Obiektywnie zajebiste rankingi

Premiery w listopadzie, które musisz koniecznie sprawdzić

Alicia Keys wraca do korzeni, Ten Typ Mes mierzy się z dorosłością, a Metallica w dalszym ciągu oszukuje przeznaczenie.

tekst Julia Borowczyk
02 Listopad 2016, 10:38am

Za chwilę na małym ekranie pojawi się reklama pewnego napoju gazowanego z czerwoną ciężarówką, a centra handlowe opanuje "All I Want for Christmas" Mariah Carey. Nie do końca mamy sprawdzony sposób na to, by uciec od wszędobylskiego przeboju Mimi, ale wiemy przynajmniej jakie premiery muzyczny mogą nieco rozrzedzić zbliżające się nieubłaganie szaleństwo. To dosłownie ostatni rzut na taśmę dla poniższych artystów, by jeszcze zawojować tegoroczne listy przebojów i prawdopodobnie wskoczyć pod choinkę jako prezent gwiazdkowy. 

Czy Eskaubei i spółka zaczarują jazzowo-rapowym projektem? Czy Emeli Sandé stanie się głosem kobiet tego pokolenia? Czy Bruno Mars zdeklasuje Michaela Jacksona? Tego dowiemy się na przestrzeni najbliższych kilku tygodni! 

Sprawdźcie zestawienie poniżej.

Alicia Keys "Here" (4 listopada)

Są tacy, którzy twierdzą, że Amerykanka skończyła się już na "The Diary of Alicia Keys". Faktycznie, zadziorny pazur w postaci późniejszego "As I Am" nie przyniósł singla na miarę "Fallin'", "The Elements of Freedom" zanurzyło się gdzieś za bardzo w miałkim popie, a o "Girl on Fire" nie pamięta już prawie nikt. Jednak cztery lata od premiery ostatniego krążka Alicia Keys postanowiła wrócić do korzeni nie tylko w muzyce, ale także zmieniając ogólny wizerunek. Teraz wokalistka prezentuje się zbędnego makijażu, błyskotek i blichtru na miarę gwiazdy jej formatu. Eklektyczne i pulsujące "In Common", który stworzył autor niepodważalnego przeboju "The Hills" The Weeknda, czy niezwykle ciepłe i serdeczne "Blended Family", gdzie Alicia Keys rozprawia się z medialnymi plotkami wokół małżeństwa ze Swizz Beatzem, dają nadzieję na to, że tym razem radiowe fanaberie pójdą w odstawkę, a triumf odniosą szczerość i minimalizm.

Ten Typ Mes "Ała" (4 listopada)

Podobno "Ała" ma być podróżą między sceną festiwalu a oglądaniem serialu, między pokusą wzięcia kredytu a tworzeniem międzypokoleniowej piosenki w ciasnej kawalerce, między kupnem wymarzonego auta a ścieraniem z czarnego lakieru ptasich odchodów. Podsumowując, Ten Typ Mes mierzy się z dorosłością. I opisuje ją w taki sposób, że pół tej sceny może mu pozazdrościć refleksji. Drugie pół może się zastanawiać czy warstwa muzyczna to jeszcze jest hip-hop, ale my  znamy odpowiedź na to pytanie: to jest o wiele lepsze niż hermetyczny rap. Najlepszym tego przykładem jest wielowymiarowe "Czy ty to ty", z gościnnym udziałem VNM-a.

Eskaubei & Tomek Nowak Quartet "Tego Chciałem" (4 listopada)

"Pięciu kozaków, w tym czterech wirtuozów plus jeden człowiek od rapu" - nawija Eskaubei w tytułowym numerze zapowiadającym kolejny album "Tego Chciałem". To najszybsze, a zarazem najlepsze przedstawienie grupy. Już przy pierwszych projektach okrzyknięto ich nadzieją polskiego jazzu, łącząca w sobie elementu rapu i improwizacji, a teraz stawiają kolejne kroki w drodze po tytuł najbardziej wysublimowanego kolektywu na rodzimej scenie. Nie mamy nawet cienia wątpliwości co do tego czy płyta powtórzy sukces "Będzie dobrze".

Emeli Sandé "Long Live the Angeles" (11 listopada)

Debiutancki album Emeli Sandé odkrył wiele prawd o kobietach i miłości. Nie inaczej zapewne będzie w przypadku kontynuacji, zwłaszcza, że wokalistka zakończyła roczne małżeństwo z partnerem, który towarzyszył jej w życiu przez ponad dekadę. Nie usłyszymy zapewne bezpośredniej rady "uciekajcie od ołtarza", ale już pewne aluzje na temat rozwodu znajdziemy w pędzącym w nieznane singlu "Hurts". No i nie zapominajmy, że na "Garden" udało się sprowadzić samego Jay Electronica, a to już spory sukces, patrząc na to jak raper zabiera się za swoje solowe wydawnictwo.

Bruno Mars "24K Magic" (18 listopada)

Jeśli ktokolwiek mógłby rozbujać stacje radiowe w funkowy sposób to byłby to tylko Bruno Mars. Pierwsza zapowiedź nadchodzącego krążka wokalisty, tytułowy singiel "24K Magic", to bardziej wysublimowana wersja "Just the Way You Are", lepszy brat "Locked Out of Heaven" i krok dalej po nieco już wyświechtanym utworze z Markiem Ronsonem. Lato co prawda już za nami, ale coś nam się wydaje, że jesień upłynie nam pod znakiem eksperymentów w rytmie disco. Podobno Bruno Mars zagrał kilka numerów z płyty dla Missy Elliott i raperka zaaprobowała materiał. I niech to zdanie będzie najlepszą odpowiedzią na pytanie, dlaczego warto czekać na nowość na ten krążek.

Justice "Women" (18 listopada)

Prawie dziesięć lat po uznanym debiucie francuski duet powraca z nową propozycją. Justice są niczym Millenialsi - jeszcze pamiętają czasy MySpace, ale wiedzą, że od dawna światem rządzi Soundcloud. To samo słychać w warstwie muzycznej. Zarówno "Safe and Sound", jak i "Randy", pierwsze dwie zapowiedzi nowego krążka, mają w sobie nutkę nostalgii i tęsknoty, jednocześnie będąc solidnie skrojonymi syntezatorowymi kompozycjami, których nie powstydziłby się żaden producent. Tym bardziej ciekawi nas finalna ekspozycja "Women". Plotkuje się o powrocie Daft Punk na scenę w związku z kolejną rocznicą płyty "Alive", ale póki roboty nie potwierdzą tych doniesień, lepiej zanurzyć się w narkotyczno-lukrowym świecie Justice.

Metallica "Hardwired... to Self-Destruct" (18 listopada)

Są co najmniej trzy powody, dla których należy sięgnąć po ten album. Po pierwsze, ten jet chyba najbardziej oczywisty, to po prostu Metallica. Po drugie, ostatni krążek tej kapeli ukazał się osiem lat temu i jest to najdłuższa przerwa w dyskografii rock'n'rollowców. Po trzecie, cała odpowiedzialność za warstwę tekstową spadła na Jamesa Hetfielda i Larsa Ulricha. No i jeszcze niech uzupełnieniem naszej tezy będą naprawdę dobre single: "Hardwired" oraz "Moth IntoFlame". Przekonaliśmy was wystarczająco? No to teraz czekajcie z niecierpliwością na końcówkę miesiąca.

The Weeknd "Starboy" (25 listopada)

Sukces "Beauty Behind the Madness"zdecydowanie przerósł The Weeknda i już w "Starboy" słychać pokłosie tego, jak wbrew temu co wydaje się zwykłemu śmiertelnikowi, sława i pieniądze mogą przysporzyć więcej szkody niż pożytku. "Nie marzymy o miłości, marzymy o samochodach" - śpiewa Abel w tytułowym singlu. I zapewne ma rację, choć głowy dać nie możemy, bo daleko nam do bycia rozpoznawalnymi i bogatymi. W każdym razie, The Weeknd zmienił fryzurę (dzięki Bogu!) i podrasował także swoje brzmienie, odchodząc od mglistych i dusznych pościelówek. Najlepszym przykładem tego jest buntownicze "False Alarm" z teledyskiem na miarę produkcji filmowej. Nie mamy pojęcia czym nas jeszcze zaskoczy The Weeknd, ale jedno jest pewne - bez pasów lepiej się nie wybierać w tę podróż.