wywiad

Tommy Four Seven

"Breakbeat i drum & bass. Ta muzyka miała prawdziwy charakter i była punkiem naszych czasów"

tekst Piotr Ryncarz
16 Wrzesień 2014, 9:56am

20 września w 1500m2 to czas konfrontacji dwóch przeciwieństw. Jednego znamy dobrze, drugi pojawi się w Polsce po raz pierwszy. Jeden to twórca hipnotycznych groove’ów i luźnego brzmienia - drugi to muzyczny terrorysta, kradnący sample ze wszystkiego co go otacza. W końcu jeden to podopieczny Johna Digweeda - drugi Chrisa Lebinga. Na jednej scenie zagrają Henry Saiz i Tommy Four Seven. Poniżej rozmowa z Tommy Four Seven.

VICE: Jesteś człowiekiem, który zagrał 12 godzinnego seta w Berghain. Jak to jest w ogóle możliwe? Co z lunchem, czasem na toaletę i przerwą na papierosa? Czy przynajmniej miałeś w uszach stopery?

Tommy Four Seven: Haha tak, jestem jednym z wielu DJ'ów, którzy dostali szansę długiego grania w Berghain - niektórzy występowali nawet jeszcze dłużej! Berghain zapewnia wszystkie główne składniki, czyli przede wszystkim audytorium z otwartą głową, dobrze nastrojone nagłośnienie i niesamowite industrialne otoczenie, w którym można się zagubić. Jestem naprawdę dumny z tego, że dano mi możliwość zagrania tam.

Co do przerwy na lunch to nie było żadnych szans, ale menadżer zmiany często pojawiał się z jakimś jedzeniem. Poza tym, toaleta i prysznic znajdują się za didżejką, więc jest to idealne miejsce pod maratony.

Co dalej? 24 godziny? 48 godzin? 2 tygodnie za konsoletą?

To nie jest zły pomysł! Cofając się w czasie, pamiętam jak raz CLR zorganizowała 24 godzinną imprezę w Amsterdamie. Myślę, że ludzie są na to gotowi!

Odpowiedzialny jesteś za jedno z najcięższych i najsurowszych dźwięków we współczesnym techno i prawdopodobnie dobrze się z tym czujesz. Jaka jest misja? Kiedy postanowiłeś, że to jest ta rzecz, którą chciałbyś robić w życiu?

Dzięki za komplementy, ale jest wielu innych producentów zaangażowanych w techno, którzy robią muzykę na następnym poziomie. To jest naprawdę ekscytujący czas dla tego gatunku.

Moja muzyczna misja zaczęła się w młodym wieku, kiedy to odkrywanie, tworzenie i dzielenie się muzyką fascynowało mnie. Mając 14 lat, dorobiłem się pierwszych decków i szybko uzależniłem się od kupowania płyt i ich miksowania. Ciężko było siedzieć w szkole, kiedy jedyne co chciałem robić to wrócić do domu i miksować.

To właśnie ciężkie i surowe brzmienie mnie wtedy interesowało. Muzyka z charakterem, która myślę, że wciąż jest ogromnym źródłem inspiracji w moich produkcjach, zwłaszcza breakbeat i drum & bass. Ta muzyka miała prawdziwy charakter i była punkiem naszych czasów, dlatego była tak popularna w tych czasach. Mixtejpy były przekazywane w kółko przez znajomych, dzięki czemu mogłem zacząć słuchać ogromnej ilości nagrywanych DJ setów, na których słychać było odgłosy publiczności. To wzmocniło moją ciekawość i wkrótce zdałem sobie sprawę, że doświadczenie dzielenia się muzyką z innymi ludźmi jest tym co chciałbym robić w swoim życiu. To i produkowanie takich doświadczeń. Stało się to moją obsesją by żyć w ten sposób, w który żyje teraz.

Wybranie tego rodzaju ścieżki sprawia, że musisz dużo podróżować, dużo imprezować i od czasu do czasu oglądać naprawdę dziwne rzeczy. Opowiedz nam coś na temat najdziwniejszego wydarzenia jakie miało miejsce w trakcie twojego występu lub trasy koncertowej?

Bądźmy szczerzy, najdziwniejsze rzeczy nigdy nie zainstalowały się na stałe w mojej pamięci i może to dobrze, bo mam mnóstwo niewyraźnych wspomnień, w których występuje ja albo moim przyjaciele na afterach, wspinający się po ścianie, ale to wszystko jest zamazane i chciałbym by tak to zostało.

