wywiad

Aktywista walczący o legalizację marihuany odpowiada na pytania, które zawsze chcieliście zadać

„Nie ma ofiary, nie ma przestępstwa, a jak to mawia się w środowisku konopnym: blantem nie zabiję, blantem nie okradnę!”

tekst Paweł Mączewski
20 Kwiecień 2018, 8:57am

Zdjęcia udostępnione dzięki życzliwości rozmówcy 

„Zgodnie z art.62 ust.1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii za przestępstwo posiadania narkotyków grozi kara pozbawienia wolności do lat 3” – tłumaczy Mariusz Stelmaszczyk, adwokat na portalu infor.pl. Oczywiście kara jest uzależniona od wielu czynników, jak np. ilości i rodzaju posiadanych narkotyków, od tego, czy oskarżony był już wcześniej karany, czy od zachowania oskarżonego po popełnieniu przestępstwa i przed sądem.

Pozostaje jeszcze kwestia marihuany leczniczej, o którą również toczono w przeszłości zacięte boje. „W Polsce jest około miliona osób cierpiących na choroby, w których pomóc może medyczna marihuana przepisywana na receptę. Teraz leki z konopi są już dostępne w aptekach” – pisała na początku roku Gazeta Wyborcza, dodając, że wcześniej dostęp do niej miało rocznie tylko kilkanaście osób w kraju.

Stanowisku permanentnych zakazów, nakazów i restrykcji sprzeciwia się mój rozmówca, Przemek Zawadzki – prowadzący pierwsze warszawskie cannabistro, zwolennik wolnego wyboru, który od kilku lat prowadzi kampanie na rzecz zmiany polskiego prawa względem narkotyków.

VICE: Na czym polegają twoje działania jako aktywisty?
Przemysław Zawadzki: Przede wszystkim na szerzeniu prawdy, bo do obecnej sytuacji przyczyniło się nic innego jak kłamstwo, które sobie tak rosło i rosło pielęgnowane przez zmieniające się rządy ignorantów oraz cwaniaków. Z konkretnych rzeczy szykuję akcję kolejnego obywatelskiego nieposłuszeństwa i tym razem chcę zmierzyć się z wymiarem sprawiedliwości.

Wraz z innymi wolnościowcami pracuję także nad obywatelskim projektem ustawy, której realizacja sprawiłaby, że konsumenci marihuany przestaliby się na każdym kroku nerwowo rozglądać dookoła. Nie ma ofiary, nie ma przestępstwa, a jak to mawia się w środowisku konopnym: blantem nie zabiję, blantem nie okradnę! Oczywiście będziemy musieli zebrać pod tym projektem co najmniej 100 tys. podpisów, ale myślę, że jest szansa na znacznie więcej. Już czas na ucywilizowanie naszej narkotykowej polityki.

Jak oceniasz aktualne prawo w Polsce dotyczące marihuany?
Obecne prawo to patologia i źródło wielu ludzkich krzywd, a namacalnie doświadczam tego niemal codziennie, odbierając wiadomości od wystraszonych młodych ludzi, którzy usłyszeli od chłodnego jak trybik systemu prokuratora, że grozi im kara 3 lat odsiadki.

Czy agitujesz za pełną legalizacją, czy częściową – o jakie zmiany walczysz?
Osobiście jestem zwolennikiem radykalnego poglądu, że inni ludzie nie są moją własnością. Chcę po prostu, aby traktowano dorosłych ludzi jak dorosłych, a każdy dorosły człowiek powinien mieć prawo do robienia z samym sobą, co tylko zechce. Produkcja, dystrybucja i oczywiście posiadanie, powinny być całkowicie legalne.

Jako przedstawiciel środowiska działającego na rzecz legalizacji oceniasz pracę posła Liroya-Marca?
Jeśli chodzi o prawo narkotykowe, to zapewne zgadzamy się w wielu punktach, choć zdaję sobie sprawę, że źródła naszych wniosków są odmienne. Ja jestem zwolennikiem wolności i dlatego m.in. jestem za liberalizacją prawa narkotykowego, ale również zmiany każdej innej ustawy, która godzi w naszą swobodę działania. Poseł Liroy po prostu lubi marihuanę, ale nie wiem, czy wolność jest dla niego istotną wartością. Oczywiście to nie wyklucza ewentualnej współpracy tam, gdzie się zgadzamy. W końcu nie ma ludzi, którzy zgadzają się we wszystkim.

Zdjęcia udostępnione dzięki życzliwości rozmówcy

Czy widziałbyś kogoś innego na jego miejscu jako reprezentanta waszych interesów w rządzie?
Jest kilku posłów opowiadających się otwarcie za liberalizacją prawa narkotykowego, ale nikt w obecnej sytuacji nie bierze tego na sztandary, a to niezbędne do tego, by coś zdziałać. Spośród wszystkich posłów Liroy-Marzec z pewnością jest na tym polu najbardziej aktywny i skuteczny, co zresztą udowodnił, wspierając działania doprowadzające do uchwalenia ustawy, która idealna nie jest, ale niesie pomoc pacjentom, którzy znajdują ukojenie w przetworach z konopi indyjskich.

Skąd czerpiesz informacje na temat właściwości konopi, czy uważasz się za specjalistę?
Trudno nazwać mnie specjalistą, ale tematem interesuję się od ponad 10 lat i przez ten czas przetworzyłem sporo informacji ze wszelkich możliwych źródeł. Mam też jakąś wiedzę empiryczną, bo konopie poznaję od wielu lat również jako grower.

Jak na twoją działalność reagują twoi bliscy, czy udało ci się przekonać kogoś z rodziny do idei korzystania z marihuany?
Bliska rodzina wie o mojej pasji i nigdy nie robiła z tego powodu problemów... no może poza moją ukochaną żoną, która miała obawy, gdy szedłem z kwiatkami do Beaty Szydło. Ostatecznie wsparła mnie jak zawsze i pojechaliśmy tam razem, a ona wszystko nagrała. Dalsza rodzina dowiedziała się, oglądając wiadomości, gdzie pokazano tę akcję, ale nie słyszałem, aby ktoś był tym oburzony. W końcu nikomu nie robię niczego złego.

Czy jesteś też za legalizacją innych narkotyków?
Tak, uważam, że restrykcyjna polityka narkotykowa nie rozwiązuje problemu w żadnym stopniu, a dodatkowo generuje kolejne problemy, jak choćby rozwój branży RC, która to w odpowiedzi na rozszerzanie przez rząd listy zakazanych substancji, tworzy nowe, jeszcze mniej poznane i bardziej niebezpieczne, ale legalne. Trzeba też zwrócić uwagę na kwestię ogromnych kosztów związanych z realizacją przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz znaczne obciążenie wymiaru sprawiedliwości, a obecnie rynek narkotykowy w dużym stopniu zasila budżety niebezpiecznych grup przestępczych. Dodatkowo prohibicja sprawia, że klienci otrzymują na czarnym rynku nie to, czego oczekują, a często jest to cała tablica Mendelejewa w dillpacku.


Nie boimy się pytać. Polub nasz fanpage VICE Polska na Facebooku


No i bardzo irytuje mnie ta hipokryzja ludzi, którzy chcą zakazywać innym brania grzybków, LSD, meskaliny, kokainy, MDMA... siedząc sobie w fotelu, zaciągając się papierosem i sącząc piwo, kiedy wyniki wielu badań potwierdzają, że alkohol i tytoń to jedne z najbardziej niebezpiecznych narkotyków na Ziemi. Nikomu nie przyszłoby do głowy, by obwiniać kasjerki za tragedie związane z alkoholem, tak jak się ściga dilerów.

Zdjęcia udostępnione dzięki życzliwości rozmówcy

Czy w związku z twoją aktywnością, spotkały cię jakieś nieprzyjemności ze strony policji lub innych służb?
W związku z moją działalnością to nie, choć w przeszłości spotkało mnie wiele nieprzyjemności związanych z policją i polskim wymiarem sprawiedliwości.

Jaki kraj twoim zdaniem reprezentuje najlepszy model polityki wobec marihuany?
Jeśli chodzi o samą marihuanę, to rajem dla palaczy jest z pewnością Urugwaj, w którym zalegalizowano posiadanie, handel i uprawę konopi na własny użytek. W Europie zerkam przede wszystkim na Czechy, Holandię, Portugalię i Szwajcarię. Duży potencjał widzę także w USA, w których zaczęła się cała ta wojna z narkotykami. Tu idealnym rozwiązaniem byłoby w jeszcze większym stopniu oddać decyzyjność poszczególnym stanom, rezygnując z regulacji na poziomie prawa federalnego. Jestem zwolennikiem znacznej decentralizacji władzy i w efekcie przenoszenia poszczególnych kompetencji władzy centralnej bliżej obywatela – województwom, powiatom, gminom, osiedlom...

Takie rozwiązanie w obrębie jednego państwa sprzyjałoby próbom wprowadzania różnych zmian i testowania ich w mniejszej skali. W efekcie pojawiałyby się twarde dowody na to, że coś jest korzystne lub też nie, a te dobre rozwiązania z pewnością byłyby implikowane w kolejnych regionach kraju.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku

Czytaj też: