Reklama
opinie

Tamagotchi – królowie są nadzy

Wszystko fajnie, tylko po co udawać rebeliantów, kiedy tak naprawdę jest się propagandową tubą lobbującą popularne trendy?

tekst Łukasz Krajnik
04 Kwiecień 2018, 8:56am

Mało kto chyba zaprzeczy stwierdzeniu, że Taco Hemingway i Quebonafide to obecnie najgorętsze osobistości polskiego hip-hopu. Znaczenie duetu rodzimych gwiazd rapu potwierdzają statystyki – drugi singiel promujący ich wspólną płytę nabił ponad milion wyświetleń w ciągu zaledwie doby (w chwili publikacji tego tekstu kawałek ma na swoim koncie przeszło 12 milionów wyświetleń!). Panowie szturmem wkroczyli na czołowe miejsca rankingów YouTube oraz innych serwisów streamingowych i wygląda na to, że zamierzają tam pozostać na dłużej. Pytanie brzmi czy Tamagotchi – bo tak nazywa się ta muzyczna bomba – zdobywa serca publiczności dzięki potencjałowi artystycznemu, czy raczej zmyślnej marketingowej strategii? Bo nie mogę pozbyć się wrażenia, że wspomniany utwór to opierająca się na sprytnej grze pozorów wydmuszka, sprzedająca widowni garść symulowanych emocji, ozdobionych nieuzasadnionym pragnieniem zostania głosem pokolenia.

Bądźmy ze sobą szczerzy. Ostatni efekt kolaboracji Kuby i Filipa nie dorasta do towarzyszącego im kontekstu współpracy na miarę Watch the Throne. Twórcy nie mają odpowiednich umiejętności, aby stworzyć choćby pozory sprawnie działającego tandemu. Wersy rzucane przez MC szkicują portrety niezdecydowanych podmiotów lirycznych, rozpaczliwie próbujących złapać wszystkie sroki za ogon. Strofy opisujące nieszczęśliwą samotność w świecie mediów społecznościowych, tańczą pokraczne tango z przechwałkami na temat stanu konta oraz prawdziwą hashtagową orgią nazwisk i marek. W obawie przed utratą poklasku odbiorców artyści celują we wszystkie targety naraz, prezentując repertuar efektownych masek. W efekcie otrzymujemy kompilację groteskowych paradoksów.

Jak mam niby uwierzyć w szczerość krytyki powierzchowności tinderowej egzystencji, kiedy kilka linijek dalej jednocześnie wciska się mi celebrację równie płytkiej pogoni za materializmem? No i czemu powinienem być pod wrażeniem socjologicznych obserwacji, skoro toną one w morzu odwołań do kultury popularnej, przemielonych przez setki raperów w znacznie lepszy sposób? Chłopaki tak bardzo zagubili się w swoich amerykańskich fetyszach, że nawet nie wiedzą, czy chcą być Lil Peepem, czy może Migosami w wersji light.

Tamagotchi jest bękartem upośledzonego pseudo-postmodernizmu. Zastosowanie słynnej gry jako metafory apatycznej codzienności to zagranie zaskakujące subtelnością młota pneumatycznego. Projekt Taconafide przywołuje znany produkt w celu zrobienia dobrze swoim równolatkom. Słuchacz pamiętający kultową zabawkę, natychmiast popada w stan nostalgicznej hipnozy i przypisuje raperom rolę ikon ich generacji. Pamiętasz cyfrowe jajko? No to jesteś „nasz” i od teraz będziesz się utożsamiać ze wszystkim, co powiemy.



Potrafimy być krytyczni. Bądź z nami na naszym fanpage'u VICE Polska na Facebooku


Oliwy do ognia dolewa klip promujący utwór. Przekombinowana efekciarska produkcja idealnie ilustruje wszystkie problemy, o których wspominałem wcześniej. Aktorskie umiejętności obu raperów uwierają równie dotkliwie, jak niedobór energii słyszalny w samej kompozycji. Formalne bogactwo wizualnej strony teledysku przypomina liryczne zabiegi duetu — na pierwszy rzut oka oczarowuje rozmachem, lecz po dokładniejszej obserwacji okazuje się, iż Quebonafide i Taco nie mają do zaoferowania nic poza prężeniem muskułów (wymienianie Kendricka oraz Elvisa w tej samej zwrotce funkcjonuje jako osobliwa forma szpanowania drogim sportowym sprzętem na siłowni). Zajebista piosenka, zajebisty klip, zajebista trasa koncertowa – wszystko zajebiście, tylko po co udawać rebeliantów, kiedy tak naprawdę jest się propagandową tubą lobbującą popularne trendy? Ten kawałek wygrywa tylko i wyłącznie dzięki cynizmowi osób związanych z projektem. Utwór promujący zbliżającą się wielkimi krokami premierę albumu żeruje na regułach rządzących kulturą masową, które teoretycznie „potępia".

Skoro dotarliście do końca tego tekstu, to pewnie zastanawiacie się, czemu nie wspomniałem ani słowem o samej muzyce. Rozwiązanie tej zagadki jest bardzo proste: post-trapowa jałowizna i zbutwiały refren to para niezasługująca na cały akapit.

Czytaj też:

Tagged:
Hip-Hop
Features
Rap
watch the throne
tamagotchi
quebonafide
muzyka
polska
Taco Hemingway
Moje zdanie