Kultura

Zdjęcia przedmiotów, które przypominają o zmarłych bliskich

Odkryłam, że po śmierci nie obchodzą nas spadki i kosztowności, ale przedmioty pomagające nam zapamiętać ukochane osoby dokładnie takimi, jakie były
29 Styczeń 2016, 3:54am

Ostatni raz widziałam moją ciocię Pat na imprezie, którą zorganizowała na tarasie pewnego gorącego letniego popołudnia. Wszystko wydawało się w porządku. Chciała mieć przyjęcie urodzinowe. Wszyscy zlecieli się więc z różnych stron kraju, wiedząc, że to mogą być jej ostatnie urodziny. Założyła swoją najlepszą perukę – eleganckiego szarego boba – i uśmiechała się, jak gdyby nigdy nic. Nie wyglądało na to, żeby umierała.

Od kilku lat chorowała na raka, zmarła kilka miesięcy później. Znowu byłam w jej domu na drugim końcu kraju, patrzyłam na rzeczy pozostawione przez kobietę, która przez lata żyła wiedząc, że śmierć już na nią czyha.

Jeśli była tam biżuteria – nie chciałam jej. Jeśli zostawiła mi coś w spadku – nie prosiłam o to. Wzięłam za to plastikową, zieloną kasetę z odręcznym napisem na etykietce: „Rezygnacja Nixona. ZACHOWAĆ!". Zabrałam także egzemplarz czasopisma Cosmopolitan z kwietnia 1972 ze sławnym nagim zdjęciem Burta Reynoldsa leżącego na dywaniku z niedźwiedziej skóry. Właśnie te rzeczy najbardziej kojarzyły mi się z moją ciocią: była zabawna, mądra, dużo czytała. Nikt nie zgadłby, że są to jedne z najcenniejszych rzeczy, jakie posiadam.

Skoro mnie zależy na takich rzeczach jak stara kaseta i zniszczony magazyn, zacząłem się zastanawiać, co inni zachowali po swoich bliskich. Odkryłam, że po śmierci nie obchodzą nas spadki i kosztowności, ale przedmioty pomagające nam zapamiętać ukochane osoby dokładnie takimi, jakie były.

Merrilee

Moja babcia miała bardzo dużo figurek o wymyślnych kształtach, błyskotek i biżuterii. Kiedy zmarła, poprosiłam tylko o dwie rzeczy: jej magnes z ropuchą i „niegrzeczną" nakładkę na włącznik od światła.

Babcia była naprawdę bardzo zabawna, a ten magnes to jedna z jej zabawnych rzeczy. Zawsze płatała figle moim wujom i ciotkom, kiedy byli młodzi. Jej śmiech był wspaniały – głośny i perlisty. Zawsze kupowała nam śmieszne – nigdy ckliwe – kartki urodzinowe, a w jednej z wolnych sypialni, na włączniku od światła, miała nakładkę ze zdjęciem gołego kolesia w samym płaszczu.

Pochodzę z dużej włoskiej rodziny. W każdą niedzielę, kiedy jeszcze byłam dzieckiem, wszyscy krewni mieszkający w pobliżu schodzili się do moich dziadków na obiad. Ten magnes z ropuchą był na ich lodówce, odkąd pamiętam i teraz przypomina mi o tamtych niedzielnych obiadach i dzieciństwie. Moi dziadkowie mieli ogromny ogród z huśtawkami, krzakami malin, małpim gajem, grządkami z warzywami, kwiatami i basenem wpuszczonym w ziemię. Tyle razy bawiliśmy się w tym domu. Przyczepiłam go do lodówki, więc widzę go codziennie.

Kendra

Ten trzonowiec należał do mojego psa, Rose; mniejszy – do drugiego psa, Hannah. Zachowałam także kosmyk włosów konia, którego miałam w dzieciństwie. Chciałam zatrzymać zęby, ponieważ po śmierci zwierzaka albo zakopujesz, albo palisz jego zwłoki. W obu przypadkach zostaje ci po nich jedynie kupka popiołu, którego nie możesz dotknąć ani potrzymać. A zatrzymując zęby, zawsze będę miała przy sobie ich małą cząstkę... Nawet jeśli to trochę obrzydliwe.

Kevin

Ciało mojej młodszej siostry zostało znalezione 10 lat temu, w święto Matki Boskiej Bolesnej. Popełniła samobójstwo. Pracowała jako pielęgniarka w szpitalu psychiatrycznym, żeby pomagać ludziom, którzy, tak jak ona, cierpieli na depresję i chorobę dwubiegunową.

Kiedy mój brat zadzwonił, żeby powiedzieć, co się stało, przejechałem 2000 mil najszybciej, jak mogłem. Po pogrzebie, stypie i dyskusjach na temat tego, co teraz będzie z dwojgiem jej synów, stwierdziliśmy, że uprzątniemy jej dom. Wróciłem do siebie z dwoma pudłami rodzinnej porcelany i innych pamiątek. Od dziesięciu lat leżą na ganku przed domem. Strata była tak trudna do zaakceptowania.

James

Moja babcia zawsze była dla mnie ogromnym wsparciem. Parzyłem, jak walczy z rakiem przez 20 lat i przez cały ten czas udawało się jej myśleć pozytywnie. Pomimo okropnego bólu, któremu musiała stawić czoła, nadal patrzyła na mnie z uśmiechem, jak gdyby śmiała się z własnego nieszczęścia.

