Moje zdanie

Moja babcia ma 87-lat, lekarza zobaczy w 2024 r.

„Nie dość, że nie wiadomo, czy za 8 lat babcia będzie żyła, to nie wiemy, czy Polska jeszcze będzie istniała. W takim kształcie: lepiej nie" – pisze wnuczek najsłynniejszej 87-latki polskiego internetu
22.7.16

Screen z materiału Polsat News

W niedzielę na obiad u babci były pierogi z jagodami i szok. Trudno było mi uwierzyć, że ktokolwiek mógłby kazać stawić się 87-letniej kobiecie, a tyle lat ma moja babcia, na konsultację lekarską za osiem lat, 9 grudnia 2024. Jest to na tyle odległa przyszłość, że mieliśmy problem z dokładnym policzeniem, ile babcia wtedy będzie miała lat. 94. Macie już plany na następną dekadę? Dzięki NFZ możecie je mieć. I to dokładne, bowiem babcia powinna się stawić na badanie między 7 a 9. Koniecznie na czczo, zatem może sobie też już zaplanować kolację na dzień wcześniej. A jeśli nie może się stawić, powinna natychmiast dać znać.

Babcia do terminu podeszła z dużym spokojem, bo też – jeśli się przez trzy lata żyło się na linii frontu, widziało się spalone zwłoki lotnika, chowało z najgłośniejszą krową w zbożu przed Niemcami, i ta krowa wiedziała, że się chowa przed Niemcami, i nie wydawała z siebie żadnego dźwięku – to się nie ma za bardzo czym przejmować

Z wiadomości z lat 90. pamiętam kilka motywów: limuzyny Vovlo wożące Wachowskiego i Wałęsę, nieustanną wojnę Izraela z Palestyną i niekończące się kolejki do lekarzy. Później pojawiła się Kasa Chorych, a z czasem Narodowy Fundusz Zdrowia, i wydawało się, że idzie ku lepszemu. Wydawało się, że kolejki i wiele lat oczekiwania spotyka tylko ludzi mających pecha, takich, co to nawet dłubiąc w dupie, palec złamią. Wydawałoby się, że żyjemy w XXI wieku, a osiem lat można czekać co najwyżej na kredyt. Albo na miłość. I nie dziwi mnie nawet sam fakt czekania, tym bardziej że babcia zgłosiła się do specjalistycznego szpitala w Korfantowie, gdzie, jak wspomina, po wojnie poskładali chłopaka, który zupełnie się połamał na kombajnie, i prawdopodobnie nie musiał czekać 8 lat, ale fakt, że ktoś mógł wpaść na taki pomysł. Babcia do terminu podeszła z dużym spokojem, bo też – jeśli się przez trzy lata żyło się na linii frontu, widziało się spalone zwłoki lotnika (stąd wiem, że spalone ciało się kurczy do rozmiaru dziecka), chowało z najgłośniejszą krową w zbożu przed Niemcami, i ta krowa wiedziała, że się chowa przed Niemcami, i nie wydawała z siebie żadnego dźwięku – to się nie ma za bardzo czym przejmować. Przejmować możemy się wyłącznie my, którzy chcielibyśmy odrobinę normalności. Senior powinien cierpieć w milczeniu. I cierpi. Do czasu.

Fragment zawiadomienia, które otrzymała babcia autora

Samo wrzucenie zdjęcia decyzji o przyjęciu na konsultację w 2024 na fejsa było zupełnie spontaniczne i oczywiste, i nie wiązało się z potrzebą szczególnego nagłaśniania sprawy. Liczyłem raczej na wbicie kilku szpilek w „dobrą zmianę", na kilka załamanych rąk i roześmianych buź. Byłem też ciekawy, ile osób musi się mierzyć z podobnymi problemami swoich bliskich, tym bardziej że babcia po śmierci mamy jest dla mnie osobą najbliższą. Tymczasem reakcja przerosła nawet nie oczekiwania, ale wyobrażenia. Nagle wpisem o babci trafiłem w żyłę lajków i udostępnień, co przyniosło za sobą trochę nieoczekiwanych implikacji. Powódź lajków, wyniosła na powierzchnię trochę dobra, ale też nieco padliny.

Uniwersalność historii sprawiła, że post mogły z jednakową dawką ironii udostępniać lewicowe, środkowe, bekowe, jak również prawicowe stronki

Zdjęcie pierwsze udostępniały niewielkie fanpejdże, gdzie temat podłapywali kolejni ludzie. Uniwersalność historii sprawiła, że post mogły z jednakową dawką ironii udostępniać lewicowe, środkowe, bekowe, jak również prawicowe stronki. Udostępniali ludzie z flagami Francji w profilowym, z logo partii Korwina, a kolega z piękną świąszczycą zamiast profilowego wysłał mi nawet zaproszenie do znajomych, licząc zapewne, że razem będziemy napadali na ciemnoskórych lekarzy w Korfantowie. Wysyp zaproszeń od ludzi, których nie znam, nie kojarzę, to chyba najbardziej zaskakujący efekt rosnącej popularności wpisu o babci. Człowiek czuje się jak pokemon, którego wszyscy chcą złapać. Pojawili się nawet pierwsi detektywi, czujni jak czujny może być tylko facebookowicz wyklęty. Jeden z nich wyczaił, że mam w polubionych Komunistyczną Partię Chile (zatem z całą pewnością zdjęcie jest spreparowane w moim podziemnym lewackim laboratorium, gdzie w przerwach od drukowania lewackiej bibuły wytwarzam macę z dzieci). Ktoś na szczęście bystro zauważył „że Lisa też przecież lajkuje się dla beki". Jednak Komunistycznej Partii Chile nigdy nie lajkuje się dla beki, towarzysze.


Patrzymy z bliska. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


W poniedziałek udostępnień było już wystarczająco dużo, żeby sprawą babci zainteresowały się media. Na początek wrocławska „Gazeta Wyborcza", bo w niej kiedyś pracowałem i mam tam znajomych. Temat jednak nie był wrocławski, ale opolski, więc zadzwoniłem do dziennikarki zajmującej się zdrowiem w opolskim dodatku do „GW". Historię uznała za interesującą, wysłałem jej numer do babci w formacie wizytówki, i na tym temat się skończył, bo wizytówka się chyba nie otworzyła. Szansa na Pulitzera przepadła. We wtorek rano swoją szansę zwietrzył portal gazeta.pl. Miły pan pobieżnie wypytał o sprawę i chwilę później mieliśmy newsa. W międzyczasie zadzwonił do rzeczniczki opolskiego NFZ i dowiedział się od niej, że w systemie internetowym można sprawdzić, gdzie są mniejsze kolejki i babcia mogłaby zostać przyjęta na przykład w Kędzierzynie-Koźlu (Janusz Rudnicki, pozdrawiam!) już zaraz, bo jesienią 2018 roku, albo w Oleśnie. Takie podejście wobec 87-letniej osoby, która przez kilkadziesiąt lat opłacała składki, to zwykłe skurwysyństwo. Miły pan z gazety oddzwonił, żeby poinformować o tym, co się z rzeczniczką udało ustalić, dzięki czemu mógł sobie wpisać punkcik do tabelki „interwencje", a mnie się zrobiło naprawdę miło, że oto jestem niczym superbohater pomagający emerytom skrócić terminy oczekiwania na wizytę u lekarza. Chwilę po telefonie mieliśmy z babcią główną na gazecie.pl.

Takie podejście wobec 87-letniej osoby, która przez kilkadziesiąt lat opłacała składki, to zwykłe skurwysyństwo

Wtedy pojawił się kolejny nieoczekiwany element całej imprezy: porady. Pan Zbigniew Wawrzyczek sugeruje olanie lekarzy i stosowanie „NIA" dr. Ashkara. Jego zdaniem „ta metoda skutecznie leczy każdego raka, a wyleczenie chorych stawów to dla niej pikuś. Autor tej metody wypróbował ją na sobie i wyleczył się z bardzo groźnego raka trzustki (lekarze uznają tego raka za nieuleczalnego)". Metoda jest szybka, tania i można ją stosować w domu. Obiecałem, że załączonego linka do YouTube prześlę babci, ale niestety babcia nie ma jeszcze fejsa. Większość wiadomości i komentarzy była jednak zaskakująco miła, chociaż pojawiło się też wiele nawołujących do zniszczenia NFZ-u i ostatecznego wyplenienia socjalizmu, któremu mamy zawdzięczać tak długie kolejki. Ludzie opisywali swoje historie – moją ulubioną jest ta, w której 88-letnia staruszka poddała się zabiegowi podobnemu do tego, jaki powinna przejść moja babcia, i po czterech miesiącach zmarła na zakażenie. Ktoś inny poddał babcię kuracji tabletkami kolagenowymi i babcia gra teraz w Realu Madryt, ktoś inny poleca szpital w Otwocku pod Warszawa, gdzie terminy są bardzo krótkie (mieszkałem w pobliskim Józefowie chyba ze trzy lata i nie mam zamiaru tam wracać), kto inny radzi jednak szpital urazowy Św. Anny w Warszawie albo Toruń, a ostatecznie może polecić dobrego fizykoterapeutę i opowiada, że jego mama czekała na operację zaćmy trzy lata. Zaćmę na szczęście babcia ma już za sobą, też swoje wyczekała. Ale ogólnie wszyscy są bardzo mili, kochane zdrowie nikt się nie dowie etc.

Skoro była gazeta, to szybko pojawia się telewizja. Pani z Polsatu jest szybsza od TVN24, więc dostaje ode mnie zielone światło na rozmowę z babcią, która przeciwko rozmowie nic nie ma. Wypadła szałowo, dziwię się, że nikt nie zaproponował jej historycznego talk-show. Miła pani z Polsatu szybko znalazła mój telefon na stronie wydawnictwa, dla którego pracuję, dlatego na dzień dobry ze smutkiem musiała dodać: jak się pan zapewne domyśla nie dzwonię w sprawie wydawnictwa. Szkoda, myślałem, że chcecie mówić o nowej książce Krisztiny Tóth, którą wydaliśmy (Linie kodu kreskowego, polecam). Pani z TVN24 stosuje bardziej innowacyjne metody, wysyła mi zaproszenie na FB i wiadomość, ale babcia jest jak Nixon, tylko jedna stacja może mieć na nią wyłączność. Zamiast tego ja idę im powiedzieć, z jakim to skandalem mamy do czynienia. Z zimną krwią odpowiadam na pytanie, co czułem, co babcia czuła, czy czegoś się boję. Coraz częściej się cieszę, że nie pracuję już w mediach. Kolejnych występów nie przewidziano.

Nie dość, że nie wiadomo, czy za 8 lat babcia będzie żyła, to nie wiemy, czy Polska jeszcze będzie istniała. W takim kształcie – lepiej nie

Dobrze, że sprawę udało się nagłośnić na tyle, by ostatecznie okazuło się, że są inne rozwiązania. Nie jest powiedziane, że babcia zdecyduje się na zabieg, ale cholerna konsultacja należy jej się szybciej, niż za dekadę. Jednocześnie pozbyłem się złudzeń, że system się może zmienić. Może się nazywać Kasa Chorych, NFZ albo Krajowa Izba Utylizacji Staruszków, ale wszystko będzie po staremu, jeśli nie zmieni się podejście do pacjenta. Nie wymagałbym zabiegów na drugi dzień w klinice z Cyfrą Plus i doktorem Burskim na oddziale, ale zwyczajnego szacunku i odrobiny wyobraźni. Bo przecież nie dość, że nie wiadomo, czy za 8 lat babcia będzie żyła, to nie wiemy, czy Polska jeszcze będzie istniała. W takim kształcie – lepiej nie.

I jeszcze jedna uwaga: bawi mnie fakt, że cały dziennikarski wysiłek poszedłby się jebać, gdybym zmienił ustawienie posta na „prywatny".