Rozmawiamy z kobietą, która poprosiła grafików z 25 krajów, by zretuszowali jej twarz

FYI.

This story is over 5 years old.

Kultura

Rozmawiamy z kobietą, która poprosiła grafików z 25 krajów, by zretuszowali jej twarz

„Cześć, nazywam się Esther Honig i chciałabym, żebyście poprawili moje zdjęcie za pomocą Photoshopa. Możecie z nim zrobić wszystko, co uznacie za stosowne – uczyńcie mnie piękną"
21.7.16

Artykuł pierwotnie ukazał się na The Creators' Project.

Esther Honig odkrywa i bada piękno na całym świecie. Pracuje jako niezależna dziennikarka i menadżerka mediów społecznościowych, więc na co dzień ma do czynienia z przetworzonymi, zmanipulowanymi zdjęciami, których pełno w internecie. Wpadła na pomysł, by uchwycić estetyczne różnice pomiędzy kulturami. W ramach projektu fotograficznego „Before and After" („Przed i Po"), który podbił sieć w 2014 roku i narobił sporego szumu w mediach, wystosowała prostą prośbę do grafików z 25 krajów:

Cześć, nazywam się Esther Honig i chciałabym, żebyście poprawili moje zdjęcie za pomocą Photoshopa. Możecie z nim zrobić wszystko, co uznacie za stosowne – uczyńcie mnie piękną.

W rezultacie otrzymała 25 szokująco różnych odpowiedzi. Kolor oczu, ubranie, fryzurę, nawet odcień skóry poszedł pod cyfrowy skalpel. Jak można było przewidzieć, Honig z Pakistanu, Honig z Serbii i Filipin diametralnie się do siebie różnią. Każdy szczegół ujawnia coś o kulturze, z której pochodził grafik – albo o jego osobistych poglądach na to, co piękne. „Choć pewne wątki dotyczące urody się pokrywały" – powiedziała nam Honig – „to każdy z nich miał inną definicję piękna".

W rozmowie z The Creators' Project głowa (i twarz) akcji Before and After opowiada o tym, jak ponad 20 razy została poddana intymnej reinterpretacji, o wpływie Photoshopa na współczesne społeczeństwo i jaką naukę wycięgnęła z całego przedsięwzięcia.

USA

The Creators' Project: Co stanowiło inspirację dla cyklu zdjęć Before and After – jakaś sesja zdjęciowa albo w oczywisty sposób wyretuszowana fotografia?
Esther Honig: Chciałam umieścić samą siebie w tym dyskursie i wykorzystać swój własny wizerunek jako punkt odniesienia dla eksperymentu. W sieci co chwilę pojawiają się nowe artykuły i zbiory zdjęć, które badają konsekwencje używania Photoshopa. Trudno mi określić jakieś pojedyncze źródło inspiracji. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że mogę dosłownie stać się częścią tej dyskusji. Jestem zapaloną czytelniczką i co dzień pochłaniam ogromne ilości informacji, głównie drogą cyfrową, więc sporo się naczytałam o tym, jak Photoshop śrubuje standardy piękna do nieosiągalnego poziomu. Często jednak pomija się kwestię, jak standardy uznawane za nieosiągalne różnią się w zależności od kultury, a nawet pojedynczego odbiorcy.

Wpadłam na ten pomysł, gdy pracowałam jako menadżerka mediów społecznościowych dla miejscowego startupu. Mój szef pokazał mi Fiverr – międzynarodową platformę, dzięki której można zatrudniać freelancerów z każdej dziedziny, od grafików, przez lektorów po animatorów i tłumaczy. Miałam z niej korzystać do znajdowania tanich podwykonawców zleceń, które dostawałam. Zaznajomiłam się ze stroną i natrafiłam na setki ludzi z kilkudziesięciu krajów na całym świecie, którzy oferowali swoje usługi w ramach Photoshopa. Zdałam sobie sprawę, że każdy z nich ma swoje estetyczne uprzedzenia – gdybym wysłała kilku z nich ten sam obraz, pewnie zmieniliby go na zupełnie różne, kontrastujące sposoby zależne od ich osobistej i kulturowej koncepcji piękna. Taki eksperyment był możliwy po raz pierwszy, bo zjawisko outsourcingu do niezależnych podwykonawców było wtedy jeszcze dość świeże.

Reklama

Zaczęłam od tego, że rozesłałam moje zdjęcie do czterech albo pięciu freelancerów i od każdego otrzymałam bardzo ciekawą odpowiedź. Mimo że nie dostrzegłam żadnych wzorów ani archetypów piękna, których się spodziewałam, postanowiłam stworzyć cały projekt zgłębiający różnice pomiędzy nieosiągalnymi standardami urody w poszczególnych kulturach na światową skalę.

Filipiny

Jak wyglądały twoje rozmowy z grafikami z całego świata? Czy po prostu poprosiłaś ich, żeby „upiększyli cię w Photoshopie", czy też dałaś im jakieś szersze wytyczne? Jak dobierałaś uczestników projektu?
Na początku wysłałąm im następującą prośbę: „Cześć, nazywam się Esther Honig i chciałabym, żebyście poprawili moje zdjęcie za pomocą Photoshopa. Możecie z nim zrobić wszystko, co uznacie za stosowne – uczyńcie mnie piękną".

Kilku z freelancerów poprosiło mnie o dodatkowe zdjęcie, na którym mogliby się wzorować. Odpowiedziałam im, żeby wyobrazili sobie, jak mój wizerunek zostałby przetworzony, gdyby miał iść do publikacji w czasopiśmie modowym w ich kraju. Postanowiłam im zostawić jak największe pole manewru, żeby w pełni mogli rozwinąć swoją twórczą dowolność. Chciałam, żeby ich prace były autentyczne, jak najmniej naznaczone obcymi wpływami.

Uczestników dobierałam losowo. Wielu z nich na swoim profilu na Fiverr prezentowało swoje „portfolio", jednak niektóre z tych obrazów musieli przekopiować z innych stron internetowych. Strzelałam na oślep. Niektórzy na moje zdjęcie nakładali filtr i kilka muśnięć aerografu, inni naprawdę szli na całość. Do publikacji w ramach cyklu wybrałam bardziej zmanipulowane obrazy. Chciałam uzyskać szeroką reprezentację i pracować z ludźmi z możliwie wielu różnych krajów. Za każdym razem, gdy zauważyłam freelancera z państwa, którego jeszcze nie miałam w kolekcji, zapraszałam go do współpracy.

Kenia

Co myślisz o swoim projekcie dziś, gdy już został ukończony? Czy wszystko wyszło tak, jak się spodziewałaś?
Nie, nic nie poszło zgodnie z założeniami. Nie udało mi się dojrzeć żadnych powtarzających wzorów, które spodziewałam się znaleźć. Doszło do tego, że prawie zupełnie zarzuciłam cały projekt. Zaczęłam jednak przyglądać się obrazom pod innym kątem: przecież graficy czerpali swoje wzorce urody nie tylko z kultury, w której się wychowali, ale też z osobistych estetycznych preferencji. Doszłam do wniosku, że choć pewne wątki dotyczące urody się pokrywały, to każdy z nich miał inną definicję piękna.

Co w ramach projektu stanowiło dla ciebie największe wyzwanie? Jak radziłaś sobie z barierą językową? Czy ktoś miał trudności ze stworzeniem tego, o co ci chodziło?
Wydaje mi się, że język faktycznie stanowił przeszkodę. Gdy rozmawiasz nie bezpośrednio, a za pomocą wiadomości czy maili nie masz pewności, czy twój rozmówca wszystko rozumie. W większości wypadków komunikowaliśmy się po angielsku, choć bez wątpienia kilku z freelancerów korzystało z translatora Google.


Jesteśmy też na Facebooku. Polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżąco.


Niektórzy odsyłali mi niemal niezmienione zdjęcia. Nakładali czasem jakiś filtr albo lekko wyrównywali poprzez klonowanie, ale i tak uważam je za pełnoprawne prace w ramach cyklu, choć nie tak ciekawe w odbiorze.

Czy twój projekt ujawnił albo podkreślił kulturowe różnice lub odmienne sposoby postrzegania piękna na świecie, których się nie spodziewałaś? Czy wyniki eksperymenty wzmocniły twoje wcześniejsze przekonania na temat tego, jak ludzie na całym świecie podchodzą do estetyki? Czy któreś z przerobionych zdjęć szczególnie cię zaskoczyło?
Trzeba pamiętać, że każde ze zdjęć zostało zmodyfikowane przez pojedynczą osobę. Trudno orzec, co zalicza się do kultury, a co bierze się z prywatnych upodobań. Próby ustalenia możliwych wpływów są bardzo interesujące. Wiele ze zdjęć wydaje się czerpać z różnych okresów w przeszłości; są mocno osadzone w jakiejś dekadzie i formie: aerograf w stylu lat 70., glam rock z lat 80. Pokazuje to, kiedy poszczególne koncepcje piękna dotarły w różne części świata, a potem zostały zaadaptowane i przetworzone.

Pakistan

Czy pośród przetworzonych zdjęć masz jakieś ulubione? Jeśli tak, to dlaczego?
Najbardziej dynamiczne zmiany wprowadził grafik z Maroka – ubrał mnie w hidżab i wprowadził do rozmowy o standardach piękna aspekt obyczaju religijnego, którego, prawdę mówiąc, się nie spodziewałam. Z kolei, gdy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcie, które dostałam z USA (jestem na nim blondynką), niemal wrzasnęłam ze strachu. Zostało tak radykalnie zmanipulowane, że czułam się, jakbym patrzyła w lustro, ale nie potrafiła rozpoznać twarzy.

Czy wyciągnęłaś z projektu jakąś osobistą naukę? Czy czujesz, że to, jak postrzegasz samą siebie, jakoś się zmieniło?
Tak, pod pewnymi względami moja autopercepcja uległa zmianie. Z własnej woli udostępniłam mój wizerunek i byłam bardzo zadowolona z wyników, ale w rezultacie zdałam sobie wyraźniej sprawę z pewnych rzeczy, np. nierówności w tonacji mojej skóry, które poprawiał niemal każdy z grafików. Poza tym otrzymałam dobitne przypomnienie, że mam zbyt bujne brwi – często mi je pocieniano i kolorowano.

Praca nad cyklem Before and After zdecydowanie różniła się od dziennikarstwa. Udało mi się odnaleźć szczególny punkt pomiędzy autorefleksją, społecznym komentarzem i fotografią prasową tworzoną na użytek mediów społecznościowych. Chciałabym w przyszłości móc przełożyć więcej z zawodu dziennikarza na te rosnące platformy. Wygląda przecież na to, że właśnie za ich pośrednictwem będziemy się komunikować i czerpać informacje.

Maroko

Jakie masz pomysły na twój następny projekt? Jak cykl Before and After wpłynął na twoje dalsze plany?
Co godzinę dostaję kilkanaście nowych obrazów od obcych osób, które znalazły moje oryginalne zdjęcie w sieci i przerobiły je „z uprzejmości". Ma to niewiele wspólnego z pierwotnym założeniem eksperymentu, ponieważ nowe modyfikacje powstały już w kontekście artykułów na temat projektu. Nie znaczy to, że odrzucam nowe zgłoszenia, które same w sobie wnoszą wiele ciekawych i wnikliwych obserwacji. Niewykluczone, że ludzie, którzy przysyłają mi nowe zdjęcia, jeszcze bliżej przyjrzeli się swoim osobistym i kulturowym poglądom na piękno. Projekt na pewno ma jeszcze sporo potencjału i można by go dalej rozwijać. Zastanawiałam się, czy mogłabym tak przeformułować założenia, żeby włączyć do projektu cudze zdjęcia, albo zacząć współpracę z profesjonalnymi użytkownikami Photoshopa, zamiast tylko z amatorami znajdowanymi w internecie.

Chile