używki

Jak okazjonalne sięganie po używki wpływa na twoje zdrowie

Ku przestrodze!
Fot: Jake Lewis

Tekst pierwotnie ukazał się w VICE UK

Czy za często zaglądasz do kieliszka? Ja na pewno. Nie na tyle, żebym rozważał abstynencję, ale wystarczająco, abym traktował zalecenia lekarzy z pewną pogardą – rekomendowane 14 jednostek alkoholu tygodniowo to siedem dużych piw, czyli tyle, ile spożywam w przeciętny czwartek. Do tego już od ponad dekady rekreacyjnie sięgam po narkotyki: nie te dużego kalibru, jak heroina, ani kwas, bo się go boję, ale z całą resztą jestem dosyć dobrze zaznajomiony.

Reklama

Nigdy nie poświęcałem temu zbyt wiele uwagi, aż do momentu, kiedy w zeszłym roku zaczęła umierać większość moich ukochanych gwiazd. Spora część z tych osób miała w życiu dłuższy lub krótszy epizod (nad)używania narkotyków: poczynając od Bowiego, który wciągał tak dużo koksu, że w pewnych okresach jego dieta składała się wyłącznie z mleka i czerwonej papryki, a kończąc na Carrie Fisher i jej uchwyconym w Powrocie Jedikokainowym paznokciu".

Jako że niewiele rzeczy równie mocno motywuje do zmienienia swoich nawyków co widmo przedwczesnej śmierci, zadzwoniłem do kilku ekspertów, aby dowiedzieć się, jak szybko sięganie po różne używki może wpędzić nas do grobu.

PALENIE

Fot: Pixabay

„Ze wszystkich rzeczy, o których będziemy rozmawiać, najistotniejsze dla ludzkiego zdrowia jest rzucenie palenia" – powiedział doktor Adam Winstock, psychiatra, specjalista od uzależnień i założyciel organizacji badawczej Global Drug Survey. „Ryzyko pojawienia się negatywnych skutków zażywania innych substancji wzrasta o 50 procent, jeśli równocześnie sięgasz po papierosy".

Załóżmy jednak, że nie palisz, ale z radością raczysz się jointem w dni wolne od picia. „Jeden skręt z tytoniem to odpowiednik prawie trzech papierosów" – zauważył Winstock. „Zawsze mówię, że najlepszą rzeczą, jakie mogą zrobić osoby palące trawkę, jest zainwestowanie w waporyzator. Człowiek cieszy się działaniem marihuany, ale nie wdycha tytoniu; to olbrzymia różnica".

Reklama

ALKOHOL

„Z czysto fizjologicznego punktu widzenia alkohol stanowi katalizator wielu problemów zdrowotnych" – powiedział Harry Sumnall, Profesor ds. Użycia Substancji Psychoaktywnych w brytyjskim Instytucie Zdrowia Publicznego. „Większość zgonów związanych z alkoholem jest wynikiem pojawienia się różnych nowotworów powstałych wskutek nadużywania procentów. Oczywiście ryzyko zachorowania wzrasta wraz z długością picia".

„Gdybym miał trzydzieści lat i pił 30 jednostek alkoholu tygodniowo [750 ml wódki – przyp. red.] – dodał Winstock – zacząłbym się zastanawiać »Jeśli będę to dalej ciągnąć, czy znacząco wpłynie to na moje zdrowie i samopoczucie?«. Jako lekarz odpowiedziałbym, że tak. Z pewnością miałoby to konsekwencje w postaci zwiększonego poziomu cholesterolu, stłuszczenia wątroby oraz dużego ryzyka zapadnięcia na różne choroby serca. U kobiet jeden na dziesięć przypadków raka piersi wynika właśnie z nadmiernego spożycia alkoholu".

„Do tego należy uwzględnić jeszcze inne czynniki ryzyka" – kontynuował. „Jeśli masz nadwagę, palisz papierosy i niewłaściwie się odżywiasz, narażasz się na znacznie większe niebezpieczeństwo. Jeśli twoi rodzice cierpią na nadciśnienie lub przeszli zawał serca czy udar, niestety ty również masz do tego genetyczne predyspozycje. Jesteś na to bardziej narażony i powinieneś zawsze o tym pamiętać".

Można by na to odpowiedzieć: „Ale przecież na miesiąc przestałem pić alkohol! No okej, na 10 dni, jednak teraz zupełnie inaczej patrzę na życie! Czuję się nowym człowiekiem".

Reklama

„Problem z tymi wszystkimi »miesiącami trzeźwości« polega na tym, że z większości danych jasno wynika, iż jedynie osoby okazjonalnie sięgające po alkohol czerpią z nich jakiekolwiek korzyści" – zauważył Harry Sumnall. – „Taka chwilowa abstynencja niewiele zmieni, jeśli przez następne 11 miesięcy będziesz znowu nadużywać alkoholu. Tak naprawdę lekarze powinni doradzać: »Wcale nie musisz na miesiąc odstawić alkoholu, chociaż jeśli ci się uda, to bardzo dobrze. Najrozsądniej byłoby jednak robić sobie przerwy co jakiś czas, rozłożyć te 30 dni na cały rok«".

„Inną niewygodną prawdą jest to, że wiele z tych rzeczy w dużej mierze zależy od twojej sytuacji finansowej" – zaznaczył Winstock. „Jeśli należysz do klasy średniej, masz dach nad głową, wsparcie innych osób, pracę, znajomości, a do tego wizyta u prywatnego lekarza nie stanowi dla ciebie problemu, negatywne skutki ostrego picia nie odbiją się na tobie równie mocno, co na bezrobotnym 32-latku".

KOKAINA I MDMA

Fot: Jake Lewis

„Znacznie bardziej niepokoiłbym się koksem niż MDMA" – powiedział Winstock. „Przede wszystkim dlatego, że większość osób łyka piguły mniej niż 10 razy w roku i rzadko się od nich uzależnia. W przypadku kokainy ludzie nie zdają sobie sprawy z większości zagrożeń, które towarzyszy jej zażywaniu. Może ona przyśpieszyć rozwój miażdżycy i starzenia się tętnic w twoim sercu oraz mózgu, czyli tym samym zwiększyć ryzyko udaru i zapadnięcia na choroby serca w młodym wieku. Kokaina jest szczególnie szkodliwa dla 40- i 50-latków. Natomiast czy stanie się coś złego, jeśli przez trzy lata będziesz raz w miesiącu wciągał pół grama kokainy? Najprawdopodobniej nie; nie powinno to mieć dużego wpływu na twoje zdrowie".

A co z gargantuiczną ilością alkoholu, która zazwyczaj towarzyszy braniu kokainy?

„Cóż, jeśli wciągasz za dużo koksu, spożywane przez ciebie ilości alkoholu zapewne również przekraczają normę" – stwierdził Winstock. „Jeżeli przez 20 lat raczysz się kokainą, bardzo mocno nadwyrężasz swoje serce, a alkohol może okazać się przysłowiowym gwoździem do trumny, przez który wysiądzie twój organizm. Tak naprawdę w każdej sytuacji najważniejszy jest umiar. Nie wstrzykuj niczego ani nie pal, ponieważ w ten sposób znacząco zwiększasz ryzyko pojawienia się różnych powikłań. Jeśli lubisz zaszaleć, droga wolna, ale zawsze rób to z głową i nie za często".