Reklama
Interviews

Spytałam facetów, dlaczego ożenili się przed trzydziestką

Odnoszę wrażenie, że życie wciąż przyspiesza, a dla wielu ludzi priorytetem jest teraz kariera. A mimo to osób, które decydują się na ślub przed 30. urodzinami, wciąż nie brakuje

tekst Marta Gołębiowska
25 Sierpień 2016, 9:20am

Odnoszę wrażenie, że życie wciąż przyspiesza, a dla wielu ludzi priorytetem jest teraz kariera. A mimo to osób, które decydują się na ślub przed 30. urodzinami, wciąż nie brakuje. Wiem, że obserwacje tych tendencji mocno zależą od środowiska, w jakim się poruszamy. Na moim przykładzie: z jednej strony mieszkam na typowo rodzinnym osiedlu, pełnym młodych małżeństw z małymi dziećmi, a z drugiej – większość moich znajomych odkłada decyzję o ślubie i założeniu rodziny albo nie planuje tego wcale. Badania CBOŚ z 2013 r. pokazują, że szczęście rodzinne jest dla Polaków wciąż na pierwszym miejscu, a praca – dopiero na czwartym, tuż po zdrowiu i uczciwym życiu. Z drugiej strony, w Polsce rośnie wskaźnik tzw. liberalizmu moralnego. Ale bardzo powoli – w ciągu 10 lat o ok. 0,2 punktu. To oznacza m.in., że seks i mieszkanie bez ślubu jest coraz bardziej akceptowane społecznie.

Największy spadek wartości zakładania rodziny obserwujemy u młodych kobiet. Według badania dr Doroty Gębuś z 2014 r., na 120 kobietach w wieku 23-26 lat, dla ankietowanych najważniejsza w życiu jest dobra praca. Na drugim miejscu są studia, na trzecim – dzieci, a dopiero na czwartym – małżeństwo. Postanowiła skupić się na historiach mężczyzn, bo statystycznie biorą oni ślub później niż kobiety, przynajmniej w Polsce. Średni wiek zawarcia małżeństwa w 2013 r. wynosił 29 lat dla mężczyzn i 27 lat dla kobiet. Zapytałam kilku z nich o motywację do podjęcia decyzji o ślubie przed trzydziestką i o to, jak oceniają ją z perspektywy czasu.

Maciej, 35 lat, Lublin

Jestem po ślubie już 11 lat, a w samym związku 15 lat, czyli właściwie całe dorosłe życie. Sam ślub nie był moim życiowym marzeniem, ale skoro drugiej stronie zależało, to właściwie czemu nie. Chciałem też, żeby rodzice przestali nam robić jazdy. I tak się stało – wszyscy się momentalnie od nas odczepili. To był bodaj ostatni raz, jak pojawiliśmy się w kościele, bo od tamtej pory, konsekwentnie, oboje kładziemy na tej instytucji lachę. Żałuję, że braliśmy ślub, gdy byliśmy biednymi studentami i byliśmy zależni od rodziców. Wesele nam totalnie spieprzyli i sami prawie poszli na noże. To była jedna, wielka żenada. Po latach uważam, że cała ta szopka nie była nam do niczego potrzebna. W żaden sposób nie wpłynęła na „trwałość" związku. Już bardziej robią to dwa kredyty na 40 lat i dziecko. Z racji tego, że jestem w związku od tak długiego czasu, nie wyobrażam sobie innego życia. To chyba kwestia przyzwyczajenia.

Artur, 45 lat, Frankfurt

Czwarty rok studiów, moja najlepsza przyjaciółka z roku, najpierw znajomość platoniczna, jak się później okazało, głównie przez moją wybiórczą ślepotę. Jak już przestało być platonicznie, to zrobiło się naprawdę super, bo znaliśmy się jak łyse konie. W sumie pobraliśmy się głównie dlatego, żeby rodziny nie czepiały się zamieszkania razem.

W sumie pobraliśmy się głównie dlatego, żeby rodziny nie czepiały się zamieszkania razem. Mieliśmy też przekonanie, że tak już będzie na zawsze. Nie wyszło na zawsze

Mieliśmy też przekonanie, że tak już będzie na zawsze. Nie wyszło na zawsze, kryzysy przyszły stereotypowo po sześciu, siedmiu latach. Rozstaliśmy się w 8. roku małżeństwa. Moja motywacja z perspektywy czasu wydaje mi się nieco naiwna, ale myślę, że podobnie by się stało, gdybyśmy pozostali w konkubinacie.

Michał, 31 lat, Wrocław

Jesteśmy razem od 12 lat, we wrześniu wypada nasza druga rocznica ślubu. To był dla mnie, dla nas, kolejny krok, czułem, że do tego dojrzałem i że to jeszcze większa stabilizacja. Choć wiadomo, że to bywa złudne. Poza tym już chciałem mówić o niej „żona", a nie tylko „dziewczyna". Po tylu latach związku ślub nie robi wielkiej różnicy, ale w Polsce wiele spraw ułatwia. Za miesiąc nasze dziecko skończy roczek.

Bohdan, 30 lat, Kraków

Ożeniłem się w wieku 24 lat, na ostatnim roku studiów. Byliśmy razem ponad 5 lat, od liceum i w zasadzie decyzja o ślubie pojawiła się naturalnie. Do tego stopnia, że się nigdy formalnie nie oświadczyłem i sami do końca nie pamiętamy, kiedy się zaręczyliśmy. Braliśmy ślub kościelny „mieszany", tzn. z jedną stroną niewierzącą. W ramach nauk przedślubnych byliśmy na warsztatach jako najmłodsza spośród dziesięciu par, z najdłuższym stażem związku. Właśnie mija siódmy rok naszego małżeństwa i nie zmieniłbym decyzji ani trochę. Ominęło mnie pewnie trochę studenckich szaleństw, ale da się bez nich przeżyć.

Marcin, 36 lat, Warszawa

Wziąłem ślub w wieku 26 lat. Są dwie wersje tego, jak do tego doszło i co było moją motywacją. Pierwsza to taka, w którą chciałem wierzyć i która częściowo okazała się racjonalizacją; to był naturalny etap związku, chęć mówienia „żona, mąż", zagwarantowania stabilizacji i bezpieczeństwa osobie, która nigdy ich nie miała oraz przyjęcie za oczywistość, że jak się ludzie kochają, to biorą ślub. Druga, która wyszła u psychoterapeuty, wygląda brzydko i smutno; bałem się, że nie wytrzymam i zerwę z nią. Bałem się tej decyzji i samotności, więc oświadczyłem się, jak było chwilę dobrze, później w ten sam sposób doszło do ślubu, bo znów byłem bliski odejścia. Ostatecznie, po dziewięciu latach, rozwiedliśmy się.

Mateusz, 36 lat, Wrocław

Gdy zacząłem być z Anią, miałem 24 lata. Bardzo szybko doszedłem do wniosku, że chciałbym z nią mieć dzieci i założyć rodzinę. Uważam, że to świetnie, że społeczeństwo powoli zaczyna akceptować różne modele rodziny, ale akurat ja jakoś zawsze wiedziałem, że jeśli znajdę kobietę, gotową mieć ze mną mieć dzieci, to będę chciał z nią najpierw wziąć ślub. Zawsze mi się to kojarzyło z pewnym poziomem bezpieczeństwa dla dzieci.

Po dziewięciu latach małżeństwa nadal jestem zadowolony

Być może dlatego, że moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałem 10 lat. W każdym razie po dwóch latach się oświadczyłem, a Ania się zgodziła. Rok później mieliśmy bardzo fajny ślub i wesele w zamku. To była wyjątkowo udana impreza. Po dziewięciu latach małżeństwa nadal jestem zadowolony. W naszym przypadku podstawą udanego małżeństwa jest przyjęcie założenia, że wszystko ewoluuje – człowiek, miłość, związek. Trzeba być otwartym na te zmiany i wspierać drugą osobę w trudnych chwilach, pozwolić iść we własnym kierunku, nie narzucać, ale słuchać.

Trudno powiedzieć, czy istnieje optymalny wiek, w którym warto się pobrać. Moja rada: jeśli dopuszczasz możliwość rozwodu, możesz brać ślub w niemal każdym wieku, natomiast jeśli nie dopuszczasz tej możliwości, byłoby najlepiej, gdybyś nie brał ślubu w ogóle.

Michał, 30 lat, Łódź

Mówiąc zupełnie szczerze, ja chciałem jeszcze poczekać, ale dziewczynie zależało. Zresztą, z perspektywy czasu, to czekanie nic by nie zmieniło. Miałem wtedy 24 lata, przed ślubem znaliśmy się przez cztery lata. Jak wszędzie, bywa różnie, ale dopasowaliśmy się do siebie. Nigdy nie miałem szczególnego powodzenia, dlatego pewnie tak wyszło, że pierwsza dziewczyna i od razu ślub. Wiele jej zawdzięczam. Motywuje mnie do działania, ma lepsze podejście do pieniędzy niż ja. Dzięki niej osiągnąłem to, co mam teraz.

Jarek, 40 lat, Warszawa

Związek trwał całe liceum. I do tej pory jestem pewny, że to od początku była miłość. Później mieliśmy dwa lata przerwy i prawie zero kontaktu. Ale np. gdy wylądowałem po wypadku w szpitalu, to ona na drugi dzień dzwoniła, bo śniło się jej, że coś mi się stało i chciała zapytać, czy wszystko ok. I w pewnym momencie poinformowała mnie, że za trzy miesiące wychodzi za mąż, a ja stwierdziłem, że muszę zrobić wszystko, żeby ją odzyskać.

Jej katolicka rodzina nie uznawała mieszkania „na próbę" w czasie narzeczeństwa, a zresztą sytuacja była taka, że na próby nie było już miejsca

Jej katolicka rodzina nie uznawała mieszkania „na próbę" w czasie narzeczeństwa, a zresztą sytuacja była taka, że na próby nie było już miejsca. Więc wyprowadziłem się od rodziców i po trzech miesiącach wzięliśmy ślub. Miałem 24 lata. Mamy dziecko, ale już nie jesteśmy razem. Rozwiedliśmy się sześć lat temu, więc małżeństwo przetrwało prawie dziewięć lat. Na pewno fakt, że decyzja została podjęta tak szybko, nie pozostał bez wpływu. Zabrakło mądrości życiowej, którą się później nabywa. Jednak głównym powodem był właśnie ten brak mieszkania ze sobą na próbę, rok albo więcej. Bardzo wiele rzeczy wyszło dosyć szybko i one tak naprawdę rozłożyły ten związek. Chodzi o kwestie podziału obowiązków, różnicy w podejściu do wielu rzeczy, których nie było za dobrze widać na etapie „chodzenia ze sobą".


Bądź z nami na bieżąco. Polub nasz nowy fanpage VICE Polska


Poza tym w tym wieku człowiek się jeszcze kształtuje i chyba wtedy, mając te 24 lata, zupełnie nie byłem tego świadom. Może w pokoleniu naszych rodziców zwykło się przyjmować ten wiek za już zupełnie dorosły, a tak naprawdę największe zmiany w postrzeganiu świata, w moim przypadku, zaszły między 25-35 rokiem życia. Z moją żoną było zresztą podobnie. To sprawiło, że w ciągu małżeństwa zupełnie rozjechaliśmy się mentalnie w przeciwnych kierunkach. Mimo to mamy wciąż bardzo dobre relacje ze sobą, nie ma wrogości, raczej zaufanie i przyjaźń.