Quantcast
Kultura

Poznaj twórcę Smutnej Żaby Pepe

„Odcisnąłem swój znak na internecie" – rysownik komiksów Matt Furie opowiada o tym, jak odkrył, że jego dzieło stało się memem i zaczęło żyć własnym życiem

Na długo, zanim 4Chan i Reddit uczyniły z niego ikonę internetu, a celebryci pokroju Katy Perry i Nicki Minaj zaczęli lansować w mainstreamie, mem z uczuciowym płazem był dziełem jednego człowieka. Żaba Pepe, bo o nim tu mowa, pierwszy raz ujrzał światło dzienne na MySpace w 2005 roku, artysta Matt Furie oficjalnie zadebiutował w następnym roku z kolekcją jednostronicowych komiksów Boy's Club #1. W tym komiksie Furie opowiedział historie kwartetu antropomorficznych jaraczy zielska. (Dwa komiksy zrobił dla VICE, a możecie je znaleźć tutaj). Seria odpowiada na nurtujące was wszystkich pytanie: „Co by było, gdyby Muppety lubiły sobie ściągnąć chmurę?", a przy okazji wyśmiewa i omawia styl życia dwudziestoparoletnich „ziomali", ukazując życie pełne fastfoodów, chwytliwych powiedzonek i płynów ustrojowych z przerażającą, a zarazem zabawną dokładnością. Mimo to, jak w przypadku wielu wybitnych dzieł, egzystencja Boy's Club była przelotna: jego czwarte wydanie zostało opublikowane w 2010 roku, a na następny samodzielny komiks trzeba było czekać całe lata.

Jednak na wzór potwora Frankensteina, Pepe z czasem przerósł swego stwórcę, a komiks, w którym Pepe oddawał mocz ze spodniami opuszczonymi do kostek („Feels good man" – miał na swoje usprawiedliwienie) w 2008 roku uruchomił na forum 4Chan lawinę memów. Użytkownicy przerabiali Żaboluda, tym samym dając mu nowe życie. Z czasem nowi autorzy przerysowywali bohatera w dosłownie tysiące innych komiksów, a jego twarz uczynili bardziej smutną, lub zadowoloną z siebie, w zależności od zamierzenia. Sama postać porzuciła pierwotny zamysł twórcy i powiedzonka, dosięgając z czasem popularności wszechobecnych memów z zabawnymi kotkami, a postmodernistyczne poszukiwania „rzadkich Pepów " zapoczątkowały jeszcze bardziej pokręcone wariacje na temat mema.

W lipcu 2015 roku Furie po cichu wrzucił nowy komiks Boy's Club na swojego Tumblra – to pierwszy, jaki ujrzał świat od okresu szczytowej popularności. Furie zaczął z grubej rury: Pepe marszczy freda. Czy ten przesiąknięty nasieniem komiks – i towarzyszące mu wydanie wcześniej niedostępnego w internecie wydania Boy's Club dla The Believer – to początek nowej twórczości od gościa, który spłodził niesamowicie popularnego mema?

VICE rozmawiał z Mattem Furie o powrocie Żaboluda, który uczynił go sławnym, o inspiracjach, które zaczerpnął z potopu internetowych memów i o tym, że nieważne jak obrzydliwy stanie się Pepe, wciąż będzie przeznaczony dla dzieci.

VICE: Kiedy ostatni raz rysowałeś Boy's Club?
Matt Furie:
Trzy lata temu? Trochę czasu minęło. The Believer miało segment z komiksami, do którego rysowałem przez rok, czy coś takiego. Sporo z tego, co ostatnio wrzuciłem, pochodziło właśnie z tego okresu. Po prostu wykopałem czarno-białe wersje z moich zbiorów, bo w The Believer wychodziły w kolorze i umieściłem je w internecie. Nowy komiks – i mam zamiar dalej wydawać nowy materiał – to ten gdzie Pepe, hmm, gdzie ostatecznie... jak by to ująć... doświadcza seksualnego uniesienia. Bądź też nakłada krem do opalania. Zostawiam to do interpretacji.

Triumfalny powrót Pepe. Ilustracja Matt Furie na Tumblr

Może też to być niefortunna próba otwarcia butelki z ketchupem...
Dokładnie. Zainspirował mnie rysunek Pepe, który kiedyś znalazłem w sieci i uznałem za zabawny. Sprawdziłem fanpage Pepe na Facebooku, gdzie był naprawdę śmieszny kolaż przeróżnych komiksów z Pepe. Na jednym z nich zjada muchę, na innym ma zamiar odstrzelić sobie głowę, a na jeszcze innym rozpryskuje sobie nasienie na twarzy, ale wszystkie były urocze i wyglądały, jakby zrobiły je dzieciaki. Więc zrobiłem czteropanelowy komiks, żeby po prostu wrócić do gry. Daj Boże, zrobię więcej. Może następne stworzę na podstawie całej grupy dziwacznych Pepów. Myślę, że powinienem wykorzystać internetowy hajp. Miejmy nadzieję, że się uda.

Kiedy zauważyłeś, że Pepe zaczyna żyć swoim własnym życiem?
Najpierw jakiś czas temu zauważyłem powstanie fenomenu „Feels good man", który stał się internetowym powiedzonkiem. Z jakiegoś powodu znajdowałem tego sporo na stronach poświęconych siłowni. Cytat: „#feelsgoodman" pojawiał się pod zdjęciami napompowanych pakerów, którzy prężyli swoje bicepsy przed lustrem, albo podobnych im dziewczyn robiących sobie zdjęcia z frontu i profilu. Zaczęło się jako sposób na komentowanie na przeróżnych forach, po czym przeniknęło do świata fitnessu.

Ilustracja dzięki Matt Furie

Jest to coś strasznie odległego od rzeczywistości przedstawionej w Boy's Club.
[Śmieje się] Tak, dokładnie. Nie jestem wielkim fanem pakowania. Nie uważam też, żeby którakolwiek z moich postaci była ku temu skłonna. Jakoś się to jednak przełożyło na język siłki. Jest coś dziwnego w całej kulturze ćwiczeń na siłowni – jakiś element pokręconej masturbacji. Jesteś tam sam, targasz żelazo. Widzę w tym jakieś podobieństwo.

Boy's Club w pewien sposób na pewno jest o samozaspokojeniu.
Zgadza się. Myślę, że siłownia wiąże się z zaspokajaniem siebie, bo przecież nie musisz tego robić. Uważam też, że katowanie w ten sposób organizmu nie jest dobre dla twojego ciała.

Zatem pierwsza fala popularności była związana z „Feels good man", ale z czasem to powiedzenie i twarz żaboluda się rozwinęły i dziś mamy do czynienia z masą różnych wydań Pepe.
Najbardziej podobają mi się amatorskie wykonania tych rysunków, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Naprawdę świetne. Ma się wrażenie, że jakieś dzieciaki tworzą te komiksy w Paincie. Jestem wręcz oczarowany jakością kreski. [Śmieje się] Jednym z najmilszych dla mnie przykładów jest córka mojego kuzyna, która ma może 12-13 lat. Ma drużynę siatkówki i napisała do mnie ostatnio z pytaniem, czy to ja stworzyłem Pepe, na co jej odpowiedziałem, że tak. Po chwili odpisała: „Drużyna, w której gramy nazywa się Pepe, a naszą maskotką jest żaba". Mieszka na przedmieściach w Ohio. Fajnie, że moje komiksy przemawiają do dzieci. Mnóstwo w nich różnych zboczonych rzeczy, ale przy okazji jest też element niewinności.

Nie przeszkadza ci to, że obecnie ten element jest nieobecny w komiksach o Pepe?
Nie postrzegam tego za coś negatywnego. Nazwałbym to postkapitalistycznym rodzajem sukcesu. Nie zarabiam na tym, ale moja twórczość stała się samodzielnym dziełem w internetowej kulturze. Teraz przynajmniej mnóstwo ludzi podejmuje świadomą próbę, by stworzyć mema, gifa, czy po prostu żart. Po prostu mi to schlebia. Nie interesuje mnie czy ktoś wyrzuca element niewinności ze swojego Pepe, wprost przeciwnie – inspirują mnie dziwaczne wersje tej postaci. Chcę użyć tego jako bazy dla swojego komiksu, który będzie interpretacją Pepe, stworzonego przez innych ludzi.

Są jednak dwie rzeczy, których nie trawię. Po pierwsze, ludzie mieszają Pepe z jakimś dziwnym, bladym gościem, który cały czas się przytula, nie rozumiem tego. Widziałeś tego typa? Z białą twarzą?

Feels guy, tak się nazywa.
Tak. Powiedz mi, dlaczego ktoś wpadł na pomysł, żeby ich połączyć? Czy chodzi o zbieżność nazw, Feels Guy i żaba zwana Feels Good Frog? Musi być w tym jakaś logika. Dzieciaki wiedzą, o co chodzi, ale ja nie bardzo.

Po drugie, Pepe ma teraz, nie wiedzieć czemu, niebieską koszulę i brązowe usta i to jest jego ogólnie przyjęta aparycja. Właśnie te dwie rzeczy mnie trochę wkurzają. Poza tym właściwie nic mi nie przeszkadza.

Moja dziewczyna uważa, że Pepe to swego rodzaju autoportret.

W świecie komiksów zdarzały się przypadki, gdzie twórcy byli wywłaszczani ze swoich dzieł –
– jak Calvin Pissing, lub jak „Keep On Truckin" Roberta Crumba, które zaczęło żyć własnym życiem.

Myślałem o tym, jak na przykład Jack Kirby nigdy nie otrzymał sprawiedliwego udziału od Marvela albo jak DC wykiwało Siegela & Shustera z Supermanem, ale twój przykład jest bardziej bezpośredni. Raczej żadna megakorporacja nie wydała miliarda dolarów, żeby wykupić Calvin Pissing Entertainment.
To działa trochę jak rozbicie pewnego rodzaju folkloru, gdzie ludzie czerpią z niego, po czym składają go na własną modłę i spieniężają, tworząc T-shirty i naklejki na zderzaki samochodów. To się właśnie dzieje z moimi komiksami i nie jest to pierwszy tego typu przypadek.

Jednak twoje obiekcje dotyczą paru estetycznych niuansów, a nie zasadniczego sprzeciwu wobec zabierana oryginalnemu autorowi jego własności intelektualnej.
Nie, dlatego że tworzę inne rzeczy poza Boy's Club i odnoszę się w nich do Terminatora, czy Ronalda McDonalda, lub innych popkulturowych rzeczy, których nie wymyśliłem. Gdy widzę, że ktoś sprzedaje coś na Etsy, jak zapinki z Pepe, po prostu proszę go, żeby mi coś wysłał. Mam całą kolekcję tego typu rzeczy: T-shirty, naszyjniki, czy właśnie zapinki.

Lewy towar z Pepe z kolecji Matta. Fot. dzięki Matt Furie

Napisałeś książkę dla dzieci, działasz w sztukach pięknych, zaczynasz swoją przygodę z animacją. Czy Pepe pomógł Ci wkroczyć w któreś z tych miejsc?
[Śmieje się] Nie w kwestii animacji, nie. Chociaż nie wiem, może jednak? Poznałem twórców kreskówek, którzy kojarzyli moje komiksy. Masa ludzi zna moją twórczość przez Pepe, bo łatwo go ze mną połączyć. „Czym się zajmujesz?" „Widziałeś tego żaboluda w internecie?". To właśnie jego ludzie najlepiej kojarzą.

Czy ciężko jest znów uchwycić ten kosmaty stan umysłu z Boy's Club po tylu latach?
Tak, trochę jest, ale mam metodę, aby żyć tym niezależnie od miejsca, w którym obecnie się znajduję. To nie tak, że jestem tak płodny, jak ten gość od Charliego Browna, on musi żyć w dziecinnym świecie silnych przyjaźni i pamiętać dokładnie jak to było. W moim wypadku jest to trochę prostsze, gdyż trochę bliżej tu do dorosłości niż dzieciństwa. To trochę przestrzeń pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. Myślę, że da się tam wrócić, ale jeszcze zobaczymy. Spróbuję i zobaczę czy w dalszym ciągu potrafię. Niech czas pokaże. Mam teraz dziecko – dwumiesięczną córeczkę – więc trochę się zmieniło. Korzystając, że jestem w tej rzeczywistości, może wrzucę kilka żartów o dzieciach.


Wieści z głębin internetu. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Małe dzieci i bohaterowie Boy's Club mają wiele ze sobą wspólnego, jeśli chodzi o bycie uroczym i obrzydliwym zarazem.
Może właśnie tu znajdę swoje nowe inspiracje: cielesne obrzydliwości niemowlaka.

Myślałeś kiedyś, żeby zebrać wszystkie komiksy Boy's Club w jedną książkę?
Myślałem o tym, ale w sumie to nie wiem. Problem z książkami jest taki, że zwykle kończę ze słabą ofertą od wydawcy. Jeśli trafi mi się dobra okazja, to zrobię to, ale na razie... Wiesz, może byłoby warto, żeby ułatwić życie moim fanom. Mimo wszystko, w pewien sposób podoba mi się idea bycia trudniej dostępnym dla ludzi. Nie wiem, całkiem śmiesznie jest zobaczyć swój zeszyt wystawiony za 400 dolarów na Ebayu. Moja dziewczyna uważa, że Pepe to swego rodzaju autoportret – podobno mam oczy Pepe – więc przyjemnie jest zobaczyć osobistego w mrocznych głębinach internetu. Odcisnąłem swój znak na internecie, więc teraz mogę wyluzować. Jestem na emeryturze i żyję sobie wygodnie z lajków i udostępnień.