Varials

​Kambodża: podziemny handel wibratorami

Mieszkając w Angkor Wat, nie jest łatwo kupić sztucznego penisa czy wibrator. Trzeba trochę pokombinować

tekst Nathan A. Thompson; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
20 Październik 2015, 9:50am

Mieszkając w Angkor Wat, nie jest łatwo kupić sztucznego penisa czy wibrator. Trzeba trochę pokombinować.


Ja i moja rzekoma dziewczyna czekaliśmy na dostawę nielegalnych wibratorów. Usłyszeliśmy warkot silnika – to nasz diler przyjechał na wypasionym motocyklu. Zsiadł z niego, przyciskając czarną torbę do swojego chudego torsu. Gdybym miał zgadywać, jaka jest jego orientacja seksualna, obstawiałbym, że jest gejem. „Gej, że hej" – potwierdziła moja dziewczyna na niby, Eve.

Eve zaaranżowała spotkanie, bo ja wcześniej spłoszyłem dilera – chciałem przeprowadzić z nim oficjalny wywiad. Dlatego działamy pod przykrywką. W jej domu diler wyciągnął kilka sztucznych penisów i uważnie przyjrzał się każdemu z bliska, zaglądając w nie jak w lunetę. Potem wyciągnął jeszcze kilka wibratorów i położył je na stole obok przypinanych penisów.

Nie bez powodu był taki ostrożny. W Kambodży handel gadżetami erotycznymi jest karalny – można dostać grzywnę albo iść do więzienia. W 2011 roku magazyn „The Phnom Penh Post" napisał o policyjnym nalocie na sklep z tradycyjną chińską medycyną. Skonfiskowano dziesięć wibratorów i wiele lekarstw, które podobno miały działać na potencję.


Przeczytaj też: Masturbuj się jak dama.


Nie istnieje prawo wyraźnie zakazujące posiadania gadżetów erotycznych, ale w tym przypadku Kor Vandy, sędzia sądu w Phnom Penh, stwierdził, że oskarżeni złamali prawo dotyczące handlu ludźmi, które „zabrania wystawiania na widok publiczny, posiadania, importowania, eksportowania oraz sprzedaży pornografii", jak czytamy w raporcie.

– To normalny wyrok – mówi Sam Onn Kong, dyrektor kancelarii prawnej Cambodia Law Services.

Dilerzy sprzedający sztuczne penisy mogą też zostać oskarżeni na podstawie innego prawa, które zakazuje wszystkiego, co może zmącić wspaniałą kulturę Kambodży.

– Jesteśmy bardzo dumni z naszej kultury – wyjaśnił. – Jeżeli prawo wprost czegoś nie zabrania, to możemy pomyśleć o kulturze Kambodży i ocenić, czy sprzedawanie gadżetów erotycznych jest wbrew naszym tradycjom.

Kobieta patrząca na Phnom Penh. Zdjęcie: Jesse Morrow/Stocksy.

Ale mimo to w stolicy, Phnom Penh, nie było ciężko znaleźć dostawcy gadżetów erotycznych. Poszperaliśmy chwilę w internecie. W domu Eve diler nie chciał nam podać swojego imienia ani dać się sfotografować. Jego gadżety zostały podobno kupione w Hongkongu.

– Nie martwcie się policją – powiedział, gdy do domu przyjechał współlokator Eve, który popatrzył tylko na asortyment dilera, pokręcił głową i poszedł prosto do swojego pokoju. – Jest w porządku, sprzedaję je od trzech lat. Policja mnie zna i jeśli się dowiedzą, że kupowaliście ode mnie, to was nie aresztują.

Oglądałem irytująco realistycznego sztucznego penisa z żyłami, podpisanego „Amerykańska pała". Patrząc na drogi motocykl dilera i jego regularne wycieczki do Hongkongu (na które nie stać większości mieszkańców Kambodży), mogłem założyć, że jest członkiem bogatej elity.

Choć według rządu Kambodży to nieprawda. – Nie będziemy tego tolerować – powiedział Phay Siphan, rzecznik rządu. – Sprzedaż pornografii i gadżetów erotycznych jest nielegalna. Gdy dowiemy się, kim on jest, od razu go zgarniemy. Choć trzy lata bezkarnej działalności to niezły wynik.

Oglądałem irytująco realistycznego sztucznego penisa z żyłami, podpisanego „Amerykańska pała".

Poza kontaktem z dziwnymi dzieciakami z bogatej elity jest jeszcze inny sposób, aby zdobyć tu erotyczne gadżety – lesbijskie podziemie. Homoseksualizm jest w Kambodży legalny, chociaż małżeństwa osób tej samej płci już nie. To świat, do którego miałem częściowy dostęp dzięki spotykaniu się z biseksualną dziewczyną, która lubiła pegging. Jeżeli nie wiecie, czym jest pegging, to już wam tłumaczę: dziewczyna zakłada sztucznego penisa i rucha kolesia w tyłek. Po paru miesiącach naszego związku zaproponowała mi pegging. Wzruszyłem ramionami. „Jasne, czemu nie?".

Miała wtykę w amerykańskiej ambasadzie. Ta osoba miała bezpieczną skrzynkę Amerykańskiej Poczty Wojskowej (APO), której nie kontrolowali tutejsi urzędnicy. To nie był pierwszy raz, gdy nietoksyczne gadżety erotyczne wysokiej jakości wylądowały w tej specjalnej skrzynce, by potem trafić do amerykańskich lesbijek żyjących na obczyźnie i do biseksualistek z przesadnie kompromisowymi chłopakami.

– To był jedyny sposób na zdobycie gadżetów erotycznych, jaki znałam – powiedziała Cindy, lesbijka i była mieszkanka Phnom Penh. Prosiła, żebym nie podawał jej nazwiska. – Pomyślałam, że bezpieczniej będzie przysłać je do skrzynki APO naszej wtyki, bo ciągle słyszy się historie o konfiskowaniu przesyłek.

Wtyka w ambasadzie nie odpowiedziała na moje próby kontaktu.

Oni spychają gadżety erotyczne do podziemia, a to jest niebezpieczne.

Z drugiej strony lesbijki z Kambodży prawie w ogóle nie używają gadżetów erotycznych. Pewnie dlatego prawo nie zostało jasno sformułowane. Gdyby na lokalnym rynku było duże zapotrzebowanie, władze być może rozwiązałyby problem, zanim lokalni cwaniacy zaczęli zapełniać lukę w rynku plastikowymi kutasami i wibrującymi jajeczkami.

– Jestem zwolenniczką edukacji seksualnej, seksu przedmałżeńskiego i gadżetów erotycznych – mówi Dany Vinh, aktywistka LGBTQ z Kambodży. – Ale Kambodża jeszcze do tego nie dojrzała. Jestem w mniejszości i moja opinia nie odzwierciedla poglądów większości ludzi ze społeczności LGBTQ.

Inna lesbijka, która chciała pozostać anonimowa i wystąpić tu jako „chłopczyca", powiedziała, że nigdy nie słyszała, by ktoś z jej znajomych używał gadżetów erotycznych.

I nic dziwnego, Kambodża jest państwem konserwatywnym. Na wsi większość populacji żyje skromnie, sprzedając wielkie góry ryżu zebranego z zielonych pól. Tam zaloty bardziej przypominają Dumę i uprzedzenie, a nie Seks w wielkim mieście.

– Rodzice uczą nas, że przed ślubem nie uprawia się seksu – powiedział student Raksme El. – Rodzice bardzo dużo wysiłku wkładają w wychowanie córek, a przyszły mąż musi im za to zapłacić.

Ceny są różne, ale kiedy przebywałem w pewnej wiosce, zaproponowano mi pewną pannę młodą za kuszące 2000–5000 dolarów.


Przeczytaj też: Najdziwniejsze zabawki z sex shopów Amsterdamu.


Może nam to przypominać zwykłą transakcję, ale wielu obywateli Kambodży ceni swoją kulturę i mówi, że zachodnie romanse są zbyt skomplikowane i samolubne. Twierdzą tak nawet wykształcone i niezależne osoby, jak moja współlokatorka Thida Zéra. Powiedziała mi, że obcokrajowcy mogą sobie urządzać ruje, ale ona chce tradycyjnych zalotów.

– To gówno prawda – odpowiedziała autorka feministycznego bloga o seksie Catherine Harry. – Jakby rozmawianie o seksie czy o czymkolwiek z nim związanym miało niszczyć kulturę jakiegoś państwa.

Na naszym czacie na Facebooku wkleiła linka do doniesień CNN o sex shopie, który otworzono w Kambodży w 2001 roku i błyskawicznie zamknięto. – Oni spychają gadżety erotyczne do podziemia, a to jest niebezpieczne – powiedziała Catherine.

I choć myśl o potajemnej sprzedaży gumowych kutasów w Kambodży jest zabawna, to jednak jest to też oznaka lekceważącego podejścia do edukacji seksualnej, które sprawia, że ludzie wciąż są nieświadomi niebezpieczeństw seksu bez zabezpieczeń i spraw związanych z przemocą o podłożu seksualnym. Kulturze Kambodży należy się szacunek, ale jej obywatele, tacy jak Catherine, uważają, że trzeba znaleźć złoty środek, aby ludzie byli bezpieczni.

W domu Eve diler szybko spakował swoje produkty. W powietrzu unosił się zapach gumy. Dziś niczego nie kupimy. Ale jemu to nie przeszkadzało.

– Napiszcie do mnie na WhatsApp, gdy zmienicie zdanie – powiedział.

Potem wyszedł, wskoczył na swój motocykl i odjechał.