Heroiniści, którzy kradną w supermarketach, by opłacić swój nałóg
używki

Heroiniści, którzy kradną w supermarketach, by opłacić swój nałóg

Heroina to drogi i silnie uzależniający narkotyk. Wielu narkomanów, mając do wyboru cierpienie na głodzie albo kradzież, często decyduje się na to drugie. Ich głównym celem stało się mięso
Max Daly
tekst Max Daly
London, GB
12.1.17

Pewnego niedzielnego poranka Scott opuścił supermarket na przedmieściach Leicesteru (Anglia), mając upchane w ubraniu dwa udźce wołowe, 14 opakowań piersi kurczaka oraz cztery steki. Po ominięciu ochrony skierował się do lokalnego warsztatu samochodowego i sprzedał cały łup za 30 funtów (150 zł).

Scott wydał zarobioną gotówkę na kilka torebek heroiny i działkę cracku, a mechanicy zostali z lodówką pełną mięsa dobrej jakości, które później zanieśli do domu i zjedli na niedzielny obiad. W supermarkecie braki na półkach po pewnym czasie zostały uzupełnione i dzień toczył się dalej.

Reklama

Chociaż Scottowi udało się wynieść i sprzedać całe mięso, nie zwracając niczyjej uwagi (oczywiście, dopóki sklep nie zrobił bilansu pod koniec miesiąca), wiele osób nie ma tyle szczęścia. Co kilka tygodni pojawiają się w mediach doniesienia o heroinistach, którzy muszą odpowiedzieć za swoje wykroczenia przed brytyjskimi sądami pokoju.

W ostatnim czasie znacznie wzrosła liczba kradzieży w supermarketach, a biorąc pod uwagę, że znacznie łatwiej wynieść w kieszeni kawałek boczku, niż ukryć nieporęczne opakowanie z kamerą cyfrową, nic dziwnego, że to właśnie mięso stało się najpopularniejszym celem heroinistów. Pokrywa się to z wynikami badania przeprowadzonego przez Światowy Barometr Kradzieży w Handlu Detalicznym (GRTB), według którego ze sklepowych półek najczęściej znikają produkty mięsne. Skala zjawiska jest już na tyle duża, że część sklepów zaczęła doczepiać do nich elektroniczne zabezpieczenia.

Zważywszy na niskie zarobki społeczeństwa i rosnące ceny żywności, w dzisiejszych czasach mięso staje się luksusem, na który wiele osób nie może sobie pozwolić – przykładowo, udziec jagnięcy to wydatek rzędu 20-30 funtów (100-150 złotych). Należy jednak podkreślić, że jeżeli ktoś decyduje zaryzykować i podwędzić taki kawał mięsa ze sklepu, najczęściej wcale nie kieruje nim chęć przyrządzenia sobie wystawnego obiadu, tylko potrzeba zakupu kolejnej działki heroiny.

„Kiedyś przede wszystkim kradło się elektryczne szczoteczki do zębów i maszynki do golenia, ale od pewnego czasu koncentrujemy się głównie na mięsie" – mówi 42-letni Scott, który jest uzależniony od heroiny i cracku. Zgodził się oprowadzić mnie po sklepach w Leicesterze. „Wszystkie kradzieże muszę ogarnąć przed dziesiątą rano, później zaczynam dostawać drgawek z powodu odstawienia. W części supermarketów ochroniarze zaczynają pracę dopiero koło dziesiątej, bo wychodzą z założenia, że wszyscy uzależnieni od heroiny to lenie i o tej porze wylegują się jeszcze w łóżkach".

Pieczeń wołowa w plastrach. Nie opłaca się jej kraść, bo przynosi małe zyski.

Przekraczając próg jednego ze sklepów sieci Sainsbury, Scott szybko lustruje wzrokiem półkę z mięsami. Jego uwagę przykuwa udziec jagnięcy za 21 funtów (105 zł). „O to właśnie chodzi" – mówi, podnosząc zapakowany kawałek mięsa. „Chowasz to w nogawce, sprzedajesz w jakimś pubie i masz forsę na torebkę heroiny". Chociaż od razu odkłada go na miejsce, ochrona i tak zaczyna nam się podejrzliwie przyglądać. „Coraz trudniej dostać udźce jagnięce, ale ich popularność nie maleje. Taki kawał mięcha każdemu poprawi humor; można zanieść go do domu i pochwalić się przed rodziną". Następnie pokazuje dziesięć opakowań drogiego bekonu: „To po prostu schowałbym pod kurtką i mocno ścisnął pasek, żeby nic nie wypadło". Jak mówi, preferuje bekon pakowany próżniowo od tego na plastikowych tackach, ponieważ zajmuje dwa razy mniej miejsca.

Powoli zaczynam przejmować myślenie Scotta i patrzę na produkty w sklepie przez pryzmat wygody kradzieży – najważniejszy staje się stosunek objętości towaru do jego jakości i ceny. Po chwili mężczyzna podnosi pieczonego kurczaka i obrzuca go zdegustowanym spojrzeniem. „Zobacz, jakie to ciężkie i wielkie. Kosztuje zaledwie 4,5 funta (22 zł), więc mógłbym za niego dostać co najwyżej dwa funty (10 zł)" – mówi. „Tak samo nie opłaca się mi się wynosić mielonek czy krojonej wędliny. Po prostu są za tanie i nikt nie chce ich ode mnie kupować".

Reklama

Pytam go o pięć mięs, które najchętniej kradnie. Oto one:

  • Udziec wołowy lub jagnięcy
  • Kurze piersi, nogi i udka
  • Steki wołowe
  • Kotlety schabowe
  • Kiełbasy i bekon

(„A jeżeli już naprawdę nie mam żadnego wyboru, wezmę szynkę. Którąś z tych z wyższej półki".)

Dla heroinistów, którym zależy na stałych i pewnych zarobkach, handel kradzionym mięsem stanowi najlepsze rozwiązanie. W porównaniu z innymi towarami łatwiej wynosi się je ze sklepu, szybciej też znajduje się na nie kupiec. Inaczej niż w przypadku chociażby elektroniki, ryzyko przyłapania na gorącym uczynku jest znacznie mniejsze, a i sprzedaż towaru nie wymaga wycieczki do lombardu.

„Ludzie mogą sprawdzić cenę i datę ważności. Zazwyczaj dają mi połowę tego, co normalnie musieliby zapłacić w sklepie. To naprawdę dobry interes. Większość rzeczy sprzedaję znacznie poniżej wartości rynkowej" – tłumaczy Scott. „Wszyscy potrzebują mięsa, a ono ciągle drożeje, więc moja oferta staje się dla ludzi coraz atrakcyjniejsza. Pewnego razu byłem w Co-opie (brytyjskiej sieciówce) i upchnąłem pod kurtką mnóstwo drogich szynek, z których każda kosztowała przynajmniej trzy dychy. Niestety, wypadły mi spod kurtki i wylądowały na podłodze, prosto pod nogi jakiejś staruszki. Jak Boga kocham, miała dobrze ponad 70 lat. Mimo to podniosła je z ziemi i podając mi je, powiedziała: »Jeżeli je sprzedajesz, spotkajmy się na zewnątrz«. Potem kupiła ode mnie wszystko, co ukradłem tamtego dnia".

Reklama

Scott rozprowadza swoją kontrabandę w pubach, na bazarach, postojach taksówek oraz placach budowy. Czasami nawet zaczepia ludzi na ulicy, ale robi to tylko wtedy, gdy „odpowiednio wyglądają". Inną popularnym sposobem na pozbycie się kradzionego towaru jest obchodzenie osiedli i mieszkań socjalnych. Jednak Scott i tysiące innych handlarzy mięsem to zaledwie ułamek olbrzymiego czarnego rynku, który działa w każdym mieście i miasteczku Wielkiej Brytanii. Funkcjonuje na pograniczu prawa i skupia takie na wpół legalne biznesy jak lokale bukmacherskie, zakazane spelunki i przedsiębiorstwa stanowiące przykrywkę dla mętnych interesów.


Nie tylko o używkach. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Handel kradzionym mięsem w pubach to nic nowego, chociaż warto podkreślić, że nigdy wcześniej nie stanowił domeny heroinistów. Możliwe, że to właśnie z powodu wieloletniej tradycji w robotniczych dzielnicach brytyjskich miast nadal toleruje się ten proceder. W latach 60. ubiegłego wieku, z powodu olbrzymich obrotów kradzionym z portu mięsem, jeden z pubów w londyńskim East Endzie nazywano wręcz „Pod Rzeźnikiem".

Scott traktuje kradzież mięsa jako zawód i nigdy nie je tego, za co wcześniej nie zapłacił. Swoje zakupy robi w dniu „wypłaty" (tj. kiedy dostanie zasiłek dla bezrobotnych) i za wszystkie produkty płaci z własnej kieszeni.

Scott urodził się w Leicesterze i jak sam mówi, już od ponad 12 lat – czyli tyle, ile trwa jego uzależnienie – kradzież mięsa stanowi jedno z jego głównych źródeł utrzymania. Codziennie potrzebuje od 50 do 100 funtów (250-500 zł) na heroinę i crack. Kradnie pięć dni w tygodniu, a każdy dzień „pracy" przynosi mu około 20 opakowań mięsa, wartych w sumie około 75 funtów (375 zł). Potem sprzedaje je za mniej więcej połowę tej kwoty. Kradnie również sery, alkohole wysokoprocentowe i sprzęty AGD, ale to właśnie mięso jest jego podstawowym towarem. Pytam go, ile razy trafił do więzienia za to, że zwędził coś ze sklepu. „Straciłem już rachubę, ale na pewno więcej niż 20 razy".

W 2014 roku Scott został skazany na 36 tygodni pozbawienia wolności za kradzież mięsa z Tesco i alkoholu z Co-opu. „Najlepiej kradnie się w Co-opie, bo mają politykę »bezpościgową«" – mówi Scott. Oznacza to, że wraz z przekroczeniem drzwi supermarketu, nikt nie może ci już nic zrobić. Nie zmienia to natomiast faktu, że mężczyzna ma sądowy zakaz wstępu do większości supermarketów w Leicesterze, w tym do wszystkich sklepów Tesco. „Tak naprawdę sam fakt wejścia do Tesco mógłby stanowić podstawę do przymknięcia mnie za kradzież" – tłumaczy. „Nie żeby mnie to powstrzymywało".

Wkrótce dołącza się do nas Luke, który w przeszłości również kradł mięso. Zerwał z tym kilka lat temu, gdy skończył 30 lat i przestał brać heroinę. Ma na koncie ponad 60 wyroków za kradzieże w sklepach, ale jak twierdzi, przyłapano go tylko na jednym procencie przestępstw. Luke nie mógł handlować heroiną, ponieważ był „zbyt chuderlawy" i stanowił „łatwy cel dla bandziorów". Dlatego zaczął sprzedawać kradzione mięso.

Reklama

Narborough Road, jedna z głównych ulic w Leicesterze, przez okolicznych narkomanów nazywana jest „drogą na przełaj". Stoi na niej mnóstwo sklepów oraz supermarketów, przez co stanowi raj dla złodziei, którzy chowają ukradzione mięsa, sery oraz kawy w okolicznych krzakach lub pod samochodami i dopiero pod wieczór po nie wracają. „Sprzedawaliśmy je w salonach masażu, burdelach, na postojach taksówek i w pubach" – opowiada Luke. „Miewałem również stałych klientów. Jedna kobieta kupowała ode mnie 80 paczek bekonu tygodniowo".

Scott i Luke mówią mi, że najlepszymi pubami na handel kradzionym mięsem są te, w których podaje się tanie alkohole. Sieciówki, takie jak JD Wetherspoon, wymagają większej ostrożności. Moi rozmówcy pokazują mi i towarzyszącemu nam fotografowi kilka pubów w centrum miasta, w których bez żadnego problemu wcześniej sprzedawali kradzione mięso. Teraz jednak właściciele tych lokali stanowczo zaprzeczają, jakoby cokolwiek na ten temat wiedzieli.

„Przynajmniej kilka osób przychodzi do nas każdego dnia i stara się opchnąć jakieś mięso. Zawsze każę im się stąd wynosić" – komentuje właścicielka pubu Hansom Cap. „Aczkolwiek w większości okolicznych barów rzeczywiście jest to na porządku dziennym".

Ben, menadżer baru znajdującego się w dzielnicy uniwersyteckiej, mówi mi, że handlarze mięsem często siedzą przy stolikach na zewnątrz knajpy, gdzie sprzedają studentom opakowania bekonu („najprawdopodobniej po to, żeby następnego dnia leczyli nim kaca"). Przeważnie po prostu ich ignoruje, ponieważ nie nękają klientów i nie są agresywni.

Reklama

Jade Duncan, szefowa Wydziału Sądownictwa Karnego ds. Narkomanii (Criminal Justice Drugs Team) w Leicesterze, mówi, że miała do czynienia z ponad 450 heroinistami i większość z nich kradnie po to, żeby zarobić pieniądze na narkotyki. Chociaż za ich sprawą ze sklepów najczęściej znika mięso, z większych filii Tesco napływają skargi na narkomanów na odwyku, którzy przy okazji realizowania recept na metadon wynoszą również inne lekarstwa.

„Wielu heroinistom kradzieże pomagają znaleźć jakiś sens w życiu; niejako odgrywają tę samą rolę, co u większości osób praca" – mówi Duncan. „Gra w kotka i myszkę podnosi im ciśnienie. Należy się natomiast zastanowić, co o naszym społeczeństwie mówi fakt, że ludzi nie stać na mięso z supermarketów i muszą sięgać po kradziony towar".

Tłumaczenie: Zuzanna Krasowska


Więcej o używkach na VICE:

Heroiniści opowiadają o śmierci i powrocie do życia po przedawkowaniu

Czego o narkotykach nie dowiesz się w szkole

Co się dzieje, kiedy zmieszasz różne narkotyki