Miałem sześć, czy osiem lat, kiedy upadła i wybiła sobie zęby. Nie pamiętam szczegółów tej historii, ale pamiętam, że wypadło jej siedem zębów i złamała sobie szczękę w kilku miejscach. Mam mętne wspomnienia z tej nocy: uspokajała mnie, uśmiechając się i żartując z buzią pełną zakrwawionej waty.

Ostatnie dwa tygodnie swojego życia spędziła w szpitalu. Byłem przy niej tak często, jak tylko mogłem, spałem tam i przesiadywałem każdego dnia. Zmarła późną nocą, gdy trzymałem ja za rękę. Siedzieliśmy tam tylko we dwójkę przez jakąś godzinę, dopiero wtedy zawiadomiłem personel szpitala.

Razem z moją matką poleciałem do Maine jesienią po jej śmierci, żeby rozsypać prochy na Pemaquid Point. To właśnie tam najbardziej lubiła chodzić, gdy była dzieckiem. Spędziliśmy z mamą cały dzień w latarni morskiej, obijając się, robiąc zdjęcia, śmiejąc się z ludzi, szukając dyskretnego miejsca, w którym moglibyśmy rozsypać prochy babci. Wreszcie znaleźliśmy naprawdę fajne, na wschodzie od latarni, na szczycie jakichś głazów, pod najwidoczniej zapomnianym i zaniedbanym posągiem syreny porośniętym chwastami. Pamiętam, jak zaskoczył mnie ciężar prochów. Wydawało mi się, że rozwieje je wiatr, ale kilka grudek po prostu spadło na skały.

Potem coś odbiło się od kilku kamieni, wydając charakterystyczny brzęk. Moja mama i ja spojrzeliśmy na siebie wymownie, myśląc „Co do cholery?". Zeskoczyłem na dół i szybko zacząłem grzebać w gęstych prochach. Oboje domyśliliśmy się, co to było.

Znalazłem coś, co wyglądało mniej więcej jak zęby. Oboje zaczęliśmy się śmiać, a ja strzepnąłem z rąk resztkę prochów mojej babci. Wyrzucenie tego nie przyszłoby mi do głowy.

Zwykle trzymam je na stylowym pniu, którego używam jako stolika nocnego, a czasem wkładam ot, tak do kieszeni. Zawsze mam je ze sobą podczas podróży. Nie wiem, dlaczego to zatrzymałem. Jest tak cenne jak inne skarby i świecidełka zbierane przeze mnie przez lata – pierścionki, stare pop-punkowe przypinki, kilka spinek do krawata, jeden czy dwa trylobity – wszystko to pozostało mi po babci.

Joe

Mój dziadek miał swój mały sklep na północy Jersey, w miasteczku Roselle. Nazywał się Leo and Fred's, ale kiedy nastąpił spadek na giełdzie, Fred popełnił samobójstwo. Mój ojciec po wykupieniu udziału Freda prowadził sklep razem z rzeźnikiem Leo. Za ladą był barek, więc stali klienci mogli się czegoś napić – w sklepie, bo czemu nie?

Jeden ze stałych klientów mojego dziadka pracował na Wall Street i to właśnie od niego dowiedział się, jak inwestować na giełdzie. Mój dziadek zaczął to robić, szukając przy tym innych okazji do inwestycji – jedna z nich pojawiła się, gdy zaczęto produkować monety w większości z niklu, w latach 60., jak sądzę. Przedtem, amerykańskie monety w dużej części faktycznie składały się ze srebra, które jest, jak wiadomo cenne, w przeciwieństwie do niklu. Mój dziadek zachowywał więc wszystkie półdolarówki i dolarówki sprzed pewnego roku – te srebrne. Mam jedną z jego półdolarówek, często noszę ją w kieszeni.

Sheri

Po śmierci taty, moja mama wylała na jedną z jego poliestrowych koszul wodę kolońską, której używał bardzo dużo i zamknęła ją w plastikowym worku. Trochę chciałam się tego pozbyć, bo te perfumy miał bardzo intensywny zapach i przyprawiały mnie o ból głowy. Pewnego razu zabrałam mojego tatę na koncert bluegrass i ludzie siedzący przed nami wstali i zmienili miejsca! To, co zrobiła moja mama, było urocze, ale zarazem trochę dziwne. Nie taką pamiątkę bym po nim zachowała.

Z drugiej strony, karta biblioteczna mojego taty bardzo wiele dla mnie znaczy, zważywszy na mój zawód – pracuję w bibliotece. Mój tata zabrał mnie tam pierwszy raz. Pojechaliśmy motorem, wielki kask chybotał się na mojej trzyletniej głowie. Pracował fizycznie, jako hydraulik, ale bardzo wierzył w biblioteki i przez większość swojego życia miał ważną kartę.

Mam też jego mapownik – torbę ze skóropodobnego materiału, którą trzymał za siedzeniem w swojej ciężarówce. Nadal trochę pachnie cygarami. Najbardziej kocham mapę wydaną rok po moich narodzinach i tę z drogami zaznaczonymi na kolorowo. Nie wiadomo, co te linie mogły oznaczać.

Obserwuj Leah Sottile na Twitterze.