Kryminał

Śmierć, muchy i kałuże krwi: czego się uczą studenci medycyny sądowej

Gdy twoja nowa praca polega na zbieraniu próbek z miejsca, w którym ktoś został zamordowany siekierą, lepiej wcześniej się przyzwyczaić się do takich widoków

tekst Caitrin Pilkington; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
22 Luty 2018, 10:07am

Wszystkie zdjęcia: Curtis Rothney

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Canada

„To wiejskie gospodarstwo, no i jest tu tyle krwi… To normalne, że zleciało się mnóstwo much” – mówi Adrian Borlestean.

Owady latają wokół dwupiętrowego domu i starają się do dostać do środka – a właściwie to do krwi, która pokrywa większość ścian i sufitów. Widok z okien jest znacznie bardziej sielankowy: same ośnieżone pola i bele siana. Budynek stoi z dala od innych gospodarstw, a wokół panuje cisza. Stoimy w zakurzonej sypialni, której ściany pokrywa krew. Na podłodze leży młotek.

Chociaż przypomina to trochę plan zdjęciowy Milczenia owiec, w rzeczywistości jesteśmy w laboratorium.

Plamy krwi, butelki, porzucona broń – to wszystko dzieło Borlesteana, który współpracuje z laboratorium na Trent University w Peterborough w Ontario. „Do robienia śladów używamy owczej krwi” – ostrzega. „Dlatego niczego nie dotykaj; to odpad biologiczny”.

„Dom zbrodni” znajduje się na samym skraju kampusu. Jest tak daleko, że trzeba do niego dojeżdżać autobusem. Z powodu dekoracji z połowy lat 90., wkraczając do środka, człowiek ma wrażenie, jakby cofnął się do 1995 roku. Stary, przytulny budynek, otoczony polami i lasem, w ogóle nie kojarzy się z uniwersyteckim laboratorium. Jednak dla studentów medycyny sądowej jest dokładnie tym samym, czym biblioteka dla filologów – miejscem, w którym można w praktyce sprawdzić własną wiedzę.

Studenci księgowości czy zarządzania kończą studia z poczuciem, że już następnego dnia mogą iść do pracy. Jednak kiedy twoja przyszła robota ma polegać na zbieraniu próbek z miejsc zbrodni, może ci się przydać trochę zajęć „w terenie”.

Gdy studenci przyjeżdżają na miejsce, zakładają białe kombinezony (znane każdemu, kto widział jakikolwiek serial kryminalny) i przygotowują się na nadchodzącą makabrę. Wszyscy są w doskonałych humorach.

„Potrzebuję trochę taśmy” – mówi prowadząca zajęcia asystentka, Sumiko Polacco, jednocześnie poprawiając spodnie kombinezonu. „Produkują je w jednym rozmiarze, więc zazwyczaj podciągamy trochę nogawki i podwiązujemy je w kolanach taśmą. W przeciwnym wypadku podczas zbierania próbek krwi…” – urywa, ze śmiechem udając, że ślizga się w kałuży świeżej krwi i upada na tyłek.

Polacco i inni asystenci pokazują mi dom. Zaczynamy w obskurnej, betonowej piwnicy, gdzie znajduje się kamera, krzesło i zardzewiała piła. Ściany w jadalni są podziurawione przez kule. W salonie trafiamy na kałuże krwi i kępki włosów. Na tapecie przy schodach widnieje długi ślad, zostawiony przez zakrwawioną dłoń. W sypialniach na górze jest jeszcze więcej krwi, a do tego jakiś młotek i nóż.

Każde z tych miejsc zbrodni ma przygotować studentów na to, co w przyszłości będą widywać każdego dnia.

Czy tortury w piwnicy są na tyle powszechne, żeby trzeba było je odtworzyć w tym domu?

„No cóż, oczywiście nie każdego dnia medycy sądowi mają do czynienia z szalonymi seryjnymi mordercami” – przyznaje Jill Barclay, była studentka. „Ale nie można wykluczyć, że kiedyś zostaną wezwaniami na takie miejsce. Ludzie bywają naprawdę bestialscy”.

Celem ćwiczeń jest przygotowanie studentów na właśnie taką bestialskość. Jeśli bowiem zdecydują się pracować z policją, mogą trafić na takie osoby jak Bruce MacArthur – seryjny morderca, niegdyś Święty Mikołaj w centrum handlowym, obecnie oskarżony o ukrycie fragmentów ciał kilku mężczyzn w donicach ogrodowych u ludzi, u których pracował jako ogrodnik.

Dr Mike Iles jest profesorem medycyny sądowej w Trent oraz byłym szefem Zakładu Medycyny Sądowej w Ontario, który bardzo często współpracował z policją. Zajmował się wieloma sprawami w stylu MacArthura, w tym morderstwem popełnionym przez niesławnego pułkownika sił powietrznych Russella Williamsa, który zgwałcił i zabił dwie kobiety, oraz włamał się do ponad 84 domów, aby tam masturbować się nad ubraniami lokatorek (czasem zaledwie 9-letnich).

„W mojej karierze miałem sprawy, które stanowiły duże wyzwanie emocjonalnie. Aby odnieść sukces w tej dziedzinie, trzeba umieć spojrzeć na miejsce zbrodni zupełnie beznamiętnie – jak na naukę, gdzie nie ma miejsca na emocje. Musisz wykonać pewną robotę i wykorzystać wszystkie narzędzia, które ci się w tym przydadzą. »Wyłączenie« emocji bardzo pomaga, kiedy trafiasz na wyjątkowo makabryczną zbrodnię lub gdy zginęło dużo ludzi” – mówi dr Iles.

Dom, w którym znajdują się treningowe miejsca zbrodni

Pod koniec lat 60. Uniwersytet w Trent kupił ziemię, na której stał również ten opuszczony dom. Przez następne dziesięciolecia był on wynajmowany ludziom niezwiązanym z uczelnią, gdy nagle w 2008 roku Zakład Medycyny Sądowej dostrzegł wielki potencjał tego budynku. Dr Iles i inni profesorowie przynieśli do niego stare meble z akademika, a potem udekorowali go własnymi bibelotami.

Z ankiety przeprowadzonej przez Trent University w 2016 roku wynika, że więcej niż połowie studentów praca w tym domu zbrodni „znacząco pomogła w zrozumieniu swojego zadania”. Co więcej, średnia z egzaminu końcowego wzrosła z 3+ na 4-.

„Zamiast siedzieć w sterylnych laboratoriach, studenci mogą się zdobywać praktyczną wiedzę” – mówi dr Theresa Stotesbury, profesor w Trent, która zasłynęła ze stworzenia przerażająco realistycznej sztucznej krwi. „Studenci mają dzięki temu do czynienia z kurzem, zabrudzeniami i różnymi innymi elementami. Właśnie dlatego ten dom jest taki wspaniały”.

Uczniowie uczą się formułować hipotezę – np. że konkretne ułożenie kropel krwi wynika z takiego, a nie innego rodzaju uderzenia – a następnie znajdować dowody, które pomagają w ustaleniu prawdopodobieństwa takiego przebiegu wydarzeń. Innymi słowy, uczą się traktować miejsca zbrodni jak zagadkę, którą trzeba rozwiązać.

„Możesz trafić w miejsce, gdzie na podłodze będzie kilka papierosów, parę kubków, kawałek liny, kilka kropel krwi oraz otwarte okno. I nic więcej” – wyjaśnia dr Christopher Kyle, kierownik Zakładu Medycyny Sądowej.

Dr Kyle specjalizuje się w pracach laboratoryjnych. Wyjaśnia, że medycy sądowi nie zawsze pracują przy zbrodniach: niektórzy zajmują się sprawami cywilnymi lub związanymi ze zdrowiem, czyli m.in. przeprowadzają badania toksykologiczne. Studenci uczą się również analizować DNA inne niż ludzkie, co przydaje się w przypadkach podejrzenia kłusownictwa lub wykorzystania jako broni żywego zwierzęcia (np. psa). Istnieje również entomologia sądowa: badanie owadów znalezionych na zwłokach.


Tylko ciekawe historie. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


W domu zbrodni asystentki Samantha Grant, Amanda Orr i Sumiko Polacco pobierają wymazy z butelek po piwie, zbierają włosy pęsetą, mierzą średnicę dziur po kulach oraz fotografują plamy krwi.

„Kryminalistyka obejmuje tak wiele dziedzin, że spokojnie możesz znaleźć specjalizację, która cię interesuje” – mówi Grant, a jej głos zniekształca maska.

Według dra Ilesa tym, którzy pasjonują się medycyną sądową, bardzo często jest bliska idea sprawiedliwości społecznej: „pragną pomóc ofierze, ale też jej rodzinie, zwłaszcza w tak trudnym okresie. A robią to za pomocą nauki”.

Koniec końców, w laboratorium można tylko przeprowadzać badania i testy w kontrolowanych warunkach. Dom zbrodni natomiast pozwala studentom poczuć się pewnie także w miejscach, gdzie ujawniły się najdziwniejsze i najmroczniejsze strony ludzkiej natury. Dzięki temu zaczynają postrzegać nawet najbardziej makabryczne miejsca zbrodni jako zagadkę do rozwiązania – sytuację, która pozwala im na zastosowanie w praktyce ich ciężko zdobytych umiejętności.


Więcej na VICE: