Polskie rapy tylko na winylu

Tego w Biedronce nie dostaniecie.

|
15 Grudzień 2016, 11:24am

Winyl - wyjątkowy nośnik, rzecz wiadoma. W muzyce hiphopowej otoczony jest niemal kultem, toteż panowie raperzy (i producenci!) lubią swoje rzeczy wydawać na wosku. Przyglądamy się niezależnym produkcjom z Polski, które ukazały się tylko i wyłącznie na czarnej płycie.

JuNouMi Records 

Od czegoż innego można byłoby zacząć tę wyliczankę, jak nie od katalogu absolutnie legendarnego labelu JuNouMi Records? Założyciel wytwórni, Groh, tak opowiada Noisey o pomyśle wydania serii składanek z premierowymi utworami czołowych rodzimych raperów na winylu: 

W 2002 roku na palcach jednej ręki można było policzyć winyle z polskim rapem, a my - jako nie tylko słuchacze, ale i użytkownicy - potrzebowaliśmy wosku, bo to był to jedyny nośnik do grania na imprezach. Jakiś czas nam zajęło dotarcie do tłoczni, bo w Polsce ich już nie było, ale najłatwiejszym etapem - o dziwo - było namawianie raperów do udziału w naszym przedsięwzięciu. To były czasy niesamowitej zajawki - nikt nie myślał o kasie i każdy marzył, żeby być na winylu. Fajne czasy...

Ogółem pod szyldem JuNouMi ukazało się kilkanaście tytułów, ale nas interesują najbardziej cztery kompilacyjne EP-ki oraz dwupłytowa składanka JuNouDet. Pierwsza EP-ka ukazała się w 2002 roku na czerwonym wosku, druga - również w 2002 roku na pomarańczowym, trzecia - w 2003 na zielonym, a czwarta - w 2010 na żółtym (JuNouDet - 2006 i czarny klasyk). Nakłady wynosiły od 200  do 500 sztuk. Dziś pozostało już tylko polowanie na Allegro, ale ze sprawdzonego źródła (czytaj: od Groha) wiemy, że na przypadające w przyszłym roku piętnastolecie JuNouMi szykuje się coś specjalnego. W tym miejscu możecie rozpocząć domysły i spekulacje, a my oddajemy po raz kolejny głos Grohowi: 

Zainteresowanie [składankami JuNouMi] było spore, nakłady znikały dość szybko. Niesamowity odzew mieliśmy też na scenie, bo zaczęło się pojawiać mnóstwo propozycji na kolejne składanki i staraliśmy się zawsze wepchnąć tam kogoś nieznanego. Co ciekawe, ci najwięksi też nie mieli problemu, żeby wciąż coś dla nas nagrywać. Była to strasznie przyjemna zabawa, choć pamiętam, że przesuwanie ostatecznych terminów wydania czy nagrania to był klasyk - ale przecież obsuwa to piąty element hip-hopu. 

Bardzo miło wspominam te czasy, bo zrobiliśmy kilka fajnych rzeczy. Coś po nas zostało, a u mnie ta zajawka przeszła w zawód, bo U Know Me Records to kontynuacja tej zabawy w wydawcę, tylko na trochę większą skalę. Dzięki JuNouMi poznałem mnóstwo ciekawych ludzi, a uważam, że to jest absolutnie bezcenna sprawa. Miło też widzieć, że sporo z tych, którzy razem z nami zaczynali, wciąż zajmuje się muzyką. Kupujcie polskie (rap) płyty!

Metro 

Brzeski producent to zapalony miłośnik czarnej płyty. Zadebiutował w 2005 roku, kiedy to nakładem mini-oficyny Qulturap ukazało się "Antidotum EP". Na limitowanym do 500 kopii albumie zaprezentowali się tacy raperzy jak O.S.T.R., Te-Tris, Wankej czy Tymon, a dla Metro był to jedynie wstęp do winylowej przygody. 

- Dlaczego winyl? Głównie dlatego, że jest czarny i okrągły - śmieje się. - Na poważnie zaczęło się na przełomie 2007 i 2008 roku. Moi serdeczni przyjaciele Waco i Radek zaproponowali mi wydanie pierwszego siedmiocalowego singla. Wtedy to właśnie powstało Queen Size Records. Pierwszy release to "Acquired Taste" z Guilty Simpsonem i DJ-em Twisterem. Z QSR działamy od ośmiu długich lat, jesteśmy prawie jak rodzina, do dziś nie pokłóciliśmy się w żadnej kwestii i jest zajebiście. Nie ma ciśnienia, nie ma deadline'ów, nikt nie grzebie mi w mojej muzyce, nikt nic nie zmienia i nie majstruje w aranżach - dodaje w rozmowie z Noisey. 

Łącznie ukazało się pięć siedmiocalowych singli Metro z amerykańskimi raperami (m.in. Rakaa czy Oh No), a jeśli chodzi o pełnoprawne albumy, tylko na wosku wyszło "Metroit City" z 2014 roku ("Antidotum 2" i zeszłoroczne "Blunted Album" doczekały się też wersji CD). Jak Metro ocenia zainteresowanie swoimi winylami? - Po wydaniu Antidoum EP w 2005 roku, ludzie pukali się w czoło i pytali: "na ch*j ci ten winyl? Takie doborowe towarzystwo, a ty pchasz to na tak niszowym nośniku". Z roku na rok jednak fanów przybywało i dziś nie muszę się martwić, że płyty będą zalega w magazynie (czytaj: w domu). Ostatnie tytuły schodziły w preodrerze, więc jest dobrze. Liczę, że z nowym LP będzie podobnie - podsumowuje.

Tu w Noisey liczymy podobnie, a jak będzie, okaże się na początku 2017 roku. Resztki nakładu niektórych z siódemek możecie natomiast wciąż kupić w oficjalnym sklepie Queen Size Records.

Święty - Tu Wolno Palić 

Następny w kolejce jest świetny warszawski producent, który zresztą znalazł się i na JuNouDet, i na czwartej EP-ce JuNouMi. Mowa o Świętym vel Świętym Mikołaju, mającym na swoim koncie bardzo dobry album producencki "Tu Wolno Palić" z 2006 roku. 

- Była to moja pierwsza płyta w ogóle, z dużą ilością gości. Nie byłem jeszcze kojarzony na scenie, stąd pomysł wydania tego na winylu i na własną rękę. Uważałem wtedy (dalej zresztą tak sądzę), że nośnik winylowy podnosi rangę wydawnictwa i jakości dźwięku. "Ciepło" i "tłustość" brzmienia powodują, że album staje się bardziej wyjątkowy - tłumaczy dla Noisey.

Z jakim zainteresowaniem spotkała się taka forma wydania? - Nie był to, niestety, najlepszy czas na tego rodzaju wydawnictwo - najmilej widziane było CD, a do tego hip-hop w Polsce przechodził kryzys w związku z zalewem hiphopolo. Odbiorcy też nie byli jeszcze tak zainteresowani kupowaniem nowinek i kolekcjonowaniem różnych perełek - wyjaśnia. Nakład "Tu Wolno Palić" wynosił 300 egzemplarzy i do dziś kilka sztuk uchowało się w warszawskich sklepach Side One i Płytach Gramofonowych. "Krzyki za oknem" Mesa czy "Taki joint" Blefa z Dizkretem - nie możecie tego nie znać.

Moka-T / Makul - poJAZZd Jednośladowy 

Panowie wydali jeden singiel i… tyle ich było. "poJAZZd Jednośladowy" Moka-T'a i Makula to totalnie niszowa rzecz, która wyszła w bodaj 300 egzemplarzach. Duet raper-producent, z pomocą samego DJ-a Eproma na gramofonach, zrobił dwunastkę, która świata nie zmieniła, ale przynajmniej chłopaki mają dzięki niej przemiłą muzyczną pamiątkę. - Pomysł, aby wydać wosk, był niczym innym jak spełnieniem marzeń.  Zbieram winyle od ponad siedemnastu lat i mieć w kolekcji własną produkcję… To naprawdę fajne uczucie - mówi nam Moka-T.

- Nasze ścieżki z Makulem zetknęły się w połowie zeszłej dekady. Odłożyliśmy trochę pieniędzy na zainwestowanie w sprzęt, nagraliśmy parę kawałków i doszliśmy do wniosku, że wydamy taki singiel na własną rękę. Zainteresowanie jak na ludzi "znikąd" było dość spore i połowa nakładu rozeszła się szybko. Gdzieniegdzie można nawet usłyszeć cuty z naszych traków - kontynuuje raper. Do tej pory uchowało się około dwudziestu egzemplarzy „poJAZZdu Jednośladowego", a zainteresowani mogą go dorwać poprzez stosowny fanpage.

Jak tylko oddam naczelnemu ten tekst, z miłą chęcią odpalę ich singielek. Bardzo przyjemne, solidne granie, które - jak zdradził nam Moka-T - być może wkrótce doczeka się kontynuacji. Na wosku, ma się rozumieć.

MŁD 

MŁD nie ma fejsbuków, nie ma go na glamrapach, a mimo to zebrał wokół siebie fajną grupkę słuchaczy, która wspiera jego zajawkę na wydawanie płyt na winylu. - Wosk jest kwintesencją, nawiązaniem do starej szkoły, czymś ponadczasowym. Wydając materiał na winylu, nie nastawia się na zarobek, bo z góry się wie, że kupią go tylko pasjonaci i prawdziwi fani. Nic dodać, nic ująć. Wiadomo, po co się to robi i dla kogo - opowiada.

Pierwszy album, stworzony do spółki z producentem Czarlsonem, wydał w 2011 roku. Ostatnie tygodnie przyniosły natomiast premierę wspólnego krążka z Aruzo... Shit, to jest tak undergroundowe, że nawet nie ma tytułu! - Zawsze są obawy, że wygłuszymy tymi płytami studio. Poprzedni materiał zszedł w stu procentach i wszystko wskazuje, że tym razem będzie podobnie. Płyty zazwyczaj są dostępne przez dwa-trzy tygodnie od daty premiery. Nauczeni doświadczeniem, zostawiamy coś dla tych, którzy przysnęli - mówi raper związany niegdyś z Gang Agi.

Wszelkie sprawy organizacyjno-wydawnicze załatwia za MŁD mikro-label teczaskiniesanasze. - Moi ludzie ogarniają proces od początku do końca,  kochają to, co robią, więc wszyscy razem mamy kupę radochy z każdego wydanego winyla - podsumowuje. Aha, album z Aruzo ukazał się też na CD, ale był on po prostu... dorzucany do każdego zamówienia z winylem. Całość za jakieś śmieszne pieniądze, a wieść niesie, że niebawem kolejne placki z obozu Czaszek.

Liście 

- Genetyka muzyki, którą stworzyliśmy, jasno wskazuje na docelowy nośnik, jakim jest winyl. Kiedy doda się do tego środowisko kolekcjonerów i miłośników muzyki, które oczekuje dobrych i dobrze wydanych płyt, odpowiedź wydaje się oczywista. W czarnym krążku jest moc i w naszej muzyce też jest moc. To się dodaje - w ten sposób Lulek tłumaczy, dlaczego jego wspólny album z Magierą ukazał się tylko na wosku. Ich tegoroczny album pod szyldem Liście to powrót do korzeni - w końcu pierwszą wspólną płytę nestorzy wrocławskiego beatmakingu nagrali już w 2001 roku. Instrumentalne LP zostało wydane w kwietniu i jeśli wtedy złapaliście, to nie liczcie na to, że gdziekolwiek jeszcze dorwiecie którąś z 250 kopii. - Zainteresowanie było na tyle duże, żeby sprzedać cały nakład w kilka dni - mówi Lulek w rozmowie z Noisey, a Magiera dodaje: - Wszystko rozeszło się w preorderze, choć niczego się nie spodziewaliśmy. Robiliśmy tę płytę bardzo długo, dla przyjemności i z potrzeby tworzenia. Nie zależało nam, żeby nie wiadomo co się z tym działo.

Liście ukazały się na rynku dzięki tej samej wytwórni, która wspiera Metro, czyli - Queen Size Records. - W tej układance label ten jest idealnym ogniwem, które łączy nas z odbiorcą. Chłopaki robią swoje z zajawką, która jest dzisiaj rzadkością, a do tego mają doświadczenie w wydawaniu czarnych krążków, co jest dużym atutem. Ze względu na mnogość detali, które często są kluczowe dla końcowego efektu wydawniczego, zajmowanie się winylami od tej strony wymaga pogłębionej wiedzy. Musiałem przerobić temat przy okazji albumu "Przez Ścianę" [wspólny album z Roszją z 2007 roku - przyp. red], który wydaliśmy w duchu DIY, dlatego doceniam możliwość współpracy z ludźmi, którzy działają profesjonalnie - kończy Lulek.

Dobre info od Magiery jest takie, że Liście 2 już powstają. - Robimy taką muzę, na jaką mamy ochotę, zupełnie bez spiny i nie widzę przeciwwskazań, żeby dwójka też się ukazała tylko na wosku w jakimś niewielkim nakładzie - podsumowuje.

Graf Cratedigger 

Kolejny - po Metro i Liściach - producent, który swoje winyle puszcza w świat za pośrednictwem Queen Size Records, który zresztą tytułuje jako "prawdziwie niezależny label". Od zawsze wierny niszowemu, podziemnemu brzmieniu wykonawca sporadycznie wydawał swoje projekty również na CD, ale to czarne płyty są jemu najbliższe: - Zawsze chciałem wydawać na wosku. Jestem z czasów, gdy niezależny amerykański rap, którego słuchałem, był wydawany często wyłącznie na winylu. Poza tym, jestem producentem, który sampluje z wosków i zbiera woski, więc jest naturalne, że chcę mieć też swoje woski. Za pierwszą wypłatę kupiłem gramofon i karton płyt - wspomina Graf Cratedigger.

Pierwszym sygnowanym przez niego albumem, który ukazał się wyłącznie na winylu, była "Niepodległość Trójkątów" duetu Kanał Zero, który współtworzył z wrocławskim emce Wyrazem. Materiał ujrzał światło dzienne w 2013 roku. - Najpierw chcieliśmy zrobić kompakt, tak samo jak przy "12 Beats" [beattape z 2011 roku - przyp. red.], ale okazało się że koszt wydania kompaktu byłby niewiele niższy niż wosku, a jednak zawsze lepiej mieć wosk. Kto się naprawdę interesuje muzyką, na pewnym etapie i tak musi kupić gramofon, a dla reszty, która pewnie i tak słucha z komputera, jest download code - opowiada. Kolejną płytą niedostępną w żadnym innym formacie było zeszłoroczne "Journey / Evolution". - Ten album od początku był robiony z myślą o winylu. Zrobiliśmy go w dwóch kolorach: czekoladowym i czarnym - łącznie około 200 sztuk. Nakład jest już od dawna wyczerpany - zwierza się Noisey.

W sklepie QSR wciąż można natomiast kupić płytę Kanał Zero, a dla spragnionych nowej winylowej muzyki od Grafa mamy dobrą wiadomość: producent pracuje obecnie nad dwójeczką "Journey / Evolution". A w drodze jest jeszcze jeden projekt.