Wywiady

PRO8L3M: Oskara i Steeza przewodnik po tworzeniu historii i robieniu furory

"Koncert rządzi się swoimi prawami" stwierdza Oskar, popijając szkopek wódki haustem wody. O tym jakie to prawa i co wynika z ich znajomości, wraz ze Steezem83, opowiedzieli nam w ostatnim dniu swojej tegorocznej trasy po Polsce.

tekst Filip Kalinowski
18 Styczeń 2017, 10:10am

Zdjęcia: Piotr Pytel

27 koncertów zagranych w niespełna 3 miesiące, z czego przeważającą większość wyprzedana jeszcze w przedsprzedaży. Ponad 13 tysięcy ludzi w klubach całej Polski, którzy za Oskarem gotowi byli powtarzać nie tylko refreny, ale każde kolejne słowo z każdej kolejnej zwrotki z każdego kolejnego numeru. Kilkanaście kawałków z płyty "PRO8L3M", mixtape'u "Art Brut" i epki "C30-C39", które w posadach wstrząsnęły nie tylko scenami lokali w których gościł w zeszłym roku stołeczny duet, ale również całą rodzimą sceną rap. Tak pokrótce prezentuje się bilans trasy koncertowej promującej pierwszy, pełnoprawny album zespołu PRO8L3M. Z każdym kolejnym wydawnictwem werbujący większe szeregi oddanych fanów, skład, który co rusz redefiniuje stylowość i estetykę krajowego hip-hopu, również i do kwestii występów na żywo podszedł w sposób niestandardowy. Skąpani w wielobarwnych światłach projektora, Steez83 i Oskar zaprezentowali swoim gościom swoisty film w wersji rap, opowiedzieli historię bohatera swojej niedawnej płyty w sposób zupełnie inny, ale równie wciągający, dramatyczny i efektowny. 

O tym w jaki sposób wykuwała się formuła tego widowiska, kto jeszcze pracował na jego sukces i dlaczego warto czasami... zbastować, opowiedzieli nam w jednym z warszawskich barów, na moment przed ostatnim koncertem jaki zagrali tej zimy, przed kilkumiesięczną przerwą na jaką udali się wraz z nowym rokiem. Przy kieliszku zmrożonej wódki. Bo czym innym można opijać historię?

Noisey: Minęło już dobre kilka miesięcy od premiery waszej debiutanckiej płyty. Patrząc z perspektywy czasu - jesteście z niej w pełni zadowoleni?
Steez83: To dobre pytanie, bo sami nawet o tym nie gadaliśmy, chyba, że bezpośrednio po płycie. Ale teraz z perspektywy czasu... nic bym nie zmienił. A, nie - jedna rzecz, którą ktoś mi powiedział, a my tego nie rozkminiliśmy, że zajebistą rzeczą byłoby danie "Strumienia" na samym końcu, w formie takiej wizji pośmiertnej. To jest jedyna rzecz, która wydaje mi się, że mogłaby jeszcze lepiej zagrać - to, że gość umiera w "Intro"/"Outro" i wjeżdża taka wizja. Ale ten numer powstał ostatni, na dzień przed miksem całości i mieliśmy bardzo mało czasu, żeby się nad tym zastanowić. Mieliśmy już zrobione "Outro" i "Intro", całą tę koncepcję z odwróceniem ich...
Oskar: Ja zawsze dzień po nagraniu jestem niezadowolony z tego co zrobiłem i chętnie bym coś pozmieniał. Ale to dotyczy samego procesu tworzenia poszczególnych numerów, to jest dla mnie normalne. W chwili nagrania jestem zadowolony, a następnego dnia zrobił bym to zupełnie inaczej. I choć często jest to bezsensowna zmiana, która nie wprowadza nic nowego, a czasami wręcz pogarsza sprawę, to sama zmiana jest w moim wypadku kusząca. Ale powiem ci szczere, że po zamknięciu płyty jako całości nie odczuwam żadnego żalu, że coś mogliśmy zrobić inaczej. Traktuję to jak rzecz zamkniętą i skupiam się nad tym, co mam do nagrania teraz.
Steez83: Bo też często ludzie, którzy tak ubolewają w wywiadach nad materiałem, który zrobili - że coś by tam zmienili czy zrobili inaczej - mówią to już po tym jak ten ich materiał się nie przyjął tak jak oczekiwali, albo ich wizja tego jak ma to wyglądać wyklarowała się dopiero po fakcie. A my w pewnym momencie mieliśmy bardzo klarowną wizję tego, co chcieliśmy zrobić i też nam obu udało się tę wizję dobrze przełożyć na bity i teksty. Przeważnie trudny pomysł jest ciężko przełożyć na dobry tekst czy bit, a nam finalnie udało się to chyba osiągnąć i jeszcze spotkało się to z kozackim przyjęciem.

U was też pojawiają się trudne pomysły, jak choćby terroryzm wzięty na warsztat w numerze "TATP". Skądinąd - przechodząc od razu do głównego tematu naszego spotkania czyli trasy - jeden z niewielu numerów, których nie gracie na koncertach.
Steez83: Nie gramy paru numerów.
Oskar: Koncert rządzi się swoimi prawami, nie grasz na nim wszystkich numerów z płyty, choć pewnie można by to zrobić na jakimś specjalnym. Ale koncert to zabawa, to melanż. A ten kawałek nie ma nic wspólnego z balangą.
Steez83: On by się też nie wpisywał za bardzo w tę koncertową narrację, którą przyjęliśmy. Bo jednak ona jest trochę inna niż na płycie - mamy tam też numery z "Art Brut" i z "C30-39". Oskar zrobił takie przerywniki w trakcie koncertu, gdzie nawija numery spokojniejsze - "777moneymaker", "K-PAX" czy "Strumień" i one robią coś takiego, że jak dramaturgia już się podkręca to...
Oskar: Bastujemy ją tym.
Steez83: I to jest fajne, bo ten tłum daje taką energię, że po tym jak ich nakręcasz, a później zwalniasz, to ona zupełnie nie opada, przechodzi w inny stan. Ludzie są już podekscytowani, więc tylko na moment się wyciszają.

Jak graliście w Progresji "777moneymaker", to tam idealnie było widać fale tej energii - jak przed numerem zapytaliście, kto po koncercie idzie na automaty, a kto na melanż to nakręcony tłum odpowiedział z podobnym entuzjazmem na oba pytania, a gdy powtórzyliście je po numerze już nikt się nie wyrywał na automaty, a wszyscy zgodnie odpowiedzieli hałasem, że idą na melanż. To też ciekawy przykład w kontekście moralizatorstwa, które tak często pojawia się w stereotypowym myśleniu o "ulicznym" rapie.
Oskar: I stąd też pewnie brak "TATP". Może dałoby się go gdzieś wsadzić w taki sam sposób, jak te kawałki, o których mówił Piotrek. Ale one poza tym spowolnieniem, mają też inne walory - koncertowe. Dystansują trochę ludzi - i nas - od balangi. To nie jest przypadek, że my gramy te numery w takiej kolejności i że te "przerywniki" są w tym, a nie innym miejscu. Na spowolnienie koncertu jest na pewno kilka sposobów, ale nam chodziło o to, żeby zrobić to właśnie w taki sposób. Można by na przykład poskracać inne kawałki, albo zagrać po jednej zwrotce z większej liczby numerów, ale granie live to jest trochę inna akcja - patrzysz na kawałki, które masz do dyspozycji i to jak możesz nimi żonglować, żeby zagrać zajebisty koncert. Może być niestety też tak, że masz zajebisty kawałek, który nie wpisuje się w konwencję. Nie grasz go wtedy bo nie zadziała z innymi. A koncert to jest całość, a nie poszczególne numery. Przynajmniej ja to tak traktuję.
Steez83: I ja się tu zgadzam. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do tego ponad-koncertowego kontekstu tych numerów, które są przerywnikami - płyty są zawsze bardziej zrównoważone, bo mają tą treść lepiej zbalansowaną, a koncerty są zawsze bardziej energetyczne - leci "TEB 200-1", leci "Tori Black", leci "Toast", dużo jest takich kawałków, które się kręcą wokół jakiejś energetycznej akcji, wokół chlania, melanżu i awantur. A przy tych spowalniaczach chodziło nam też o to, żeby one były takim swoistym wstrzykiem - masz kawałek "Stówa", wszyscy się grzeją, a potem wjeżdża  "777moneymaker", pytasz o maszyny... no i może jednak nie. Albo po "Molly" wjeżdża zaraz "Dr Melfi" i on akurat nie jest stopujący, też buja, ale również jest takim wstrzykiem - nawijamy o tym całym przepychu, ale... zastanówcie się nad nim. Warto gruntownie przemyśleć o czym się marzy. 

I podobnie jak na płycie "K-PAX" jest tym momentem zastanowienia, w którym ta melanżowa narracja się łamie i pojawiają się wątpliwości, tak na koncercie udało wam się ją zarysować w zupełnie inny sposób. Długo kombinowaliście nad setlistą?
Steez83: To jest druga wersja. Ułożyliśmy pierwszą, później drugą. Szybko przyszło.
Oskar: Mieliśmy łatwe zadanie, bo założyliśmy sobie, że chcemy grać przede wszystkim nową płytę. Chcieliśmy też zachować kolejność traków z LP, aby los podmiotu, który się przewija przez płytę mógł być przedstawiony także na koncercie. Musieliśmy się tylko zastanowić jak wpasować resztę kawałków, które chcieliśmy zagrać w tę narrację.

A te łączniki pomiędzy numerami, to, co gadacie do siebie i publiczności pomiędzy numerami jak się wykuwało? Bo ja mam tę perspektywę, że widziałem was dwa dni z rzędu - w Progresji i w Pogłosie - i wydaje mi się one są pewną wariacją na temat, improwizacją na ustalonej strukturze.
Steez83: One wyewoluowały. Wymyśliliśmy sobie, który kawałek z którym się klei, gdzie możemy wsadzić numery z "Art Brut" czy "C30-C39" pomiędzy numery z nowej płyty, gdzie one pasują i pomyśleliśmy, że też fajnie by było je jakoś zapowiedzieć. Ale koniec końców te gadki się zmieniały podczas koncertów, spontaniczne rzeczy wychodziły na freestyle'u, śmieszne często. I za każdym razem brzmi to nieco inaczej ale jest tam ten sam vibe - jeśli na przykład kończy się "Stówa", a zaczyna się "777moneymaker", to możesz określoną historię przedstawić - nie będziesz opowiadał o dupie Maryny albo o grzybach. Bo o grzybach możesz opowiedzieć gdzie indziej.
Oskar: Już na początku ustaliliśmy sobie pewien schemat według którego gramy. To ci daje pewną przewagę w trakcie grania - zawsze masz scenariusz, do którego możesz wrócić w razie jakiejś zawiechy. Unikasz dzięki temu momentów, w których zaczynasz pierdolić zbędne głupoty. A inna sprawa jest taka, że kiedy jest kozacki kontakt z publicznością i kiedy zajebiście wszystko siada to nie ma większego znaczenia, że gadasz bzdury - nawijasz i jest beka. Ale kiedy tego kontaktu w takim stopniu nie ma, to realizujesz ten scenariusz - jedziesz swoje i jesteś pewny, że będzie git. Druga przewaga jest natomiast taka, że po prostu wiesz, że jesteś dobrze przygotowany, a przez to bardziej pewny.
Steez83: I też zupełnie inaczej wychodzi to w Progresji dla 2 tysięcy osób, a inaczej na bardziej intymnym koncercie w Pogłosie dla 300 osób...
Oskar: A jeszcze inaczej jak graliśmy w Ostrowie, gdzie było bardzo kameralnie - 150 osób, w niedzielę, my czwarty dzień z rzędu na koncercie. Ten koncert chyba najbardziej różnił od pozostałych na trasie. Swoją drogą odbył się po ostrej balandze dzień wcześniej - after zrobiliśmy w hotelu, 20 osób w pokoju, najebka, peklarz do rana.

