Dlaczego wszystkie sklepy z używaną odzieżą pachną tak samo?

Zapytaliśmy o to eksperta w dziedzinie zapachów
2.7.17
Wszystkie zdjęcia Ruchira Sharma

Zapach używańca. To gęste, ciężkie, przytłaczające piżmo. To wszechobecne przypomnienie, że ludzie, którzy kiedyś nosili te ubrania, są już bardzo starzy albo i martwi.

Skąd jednak bierze się ta charakterystyczna woń? I dlaczego wszystkie sklepy z używanymi ciuchami na świecie pachną tak samo? By się tego dowiedzieć, skontaktowałem się z Simonem Harropem, ekspertem w dziedzinie zapachów i założycielem Aromaco, przedsiębiorstwa, które tworzy perfumy i zapachy dla włoskich statków wycieczkowych, japońskich producentów samochodów i kolumbijskich banków.

VICE: Cześć Simon. Jak długo robisz w branży zapachowej?
Simon Harrop: Założyłem Aromaco w 1993 roku, więc będzie już 25 lat. Muszę jednak z ręką na sercu przyznać, że przez te ćwierć wieku nigdy nie dostaliśmy zlecenia, by odtworzyć zapach sklepu z używaną odzieżą.

Czy to w ogóle możliwe?
Można przeprowadzić badanie zwane chromatografią cieczowo-gazową. Polega ono na tym, że pobierasz powietrze z danej przestrzeni i przepuszczasz przez analizator chemiczny, który wykryje określone związki chemiczne. Możesz potem zmieszać dokładnie te same związki w probówce i odtworzyć ten zapach. Oczywiście może się zdarzyć, że nie będziemy mogli użyć którejś z wykrytych substancji ze względów prawnych albo BHP.

Jak na przykład zapach trupa?
Nie wszystko potrafimy odtworzyć, ale w większości wypadków wychodzi nam naprawdę nieźle.

Czyli to urządzenie powie ci, co wisi w powietrzu?
Tak, ale prawdę mówiąc, większość doświadczonych perfumiarzy pewnie byłaby w stanie zidentyfikować te wonie bez użycia analizy GLC, która zazwyczaj wymaga sporo czasu i pieniędzy.

Gdybym zatem zabrał do sklepu takiego wysoce wykwalifikowanego perfumiarza, czy potrafiłby wywęszyć, co znajduje się w powietrzu?
Tak, myślę, że miałby spore szanse na powodzenie. Logicznie rzecz biorąc, jedyna różnica między nowymi a starymi ubraniami jest taka, że były często i długo noszone i nie wszystkie zostały dokładnie wyprane i są przesiąknięte naturalnymi woniami człowieka.

Czyli to nie używane do czyszczenia ubrań stanowią źródło tego zapaszku?
W praniu chemicznym używa się różnych rozpuszczalników, które częściowo mogłyby odpowiadać za ten zapach. Osobiście jednak odnoszę wrażenie, że w sklepach z odzieżą używaną nie czuje się płynów do prania czy zmiękczania, a raczej naturalne wonie ludzkiego ciała. To ten lekko zatęchły, zapocony zapach.


Odpowiadamy na pytania, które inni boją się zadać. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


A zatem chodzi głównie o nadmiar płynów ustrojowych?
Tak. Ubrania zachowują zapach ludzi, którzy je nosili. Przeciętna osoba traci około litra wody dziennie przez skórę i oddech, a nie mówię tu o moczu i pocie. Cała ta wilgoć osadza się na ubraniach.

Czy jest jakaś przyczyna tego, że w każdym sklepie z używaną odzieżą pachnie tak samo?
Podejrzewam, że znalazłyby się jakieś drobne różnice, ale nie do wyczucia dla przeciętnego ludzkiego nosa. Dla wyćwiczonego nosa pewnie zresztą też nie, bo to amalgamat tak wielu różnych składowych woni.

Rozumiem. A dlaczego trzeba prać ubrania aż tyle razy, żeby pozbyć się zapachu?
Cóż, jak sądzę niektóre ubrania, takie jak płaszcze i kurtki można prać tylko chemicznie. A pranie chemiczne robi się raczej sporadycznie, co oznacza, że zapachy dłużej się utrzymają. Podejrzewam, że to właśnie te ubrania, których nie pierze się regularnie, stanowią główne źródło zapachu używańca.

Czy mogę się zatruć albo pochorować, jeśli nieustannie wdycham stary pot?
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie. To całkowicie naturalne ludzkie zapachy. Rzecz miałaby się inaczej, gdybyśmy mieli do czynienia z pralniczymi chemikaliami, które faktycznie nie należą do najzdrowszych. Ale to coraz większa rzadkość. Tetrachloroeten, który dawniej był często wykorzystywany w pralniach chemicznych, dziś jest wycofywany w krajach UE.

Co za ulga. Dzięki Simon!