„Kraina Grzybów” nie była tym, czym myślisz

Teorie spiskowe o tajemniczym kanale zostały wreszcie obalone

|
cze 1 2017, 3:00am

Kiedy 3 lata temu na YouTubie pojawił się dziwaczny kanał z filmami , które przypominały program dla dzieci wyprodukowany przez osiedlową stację z początku lat 90., właściwie nikt nie wiedział, o co chodzi. Abstrakcyjny scenariusz, psychodeliczna muzyka, najntisowa nostalgia i coś jeszcze okazały się na tyle intrygującą mieszanką, że przyciągnęły tysiące internautów, którzy w pojedynkę albo razem tworząc zamknięte grupy próbowali znaleźć klucz i rozwikłać zagadkę dziwacznej serii.

Choć Kraina Grzybów była mocno osadzona w polskich realiach, jej fenomen pokonał bariery językow. W zbiorowej fascynacji uczestniczyli entuzjaści z innych krajów, najliczniejsi z Rosji. Kanał szybko zareagował zamieszczając napisy w różnych wersjach językowych. Media, obserwując zjawisko, okrzyknęły Krainę „Największą tajemnicą polskiego internetu". napięcie narastało, podczas gdy kolejne odcinki pojawiały się coraz rzadziej, aż po dłuższej przerwie w kwietniu 2017 do sieci trafiło ostatnie wideo zwieńczone prawdziwą wisienką – napisami końcowymi. Tak ujawnił się Wiktor Stribog, twórca projektu.

Wiktor ostatecznie zamknął projekt, wkrótce potem odpowiadał na pytanie internautów na czacie, pojawił się też na żywo w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie zaznaczył, że nie czuje się artystą, bo to dość anachroniczne określenie – lepiej odnajduje się nazywając się „twórcą contentu". Na spotkaniu, niczym nastolatkowego idola, zasypywano go pytaniami o to, czy jest wolny i czy lubi szarlotkę. Pytano też o techniczne kwestie, inspiracje i właściwą interpretację serii. Oto czego się dowiedzieliśmy:

Wszystko było eksperymentem…

Wiktor, który przed laty pracował nad doktoratem z kulturoznawstwa, posługując się różnymi technikami, postanowił stworzyć wirusa umysłu — „coś, o czym nie możesz przestać myśleć, więc zarażasz tym kolejne osoby". Tak powstał pomysł na wideo inspirowane memami, creepy pastami, screenersami i VR-em.

… który zrealizowała jedna osoba z paczką znajomych.

Ci, którzy uważali, że Kraina Grzybów to dzieło zespołu specjalistów, bardzo się zdziwili, gdy okazało się, że koncepcja, scenariusz, reżyseria, zdjęcia, montaż, muzyka, animacja, programowanie i efekty... to wszystko jest efektem pracy Wiktora, który otwarcie przyznaje, że wielozadaniowość zawdzięcza technologii. Np. całą muzykę skomponował, choć nie umie czytać nut. Wystarczyło mu osłuchanie (tutaj muzyka, której wtedy słuchał) i odpowiedni program.
Praca nad materiałem pochłonęła ogromne ilości czasu: samo filmowanie scen do pojedynczego odcinka zajmowało 3-4 godziny, co stanowiło nikły procent produkcji. Na dodatek jeden z odcinków przepadł bezpowrotnie z powodu uszkodzenia dysku.

W trakcie pracy działy się różne, „tajemnicze" rzeczy…

„Widziałem już wszystkie najstraszniejsze rzeczy w kinie, książkach i Internecie, więc niełatwo mnie przestraszyć. Natomiast było parę dziwnych zbiegów okoliczności podczas tworzenia KG, które zabiły mi ćwieka", pisał na Reddicie Wiktor. „Cóż, był taki moment w trakcie filmowania piątego odcinka, dokładnie sceny, w której Agatka traci palce. Wtedy już kupiłem lalkę, której użyłem szóstym odcinku. Na planie był bałagan, lalka wyślizgnęła się z pudełka i upadła. Wielkie bum. Ale kiedy później sprzątałem, odkryłem, że lalka straciła palec w upadku. Przypadek? NIE SĄDZĘ!".

… ale poza nastrojem tajemniczości udało się osiągnąć coś jeszcze.

Magdalena Kamińska, cyberkulturoznawczyni z doktoratem, rozmawiając z Wiktorem w MSN-ie zauważyła, że większość fanów KG to gimnazjaliści i licealiści – pokolenie, które w obiegowej opinii nie wstaje z kanapy i niczym się nie interesuje, a już na pewno nie kulturą. Tymczasem oni przełamali stereotyp, zafascynowani filmami, starali się lepiej zrozumieć motywy i skrupulatnie przeszukiwali sieć w poszukiwaniu informacji. W mediach społecznościowych wymieniali się informacjami, dyskutowali – stworzyli wspólnotę wiedzy.
Wiktor podchwycił wątek, stwierdzając, że wszystko zależy od formuły. „Szkoła jest archaiczna, wprowadza hierarchię, a na Facebooku wszyscy są równi. Mają taką samą ikonkę".

Zostały ujawnione źródła inspiracji…

Jako pierwsza została wymieniona estetyka PRL-u, której co prawda Wiktor nie pamięta z dzieciństwa, ale wciąż odnajduje w kulturze.
„Np. filmy edukacyjne w szkole wciąż są wałkowane na kasetach VHS – stary telewizor wyciągany na szafce, do tego zdjęcia z domu, pocztówki…".
Wspomina też o modzie na vintage, vaporwave (którego Wiktor nie odbierał jako nurt świadomie), stronie Everything is Terrible!, Sailor Moon i modnej duchologii.

… a jej pomysłodawca przyznał, że za KG kryje się konkretna historia.

Wśród wielu interpretacji przynajmniej dwie można obalić.
Tę o psychodelicznych wizjach (Wiktor uśmiechając się zadeklarował , że jest czysty i „nie używa niczego oprócz herbaty) oraz o zapisie choroby psychicznej („Nie zostałem jeszcze zdiagnozowany").
A na pytanie o sens Wiktor odpowiada oczywiście wymijająco: „Morały są dla dzieci, dorośli ludzie myślą sami za siebie".

Zdradził też, że jedna ze wskazówek prawdopodobnie wciąż nie została odnaleziona.

To kartka ukryta w Garwolinie, w którym w jednym z odcinków miała znajdować się Agatka. Wiktor ukrył ją w szkole.

Choć twórca serii ją zamyka, wciąż robi wideo, a na koncie ma też inne duże projekty…

I to zdecydowanie artystyczne. Np. „Piwnicę" — wizualną interpretację opowiadania Szczepana Twardocha, przy której współpracował z chyba najaktywniejszą polską artystką w mediach społecznościowych, Aleksandrą Waliszewską – czy „Sposoby na bycie Syreną", wideo towarzyszące wystawie w MSN.

… i zachowuje duży dystans do polskiego YouTube'a.

„Polskiego YouTuba unikam, szanuję jedynie Dema i Klocucha, bo to jedyni polscy youtuberzy z prawdziwym talentem komediowym. Reszta to tylko osoby, które mówią rzeczy. Ale też nie znam wszystkich, więc mogłem ominąć jakieś perełki".

Więcej VICE
Kanały VICE