FYI.

This story is over 5 years old.

randki

Czego nauczył mnie pierwszy miesiąc na Tinderze

Przed chwilą poznany tu koleś wyśle ci rozmiary swojego penisa, drugi będzie chciał z tobą myć zęby, a trzeci – hipnozą wywoływać wielokrotne orgazmy
4.7.16
Kobieta na zdjęciu nie jest autorką artykułu. Źródło: flickr/Jereme Rauckman

Szaro, nudno, żadnych wolnych facetów na widoku? Przed chwilą poznany tu koleś wyśle ci rozmiary swojego penisa, drugi będzie chciał z tobą myć zęby, a trzeci – hipnozą wywoływać wielokrotne orgazmy. Na Tinderze pierwszy raz zalogowałam się na początku czerwca. Ustawiłam, że szukam mężczyzn w wieku 28-42 lat w promieniu 80 km. Był wieczór, poprzesuwałam po ekranie, dużo w lewo, trochę w prawo. Rano czekało na mnie kilkanaście powiadomień o nowych parach i superlajkach oraz około dziesięciu wiadomości. Na początku mnie to bawiło, więc wdawałam się w rozmowy. Tak jak w życiu: niektórzy byli drętwi, niektórzy – nieco puści, a inni potrafili zaintrygować albo rozśmieszyć. Trzeba przyznać, że samo zainteresowanie działa dobrze na ego. Kim są chłopcy z Tindera Gdyby na podstawie Tindera budować obraz facetów, byłby on… mocno nadszarpnięty. Dominują zdjęcia w windach, siłowniach, łazienkach – samojebki w lustrach z kaloryferem w tle. Czasem w wannie, z dziubkiem. Większość profili mówi: „ej, mała, ćwiczę, mam sześciopak/samochód/drogi zegarek, chodzę w gajerkach, bo jestem taki ważny". Faceci z Tindera masowo jeżdżą w góry i na tropikalne wakacje, wspinają się na strzeliste skały, jeżdżą na nartach, biegają, zwiedzają wielkie stolice, wąchają wino. Są pasjonatami. Generalnie „stroszą piórka". Niektórzy robią sobie specjalne sesje, bo wiedzą, że dobre zdjęcia to tam podstawowy wabik. Nie brakuje też zdjęć z dziećmi, dziewczynami, obrączką na palcu. Jest cała masa fot ze zwierzętami (najlepiej, żeby były małe, słodkie i rozczulające). Absolutnie przedziwnym trendem są zdjęcia z… tygrysami.

Są i tacy, którzy pozują z fuckiem do profilowego albo piszą, jakie dziewczyny ich nie interesują. „Nie będę twoim sponsorem", „jeśli masz tipsy, przesuń w lewo" (tipsem, jak rozumiem)

Przeciwieństwem „profesjonalistów" są ci z tragicznymi wręcz profilami. Niewyraźne, fatalne zdjęcia albo jakieś średnio wysublimowane memy, zero opisu albo tylko „no hej". Czasem coś kompletnie absurdalnego typu „Latam w koło słupa tak aby z przodu była dupa" tudzież „szału ni ma, dupy nie urywa" (pisownia oryginalna). Zdarzają się tacy, którzy nie pokazują twarzy i dają tylko zdjęcie ilustracyjne. Wątpię, czy ktokolwiek przesuwa ich w prawo. Część z nich to fejki. Są i tacy, którzy pozują z fuckiem do profilowego albo piszą, jakie dziewczyny ich nie interesują. „Nie będę twoim sponsorem", „jeśli masz tipsy, przesuń w lewo" (tipsem, jak rozumiem), „wkurzają mnie kobiety, które nie chcą, by otwierać im drzwi", „żadnych mężatek i rozwódek", „nie toleruję palenia" itp. Narcyzm aż wycieka z ekranu smartfona. Opisy to osobna sprawa. Część z nich jest naprawdę porządnie przemyślana, goście przedstawiają swoje dewizy życiowe i postawę wobec kobiet. Wklepują mądre cytaty. Inni wymieniają zainteresowania i tych jest chyba najwięcej. Większość pisze wprost, czego szuka na Tinderze – czy związku, czy romansu na boku („będziesz moją wyuzdaną dziwką?"), czy szybkiego seksu, czy też towarzyszki na wesele albo wakacje. Stosunkowo rzadko chwalą się dużymi penisami (chociaż jeden pod swoim zdjęciem napisał tylko „25 cm w Bałtyku").Zdarzają się opisy preferencji seksualnych, często wymieniamy jest BDSM. Niektórzy piszą „no ONS", choć przecież do tego stworzona została ta aplikacja. To użytkownicy zmodyfikowali jego formę do portalu randkowego. Przynajmniej częściowo. Standardem jest podawanie wzrostu oraz języków, w których właściciel profilu jest w stanie się dogadać.

