FYI.

This story is over 5 years old.

Info z Polski

Zobaczcie klip do "Choćby stu", solowego numeru Mesa z "Molzy"

Co stało się w Molzie, zostaje w Molzie… A przynajmniej powinno.

Znacie to - wypad z ziomami do domku na Mazury. Wsiadacie w Cadillaca (Golf IV kumpla), bierzecie walizkę alkoholu i dragów (4 połówki wódki, parę kółek, piątkę słabej trawy i tyle samo żenionego z kreatyną speeda), koszule Acapulco, czaicie, wszystko gotowe, by przez dobre półtora dnia bawić się szampańsko całkiem niedaleko rodzinnego Supraśla, w jakże przyjemnym otoczeniu. Niestety w trakcie melanżu coś idzie nie tak i do tej pory spokojny niczym oddech snajpera Łukasz wpada w amok, będący następstwem narkotykowego debiutu chłopaka. Łukasz, naćpany berserker, wpierdala nóż w gardło znanego mu od dzieciństwa kolegi Maćka, zaś wam nie pozostaje już nic innego jak związać pochwyconego mordercę, uciec z nim z należącego do babci denata domku na Mazurach i zakopać zwłoki Maćka gdzieś głęboko w lesie. W końcu macie jeszcze trochę dragów i nie możecie ryzykować przypałem.

Reklama

Historia z podobnym finałem przydarzyła się niedawno ekipie Alkopoligamii, która świętowała 10-lecie istnienia wytwórni w mazurskiej Molzie. Chociaż nie należy wiązać faktów bezpośrednio z powyższą opowieścią, która spotkała moich podlaskich przyjaciół, zbrodnia, próba zatarcia śladów, pozostają wspólne. Mes nie eliminuje jednak przypadkowych ofiar, dla niego nie istnieją ci, z którymi nie da się rozmawiać nawet po przestrojeniu do weselszej dur…nowatej tonacji. Pełne poparcie, ile jeszcze można zmagać się z tymi naMOLnymi chamami?

Zobaczcie klip do "Choćby stu" poniżej: