Z wizytą na lotnisku Tempelhof w Berlinie, największym obozie dla uchodźców w Niemczech

1300 uchodźców ma tu zapewniony dach nad głową, trzy posiłki dziennie i dostęp do podstawowych udogodnień, jednak brak miejsca i niepewna przyszłość wywołują niepokój i zagubienie

|
30 Maj 2016, 1:47am

Haidar mieszka od sześciu miesięcy w boksie o powierzchni 25 m² z trzema innymi osobami. I tak ma szczęście, niektórzy muszą dzielić taką samą przestrzeń z 11 osobami. Inne boksy z kolei mają tylko 12 m². Tak wygląda obóz dla uchodźców w dawnym porcie lotniczym Tempelhof-Berlin. Budynek powstał w 1927 roku, ale naziści znacznie go rozbudowali w latach 30. Współcześnie znany jest ze względu na swoją ikoniczną architekturę, imponujące rozmiary i fakt, że w czasie sowieckiej blokady Berlina pełnił centrum zaopatrzenia dla zachodniej części miasta. Obecnie budynek zamieszkuje 1300 uchodźców oczekujących na stałe miejsce pobytu oraz integrację ze społeczeństwem. Jest to największy obóz dla uchodźców w Niemczech i potrzebujący mogą tutaj przebywać teoretycznie nie dłużej niż sześć tygodni. Jednak z powodu braku innego zakwaterowania wiele osób, z którymi rozmawialiśmy, przebywa w obozie już ponad sześć miesięcy.

W środku powietrze jest ciepłe i gęste. Gdy przechodzimy długim korytarzem między boksami, przeciskając się między osobami zbierającymi pranie i bawiącymi się dziećmi, ze wszystkich wyjść uważnie obserwuje nas ochrona. Uchodźcy mają tu zapewniony dach nad głową, trzy posiłki dziennie i dostęp do podstawowych udogodnień, jednak brak miejsca i niepewna przyszłość wywołują niepokój i zagubienie. Chciałem pokazać, jak wyglądają kwatery od środka (mieszkańcy nazywają je ponuro „boksami") i udokumentować życie w tych wyjątkowych warunkach.

Issa z Bagdadu w Iraku, 25 lat

Jestem w Tempelhof od listopada 2015 roku. Mieszkam z dwojgiem moich znajomych z Bagdadu. Mamy szczęście, bo w naszym „boksie" mieszkamy tylko we trójkę. Inni nie mają tak dobrze. W sumie nie mam na co narzekać, jednak to wciąż tylko boks. Główną różnicą między mieszkaniem tutaj a w Bagdadzie jest to, że w Bagdadzie w domu jest mi bardzo dobrze, ale jak tylko wystawię nogę za próg, nie czuję się już bezpiecznie. Tu jest dokładnie odwrotnie. Tu gdzie mieszkam nie czuję się dobrze, kiedy jednak wychodzę na zewnątrz, czuję się bezpiecznie.

Sayed z Mazar-i-Szarif w Afganistanie, 37 lat

Od razu trafiliśmy do Tempelhof. To było już ponad cztery miesiące temu. Nie mam pojęcia, co stanie się później, ani też jak długo tu będę jeszcze mieszkał. Nie czuję się tu dobrze, moje zdrowie psychiczne stale się pogarsza. Nie wiadomo, co się z nami stanie później, a zachowanie niektórych osób tutaj mi nie odpowiada. Dzisiaj rano mieliśmy problem z jednym z ochroniarzy. Napotykamy też problemy z integracją. Do tej pory nikt nam nic nie powiedział o zajęciach integracyjnych. W moim przedziale mieszkam z dwiema rodzinami, w sumie jest nas dwanaście osób. Muszę się z nimi jakoś dogadywać, nie mam innego wyboru.


Patrzymy z bliska. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Hamza i Akram z Al-Kunajtira w Syrii, 28 i 16 lat

Mieszkamy w Tempelhof od sześciu i pół miesiąca. Ale to nie jest życie. Nasi bracia walczą w Syrii, a my walczymy tutaj. Najtrudniej znieść warunki, które tu panują i sposób w jaki jesteśmy traktowani przez społeczeństwo. Jesteśmy postrzegani jako uchodźcy, a nie normalni ludzie. Na szczęście już się uodporniliśmy na beznadziejne życie. W ośmioro poznaliśmy się w drodze do Niemiec. Wszyscy nazywają to "boksami" – jak myślisz, jakie to uczucie, mieszkać w takim pomieszczeniu? Nie możemy wnosić własnego jedzenia ani mleka do budynku. Myśleliśmy, że taki kraj jak Nimcy zapewni nam lepsze warunki do życia, dlatego pojęliśmy ryzyko przyjścia tutaj.

Abdulrahman z Damaszku w Syrii, 19 lat

Jestem w Tempelhof od pięciu i pół miesiąca. Mieszkam z moją siostrą i wujkiem, mieszka z nami jeszcze jeden mężczyzna z Damaszku. Myślę, że warunki do życia są tu bardzo złe. To niezdrowe mieszkać w tak ograniczonej przestrzeni z tyloma osobami. Ale mamy swoją grupę przyjaciół, głównie z Syrii i Pakistanu, i mamy też przyjaciół, którzy nie mieszkają z nami w obozie. Czasem spotykamy się z nimi i spędzamy czas u nich. Różnica między domami, w których oni mieszkają a tym tutaj jest ogromna. U nich jest znacznie czyściej, mają prąd na swój użytek, mają lodówkę do przechowywania jedzenia i picia, mają gaz, żeby gotować. Myślę, że selekcja, kto może przeprowadzić się do domu, jest bardzo niesprawiedliwa. Wiele osób, które przybyło tu później, niż my, opuściło obóz przed nami. Mówią, że najpierw są przenoszone rodziny. Ale ja myślę, że my też jesteśmy rodziną, ja moja siostra i nasz wujek. W środku nie jest szczęśliwa, ale staram się uśmiechać.

Ahmed z Al-Hasaka w Syrii, 31 lat

Jestem tu z moim 12-letnim kuzynem od mniej więcej sześciu miesięcy. W Syrii, zanim opuściłem miasto byłem studentem ekonomii rolnictwa. Mieszkaliśmy na terenie bojówek, gdzie nie było żadnego państwa. Mój kuzyn widział dużo przemocy i martwiliśmy się o jego stan psychiczny. Jest dzieckiem, więc łatwiej mu przebywać w małej przestrzeni, ale tęskni za rodzicami i brakuje mu więzi emocjonalnej z miejscem, gdzie mieszka. Nie znałem wcześniej ludzi, z którymi teraz mieszkam, chociaż wszyscy pochodzimy z tego samego miasta. Niedługo zaczynam studia na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie i obawiam się, że nie będę miał gdzie się uczyć. Będę przecież potrzebował trochę miejsca i prywatności. Nie wiem, jak sobie ze wszystkim poradzę.

Nadia z Logar w Afganistanie, 37 lat

Mieszkam tutaj już od czterech miesięcy z moim mężem i czworgiem dzieci. Bardzo ciężko jest tu żyć, najbardziej przeszkadza nam chyba hałas. Moja córka jest chora psychicznie i jej stan pogarsza się, gdy wokół jest głośno. Moje dzieci nie mają jak uczyć się po przyjściu ze szkoły. Ale uczą się języka niemieckiego i bardzo się z tego cieszę. Mój syn nie chce bawić się z innymi dziećmi, muszę go do tego prawie zmuszać. Ciężko mu zawierać znajomości i znaleźć sobie tutaj przyjaciół. Moim marzeniem jest, żeby moje dzieci poszły na studia i zrealizowały swoje życiowe cele.

Omar z Damaszku w Syrii, 20 lat

Jestem w Tempelhof w Niemczech od listopada 2015 roku. Mieszkam z siedmioma osobami, które poznałem na miejscu i bardzo dobrze się dogadujemy. Jestem samotnym mężczyzną i warunki tutaj mi nie przeszkadzają. Ale gdybym miał żonę albo rodzinę, powiedziałbym im, żeby tu nie przyjeżdżali, bo warunki do życia nie są dobre. W moim boksie mieszkają tylko mężczyźni – to trochę tak, jakbyśmy odbywali służę wojskową. Jedzenie nie jest dobre, ale większość z nas była żołnierzami, więc jesteśmy przyzwyczajeni do takich rzeczy (chociaż w wojsku łazienki były czystsze). O 6:00 rano zapalają światła, a o 10:00 wieczorem znowu je gaszą. A jak się spóźnisz na posiłek, nie dostaniesz jedzenia.

Mohamad z Al-Majadin w Syrii, 18 lat, Khaled z Mosulu w Iraku, 19 lat,Sherko, z Kirkuk w Iraku, 25 lat

Poznaliśmy się w Tempelhof i mieszkamy w sześciu w tym pokoju. Dobrze się dogadujemy, ale doskwiera nam brak prywatności. Ma się wrażenie, że jesteśmy jedną wielką rodziną, to miłe. Staramy się integrować z osobami z zewnątrz, z chłopakami i z dziewczynami, i jesteśmy bardzo wdzięczni za ich gościnność. Ale czujemy, że oni darzą nas jakby niechęcią, wydaje nam się, że to wynika głównie ze strachu. W okresie świąt Bożego Narodzenia często chodziliśmy na Alexanderplatz i gdy któregoś razu dość głośno rozmawiałam z kolegą, dwie dziewczyny przed nami odwróciły się do nas, przyjrzały nam się, potem ścisnęły mocniej swoje torebki i odeszły szybkim krokiem.

Haidar z Kirkuk w Iraku, 24 lata

Jestem w Tempelhof od sześciu miesięcy. Mieszkamy tu we czterech. Moja rodzina w Iraku należy do wyższej klasy średniej i gdy usłyszałem o możliwościach w Niemczech, nie tego się spodziewałem. Warunki życia tutaj są niczym w porównaniu do tego, jak żyłem w Iraku. Chciałbym wrócić do domu, ale każdego dnia narastają tam nowe problemy. Jak na razie muszę się dostosować do tej sytuacji. Myślę, że za dwa lata dalej będę mieszkał tutaj w Tempelhof. W Berlinie samym Niemcom jest ciężko znaleźć mieszkanie, co dopiero nam. Wszystko zależy od tego, jak się na to spojrzy. Dla mnie boks to miejsce do nauki, coś w rodzaju biblioteki.

Michaela i Kutzung z Erytrei, 19 lat

Jesteśmy tutaj od sześciu miesięcy i jesteśmy przyjaciółmi, razem tu przybyliśmy. Mieszkamy we czwórkę, wszyscy pochodzimy z Erytrei. My jesteśmy chrześcijanami, ale w obozie są głównie muzułmanie. Nie prowadzi to jednak do problemów. Chciałybyśmy tylko znaleźć pracę tutaj w Niemczech, możemy robić cokolwiek.