Ilustracja: Alex Cook
Małżeństwa homoseksualne mają być legalne.
Videos by VICE
Po utarczkach słownych, mających miejsce w tym tygodniu przed Sądem Najwyższym, dotyczących kalifornijskiej Propozycji 8 (projekt poprawki do konstytucji, usuwającej zapis o “mężczyźnie i kobiecie” z definicji małżeństwa- przyp. tłum.) i Defense of Marriage Act (DOMA- postulat o odebraniu ulg i przywilejów małżeńskich parom homoseksualnym – przyp. tłum.), wydaje się mało prawdopodobne, żeby podstarzałe garnitury, które sterują naszym społeczeństwem przyznały, że pary homoseksualne mają takie samo prawo do małżeństwa jak heteroseksualne. Prawdopodobnie pokuszą się tylko o zniesienie rażąco fanatycznego DOMA. Niezależnie od tego co powie sąd, to biorąc pod uwagę nastroje społeczne popierające ideę, że dwoje kochających się osób może się pobrać i cieszyć wszystkimi przywilejami z tym związanymi, niezależnie od tego co mają tam na dole- doprowadzi do tego, że dwie kobiety, tak samo jak dwóch mężczyzn będzie mogło wziąć ślub. Trwało to trochę zbyt długo, ale fakt faktem dzień kiedy to się stanie jest już blisko. Wobec tego- jeśli dwóch facetów, albo dwie babki mogą wyjść za siebie, to czemu dwóch facetów i dwie babki jednocześnie nie mogłoby tego zrobić?
Głównym argumentem przeciw homoseksualnym związkom prawnym, jeśli chodzi o konserwatystów “broniących tradycyjnego małżeństwa” jest to, że następna będzie poligamia, sodomia i małżeństwa pomiędzy ogrodnikami i poszczególnymi tomami Encyklopedii Brittanica. Stwierdzenie to w ich mniemaniu jest tak samo dobre jak “Pomyślcie o dzieciach” i “Biblia mówi..”. Prawie 10 lat temu powstał wywód, stworzony przez Stanleya Kurtza na łamach Weekly Standard i został ostatnio przedstawiony w kilku różnych kontekstach Sądowi Najwyższemu przez przeciwników homo małżeństw. To idzie tak: “Jeśli celem małżeństwa nie jest wydanie na świat potomstwa w tradycyjnym układzie- jedna mama, jeden tata; jeśli jest to tylko porozumienie prawne pomiędzy dwiema jednostkami, które coś do siebie czują, to na jakiej podstawie miano by zabronić tworzenia prawnych związków złożonych z 3 czy 4 jednostek?”
Faktycznie- czemu wieloosobowe związki pomiędzy przysięgającymi sobie wzajemnie partnerami są nielegalne?
“Kurtz miał ogólnie rację”, pisze w mailu Anita Wagner Illig, orędowniczka związków poligamicznych, prowadząca stronę o poligamii w praktyce. “Legalizacja homoseksualnych małżeństw stworzy prawny precedens, w obliczu którego nie ma żadnej przesłanki przeciw zezwalaniu na małżeństwa więcej niż dwóch osób. Po prostu nie możemy dojść do porozumienia, czy to naprawdę jest takie złe.”
Postanowienia prawne przeciwko multimałżeństwom na terenie Stanów zostały wzniesione w odpowiedzi na dziewiętnastowieczną mormońską poligamię i od tamtego czasu posiadanie więcej niż jednej żony kojarzy się z ortodoksyjnymi Mormonami jak Tom Green czy David Kingston. Łamią oni wszelkie moralne standardy zmuszając kobiety do poślubienia ich, odbywając stosunki seksualne z nieletnimi, a nawet dopuszczając się kazirodztwa. Mimo, że wydaje się to trudnym do obalenia stereotypem, to i tak na przestrzeni ostatniej dekady poligamia staje się coraz bardziej akceptowana.
Jeżeli telewizja jest barometrem nastrojów społecznych, to myślimy o poligamii coraz więcej. Big Love z HBO ukazało fundamentalistyczną mormońską poligamię w delikatny i subtelny sposób, a Sister Wives z TLC sportretowało tradycyjną mormońską rodzinę tak, że niewiele różniła się od tradycyjnej komórki społecznej. Długi artykuł z Newsweeka z 2009 roku opisywał niewierzącą rodzinę poligamiczną i utrzymany był w bardzo przychylnym tonie. Niedawno z kolei, Wife Swap w ABC gościł poligamiczną komórkę społeczną, natomiast Scientific American nazwał “kompromisową niemonogamię” (więc też swingersów i ludzi pozostających w związkach otwartych) “nową seksualną rewolucją”. Warto zauważyć, że w Stanach funkcjonuje jedynie 500 000 związków poligamicznych, co jest nieporównywalną liczbą do par homoseksualnych, których ma być około 9 milionów. Możemy uznać, że to łagodniejsze podejście do związków wieloosobowych idzie w parze z coraz większą tolerancją w społeczeństwie dla par jednopłciowych, wywalczoną w toku długich batalii o prawa człowieka.
Wielu orędowników prawa do pobierania się przez osoby tej samej płci drażni porównywanie tego do wielożeństwa. W 2006 Andrew Sullivan napisał: “Legalizacja poligamii to zły pomysł z kilku podstawowych względów społecznych (prawa kobiet, czy ryzyko pozostawienia ogromnej puli nieżonatych mężczyzn w społeczeństwie itd.)”. Ale czy to różni się tak bardzo od wypowiedzi “chrześcijańskich konserwatystów”, którzy mówili o tym jak złe dla społeczeństwa może być zezwolenie na małżeństwa homoseksualne?
“Tak długo jak im to uchodziło płazem, kłamliwie zaprzeczali [zwolennicy równości małżeńskiej], że my poligamiści w ogóle istniejemy i zarzekali się, że nasza sprawa zawsze była bardzo niskiej wagi i na zawsze taką pozostanie”, opowiada Anita Wagner. “To była czysta polityka, jak zwykle, ale muszę powiedzieć, że to nie było miłe- jakby nas ktoś wepchnął pod autobus, zwłaszcza, że poligamiści zawsze twardo wspierali równość małżeńską”.
W Ameryce za to, przynajmniej do tej pory, walka o legalizację wielożeństwa była prowadzona głównie przez prawe skrzydło. Rodzina mormonów z Sister Wives walczy o utrzymanie prawa do bigamii w Utah, a najgłośniejszym orędownikiem poligamii w kraju jest Mark Henkel, niemormoński chrześcijanin, który porusza w swoich wypowiedziach temat poligamii kompromisowej już od 1994 roku.
Po dwóch dekadach prób przekonania sceptycznej publiczności do poligamii, Mark zgromadził już masę argumentów za. Na przykład, że zabranianie poligamii jest wbrew prawom kobiet.
“Jeśli masz dziesięć kobiet i dziesięciu mężczyzn, przy czym dziewięciu z nich to dupki”, opowiada Mark, “to odebranie kobietom prawa do wyboru najlepszego, oznacza zrezygnowanie z dobrego faceta i związanie się z dupkiem. Jednocześnie, jest to jasny komunikat dla dupków: prawo zmusi tę kobietę do wyjścia za mnie!”. Jeśli zrezygnujemy z kontroli damy kobietom możliwość wyboru, jak na wolnym rynku. Wtedy kobiety będą mogły zawsze związać się z tym dobrym mężczyzną, a wiadomość dla dupków będzie brzmiała ‘Hej, lepiej dorośnijcie i stańcie się lepszymi ludźmi’”.
Mark opisuje siebie jako “bardzo, bardzo, bardzo szczęśliwie ożenionego”, a swoją rodzinę jako “bardzo, bardzo, bardzo propoligamiczną”. W odróżnieniu od Morning Glory, Oberona i innych lewoskrzydłowych polityków, on cytuje Biblię jako inspirację do wielożeństwa. “Nawet tak często cytowana historia o Adamie i Ewie była napisana przez człowieka imieniem Mojżesz, a sama Biblia mówi, że miał on dwie żony.”, mówi. “Komu więc uwierzysz? Ludziom, którzy posługują się doktryną bazującą na interpretacji tej historii, czy człowiekowi który sam osobiście ją napisał? Przecież był poligamistą, nie stworzyłby doktryny przeciwko samemu sobie”.
Jeden z mocniejszych argumentów Marka, nie jest jednak oparty na przesłankach religijnych: “Naprawdę, jedynym rozwiązaniem jest nie pozwolenie rządowi na definiowanie małżeństwa w imieniu dorosłych, decydujących się na to ludzi”. To pozostaje w sprzeczności z wolnościowym podejściem do tej instytucji. Dlaczego rząd miałby w ogóle angażować się w te sprawy? Czy to nie jest sprawa osobista między ludźmi którzy się pobierają? (Ewentualnie jeszcze ich bogiem, czy bogami). A co z ulgami podatkowymi, które niesie ze sobą małżeństwo? Cóż, libertarianie chcą się ich pozbyć, zwłaszcza, że chcą pozbyć się podatków w ogóle. Prawdopodobnie, wycofanie udziału rządu w małżeństwach jest zamysłem, któremu lewicowi poligamiści (i wszyscy zwolennicy doktryny “żyj i pozwól żyć innym”) bardzo mocno kibicują. Mark nazywa tę walkę “kolejną batalią o prawa człowieka”. I może mieć rację.
Nie jest do końca jasne, czy społeczność poligamiczna w ogóle chce tej walki. “Jesteśmy dość niezależną zgrają”, mówi Anita. “Wielu ludzi odrzuca tradycyjne formy małżeństwa i uważa, że sama idea poligamii nie przystaje do dzisiejszych ram społecznych i rozwiązań prawnych. Tworzymy więc nasze zobowiązania sami i zawieramy ustalenia między sobą bez udziału państwa.”
Alan G., autor bloga “Polyamory in the News” zgadza się z tym. Dostałem od niego maila, w którym pisał “Legalizacja małżeństw poligamicznych byłaby dużo bardziej złożona i innowacyjna niż to miało miejsce w przypadku małżeństw homoseksualnych, ponieważ one akurat jakoś dawały się dopasować do rozległych i skomplikowanych norm prawnych, skonstruowanych z myślą o małżeństwach heteroseksualnych.”
Alan rozwinął tę myśl w krótkim eseju, który parokrotnie publikował na swoim blogu : “Jakim sposobem prawo mogłoby się uporać z powiedzmy, podziałem majątku w wypadku częściowego rozwodu w małżeństwie poligamicznym? Co z prawami i obowiązkami małżonków w wypadku “wżenienia” się w istniejące już małżeństwo? Podobnie problemy z ustanowieniem standardowych metod podziału dziedziczonego majątku, świadczeń zdrowotnych… lista ciągnie się dalej.”
Społeczność poligamiczna jest dużo mniejsza niż homoseksualna (jak do tej pory), mniej zorganizowana i mniej wymagająca jeśli chodzi o zmiany obowiązujących praw- być może dlatego, że mają już wystarczająco dużo na głowie lawirując w meandrach własnych związków. Bez nagłego zrywu aktywistów ciężko oczekiwać, że legalizacja ich związków nadejdzie niebawem, jednak Henkel twierdzi, że nastąpi to w ciągu dekady.
“Dobre prawo idzie za rzeczywistością, zamiast ją kształtować”- pisze w liście otwartym, prawnik John Ince reprezentujący Kanadyjską Grupę Orędowników Poligamii. “Za pięćdziesiąt lat, kiedy domostwa poligamiczne będą już powszechnie spotykane, a ich problematyka dobrze rozumiana, jestem przekonany, że zostaną dla nich zbudowane odpowiednie normy prawne. Przynajmniej tak to powinno działać w społeczeństwie, które może walczyć o swoje prawa w imię wolności, bez religijnej bądź ideologicznej presji.”
Zobacz też:
More
From VICE
-

Photo by Maskot / Getty Images -

Photo by Milan Risky/Shutterstock -

(Photo by Slaven Vlasic/Getty Images for Sports Illustrated) -

Screenshot: Bethesda