Varials

​Henry Rollins: W czasach kryzysu ludzie skłaniają się w stronę nacjonalizmu

Za miesiąc Henry Rollins wystąpi w Polsce, z tej okazji porozmawiałem z nim o atakach w Paryżu, postępującym radykalizmie w naszym kraju i przyszłości ludzkości

tekst Paweł Mączewski
08 Grudzień 2015, 2:40pm

Materiały prasowe/Ceo Central

Tekst pierwotnie ukazał się na Noisey Polska

Przeglądając listę zajęć, jakimi w swoim życiu zajmował się Henry Rollins, można odnieść wrażenie, że to tytan pracy i prawdziwy bohater klasy robotniczej. Muzyk, pisarz, felietonista, wydawca, aktor i charyzmatyczny mówca (ok, co pominąłem?). Swoją sceniczną karierę zaczynał na początku lat 80. – najpierw w S.O.A., później w legendarnym Black Flag, gdzie zdzierał gardło i biegał zapocony w samych szortach między innymi muzykami. Po późniejszym rozpadzie zespołu, tworzył muzykę pod własnym szyldem Rollins Band, by z czasem porzucić krzyk na rzecz słowa mówionego. Chociaż zawsze byłem fanem jego muzyki, nowy format jego występów trafił do mnie jeszcze głębiej – gdy z humorem i nieraz ostrą krytyką komentował zastaną rzeczywistość, wspominał stare dobre czasy i zwracał uwagę, że zawsze warto być tym dobrym gościem, wiernym swoim ideałom.

Kiedyś, będąc zdołowanym dzieciakiem, chciałem nawet wysłać do niego list, podziękować za inspirację do życia. Ostatecznie jednak zabrakło mi jaj, by to zrobić. Z chwilą jednak, kiedy dowiedziałem się, że Rollins wystąpi w Warszawie, a dzień później we Wrocławiu – zdecydowałem, że nadszedł ten czas i muszę się do niego odezwać. Tak oto porozmawialiśmy m.in. o atakach w Paryżu, postępującym radykalizmie w Polsce i przyszłości ludzkości.

VICE: Cofnijmy się na chwilę w czasie. Czy pamiętasz moment, kiedy zdecydowałeś, że już nie chcesz krzyczeć na scenie i zamiast tego będziesz mówić do publiczności? Co wpłynęło na twoją decyzję?
Henry Rollins: Jeżeli pytasz mnie, dlaczego przestałem robić muzykę, mogę na to odpowiedzieć – robiłem ją przez wiele lat i pewnego dnia nie miałem już żadnego nowego tekstu. Nie chciałem wychodzić na scenę, by powtarzać stary materiał, nie było w tym wyzwania, więc przestałem. To nie tak, że obraziłem się na muzykę, chodziło o potrzebę bycia szczerym. Prowadziłem występy mówione od 1983 roku, więc nie była to dla mnie zmiana kierunku, po prostu przestałem zajmować się czymś, co robiłem od bardzo dawna.


Posłuchaj, to do ciebie. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Pamiętasz swój pierwszy gig, kiedy zamiast krzyczeć, wyszedłeś do ludzi, by po prostu do nich mówić? Denerwowałeś się, jak zostaniesz odebrany?
To było w 1983 roku. Wydaję mi się, że występ trwał 10 minut i dostałem za niego 10 dolarów. Nie denerwowałem się. Właściwie to czułem się bardziej naturalnie niż podczas dawania koncertu.

Jakie są podobieństwa i różnice pomiędzy punkowym koncertem a występem mówionym?
Muzyka i słowo mówione były dla mnie czymś bardzo podobnym. Towarzyszyło im przygotowanie, dyscyplina, skupienie, cel itp. W obu formach przekazu chodziło o pogoń za prawdą i jak najlepszą próbę do jej dotarcia.

Przez lata podróżowałeś po całym świecie, dając występy w różnych jego częściach. Jest jakieś miejsce, które najbardziej utkwiło w twojej pamięci?
Żadnego nie wyróżniam, jestem równie szczęśliwy, nieważne, gdzie występuję. Chodzi o publiczność – staram się być tam, gdzie oni.

A pamiętasz może jakąś ciekawą lub straszną sytuację podczas swojego występu?
Pewnego razu mężczyzna z widowni miał atak padaczki i musieliśmy przerwać występ, by mogli się nim zająć paramedycy. Po tym, jak mu pomogli, dokończyłem show.

