Mikołaj Klubiński, współtwórca inicjatywy „Tęczowa ekipa na Marszu Niepodległości”. Fot: Mikołaj Maluchnik

Przeczytaj rozmowę z organizatorem „Tęczowej ekipy” na Marszu Niepodległości, by wiedzieć, na co się piszesz

Odważna inicjatywa czy zwykły trolling?

|
27 Październik 2018, 11:27am

Mikołaj Klubiński, współtwórca inicjatywy „Tęczowa ekipa na Marszu Niepodległości”. Fot: Mikołaj Maluchnik

W ostatnich dniach na Facebooku pojawiło się wydarzenie, które wzbudziło wiele kontrowersji. „Tęczowa ekipa na Marszu Niepodległości” to pomysł mający na celu uczestnictwo osób LGBTQ w zbliżającym się Marszu Niepodległości.

„Święto niepodległości od lat jest kojarzone ze środowiskami nacjonalistycznymi. Czas zmienić ten wizerunek [...] Chcemy w tym roku utworzyć »Tęczowy blok« i iść w Marszu Niepodległości. Dlaczego tam? Bo to największe i zdaje się już trwale wyryte obchody tego dnia w Polskiej rzeczywistości”. To fragment opisu wydarzenia, które nie bez przyczyny budzi emocje.

Założenie jest takie, by w największym przemarszu 11 listopada (na którym dotychczas pojawiały się już hasła rasistowskie, ksenofobiczne, a także postawy jawnie homofobiczne), pojawiły się tęczowe flagi. Brzmi trochę jak misja samobójcza? Takie przynajmniej wrażenie odniosła część internautów, także członków środowiska LGBTQ, którzy traktują ten pomysł nie tylko jako jawną i niepotrzebną prowokację, ale zarzucają też jednemu z organizatorów Mikołajowi Klubińskiemu, trolling i złe intencje mające na celu krzywdę uczestników wydarzenia.

Mikołaj Klubiński, bo o nim mowa, dotychczas był kojarzony raczej ze stowarzyszeniem Koliber, mającym na swoim koncie akcje przeciwko środowiskom LGBT, zrobiło się o nim też głośno w 2016 roku, gdy w sieci pojawiły się jego półnagie zdjęcia, na których obmacuje psa.

Teraz Mikołaj zapewnia, że ma jak najszczersze intencje przy organizowaniu Tęczowej ekipy, chociaż nie ukrywa, że uczestnictwo w tym wydarzeniu jest niebezpieczne. Udało nam się z nim skontaktować, by sam wyjaśnił, jaki cel przyświeca jego inicjatywie.

VICE: Czy jesteś trollem?
Mikołaj Klubiński: To, co robię, na pewno nie jest trollingiem, chociaż poruszam się po środowiskach troll-netowych. Chcę coś zmienić. W środowiskach patriotycznych panuje przeświadczenie, że mniejszości są jakąś piątą kolumną „Zachodu”, a ja tym wydarzeniem chciałem pokazać nacjonalistom/konserwatystom, że ktoś, kto jest lewakiem, ateistą czy przedstawicielem LGBT – też może kochać Polskę i być patriotą.

Jak skomentujesz zarzuty, które pojawiają się w sieci, że całe wydarzenie jest prowokacją, ty jesteś trollem i lepiej trzymać się od tej inicjatywy jak najdalej?
Ze swojej strony robię wszystko, żeby ludzie tak tego nie traktowali. Dzisiaj wysyłamy list do organizatorów, że chcemy iść razem z nimi i prosimy, żeby zwrócili uwagę na nasze bezpieczeństwo. Wszyscy przecież wiemy, że pojawiają się tam ludzie, którzy mogą nam zrobić krzywdę. Staramy się o kontakt z Policją, która jeśli mi da znać, że ryzyko jest zbyt duże i mogą nie dać rady zabezpieczyć naszego przejścia; znajdziemy inne miejsce/sposób by uczcić ten dzień.

