LGBTQ

Czy Polacy są gotowi na geja w „Pięknej i Bestii”?

Tinky-Winky i jego torebka 10 lat temu podzielili polskie społeczeństwo. Czy dziś dojrzeliśmy do homoseksualnej postaci w filmie dla dzieci? Jeśli nie, może za to odpowiadać sam Disney
17.3.17

Zdjęcie powyżej: Josh Gad jako Le Fou puszcza oko do Gastona; kadr z nowej fabularnej wersji „Pięknej i Bestii" prod. Disneya

Pamiętacie Teletubisie, urocze kolorowe stworki, których orientacja seksualna stała się w 2007 roku przedmiotem narodowej dyskusji z powodu słów ówczesnej rzecznik praw dziecka? Mimo że sam producent programu Ken Viselman skomentował dyskusję słowami: „[Tinky-Winky] nie jest gejem. Nie jest też hetero. Jest postacią z bajki dla dzieci", rzekomy homoseksualizm Tinky-Winkiego wzbudził olbrzymie kontrowersje. Jeżeli wystarczyło jedno akcesorium modowe, żeby aż tak oburzyć część opinii publicznej, jak Polacy zareagują na fakt, że największe na świecie studio animacji właśnie wypuściło swój pierwszy film z otwarcie homoseksualną postacią?

Wszystko wskazuje na to, że nowa, fabularna wersja Pięknej i Bestii, która 17 marca wchodzi do kin na całym świecie, będzie piękną reinterpretacją klasycznej animacji Disneya. Chociaż film już od dawna budził zainteresowanie mediów, naprawdę głośno stało się o nim dopiero na początku marca, kiedy ogłoszono, że jedna z postaci będzie otwarcie homoseksualna. Pierwszym coming outem w historii Disneya może się pochwalić Le Fou, czyli pomagier Gastona (w którym jest zresztą zakochany). Dyskusja dotycząca tego pobocznego wątku w filmie bardzo szybko nabrała politycznego charakteru, a sam Le Fou stał się symbolem walki o reprezentację osób LGBTQ w mediach.

„Le Fou jednego dnia chce być Gastonem, a drugiego – być z Gastonem" – powiedział reżyser filmu Bill Condon w wywiadzie dla brytyjskiego magazynu „Attitude". „Jest zaskoczony przez własne potrzeby i jeszcze nie do końca je rozumie. Josh [Gad, który wciela się w rolę Le Fou] potrafił przedstawić jego rozterki w bardzo subtelny i ujmujący sposób. Pod koniec filmu wątek ten zostaje cudownie rozwiązany, ale nic więcej nie mogę powiedzieć. Niemniej jednak widownię czeka niezwykle ciepły, pierwszy otwarcie homoseksualny moment w historii Disneya". Takie poprowadzenie wątku Le Fou to autorski pomysł Condona, który nie ukrywa, że sam jest gejem. Mógł go do tego zainspirować fakt, że współkompozytor piosenek do oryginalnej wersji, Howard Ashman, zmarł na AIDS podczas pracy nad Piękną i Bestią z 1991 roku.

Wyreżyserowany przez Condona „pierwszy otwarcie homoseksualny moment" w filmie Disneya to rzeczywiście historyczne wydarzenie, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że nastąpiło ono o wiele za późno. Już od dłuższego czasu ze strony fanów oraz organizacji nadzorujących media napływały petycje i żądania, aby w filmach dla dzieci zaczęło pojawiać się więcej osób LGBTQ; jakkolwiek duży nie byłby to sukces, należy się zastanowić, czemu nie mogliśmy go świętować już o wiele wcześniej.