Powiedziałeś kiedyś, że słuchając dzisiejszego rocka w radiu, sześć piosenek z rzędu brzmi zazwyczaj tak samo; jak przeciętne produkty Pro Tools, wykorzystujące ten sam wokal. Innymi słowy, dziwiłeś się: gdzie podziały się jaja rocka? Jakiś czas później jednak, kiedy spytano cię o obecny stan muzyki odpowiedziałeś, że muzyka żyje i ma się dobrze, a jednym z powodów tego jest internet. Co myślisz o tym dzisiaj?
Muzyka zawsze była żywa i miała się dobrze, jeżeli wiedziałeś, gdzie jej szukać. Mainstream błyszczy, zarówno od strony wizualnej, jak i audio, ale jeżeli chcesz coś, co ma zęby, znajdziesz to bez problemu. Internet okazał się w tym świetnym narzędziem. Dzięki niemu cały czas dowiaduję się o istnieniu świetnych kapel. Ktoś do mnie pisze, daje mi cynk o jakimś zespole, więc zaglądam na ich bandcamp. Jeżeli podoba mi się co tam znajdę, kupuję ich płytę. Robiłem tak już wiele razy.

Jakie zespoły, których niedawno słuchałeś, są warte twojego polecenia?
Naprawdę lubię zespół Hierophants, z Australii. Yes I'm Leaving to kolejny świetny zespół. Nowa płyta Wand, 1000 Days jest też świetna. Nie mogę jednak rekomendować konkretnej kapeli, bo każdy ma swój gust, ale można ich posłuchać za darmo, więc nie ma obawy, jeżeli coś ci się nie spodoba.

Materiały prasowe/Ceo Central

Czy tatuowanie sobie ulubionych kapel to dobry pomysł? Masz jakiś swój ulubiony tatuaż lub taki, za którym nie przepadasz?
Zupełnie nie zaprzątam sobie głowy swoimi tatuażami. To nie jest ciekawy temat.

Czasami występujesz też w filmach (jeden z moich ulubionych to Grobowiec Diabła, świetna rola księdza!), niedługo będzie można cię zobaczyć w Gutterdämmerung – Najgłośniejszym Niemym Filmie na Ziemi. Możesz powiedzieć coś więcej o tej produkcji?
W trakcie filmu, przed żywą publicznością wystąpi zespół, który będzie akompaniował projekcji seansu. W jego trakcie, na scenie pojawią się też występujący aktorzy, którzy stojąc przed ekranem, będą komentować trwającą akcję. To coś całkiem niesamowitego. Jestem współscenarzystą filmu i wcielam się w nim w kilka różnych postaci.

Czy podczas kręcenia zdjęć poznałeś się z Jesse Hughesem, który także występuje w tym filmie – czy może znaliście się już wcześniej? Jak wyglądała współpraca tak wielu artystów przy jednym projekcie? Zdradzisz jakieś ciekawe sytuacje zza kulis?
Jesse i ja nie znamy się, ale pracowaliśmy razem przez jeden dzień. Nie mam żadnych ciekawych historii zza kulis – każdy stawił się na planie przygotowany i świetnie wykonał swoją część pracy. Wszystko poszło naprawdę gładko.



Pamiętasz moment, kiedy dowiedziałeś się o atakach w Paryżu i masakrze na koncercie Eagles of Death Metal? Jak skomentowałbyś te straszne wydarzenia?
Właśnie przyleciałem do Los Angeles i ktoś to mnie napisał, żebym sprawdził wiadomości. Myślę, że terroryści znaleźli nowy, efektywny sposób na atak. Mam nadzieję, że coś takiego już się nie powtórzy. Te wydarzenia zmienią pewnie środki bezpieczeństwa, przy organizowaniu koncertów i festiwali na całym świecie.

Jaki twoim zdaniem będzie następny krok polityków i obywateli w Europie? Co powinniśmy zrobić?
Rządy zrobią dokładnie to, co zamierzają. Czasy konfliktu generują duże sumy pieniędzy, więc zadziałają do tego odpowiednio, przy czym nasz głos nie będzie miał tu żadnego znaczenia. Reszta spocznie w rękach jednostek. Jeżeli chodzi o mnie, powiedziałbym: idźcie na więcej koncertów, grajcie ich więcej, rozmawiajcie częściej z ludźmi, wychodźcie częściej z domów. Źli ludzie przynoszą ze sobą ciemność, my dajemy światło. W przeciwnym razie nigdy nie opuścisz swojego mieszkania i oni wygrają.

