespołu, żeby spytał, czy ten czegoś nie potrzebuje. Zastał go siedzącego przed hałdą koki, i dostał polecenie skoczenia po butelkę tequili, coby się milej gadało. No i pogadali. Na planie pojawili się o drugiej po południu jako najlepsi kumple, chociaż wcześniej w ogóle się nie znali. Nie mieliśmy nic nagrane, oni byli zrobieni. Ostatnie ujęcia wokalista chciał wykonać obalając drugą już butelkę. Heh, czemu nie…

Co sprawia, że te klipy są takie zabawne?

Jest w nich sporo przypadkowego komizmu. Muzycy często mają nieciekawe ryje. A kiedy do tego usiłują je upiększyć, efekt jest odwrotny od zamierzonego.

A, to dlatego wplatacie do klipu osobną opowieść… Zespół sobie tylko gra, a przez większość klipu przewija się historia miłości dwojga nastolatków o wyszczerzu godnym reklamy gumy do żucia.

Reklama

No tak, ale czasem też wokalista chce koniecznie zagrać we własnym klipie. Tragedia, mówię ci. "Facet się kurwa uparł. Co robimy?" Wyobraź sobie sporych rozmiarów kolesia, który usiłuje wsiąść na konia i grać dziarskiego młodzieńca. Chociaż, w sumie to nawet urocze. Przynajmniej nie boją sie iść na całość. Zresztą nie mają wygórowanych wymagań. Zależy im tylko żeby klip był "ładny", i żeby były dupy.

Zresztą zwróć uwagę, że klipy puszczone rano są jeszcze bardziej debilne. Często wyglądają jak nakręcone przez studenciaka drugiego roku komunikacji społecznej w jakiejś Wyższej Szkole Rzucania Ryżem. Ma się lekkie problemy z nadążaniem za opowieścią. "Zaraz, nie czaję, to bohater nie żyje, czy tylko kobieta go zdradza?"

A do kogo jest to wszystko właściwie skierowane?

Targetem są wyraźnie klasy średnie i niższe. Ale zdarza się też, że bogatsze dzieciaki dla picu uznają tańczenie po pijaku do kawałków Los Angeles Azules czy Los Tucanes de Tijuana za szałowe. Kicz zawsze będzie miał powodzenie.

Bo nawet jeśli mieszkańcy stolicy generalnie gardzą prowincją, to i tak każdy, kto zachowuje chociaż minimalny kontakt z realiami kraju (czyli podróżuje metrem czy taksówką - co i tak wielu nie dotyczy), natrafi na tę muzykę. A poza miastem już jest wszechobecna.

Można zatem powiedzieć, że Bandamax zarazem tworzy i utrwala stereotypy.

Tak, dokładnie tak. Te kawałki często są o tym, jak powinniśmy się trzymać ról społecznych kobiety i mężczyzny, jakie katusze miłosne przeżywa meksykański macho, i jaka to wspaniała jest wieś meksykańska. Sielanka. To nawet zabawne, bo z jednej strony w Mexico City zalegalizowane zostały małżeństwa gejów oraz adopcja przez nich dzieci, a z drugiej masz telenowelę o nazwie "La Rosa de Guadelupe", taki rodzaj opowieści z morałem, gdzie główna bohaterka wrzuca swoje seksi focie na fejsa, a potem zostaje zgwałcona przez kolegę z klasy.

Reklama

Ba, sama się o to prosiła.

Taaa, Bandamax twierdzi podobnie.

Dlaczego wszystkie laski w klipach są brunetkami o długich włosach i dużych piersiach?

Prawdopodobnie cięcia budżetowe - firma Televisa, do której należy ten kanał, produkuje też telenowele. Cycki jak pociski mające zaraz wybuchnąć… Wygooglaj sobię Ninel Conde, idealnie obrazuje ten fenomen - śpiewa na Bandamax i jednocześnie występuje w serialach. Nieziemska gwiazda, kształty jak z komiksu.

Widać też zastanawiające motywy technologiczne - wszyscy tam mają komórę czy jakieś Blackberry w łapie, nie?

Proste - jak kolesia zdradza kobieta, to on się o tym dowiaduje przez telefon. I wtedy zaczyna śpiewać o swoim smutku do słuchawki.

Ale chyba nie tylko? Zdaje się, że to właśnie przez komórki te klipy są rozprowadzane w Stanach.

Dokładnie. To, i cały ten szpan nowinkami technicznymi, to stałe elementy tego światka. Widzisz sobie klasyczną sielankę wiejską, w tle pole kukurydzy czy opuncji, a tu znienacka wjeżdża nowiutki samochód terenowy. Styl rustykalno-nowoczesny.

A to nie jest przypadkiem wzięte z klipów amerykańskich?

Wpływ USA na Meksyk jest istotny - zwłaszcza na północne stany, skąd pochodzi ta cała scena. Niektórzy z muzyków właściwie nie są sensu stricte Meksykanami, bo urodzili się w USA. Jedna z największych gwiazd muzyki latynoskiej, Selena, nie mówiła nawet dobrze po hiszpańsku. Zginęła młodo, zastrzelona przez prezes własnego fan klubu, co uczyniło ją gwiazdą dla ludu. Bandamax dobrze pokazuje ten klimat. Robimy wszystko, żeby uchodzić za białych, tylko muzycy coś trochę śniadzi.

A gdyby Bandamax przestało istnieć?

Szkoda by było. Jak wracasz nocą do domu wstawiona, nie ma nic lepszego do oglądania.

Rozmawiała: VALERIA COSTA-KOSTRITSKY

Tłumaczenie: Kuba Perliński