Foto: mat. prom. Universal Music
Za gościnne występy zapisała na koncie dwie nagrody Grammy. Jej debiutancki album z 2006 roku sprzedał się w nakładzie ponad czterech milionów egzemplarzy i była wówczas jedną z najpopularniejszych brytyjskich gwiazd, stojąc w jednym z rzędzie z Lily Allen, Joss Stone i Amy Winehouse. Dwa lata później wspaniale rozwijającą się karierę Corinne Bailey Rae przerwała jednak śmierć męża, który przesadził z alkoholem i używkami. Załamana artystka zebrała się jeszcze na tyle, by w 2010 roku wydać drugi album, a rok później epkę “The Love”, po czym na dłuższy czas zniknęła z naszych radarów.
Videos by VICE
Teraz powraca. Właśnie ukazał się jej trzeci, bardzo dobry longplay “The Heart Speaks in Whispers”. Z okazji premiery wydawnictwa udało nam się porozmawiać z Corinne i przekonać, w jakiej jest formie. Wnioski są bardzo pozytywne.
Czytaj wywiad poniżej.
Noisey: Wracasz po pięciu latach od epki “The Love EP”. To bardzo długo. Czy ta przerwa była związana tylko z tym, co działo się w twoim życiu prywatnym i potrzebą odpoczynku?
Corinne Bailey Rae: To prawda, jest to długi okres, ale uwzględniłeś tylko wątek przerwy między płytami. Tymczasem ja przecież również koncertowałam, wiodłam życie na walizkach. To było bardzo męczące. Wszystkie wydarzenia z lat poprzedzających tę przerwę sprawiły, iż tak zwyczajnie się wypaliłam.
I co robiłaś, gdy cię nie było?
Przede wszystkim postanowiłam zbudować od podstaw studio nagraniowe. Wszystko po swojemu. I to zajęło wiele czasu, ale dało też niesamowitą przyjemność. Nadało w pewnym sensie nowy kierunek mojej pracy.
Oraz chyba komfort niemożliwy do osiągnięcia, gdy korzysta się z nieswoich miejsc?
To w pierwszej kolejności. Nikt nie wyznacza ci sztywnych godzin, możesz do woli siedzieć, dłubać, próbować, jesteś w pełni niezależny. Dla artysty to sytuacja wręcz wzorowa.
A wytwórnia jakkolwiek cię nie popędzała? W obecnym świecie muzyki wszystko dzieje się bardzo szybko. Mody odchodzą, przychodzą, o artystach szybko się zapomina.
Miałam pełen luz. I nie obawiałam się, że fani o mnie zapomną. Może to będzie nieskromne, ale uważam, że tym co dokonałam wcześniej zasłużyłam sobie na kredyt zaufania.
Oczywiście mogłam po prostu wejść do studia, nagrać na szybko dziesięć piosenek w tydzień dwa lata temu, ale nie miałoby to dla mnie żadnego sensu od strony artystycznej.
Szczerość i szacunek wobec słuchacza?
Też. Głównie jednak wobec siebie samej. Moim zdaniem wszyscy za bardzo się ciągle gdzieś śpieszymy. Nie mamy czasu na refleksję, na to, żeby zajrzeć w głąb siebie. Mnie życie nauczyło, że to droga, która do niczego nie prowadzi.
Uderzające na “The Heart Speaks in Whispers” jest to, jak bardzo – pomimo traumatycznych przeżyć – afirmujesz życie. Jak otwarta jesteś wobec niego. To właśnie efekt tego zwolnienia?
Dziękuję, że tak odebrałeś płytę. To znaczy, że rzeczywiście się w nią wsłuchałeś. I tak, tak właśnie jest! Opisałam wszystko najszczerzej, jak tylko potrafiłam.
Muzyka jako forma terapii? W przypadku soulu to chyba jak ulał pasuje. Prosto z duszy do serc słuchaczy.
Czytasz mi w myślach. I właśnie dlatego nie mogłam nagrać płyty na szybko, tylko po to, żeby ją wydać. To przecież całkowicie się kłóci. Nie mam nic przeciwko artystom, którzy dostają gotowe teksty, podkłady, wchodzą tylko do studia zaśpiewać i na tym kończy się ich rola. Jest wiele osób, które fantastycznie odnajdują się w takim układzie. To jednak nie dla mnie.
Zupełnie nie przeszkadza mi, kiedy część słuchaczy odbiera mnie jako wokalistkę popową, bo to w żadnym wypadku mnie przecież nie obraża. Natomiast punkt wyjścia do pracy to właśnie soul, blues, r&b. Jeśli wychodząc od tego udaje mi się stworzyć przeboje, które grają rozgłośnie stawiające na pop, to mogę się tylko cieszyć. Dowodzi to bowiem tego, że da się nagrywać muzykę szczerą, pełną pasji, bez godzenia się na sztuczne kompromisy, a zarazem cieszącą się popularnością.
Czytałem, że przy nagraniach pracowałaś m.in. z Pino Palladino. To bliski współpracownik D’Angelo, czyli człowieka, który jak mało kto potrafi łączyć szczerość i pasję również z sukcesem komercyjnym.
Pino jest wspaniały, a D’Angelo to od zawsze jeden z tych artystów, których niezwykle podziwiam. Bardzo się ucieszyłam, gdy udało mu się w końcu powrócić. Popatrz – jeśli ja miałam długą przerwę, to co dopiero powiedzieć o nim? (śmiech)
To prawda. Kontynuując wątek osób, z którymi pracowałaś nad albumem, chciałbym się zapytać o trio KING. Dziewczyny mocno ci pomogły?
Paris i Amber to siostry i z nimi siedziałam nad tekstami, ale też słuchałam nagrań na ich album, który wyszedł bodajże w lutym. Są fantastycznie, mają niezwykle świeże, oryginalne brzmienie. Dawno nie było kobiecej formacji, która debiutowała tak dojrzałym materiałem.
Wydaje się, że to w ogóle świetny czas dla kobiet w przemyśle muzycznym. Już nie tylko wokalistek, bo mamy kobiety producentki, cenione didżejki, osoby odpowiedzialne w wytwórniach za wyszukiwanie talentów.
Zgadza się, też odnoszę takie wrażenie. Chociaż wciąż jest bardzo wiele do zrobienia. To temat na dłuższą rozmowę i niekoniecznie dotyczącą samej muzyki, a ogólnie kwestię płci, pewnych ról społecznych, stereotypów. Cały czas z tym walczymy, ciężko pracujemy nad tym, by była pełna równowaga, ale nie da się w krótkim okresie zmienić tego, co było zaniedbane przez dekady. Zmiany są dostrzegalne, jednak droga do sukcesu wciąż daleka.
Zbliżając się powoli do końca, wrócę jeszcze do tematu tej przerwy. Jakie masz oczekiwania związane z “The Heart Speaks in Whispers” – uważasz, że trafisz głównie do swoich starszych, sprawdzonych fanów czy też nowego grona?
Najbardziej chciałabym do jednych i drugich. A tak naprawdę najbardziej zależy mi na zgraniu się z zespołem, żeby koncertowo to nam wszystko idealnie zagrało. Jestem bardzo podekscytowana graniem nowych piosenek i ciekawa, jak ludzie na nie zareagują.
Generalnie uwielbiam koncerty, podróże. Chciałabym mieć latający dywan, żeby móc codziennie grać w innym miejscu na świecie. Bliskość ze słuchaczami, ich uśmiech to najprzyjemniejsze, co spotyka artystę.

More
From VICE
-

(Photo by Nykieria Chaney/Getty Images) -

(Photo by Rich Polk/Getty Images for iHeartRadio) -

Maha Haq for VICE -