I po takich kilku wieczorach, idzie jakoś zagrać ten kolejny koncert? To też pytanie głównie do ciebie Oskar, bo wiadomo, że głos melanż nadwyręża, a też doszły mnie gdzieś słuchy, że ty brałeś lekcje emisji i pracowałeś nad wokalem.
Oskar: Ale nie konkretnie z myślą o koncertach. Wziąłem sobie z ciekawości 10 lekcji i chodziło mi głównie o nagrywanie; to mi ułożyło kilka rzeczy. To co robisz na tych zajęciach możesz też sobie sam zobaczyć na youtube, ale wiadomo, że jak masz kogoś, kto to koordynuje, to jest lepiej. Z tym jest dokładnie tak samo jak z nauką języka - kończysz kurs i dalej albo uczysz się sam albo tracisz to, co zyskałeś na kursie. Codziennie ćwiczysz 15 minut w domu albo te lekcje zupełnie nie mają sensu, bo zaraz to, co z nich wyniosłeś stracisz. I ja oczywiście nie robiłem tego dalej w domu. Przed nagrywaniem jednak zajebiście mi to pomogło. Nagrywało się dużo lepiej niż wcześniej i będę to pewnie kontynuował. Ćwiczenie wokalu działa jednak tak, że nie jesteś w stanie tego zrobić w 2 tygodnie po 2 godziny dziennie, musisz to robić pół roku po 10 minut dziennie - wtedy zadziała. Ja to robiłem dla zajawki. Wstawałem rano - ćwiczenia z przeponą, rozluźnianie pewnych części aparatu mowy, wzmacnianie innych, usta, język. Nawijanie z przepony. Przy pomocy tych technik można na przykład spowodować, że głos na chwilę będzie niższy, bardziej gładki. Generalnie to standardowy zabieg stosowany w krótkich formach - reklamach itp. Pokazałbym wam jak to zrobić, ale wymaga to głośnego miauczenia a nie będę tu kurwa miauczał w jakimś barze. Typy w reklamach robią taki manewr dlatego, że niski głos kojarzy się z kimś bardziej postawnym i poważnym.

A jak ma piskliwy głosik jak małolat z "Toastu" to też się kojarzy konkretnie z typem człowieka. Choć jak to przewijasz na żywo Oskar to wszyscy widzą tylko ciebie.
Steez83: Oskar nagrał wszystkie kawałki tak, żeby móc je nawinąć samemu na koncercie i mógłby to zrobić, ale my chcieliśmy przede wszystkim zrobić dobre show, więc jeśli w kawałku "Stówa" możemy się powymieniać wersami i to poprzeplatać, to mamy wrażenie, że jest lepsze show, a jeśli kawałek "Toast" to jest jego popisówka techniczna, to też jest lepsze show. Koniec końców to nie jest zrobione, żeby coś komuś udowodnić, tylko, żeby to fajnie wyglądało, żeby się ludzie dobrze bawili. Ja tego nie potrafię odebrać jako widz, bo nigdy nie byłem widzem na naszym koncercie, ale wyobrażam sobie, że jak bym zobaczył rapera, który wjeżdża i nawija dwoma głosami jak Biggie w "Gimme the Loot" to bym pomyślał, o kurwa jaki sztos, jarałbym się.

Jeśli chodzi o podział scenicznych obowiązków, to ostatnio widziałem gdzieś zestawienie w którym ty Piotrek byłeś określony hypemanem Oskara. Czujesz się hypemanem?
Steez83: No, beka trochę. Pierwszy raz ktoś tak napisał, ale z drugiej strony to, co ja robię? Nie jestem raperem, więc trochę się powinien czuć hypemanem. Choć też jak nawijam jeden czy drugi refren, to się nim nie czuję, bo ten refren zrobiliśmy razem i nagrałem go na tej płycie. Ale na pewno nie jestem raperem i nie uzurpuję sobie tego tytułu.
Oskar: Każdy ma swoje zadania, kiedy robimy płytę i każdy ma swoje, kiedy gramy koncert. Jesteśmy zespołem i gramy jako PRO8L3M, nie ma tu hypemanów i nie hypemanów.

Wspominam o tym tylko dlatego, że - paradoksalnie - stanowicie dosyć rzadki twór na polskiej scenie rapowej - pełnoprawny, prawdziwy zespół, a nie duet producent-raper, czy grupę raperów, którzy dobierają sobie bity od różnych producentów. U was te granice - pomimo, że są widoczne w opisach płyt - to czasem się nieco zacierają.
Steez83: Może przyjdzie taki moment, że Oskar zrobi płytę z różnymi producentami, albo ja swoją producencką; może kiedyś poczujemy taką potrzebę, ale na razie - tak jak powiedziałeś - to jest zespół i z tego chyba też płynie siła tego projektu. To nie jest jeden umysł, który dobiera sobie coś tam, ani drugi, który nad czymś innym kombinuje, tylko dwa umysły, które robią coś razem.
Oskar: To też wymaga dużo szczęścia, czy też przypadku, żeby tak się dobrać. Bardzo łatwo byłoby to zepsuć, to kwestia charakterów. Jest tu dużo pracy wspólnej, a to automatycznie powoduje ryzyko, rosnące jeszcze wraz z czasem. U nas nie ma robienia niczego na siłę - jak byśmy mieli coś robić na siłę to byśmy tego po prostu nie robili. To nie jest kwestia tego, że wykminiliśmy, że duet producent i raper to jakaś zajebista akcja i daje jakieś przewagi. To przyszło samo. Jak byś to chciał komuś wsadzić na siłę, to by nie zadziałało, zaraz by się pewnie rozjebało.
Steez83: Bo nie da się wziąć dwóch ludzi i połączyć ich, bo ktoś dojdzie do wniosku, że to jest dobry producent, a to jest dobry raper i powinni razem mieć zespół. Ok, można powiedzieć, że to jest kwestia szczęścia w przypadku tego, że dwóch ludzi trafia na siebie, ale z drugiej strony to też kwestia tego, że my byliśmy projektem nie będąc projektem - robiliśmy jakieś rzeczy razem, znaliśmy się i kumplowaliśmy. 

A wy się czasem wkurwiacie na siebie?
Oskar: No, wkurwiamy się, ale rzadko. Zwykle z błahych powodów, nie dotyczących muzyki. To jest tak, że ja jestem wkurwiony, Piotrek jest wkurwiony, spotykamy się i jesteśmy wkurwieni na siebie, bez sensu. Ale tak, żeby się wkurwić - zły bit, zły rap - tak się nie zdarza.
Steez83: I z czasem też ta współpraca, przyjaźń i to wszystko, co się dzieje wokół temperuje trochę człowieka. 

Na scenie dopełniają was jeszcze wizualizacje. Powiedźcie coś o tym kto je zrobił i jak je wymyślaliście.
Steez83: W pewnym momencie myśleliśmy o tym co zrobić żeby to show było jeszcze mocniejsze i choć wizualizacje nie są jakąś szczególnie nową rzeczą, to my podeszliśmy do nich nieco inaczej. Korzystamy z Serato Video, które synchronizuje instrumentale z obrazem i to, że gramy na koncertach swoiste wideoklipy pozwala nam idealnie zgrywać je z wokalem, z cięciami, z wszystkimi tym, co się dzieje aktualnie na scenie. Wspólnie uznaliśmy, że to zrobi super robotę tylko jeśli będzie dobrze wykonane. Więc ok, szybka decyzja i jedziemy z tym - pod te show robimy konkret. I niesamowity efekt to dało moim zdaniem.
Oskar: Myśleliśmy już o tym przy "Art Brut", ale wtedy było za mało czasu, numerów było mniej, skala była mniejsza i ciężko było też zainwestować w to taką flotę. A co do wymyślania to usiedliśmy wspólnie - każdy dał swoje rozkminki do poszczególnych numerów, zebraliśmy to, sprawdziliśmy co jest naprawdę dobre i z tym poszliśmy do naszych grafików. Full Metal Jacket, piona!
Steez83: Jest w tym nasz pomysł ale ich estetyka, ich talent. I oni też dorzucili parę fajnych rzeczy, już nie mówiąc o merytoryce tych wizualizacji, ale o ich warstwie wizualnej - to oni dali od siebie tą kolorystykę i taki specyficzny raster, który na tych wizualizacjach wchodzi. I to zajebiście spaja ten koncert. Na trasie jeździł z nami Piotrek Pytel, który robi fotografie z koncertów i on miał niesamowitą różnorodność sytuacji do fotografowania między innymi przez te wizualizacje. Bo każde dawały inny kolor, inne światło, to padało przez ludzi i robiło taką robotę, że on zrobił ponad 14.000 zdjęć z tej trasy, z czego pewnie z 10.000 jest z koncertów. Tam jest masa niesamowitych zdjęć, prześwietla się zielone światło, pada jakiś napis przez twarze. Moc!
Oskar: I to też ułatwia świecenie na koncertach, bo oświetlenie w różnych klubach czasem niedomaga, a duża moc projektora, już nie mówiąc o ledzie, powoduje, że scena jest świetnie oświetlona. To jest wręcz lepsze - sala jest ciemna, a scena w kolorach wizualizacji. To ułatwia sprawę. I tym większa wartość pracy chłopaków z Full Metal Jacket - to oni pokolorowali te obrazki. My w zasadzie nie gadaliśmy o kolorach, które przyjęły potem te wizki.
Steez83: Bo jak siedliśmy do tego jak ma wyglądać nasz koncert i czym ma się on różnić od innych koncertów, to uznaliśmy, że to ma być - przede wszystkim - zajebiste show. Że jak ludzie wyjdą z tego koncertu, to powiedzą - o ja pierdolę, wow, nie widziałem czegoś takiego. Ja byłem na wielu koncertach zagranicznych artystów za granicą i w Polsce, organizowałem też zajebiście dużo koncertów, polskich to już nie zliczę nawet ile widziałem, jeżdżąc na koncerty po jakiś Juwenaliach i... tak zrobionej oprawy nigdy nie widziałem.

Wspominałeś o tym, że przy "Art Brut" ciężko było zainwestować w to kasę. Ale wy chyba - w przeciwieństwie do sporej części sceny, która tylko monetyzuje swoje wyświetlenia i ciuchy - jak już ją macie to nie boicie się jej inwestować?
Steez83: Jak masz projekt o którym nie myślisz w kategoriach takich, że jutro zarobisz dwa koła i kupisz sobie rower, tylko robisz życiową sprawę, to musiałbym być głupi, żeby w niego nie inwestować.

Te wizualizacje o których gadaliśmy szczególnie spektakularnie wyglądały w Progresji na gigantycznym ekranie ledowym podzielonym na kilka segmentów. To był też największy koncert jaki do tej pory zagraliście - dwa tysiące osób stojących w kolejce kłębiącej się pod klubem, wielka scena, wielka sala. Jak wspominacie ten wieczór?
Oskar: Jak jechałem wtedy w taksówce do klubu, to byliśmy w cztery osoby - ja siedziałem z przodu i powtarzałem sobie w kółko te kawałki i ziomal w końcu mówi - ty, co tam tak cicho siedzisz? A, tak sobie tutaj kminie. Nie pucowałem się w ogóle, ale myślałem - ooo, kurwa mać, dzisiaj to trzeba zrobić dobrze. Bo nie zdarza mi się powtarzać tych kawałków przed koncertami. Ale jak już dojechałem na miejsce to mówię - dobra, ty, co ty sobie myślisz? Jesteś dobrze przygotowany i już nic więcej tutaj nie wykminisz, więc... jedziemy z tematem, kurwa. No i chłopie nie stresowałem się za bardzo, powiem ci szczerze. Wjechałem tam jak do siebie na tę scenę.
Steez83: Ja przed tym koncertem miałem jeszcze taki stres delikatny związany z samą produkcją tego wydarzenia, ale jak tam wszedłem i zobaczyłem jak to wygląda, to sobie pomyślałem - ok, jest dobrze, nie ma się czym stresować. Poza tym my tę produkcję praktycznie całą żeśmy postawili i sprawdzili dzień wcześniej. Czuliśmy się więc super komfortowo, na ostanie minuty składaliśmy tylko tratwę, która jest na okładce i chcieliśmy, żeby była istotnym elementem scenografii. Ale sam koncert powiem wam, że tak dziwnie na mnie wpłynął... Pamiętam że zagraliśmy go bezbłędnie, ze sobą mieliśmy dobrą interakcję i z publiką, wszystko było super, ale paru kawałków w ogóle nie pamiętam jak grałem, tak mnie emocje uderzyły. I to akurat zdarzyło się tego wieczoru mimo, że ja już nie raz grałem dla takiej publiki - albo i dużo większej, bo i dla 4, 6 czy nawet 8 tysięcy ludzi zdarzyło mi się grywać - kiedy byłem didżejem i czasem coś tam podbijałem, ale te koncerty nie wzbudzały we mnie aż takich emocji. Przed wejściem na scenę nie czułem jakiegoś stresu ani emocji specjalnych. Ja się nie tremuje koncertami, nigdy się nimi nie tremowałem, bo bardzo dużo tremy zjadłem jak zaczynałem grać imprezy. To trwało 2 lata - cały czas się tremowałem przy wszystkich gigach jakie grałem i w końcu przejadłem tę tremę, przeszło mi to. Ale po tym jak już zszedłem ze sceny, paru kawałków jak graliśmy w ogóle nie pamiętam, jak oglądałem zdjęcia od Piotrka to dopiero zobaczyłem, że ok, tak robiliśmy, tu byłem, tu wchodziłem na to, tak się działo i to wszystko zapomniałem. Czułem się jak naćpany, oczy miałem jak pięciozłotówki, wróciłem do domu i nie mogłem zasnąć.
Oskar: Dlatego ja chlałem do 6.

Bo, bez zbędnego słodzenia, to było naprawdę spektakularne.
Steez83: Gadaliśmy właśnie o tym, że to, co zrobiliśmy w Progresji to jest takie show, które ciężko będzie teraz przeskoczyć. Postawiliśmy sobie pewien benchmark i na razie on jest taki - wykorzystaliśmy technologie, które są na tyle dostępne, że możemy to zrobić w każdym mieście w Polsce i ukuliśmy ten show tak, że on jest po prostu fajny. Doszliśmy do takiego poziomu, że pewnie nie będziemy w przyszłym roku kombinowali jak to popchnąć jeszcze dalej - żeby robić mapping 3D, co kosztuje 50 tysięcy za koncert.
Oskar: Na pewno jednak będzie się to różniło od tego, co teraz zrobiliśmy, wierzę, że pójdzie to w dobrą stronę. Bo nie chodzi o to czy tu będzie wsadzony mapping 3D za 50 tysięcy czy coś, co nie kosztuje nic, tylko wymaga rozkminki. Wierzę, że wymyślimy coś, żeby wznieść to na wyższy level. 

Ale na razie dłuższa chwila przerwy...
Oskar: Tak. Po jakimś czasie wyzwoli się jednak ten głód grania i oczekiwanie na następny koncert. Ale to jest dobre, bo robienie czegoś non stop powoduje brak tego głodu, brak chęci zrobienia tego lepiej, wykminienia czegoś innego i zrobienia tego świeżo. Teraz zajmiemy się tylko produkcją, ale też wrócimy niebawem.
Steez83: Zagraliśmy bardzo intensywną trasę. Tych koncertów było bardzo dużo - przez dwa i pół miesiąca 26, 27 koncertów. Ej, yo, tak się robi trasy na zachodzie - grasz po premierze krótko, ale intensywnie. Trasa jest wyjątkowym, wspólnym doświadczeniem dla ciebie i dla ludzi, którzy przyszli usłyszeć i zobaczyć swój ulubiony materiał na żywo. I właśnie to jest fajne, że robisz to przez 3 miesiące, a potem dajesz sobie chwilę oddechu, pracujesz nad nową muzyką, głodniejesz na to.
Oskar: Głód powoduje, że robisz to po pewnym czasie lepiej, skupiasz się na tym bardziej, bardziej ci na tym zależy.

Głód zawsze był jednym z najważniejszych kół napędowych rapu. Głód i doświadczenie.
Steez83: Dokładnie. To co zrobiliśmy na płycie było dalszą ewolucją tego, co zrobiliśmy na mikstejpie i na epce. Poszliśmy kawałek do przodu i nie cofniemy się już. I teraz też zrobimy kolejny krok - w mojej głowie jest już inne myślenie o przestrzeni muzycznej, o estetyce brzmienia, u Oskara jest inne myślenie o rymach, o flow, o formie podania tekstów. Te rzeczy już się w nas zmieniły, te ścieżki nowe się przetarły w mózgu i możemy pójść trochę dalej...
Oskar: No to co panowie? Za te, kurwa, chłopie...
Steez83: ...za te koncerty.
Oskar: Za te koncerty; za ten 2017 rok, żeby w nim dobrze dojebać; żeby to przebić.
Steez83: Dokładnie. W tym roku przebijamy!