Odkryj pierwszą niemiecką plantację konopi, na której sam możesz wybrać sobie roślinkę
Joe Bayer. Wszystkie zdjęcia: Florian Miedl
Legalna Marihuana

Odkryj pierwszą niemiecką plantację konopi, na której sam możesz wybrać sobie roślinkę

Joe Bayer wydał tysiące na uprawę 1,6 hektara legalnej marihuany. Teraz chce, by ludzie brali od niego tyle, ile tylko zechcą
29 Sierpień 2018, 8:48am

Joe Bayer wyrywa z ziemi trzymetrowe rośliny z takim zacięciem, jakby pod spodem miała znajdować się ropa naftowa. Chwilę później wędruje po swojej farmie konopnej w roli przewodnika. Wyraża jednocześnie zachwyt i zdumienie, zdradzając tym samym własne niedowierzanie w jej istnienie. „To szaleństwo, prawda?” — pyta mnie.

Farma konopi należąca do Joe’ego rozciąga się na powierzchni 160 arów – jest to w przybliżeniu powierzchnia dwóch boisk piłkarskich. Dom jego rodziców z widokiem na pola stoi na wzgórzu. Stamtąd z łatwością mogą obserwować swojego syna przy pracy. Polega ona na uprawie pierwszego w Niemczech pola, na którym entuzjaści konopi mogą samodzielnie wyrywać i kupować tyle nieprzetworzonego produktu, ile tylko chcą.

Przez ostatnie trzy dekady Bayerowie mieszkali w pobliżu bawarskiego miasta Kronach w południowo-wschodnich Niemczech — zbierając i sprzedając truskawki z powierzchni około 80 hektarów. Latem zatrudniają 500 osób. Ich klienci mogą kupić partię truskawek z rodzinnego stoiska lub samodzielnie zebrać owoce. Joe kontynuuje rodzinną tradycję — w dosyć niekonwencjonalny sposób.

Joe wydał około 6500 euro na uprawę roli, z czego większość poszła na honoraria prawne.

„Ludzie często myślą, że hasz i konopie są tym samym” — mówi Joe. „Ale jedno sprawia, że jesteś ujarany, a drugie nie” — dodaje. Bayer często zmuszony jest tłumaczyć tę różnicę, zwłaszcza swoim rodzicom.

W wieku 17 lat Joe został aresztowany za posiadanie marihuany o wartości 20 euro i usłyszał wyrok 80 godzin prac społecznych. Przez trzy tygodnie nie śmiał iść do domu i stawić czoła rodzicom. „Moi rodzice uważali, że jestem narkomanem, który potrzebuje pomocy”.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Od dzieciństwa Joe cierpi na zespół jelita drażliwego (IBS) — przewlekłą chorobę czynnościową układu pokarmowego powodującą poważne skurcze żołądka. „Mam wrażenie, jakby mój żołądek płonął” — wyjaśnia i dodaje, że stresujące, długie dni pracy i wysoka temperatura mogą pogorszyć jego stan. Przez lata był ciągle w szpitalu, wypróbowując kolejne leki, które mogłyby pomóc mu uporać się z IBS.

Wszystko zmieniło się w 2015 roku, kiedy natknął się na potencjalne rozwiązanie, gdy zaczął interesować się medycyną niekonwencjonalną. Joe dowiedział się, że kannabidiol (CBD) może być stosowany do leczenia stanów zapalnych, więc zamówił trochę online. Niedługo po wypróbowaniu, jego IBS złagodniało — skurcze stały się łatwiejsze do opanowania, a stany zapalne ustąpiły. Chłopak nie przyznał się jednak rodzicom, dopóki doktor nie przepisał mu CBD w 2017 roku. Wtedy dostrzegli, jak bardzo CBD pomogło ich synowi — nie tylko zaakceptowali fakt zażywania, ale posunęli się o krok dalej — wydzierżawili mu fragment swojej ziemi, by mógł zacząć uprawiać na własną rękę.

Farma konopi rozciąga się na powierzchni 160 arów — jest to w przybliżeniu powierzchnia dwóch boisk piłkarskich.

Dwa miesiące temu Joe zasadził 43 kg nasion konopi. Dzisiaj bujne krzewy pną się ku słońcu. Wzdłuż drogi w pobliżu farmy znajdują się 3,5-metrowe rośliny „Santhica 27”, a za nimi „Finola” — najbogatsze w CBD spośród wszystkich zatwierdzonych przez UE odmian konopi. „Możesz wyczuć nuty sosny, mchu i trawy” — wyjaśnia Joe, prawdziwy sommelier konopi indyjskich. „I odrobinę słodkiej brzoskwini. Wszystko to bez nawozu — a mój tata nie wierzył, że uda się bez nawozu”.

Poznaj siostry zakonne, które hodują marihuanę

Biegając w te i wewte po swoim polu niczym podekscytowany szczeniaczek, próbuje wyjaśnić mi, jak różne czynniki mogą wpłynąć na jakość plonów, jednak szczegóły techniczne są trudne do zrozumienia. Jedno jest pewne — Joe ciężko pracuje. Dzisiaj rano analiza chemiczna plantacji potwierdziła, że jego plony zawierają 0,17% THC — to zaledwie 0,03% poniżej prawnie dozwolonej górnej granicy głównego składnika psychoaktywnego konopi indyjskich.

„Nawet gdy nie jestem na polu, myślę o konopiach” — mówi Joe. Kiedy wstaje o 3 nad ranem, są dwie rzeczy, które zaprzątają mu myśli. Po pierwsze: jak najlepiej wykorzystać wyhodowane dobra — herbaty, oleje, kremy. Po drugie (i znacznie mniej przyjemne): „Dlaczego wciąż mam policję na karku?”. Na początku lipca lokalny samorząd udzielił pozwolenia na zbiory na jego polu. Wkrótce rodzina, przyjaciele i zainteresowani sąsiedzi zaczęli przychodzić, by zerwać dla siebie konopie. Kilka tygodni temu Joe otrzymał telefon od lokalnej policji. Kwestionowali jego zezwolenie. Gdyby uznali go za winnego działalności bez odpowiedniej licencji, Joe byłby ścigany z paragrafu o handel narkotykami. Nie obarcza policji za zamieszanie, obwinia raczej skomplikowaną legislację kontrolujące użycie CBD w Niemczech.

Produkty CBD są w Niemczech legalne, o ile zawartość THC nie przekracza 0,2%. Fakt, że Joe nie może po prostu sprzedawać swoich roślin swoim klientom, to rezultat niedawnej zmiany w prawie narkotykowym. Zgodnie z nową ustawą osoba może sprzedawać nieprzetworzone konopie wyłącznie na cele komercyjne lub naukowe, co wyklucza nadużycie lub zakup w celu odurzenia. Joe musi mieć absolutną pewność, że jego klienci lub osoby trzecie nie będą na haju spowodowanym produktami z jego upraw.

Przy maksymalnym progu THC wynoszącym 0,2 procent, jest to praktycznie niewykonalne, ale nie niemożliwe. Teoretycznie można gotować konopie w dużych ilościach alkoholu, aby je oddzielić i wyodrębnić THC. Jednak nawet gdyby ktoś posunął się tak daleko, udałoby mu się uzyskać jedynie 0,5% substancji aktywnej.

Znacznie prostszym i tańszym rozwiązaniem jest znalezienie najbliższego dilera. Niemniej jednak Joe na razie zezwala na zbieranie i zakup jego upraw tylko klientom posiadającym licencję na prowadzenie działalności gospodarczej na handel konopiami. Przykładem może być producent herbaty, który niedawno kupił 3 kg za 30 euro (niecałe 130 złotych). Jednak ponieważ władze słabo orientują się w CBD, te 3 kg konopi nigdy nie trafiły do torebek z herbatą.

Joe niedawno otrzymał telefon od funkcjonariusza wydziału antynarkotykowego w Bayreuth, który znalazł 3 kg w domu wcześniej wspomnianego kupca. Policjant zaczął wypytywać o jego wiedzę na temat towaru. Joe wyjaśnił, że sprzedaje „konopie zatwierdzone przez UE handlowcom, właściwie ważone, opodatkowane i udokumentowane”, jednak oficer wciąż nie był usatysfakcjonowany, oskarżając Joe o nielegalną sprzedaż zioła. Bayer wyjaśnił różnicę między mocą konopi indyjskich a innymi odmianami konopi, ale policjant nadal nie wydawał się zachwycony.

Niemieccy Rolnicy mogą legalnie uprawiać konopie od 1996 roku. Przemysł przetwarza je na odnawialne tworzywa sztuczne, papier i odzież. „Konopie przyczyniają się do produkcji większej ilości włókien i mniejszej ilości żywicy, dlatego prawodawcy nie chcą, abyś robił oleje CBD, kremy i herbaty” — wyjaśnia Joe. Ze względu na to, że chce oddawać swoje rośliny bezpośrednio klientom, musiał zatrudnić prawnika. Po gruntownym zbadaniu jego działalności pod kątem prawnym, marzenie Joe’ego o legalnych żniwach, gdzie każdy może zebrać tyle konopi, ile potrzebuje, ma szansę się ziścić. Potem będzie mógł przetworzyć je na wszystko, o co poproszą go klienci. „Możliwości jest tak wiele” — mówi, zamykając bramę prowadzącą na pole.

Przy zimnej konopnej lemoniadzie w kantynie nieopodal pola truskawek Joe wyjaśnia, jak jego farma może pomagać pacjentom cierpiącym na ciężkie schorzenia. Jako przykład podaje swojego przyjaciela walczącego ze skutkami raka za pomocą CBD. Takie rozwiązanie może potencjalnie zostać wykorzystane w przyszłości w leczeniu nowotworów. I nie jest to tylko puste gadanie faceta, który chce sprzedać 13 ton konopi. Władze USA opublikowały niedawno badania, z których wynika, że kannabinoidy są w stanie powstrzymać wzrost niektórych komórek rakowych u szczurów.

Bayer snuje plany budowy konopnego imperium, obejmującego obejmującym bary i restauracje, a pod nogami plącze nam się jego sześcioletnia córeczka. „Kiedyś miałam kleszcza” — ogłasza z dumą. „A co nakładamy na ukąszenie kleszcza?” — pyta ojciec. „Olej z konopi” — odpowiada dziewczynka. Jak przyznaje Joe, nawet jego ojciec je teraz sałatki i pesto z dodatkiem konopi, pije też konopną herbatę.

Ostatnio Joe był w Berlinie na imprezie ze striptizem. Czuł się nieswojo pośród dilerów zielska i imprezowiczami chcącymi kupić od nich trochę towaru. To nie jego świat. W swoim świecie Joe siedzi przy biurku na wzgórzu, otoczony konopiami. Kiedy ktoś przyjdzie po „roślinkę”, może zrobić z nią, co tylko zechce. „Dokładnie tak samo, jak z truskawkami”.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Germany


Więcej na VICE: