Patti Cake$: Serce do rapu, dusza Springsteena

Jak za jednym zamachem unaocznić aż cztery stereotypy funkcjonujące w szowinistycznej rap-grze? To proste: uczynić bohaterką filmu białą (1) rapującą (2) dziewczynę (3) z nadwagą (4).

|
20 Październik 2017, 7:45am

Po pojedynczych fotosach czy trailerach film, wchodzący na polskie ekrany 20 października, łatwo sprofilować jako typową komedię spod znaku rymów i zioła. Ale "Patti Cake$", choć niepozbawiona humoru, to w żadnym razie kolejny "Piątek" czy "How High". Już bardziej feministyczna "8. mila", obyczajówka z życia amerykańskich nizin społecznych o emancypacji poprzez rap.

Patricia Dombrowski a.k.a. Killa P. a.k.a. Patti Cake$ a.k.a. jeszcze kilka innych fantazyjnych przydomków, które poznajemy w trakcie filmu, musi się naturalnie mierzyć z większą ilością uprzedzeń, niż pamiętny bohater Eminema. Ot, choćby z body-shamingiem. Na ulicach New Jersey, gdzie rozgrywa się akcja, wołają za nią „Dumbo", przeciwnicy w bitwie freestylowej nazywają ją „Białą Precious" - w nawiązaniu do otyłej czarnej analfabetki z wybitnego dramatu Lee Danielsa.

Patti ma 23 lata, lichą pensję barmanki i nadużywającą alkoholu matkę, byłą gwiazdę glam rocka, która obarcza ją odpowiedzialnością za niepełnosprawną babcię i utrzymanie całej dysfunkcyjnej trójki. Dziewczyna pragnie się wyrwać z patologicznego układu, ale zachodzi tu ta wcale nierzadka okoliczność, gdzie więzi rodzinne i pęta quasi-więzienne można traktować niemal synonimicznie. Ukojenie przynosi tylko hip-hop, namiętnie słuchany, ale i z pasją uprawiany, z najlepszym ziomkiem Jherim, aspirującym wokalistą R&B hinduskiego pochodzenia, jako hypemanem.

Debiutujący reżyser Geremy Jasper, również pochodzący z Jersey, zdaje się doskonale rozumieć sytuację i aspiracje swojej bohaterki. Jasper wcześniej dał się poznać jako utalentowany twórca klipów, m.in. dla Florence and the Machine czy Seleny Gomez, i w filmie zmyślnie kontrastuje szarą rzeczywistość spod znaku "hard knock life" z surrealistycznymi marzeniami Patti – te ostatnie ukazywane są właśnie w teledyskowych przerywnikach, gdzie klasyczna hiphopowa ikonografia zostaje z wdziękiem wzięta w pastiszowy cudzysłów.

Dużo mniej błyskotliwie wypada z kolei pomysł zaprzęgnięcia babci na wózku inwalidzkim do ekipy hiphopowej - niepotrzebnie to infantylizuje całą historię. Chociaż zarazem trzeba przyznać, że scena, w której Patti nagrywa pierwszy singiel i sampluje chrapliwy głos babci, ma sporo uroku. A co jeszcze bardziej zaskakujące - efekt brzmi chwytliwie i wiarygodnie.

Film jednak najlepszy jest w momentach, gdy burzy stereotypy. Biała raperka z nadwagą staje się "obligatoryjnym" obiektem hejtu ekranowych czarnych charakterów, ale też przecież ogólnie wychodzi naprzeciw naszym wyobrażeniom o artyście hiphopowym. Do tego pochodząca z przedmieść Jersey bohaterka, mimo że serce oddała hip-hopowi, to duchem przypomina raczej nietuzinkową inkarnację Bruce'a Springsteena. Nie tylko dlatego, że podobnie jak wielu podmiotom z piosenek Bossa, ciężka praca jej niestraszna. Kiedy z ekranu dobiegają dźwięki "The Time that Never Was", staje się oczywiste, że ze słowami "Sometime's I wake up in the morning and it cuts me like a knife" Patti może się utożsamić w nie mniejszym stopniu niż ze swoim braggadocio.

Autorom filmu udaje się uchwycić specyficzny regionalny ton industrialnego Jersey i to również poniekąd sprawia, że postać białej raperki „reprezentującej biedę" nie ma tu nic wspólnego z zawłaszczaniem kulturowym dla zabawy.

Nie tylko zresztą wizerunek protagonistki odbiega od schematu. Jedną ze znaczących postaci drugoplanowych jest muzyk o ksywie Basterd, grany przez Mamoudou Athiego, który wybił się rolą Grandmaster Flasha w serialu „The Get Down". Athie w „Patti Cake$" nie odtwarza jednak rapera, jak można by pomyśleć po powyższym opisie, lecz deathmetalowca.

Największym atutem filmu pozostaje jednak relatywnie nieznana australijska aktorka Danielle Macdonald w roli tytułowej. To dzięki jej niesamowitej, charyzmatycznej i przejmującej kreacji historia „od zera do bohatera", opowiadana wcześniej tysiące razy, prezentuje się tak świeżo i autentycznie. Do tego stopnia, że podczas finałowego występu aż się chce zerwać z kinowego fotela i bić brawo. Dajesz, Patti!

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.