W Europie nieraz mówi się o tym, że obecna sytuacja z ISIS jest konsekwencją zaangażowania Stanów Zjednoczonych w sprawy Bliskiego Wschodu. Jak to skomentujesz?
Stany Zjednoczone, Anglia, Rosja i wiele innych krajów angażowało się w sprawy Bliskiego Wschodu od dziesięcioleci. Stany z pewnością miały swój wpływ na to, co teraz się dzieje. Co teraz należy z tym zrobić? Nie wiem. Wszystko, co mogę zrobić to nie potęgować poczucia strachu i patrzeć na rzeczy tak jasno, jak tylko potrafię. Pomijając fakt, że obecny stan rzeczy jest przygnębiający. Chciałbym się mylić, ale nie wydaję mi się, by miało być lepiej.

Materiały prasowe / Ceo Central

W Polsce widać rosnącą liczbę zwolenników skrajnej prawicy. W ostatnich wyborach parlamentarnych wiele młodych ludzi oddało swój głos na pro-chrześcijańską partię, która opowiada się za zamknięciem granic przed uchodźcami. Wraz z nietolerancją rośnie liczba nastolatków, którym marzy się homogeniczne państwo. Co jest przyczyną takiej radykalizacji poglądów i czy da się być bardziej otwartym?
W czasach trudnej ekonomii ciężko jest zachować otwartość. Potrzeba bystrej, silnej intelektualnie osoby, by potrafiła wyraźnie zauważyć, kiedy sytuacja ulega pogorszeniu. W momencie kryzysu ludzie skłaniają się w stronę nacjonalizmu, obarczając winą za swoje problemy ludzi, którzy się od nich różnią. Wszystko, czego wtedy potrzeba to zmanipulować tym, by dostać sporą grupę wkurzonych i niemyślących jasno ludzi. By to zatrzymać potrzeba edukacji, lepszych warunków do życia, wielu rzeczy, pod którymi podpiszą się inni ludzie. Bo ludzie są trudni. Myśląc samodzielnie, dojdą do własnych konkluzji. W tym przypadku jednak myślę, że najgorsze dopiero przed nami.

Kilka miesięcy temu napisałeś do LAWeekly: „Zbliżamy się do naszego końca. Ludzkość jest już prawie u swego kresu". Co teraz sądzisz o ludzkości, myślisz, że mamy szanse na przetrwanie?
Nie sadzę. Myślę, że jesteśmy jednocześnie za mądrzy i za głupi, by zadbać o swoje dobro. Znajdujemy się na szczycie łańcucha pokarmowego. Żyjemy długo, bo przechytrzyliśmy raka, złe diety itd. Na tej płaszczyźnie jesteśmy niesamowici. Twoje długie, szanowane życie oznacza jednak, że ktoś inny będzie żył krócej. Jeżeli staniesz przed wyborem: ty czy jakiś inny koleś, zawsze wybierzesz siebie. Ludzie rozmnażają się na potęgę, jedzą więcej niż im potrzeba, za dużo konsumują. Nie interesuje nas zrównoważony rozwój, równość itd. Prawdopodobnie minie dużo czasu, zanim nasz gatunek zniknie, ale wierzę, że Homo sapiens jest tylko częścią większej historii.

Ostatnie pytanie jest bardziej osobiste, odnosi się do słów, które powiedziałeś w trakcie występu „Provoked" i które kiedyś dały mi siłę, by dalej żyć:

Nie jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie budzę się każdego dnia, mówiąc: „Kocham życie!". Nie, przez większość czasu kurewsko nienawidzę życia, przez większość czasu, życie to dla mnie jebany egzystencjalny koszmar, którego nie cierpię i cały czas myślę o tym, by to zakończyć. Proszę, teraz już znacie prawdę. Jedyna rzecz, która trzyma mnie wśród żywych, to świadomość, że życie powie: Ha-ha, wymiękłeś, nie dałeś mi rady! Dlatego chcę zmusić swoje życie, do walki o życie. Chcę być jak drzazga w dupie swojego życia, chcę by życie świętowało dzień, kiedy w końcu odejdę z tego świata. Chcę, by to była jedyna chwila, kiedy będzie mogło ode mnie odpocząć, zadając innym pytanie: Czy na pewno już zdechł, dźgnij go jeszcze raz, tak dla pewności

Moje pytanie brzmi, czy coś się zmieniło i jak teraz wygląda twoje życie?
Wstaję każdego dnia i chcę kopać tyłki. Niektóre dni są łatwiejsze od innych, ale to jest to, co staram się robić.