Dlaczego w takim razie wybrałeś Marsz Niepodległości, kiedy tego samego dnia można wziąć udział w innych patriotycznych wydarzeniach?
Narodowcy wygrali walkę o to, kto zrobi największą imprezę, która ściąga najwięcej osób. Możemy się oszukiwać, że tak nie jest albo się z tym pogodzić. Chociaż idą tam rodziny z dziećmi, kombatanci i grupy rekonstrukcyjne, to są tam też nacjonaliści, którzy nie powinni mieć monopolu na patriotyzm. Ten marsz przejdzie do historii, chciałbym, żeby pojawiali się tam wszyscy.

Czy weźmiesz na siebie odpowiedzialność za uczestników wydarzenia, którym może stać się krzywda podczas Marszu Niepodległości?
Ja tylko uczestniczę z grupą ludzi w marszu. Zaznaczam w wydarzeniu, że to może być niebezpieczne, przed samym marszem będę o tym przypominał. Wymyśliliśmy też, że dobrym rozwiązaniem będzie zaproponowanie organizatorom i policji, byśmy poszli na samym końcu, tak będzie łatwiej nas chronić przed atakami.

Uczestnicy i organizatorzy Marszu Niepodległości często nie kryją się ze swoją skrajną niechęcią wobec środowiska LGBT. Czy zapraszanie ludzi na wydarzenie, podczas którego spotkają ich wyzwiska i fala nienawiści, nie jest jakąś formą masochizmu?
Jeżeli walkę o równe prawa dla mniejszości nazywasz masochizmem... Uważam jednak, że pomimo bólu i poświęceń, których doświadczamy, robimy coś ważnego – a historia pokazuje, że przez takie działania kobiety mają prawa wyborcze, osoby czarne nie muszą jechać na tyle autobusów, a Żydzi siedzieć na końcu sal wykładowych.

Tak, ale Marsz Niepodległości pokazał już, że w jego trakcie mogą pojawić się hasła rasistowskie, ksenofobiczne, homofobiczne, nawołujące do nienawiści – z tym trzeba walczyć, a nie legitymizować to swoją obecnością.
Żyjemy w katolickim kraju, z katolickim rządem i chociaż na niego nie głosowaliśmy, bo się z nim nie zgadzamy – nie wyjeżdżamy z kraju; tak samo jest z tym wydarzeniem. Chcę pokazać, że istnieją ludzie, którzy są na tyle silni, że wytrzymają te hasła; a kiedy będą nas wyzywać, to plan jest taki, że będziemy im rozdawać kwiaty. Może to jest trochę naiwne, ale agresja tu nie pomoże. To, co robi Antifa, napędza tylko koło nienawiści.

Dlaczego zachęcasz na wydarzeniu na Facebooku do wpłacania pieniędzy na rzecz Marszu Niepodległości?
Chcę, żeby organizatorzy postrzegali nas jako osoby, które nie tylko chcą wziąć w nim udział, ale są w stanie też partycypować w jego organizacji. Takie wydarzenie kosztuje, a straż marszu będzie nas chronić i muszą mieć do tego środki. To mój główny motyw. Wiem, jakie środowiska organizują to wydarzenie, ale mimo wszystko ze sceny nie padają hasła faszystowskie. Nie bronię organizatorów, że pozwalają na nie w tłumie, niemniej uważam że nazywanie ich faszystami nie jest im na rękę.

Jakie są twoje poglądy polityczne?
Jestem lewicowym libertarianinem.

Jak wytłumaczysz swoje wcześniejsze członkostwo (2014-2017, przyp. red.) w Stowarzyszeniu Koliber, który ma na swoim koncie działania anty-LGBT?
Nikt się nie bierze znikąd. Swoją drogę ideologiczną zacząłem w wieku 14 lat i przeszedłem dość sporą ewolucję. W Kolibrze byłem dłużej niż kres moich konserwatywnych ciągot, bo uważałem, że ta organizacja robi wiele dobrego. Zawsze jednak walczyłem o równe prawa mniejszości, nawet będąc w Kolibrze. Można być w jakiejś organizacji i się z nią w stu procentach nie zgadzać. Tak wygląda polityka.

Teraz się odcinasz od Kolibra?
Uważam, że ta organizacja skończyła wraz z kresem prezesury Mikołaja Pisarskiego, obecnie nie ma w niej nic, pod czym chciałbym się podpisać.