Zauważyłam, że przydatną funkcją Tindera jest widoczność wspólnych znajomych na Facebooku

Zauważyłam, że przydatną funkcją Tindera jest widoczność wspólnych znajomych na Facebooku, polubień tych samych fanpejdżów oraz – czasem – zdjęć z Instagrama oglądanej osoby. Większość przyznaje się do tego, gdzie pracuje i gdzie studiowało. No, chyba że „szlachta nie pracuje", to co innego. Dzięki temu można się o nich więcej dowiedzieć, a czasem nawet wytropić ich nazwisko. Można też trafić na swoich znajomych, ale mam wrażenie, że tylko raz, bo później, po „unlike'u", Tinder już ich nie proponuje. Miłość od pierwszego mycia zębów Poszłam tylko na trzy randki i po żadnej z nich nie umówiłam się na drugą. Nie było chemii. Odrzuciłam w sumie kilkadziesiąt propozycji spotkań i dość szybko przestałam z moimi „parami" rozmawiać. W przypadku nowych dopasowań praktycznie nigdy nie odzywam się pierwsza. Po prostu mi się znudziło. Ktoś musi być naprawdę interesujący, bym utrzymywała z nim kontakt. Co nie znaczy, że nie da się tu poznać kogoś fajnego: znam parę, która zaczęła właśnie na Tinderze. Na pewno apka skutkuje w kwestii umawiania się na seks, choć tym znajomi chwalą się znacznie rzadziej. Ale to właśnie dzięki rozmowom mam kilka zabawnych wspomnień. 30-letni M. od razu przeszedł do konkretów. Napisał, że interesuje go beztroskie pieprzenie i najchętniej ustawiłby się od razu w domu. Nieproszony, wysłał rozmiary swojego penisa i był gotowy wysyłać zdjęcia wszystkiego, czego tylko sobie zażyczę. „Musisz lubić długo i naprawdę ostro" – podkreślał. Przypadkiem okazało się, że jest znajomym znajomych. Niektórzy się zarumienili. 31-letni S. oświadczył, że jest na Tinderze od dwóch godzin i jestem jego pierwszym dopasowaniem. Uznał, że to przeznaczenie, a on szuka kobiety na całe życie. „Jeśli jesteś na tak, kasuję konto". Romantyk!


Polub nasz fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco.


29-letni K. najpierw był zachwycony, że w końcu znalazł tu inteligentną kobietę, a tydzień później próbował zaciągnąć mnie prosto do hotelu. Może aż tak kręci go bystrość umysłu, że nie ma głowy do rozmów? Gości, których praca wiąże się z częstymi wyjazdami, jest tu sporo – chętnie umawiają się w innych miastach. W tej grupie jest mnóstwo obcokrajowców. Jeśli ktoś jeszcze nie miał z nimi do czynienia, a jest ich ciekawy, ma duży wybór. Za to 31-letni M., w związku, szukał wirtualnych wrażeń, żeby nie zdradzać dziewczyny w realu. Namawiał na Snapchata albo Skype'a. Kiedy się nie zgodziłam, usiłował uprawiać ze mną seks przez Tindera. Średnio mu poszło, bo w kluczowym momencie kliknęłam „unpair" (to blokuje możliwość rozmowy).

Nie zapomnę też kolesia, który zafundował mi opowiastkę o tym, jak to hipnozą odblokowuje seksualnie kobiety

Nie zapomnę też kolesia, który zafundował mi opowiastkę o tym, jak to hipnozą odblokowuje kobiety seksualnie. „Chodzi o to, by doznania były silniejsze, wielokrotne i na zawołanie" – przekonywał 35-letni J. Zapytany o kwalifikacje, przyznał bez ogródek, że wiedzę czerpie tylko z książek. Był mocno poirytowany, że mu nie wierzę. Moim absolutnym faworytem okazał się 31-letni Dan, niestety oddalony o 1863 km, Polak mieszkający w Hiszpanii. W pierwszych zdaniach zgadaliśmy się, że śmiertelnie nudzi nas mycie zębów i dlatego robimy to krócej, niż zalecają dentyści. Padł spontaniczny pomysł, by rozmawiać na Tinderze w trakcie ich szczotkowania. Umówiliśmy się kilka razy, na konkretną godzinę. Dzięki temu szorowaliśmy zęby nawet po siedem minut, pisząc raz prawą, raz lewą ręką. „Musiałem trochę wypluć", „jadę już prawie na sucho" - relacjonowaliśmy na żywo. Raz napisał mi, że go to rozczula. Nie wiem, czy tam zostanę, ale polecam Tindera wszystkim, którym brakuje taniej rozrywki. I jedna rada: jeśli już z kimś się umawiacie, sprawdźcie go na Facebooku. Może się okazać, że broni białej rasy, chce strzelać do gejów, nie potrafi wykadrować zdjęcia, na niepozowanych fotach wygląda zupełnie inaczej albo szeruje wyłącznie śmiesznie przewracające się pieski. Mało podniecające.