W 2008 roku przeniosłeś się z jednej elektronicznej stolicy (Londyn) do drugiej (Berlin). Skąd taki pomysł i czy dzisiaj po 6 latach od przeprowadzki żałujesz tego?

Często zadaję mi się to pytanie i najprostszy powód jest taki, że w tym czasie właśnie skończyłem studia. Miałem 21 lat i byłem znudzony londyńską sceną. Czułem, że muszę popchnąć rzeczy dalej, by móc kontynuować swoją misję. Techno w Berlinie wydawało się ekscytujące, a ja nie podróżowałem od czasów szkoły średniej. Ryzyko rozbicia nowego obozu, znalezienia studia i wejścia na nowym poziom w mojej karierze w tym okresie miało o wiele większy sens niż życie na zielonych przedmieściach Wielkiej Brytanii. Dodatkowo Berlin był wtedy naprawdę tani, o wiele tańszy niż teraz. 

Patrząc na tę decyzję z dzisiejszej perspektywy sądzę, że była to najlepsza decyzja jaką podjąłem i jestem całkiem dumny z siebie za to, że zdecydowałem się na to ryzyko. Zbyt łatwo czasami pozostaję się w komfortowej i bezpiecznej przestrzeni co staram się często sobie przypominać.

Więc jak tam życie w Berlinie? Jakieś ulubione miejsca, które mógłbyś polecić czytelnikom? Dobre jedzenie, dobre imprezy, dobre miejsca do spędzenia miło czasu?

Życie w Berlinie jest tak samo ekscytujące jak było prawie 6 lat temu. Zmienia się ono dynamicznie - ciągle powstają nowe miejsca. Dzielnice takie jak Prenzlauer Berg, Kreuzberg, Neukölln, i Fredrischchain to są te przestrzenie, w których najbardziej lubię przebywać. W wakacje, radzę po prostu złapać jakiś rower i zwiedzać niesamowitą ilość niezależnych sklepów, kawiarni i galerii. To jest dobra metoda poznania aspektu społecznego, który oferuję Berlin. Pieniądze nie są tutaj główną motywacją  i to odróżnia Berlin od wszystkich innych dużych miast na świecie.

Jesteś całkiem znany ze względu na technikę nagrań terenowych, która wykorzystujesz we wszystkich swoich produkcjach. Czy to twój pomysł na wolny czas? Jakiś rejestrator dźwięków i wycieczka do obskurnych miejsc w poszukiwaniu perfekcyjnego dźwięku?

Nagranie terenowe stały się moim głównym zainteresowaniem w trakcie produkowania debiutanckiego albumu. Dla mnie jest to świetna metoda na inspiracje. Powinienem bardziej się postarać i wychodzić częściej w poszukiwaniu nowych dźwięków, ale staram się chociaż zabierać rejestrator zawsze ze sobą w trakcie podróży. Dzięki temu zawsze mogę nagrać to co mnie interesuję w biegu. Ostatnia tak naprawdę używam iPhone'a do nagrywania dźwięków ponieważ jest dużo bardziej dyskretny i nie przyciąga tyle uwagi, co często jest bardzo przydatne.

A co z twoimi nie muzycznymi inspiracjami? Wizytacja dużych fabryk, tajskie masaże, a może duża filiżanka ciepłej kawy i wylegiwanie się na kanapie sprawia, że nagle wpadasz na pomysł realizacji następnego utworu?

Aktywności takie jak bieganie na dworze często pomagają rozwinąć kilka pomysłów muzycznych. Przede wszystkim, staram się zminimalizować dystrakcję, co może być bardzo trudne ze względu na internet. Trzymam długopis i notatnik przy łóżku, ponieważ czasami tuż przed pójściem spać, dostaje nagłego przypływu ciekawych pomysłów. 

Będziesz grał po raz trzeci w klubie 1500 m2. Jak ci się podobało ostatnim razem? Znalazło się trochę czasu na zobaczenie Warszawy?

W 1500 m2 czuję się praktycznie jak w domu, bo ludzie, którzy przychodzą na moje występy są bardzo przyjaźni, przestrzeń jest bardzo przyjemna, a sam klub zarządzany jest przez wspaniałych ludzi. Co do Warszawy, to udało mi się tylko zobaczyć wierzchołek tego co tam się dzieje, więc pora chyba poznać lepiej to miasto.