Przeciwnicy twojej inicjatywy często przypominają skandal z twoim udziałem z 2016 roku – twoje półnagie zdjęcia, na których obmacujesz psa – jak chcesz się do tego odnieść?
Dla mnie ten temat skończył się w momencie, gdy zostałem oczyszczony ze wszelkich zarzutów znęcania się nad zwierzętami. Co mogę więcej powiedzieć, jeśli ktoś chce mnie tym zaatakować, zrobi to bez względu na opinię judykatywy czy o dobro psa, o które podobno chodziło. Staram się tym nie przejmować i robić swoje.

Co się stało z tym psem?
Ma się dobrze, siedzi w domu.

Czyli macie ze sobą kontakt?
No tak, mieszka ze mną od 3 lat i teraz ma kocią rodzinkę. Mamy w domu jeszcze 5 kotów.

Dzięki za rozmowę.


W sieci nie brakuje mocnej krytyki wobec pomysłu Klubińskiego. Jedną z osób ostrzegających przed tym wydarzeniem jest Bartosz Staszewski, który sam niedawno został oskarżony o znieważenie godła flagą z białym orłem na tęczowym tle.

VICE: Na swoim profilu na Facebooku i na grupach LGBT uważasz, że cała ta akcja to „bardzo niebezpieczny trolling i prowokacja” i ostrzegasz wszystkich przed tym „szemranym” wydarzeniem, dlaczego?
Bartosz Staszewski: Każdy ma prawo do swojego patriotyzmu, nawet najbardziej kiczowatego o ile stoją za tym dobre intencje. Natomiast ta akcja jest czymś innym. Co wiemy o Panu Mikołaju Klubińskim? Nie należny do społeczności LGBT, nie jest też aktywistą. Podszywa się pod ruch, aby osiągnąć swoje własne cele. Dla mnie to prowokacja i łączenie się z Marszem Niepodległości, organizowanym przez środowiska narodowe, przeciwne osobom LGBT. Nie ma przestrzeni na dialog w 60-tysięcznym tłumie, w którym padają okrzyki „raz sierpem, raz młotem, w tęczowych hołotę”. Tylko ktoś bezmyślny albo z bardzo złymi intencjami namawia osoby LGBT, aby tam przyszły. Tego dnia można świętować w różny sposób, jest tego dnia np. wspólne śpiewanie hymnu. Naprawdę nie musimy legitymować swoją obecnością pochodu narodowców i ich nienawistnych haseł.

Sam również niedawno zostałeś oskarżony o prowokację, przy okazji sprawy białego orła na tęczowym tle na fladze. Czym ta akcja różni się od twojej? Akcja z orłem miała na celu pokazanie, że osoby ze społeczności LGBT też mogą być patriotami, że symbole narodowe też są dla nich ważne. Te oskarżenia pojawiły się ze strony tych, dla których takie połączenie jest niewyobrażalne, bo dla nich osoby LGBT nie są częścią wspólnoty narodowej, dla których nie są Polakami i Polkami. Dlatego ich odpowiedzią była agresja. To też było widać na marszu w Lublinie, gdzie nasi przeciwnicy mieli pretensje nawet do osób, które miały ze sobą normalną polską flagę. Według nich oni nie zasługiwali na to, żeby ją nieść. W tym kontekście zupełnie niezrozumiałe jest zachęcanie ludzi, żeby przychodzili na marsz narodowców, kiedy oczywiste jest, że spotkają się tam z agresją.

Na oficjalnym wydarzeniu możemy przeczytać, że „Święto niepodległości od lat jest kojarzone ze środowiskami nacjonalistycznymi. Czas zmienić ten wizerunek". Skoro uważasz, że taki sposób jest zły i niebezpieczny; jaki twoim zdaniem sposób byłby tym dobrym, by Święto Niepodległości rzeczywiście było świętem wszystkich Polaków? Przede wszystkim Marsz Niepodległości to tylko jedno z wydarzeń. Można świętować 11 listopada w inny sposób, np. wywieszając polską flagę czy uczestnicząc w oficjalnych uroczystościach państwowych organizowanych w każdej miejscowości. Ja 11 listopada pewnie pójdę na spacer. Z dala od centrum. I wywieszę flagę jak co roku.

Dziękuję za rozmowę.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku.

Czytaj też na VICE: