celebryci

Jak z bliska wygląda świat polskich celebrytów

O ustawki z dziennikarzami, dlaczego pan Andrzej trzymał kredens zamiast spać i jaki jest przepis na zostanie w Polsce celebrytą – pytamy twórców Vogule Poland

tekst Paweł Mączewski; ilustracje Stanisław Legus
27 Kwiecień 2017, 11:20am

Ilustracja Stanisław Legus

Co stało się z twarzą Cleo? (ZDJĘCIA)", „Anna Lewandowska chwali się plackami dla Roberta", „Renata Kaczoruk kusi ciałem w bikini. Ale ona ma figurę!", „Tak ostro jeszcze nie było! Farna pozbyła się jej z programu". Czy obok takich nagłówków można przejść obojętnie? Gwiazdy, gwiazdeczki i celebryci ‒ są z nami teraz i będą na długo po naszej śmierci, ku uciesze tabloidów i plotkarskich portali. Skandale, wtopy, rozwody, zdrady i najlepiej trochę golizny ‒ uwielbiamy to nasze małe bagienko, na które możemy zerkać z bezpiecznej odległości. Dlatego pewnie najchętniej czytanymi dziennikami w Polsce są „Fakt" i „Super Express".

Ciekawym jednak wydaje się casus internetowego tworu Vogule Poland, prowadzonego po godzinach przez showbizowych dziennikarzy, który z jednej strony komentuje bieżące wydarzenia z celebryckiego poligonu, ale miesza to z absurdalnym poczuciem humoru. Nie znajdziesz tu jednak tępego hejtu na gwiazdy polskiego poletka ‒ raczej przypomnienie, że pod tym całym blichtrem i pozowaniem na ściankach, każdy jest dobrym materiałem pod szyderę. Postanowiłem sprawdzić, czym się charakteryzuje polskie środowisko celebryckie i dlaczego tak bardzo się nim interesujemy.

VICE: Jak z własnego doświadczenia opisałbyś polskie społeczeństwo celebryckie?
Vogule Poland: Myślę, że charakteryzuje się wielkimi kompleksami wobec Zachodu. Nasi celebryci chcieliby zarabiać i być tak samo popularni, jak te gwiazdy zza oceanu. Spora część z nich często uważa się też za święte krowy, co nie współgra z ich talentem i tym, co sobą reprezentują. Wiem o tym, bo podobnie jak inne osoby w Vogule, mam za sobą lata pracy z tymi ludźmi.

Jak wyglądają ustawki z gwiazdami?
Wielokrotnie brałem w nich udział, kiedy jeszcze pracowałem w Fakcie. Polegało to na tym, że np. jedna z dziennikarek telewizji publicznej pisała do mnie SMS-a, że będzie siedzieć w tej i tej restauracji i będzie miała bardzo duuuży dekolt. Wiadomo, wysyłaliśmy tam fotografa, a później szło to z jakimś nagłówkiem, że „pani X leczy smutki po niedawnym kryzysie w związku", czy coś w tym stylu. Czasem dzwonią też celebryci, którzy mają PR-owy kryzys. Słyszysz w słuchawce, że któraś z gwiazdeczek chce się sfotografować, jak spaceruje w parku z wózkiem. Po chuj ona tam człapie, tego się nie dowiesz ‒ ale przeczytasz, że to dobra matka, bo oprócz kariery znajduje czas dla dziecka.

Pamiętasz kultowy już tytuł „Nie śpię, bo trzymam kredens"? To obiegło całą Polskę, ale mało kto wie, że to tak naprawdę historia dramatu

Dlaczego potrzebujemy takich historii z tabloidów?
Musimy pamiętać o dwóch rzeczach. Z jednej strony tabloidy zajmują się takimi gównianymi historiami, rozrywką w najbardziej prostackim wydaniu, ale z drugiej żaden poważny tytuł nie pisze historii zwykłych, przeciętnych ludzi. Pamiętasz kultowy już tytuł „Nie śpię, bo trzymam kredens"? To obiegło całą Polskę, ale mało kto wie, że to tak naprawdę historia dramatu Andrzeja Bednarka z Sobuczyny pod Częstochową, któremu przy domu wybudowali trasę dla przejazdu tirów, przez co nie tylko kredens mu się walił, ale i tynk z sufitu. Zabawne, prawda? Nie bardzo. Tylko tytuł był kretyński.

A może poważne gazety nie używają tak kretyńskich tytułów, więc ich historie nie mają takiego zasięgu?
Cycki i skandal sprzedają nakłady, a musimy pamiętać, że żyjemy w społeczeństwie, które nie czyta książek i jest zachłyśnięte neoliberalną wizją wielkości Ameryki. Kolorowe jarmarki i plastikowe życie. Kogo obchodzi np. prawo aborcyjne w Irlandii, wszyscy mają to w dupie ‒ kiedy jakaś gwiazdeczka ubrała się w ciuchy za 20 tys. złotych i wyszła w tym na ulicę.

Znam wielu kolesi w polskim showbiznesie, którzy prywatnie są gejami, ale udają bożyszcza nastolatek, bo to im się bardziej opłaca

To jest symbioza, ludzi nie obchodzą ważne sprawy, więc celebryci o nich nie mówią.
Tak, ilekroć któraś z gwiazd opowie się po którejś ze stron w ważnej sprawie, może to zaszkodzić jej karierze, fani się polaryzują. Spójrz, jaki hejt spłynął na Krystynę Jandę, gdy stanęła murem za Czarnym protestem. Mało tego, znam wielu kolesi w polskim showbiznesie, którzy prywatnie są gejami, ale udają bożyszczy nastolatek, bo to im się bardziej opłaca. Śledząc te perypetie - kto się rozwiódł, a kto zsikał na bankiecie ‒ możesz się poczuć, jak na wyjściu do zoo, i słusznie. Celebryci to małpy społeczeństwa, które najpierw walczą o naszą atencję, a potem muszą się wygłupiać, by mieć co jeść.

Ale gdyby nie celybryci nie było by Vogule Poland.
To prawda.

Czy chciałbyś obudzić się kiedyś w świecie, w którym nie byłoby celebrytów?
Nie, oczekiwałbym od nich tylko większego profesjonalizmu.

Bądź z nami na bieżąco! Polub nasz fanpage VICE Polska na Facebooku

Czy kiedyś któraś z opisywanych przez was osobistości miała problem z tym, co robicie?
Raz zadzwonił do mnie Krzysztof Gojdź, którego znam osobiście i zażądał zdjęcia artykułu na jego temat, grożąc, że pozwie nas do sądu. Pogadał, pogadał i już ręki sobie nie podajemy, ale artykuł wisi dalej.

A co z fanami osób, z których robicie sobie żarty?
Najgorsi są fani Justyny Steczkowskiej. Ci ludzie powinni się leczyć.

Na Vogule da się zarabiać, czy to tylko wasze hobby po godzinach pracy z celebrytami?
Starcza nam na serwery i promowanie własnych imprez.

Czego – twoim zdaniem - potrzeba, by stać się w Polsce celebrytą?
Przede wszystkim powinieneś siebie nie szanować na tyle, by non stop istnieć w social media i wrzucać na Snapchata rzeczy typu: „Hej, idę właśnie ulicą na prezentacje nowych butów, jest bardzo ładne słońce, a później mam kawkę z Jessicą Mercedes". Bo to druga ważna rzecz: musisz się zaprzyjaźnić z kimś znanym i błagać go, by dodawał zdjęcia z tobą na Instagram. Dzięki temu szybko przybędzie ci followersów i ludzie będą myśleć, że coś znaczysz. Jeżeli jesteś kobietą, wskazane jest pokazać trochę ciała, tak jak Monika Pietrasińska, która pokazała cipę i stała się znana na pół roku. Jeżeli jesteś kolesiem, przestroga dla ciebie ‒ kutas nie jest tak popularny, jak cipa, więc zostają ci selfie na znanej siłowni, najlepiej ze znanymi trenerami. Niezależnie od płci warto założyć bloga. Najważniejszy punkt to wkręcić się na imprezę i pozować na tle ścianki. Tam już jest z górki, bo wystarczy zwyzywać lub oblać drinkiem kogoś ze starszej kadry celebrytów ‒ czytaj „wdać się w konflikt".

A jak najłatwiej zostać gwiazdą?
Miej talent i rób wszystko na odwrót, niż to co ci powiedziałem, jak zostać celebrytą.

Możesz śledzić autora na jego profilu na Facebooku