To dobrze, że homoseksualizm w końcu przestał być tematem tabu w wielkich produkcjach przeznaczonych dla najmłodszych, ale należy pamiętać, że wytwórnie filmowe nadal mają bardzo dużo za uszami. Kiedy w zeszłym roku należący do Disneya Pixar wypuścił pierwszy zwiastun animacji Gdzie jest Dory?, wiele osób zwróciło uwagę na scenę, która teoretycznie mogła przedstawiać lesbijską parę. Chociaż ujęcie ukazujące dwie kobiety spacerujące w parku z wózkiem trwało zaledwie sekundę, w mediach zawrzało. „USA Today" poprosiło o komentarz Andrew Stantona, współreżysera filmu. Mężczyzna nie potwierdził ani nie zdementował plotek, tylko udzielił bardzo wymijającej odpowiedzi, mówiąc: „[Te ryby] mogą być, kim tylko chcecie. Tu nie ma poprawnej lub błędnej odpowiedzi". Kiedy opinia publiczna nie przestała drążyć tematu, wypowiedział się sam producent: „Nigdy ich nie zapytaliśmy", zażartował, tym samym nawiązując do wyimaginowanych postaci. Kiedy obraz wszedł do kin, fani poczuli się zawiedzeni – okazało się, że owo króciutkie ujęcie ze zwiastuna to jedyny moment, kiedy para w ogóle pojawia się na ekranie. Disney nie odpowiedział na prośbę VICE o komentarz.

Nawet Ellen Degeneres, jedna z najbardziej znanych lesbijek w show-biznesie oraz aktorka podkładająca głos tytułowej rybie, nie chciała udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Kiedy zapytano ją o to na konferencji prasowej, Ellen zbyła to żartem o niefortunnej fryzurze: „Tylko dlatego, że ktoś ma krótkie, brzydkie włosy, nie oznacza od razu, że jest lesbijką" – skwitowała. Podobne kontrowersje wywołał inny film Disneya, Kraina lodu z 2013 roku, w którym również dopatrywano się otwarcie homoseksualnych postaci. Tak samo jak w przypadku Gdzie jest Dory? scenarzystka i współreżyserka filmu Jennifer Lee nigdy nie zajęła jednoznacznego stanowiska (stwierdziła natomiast, że „publiczność może sama zdecydować").


Tutaj wszyscy jesteśmy równi. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Taka zachowawczość to stały element strategii Disneya. W maju 2016 roku fani rozpoczęli w mediach społecznościowych akcję #GiveElsaAGirlfriend [ang. dajcie Elsie dziewczynę], w ramach której domagali się, żeby w kontynuacji filmu główną bohaterkę przedstawiono jako lesbijkę. Hasztag stał się naprawdę popularny, kiedy GLAAD (amerykańska organizacja LGBT, która monitoruje homofobiczne i nietolerancyjne zachowania w mediach) przyznała Disneyowi najniższą notę w corocznym rankingu społecznej odpowiedzialności wytwórni filmowych (Studio Responsibility Index). Organizacja swoją ocenę uzasadniła tym, że spośród 11 filmów wyprodukowanych przez Disneya w 2015 roku, w żadnym nie było ani jednego bohatera LGBTQ. GLAAD zauważyła również, że od czasu prowadzenia przez nich rankingu (czyli od 2012 roku) „Disney niezmiennie pozostaje studiem o najmniejszym odsetku postaci LGBTQ".

Mimo że Idina Menzel, aktorka podkładająca głos Elsie w oryginalnej wersji filmu, oficjalnie poparła tę kampanię, Disney nigdy nie wydał żadnego oświadczenia w tej sprawie. Kiedy o komentarz poprosił ich dziennik „The Washington Post", przedstawiciele wytwórni odpowiedzieli, mówiąc: „[Disney] zawsze starał się być bardzo otwarty i z rozmysłem wybierał takie historie, które dawały wyraz naszemu przywiązaniu do takich wartości jak tolerancja czy akceptacja. W naszych filmach zawsze staramy się podkreślić, że świat jest pełen wyjątkowych postaci i to właśnie różnice między ludźmi czynią ten świat piękniejszym".

Warto nadmienić, że chociaż w filmach dla dzieci raz na jakiś czas rzeczywiście pojawiają się osoby LGBTQ, o ich orientacji seksualnej nigdy nie dowiadujemy się bezpośrednio z filmów, tylko od ich twórców. Kiedy na Twitterze zapytano reżysera Zwierzogrodu (obrazu nagrodzonego w Oscarem w kategorii „najlepszy pełnometrażowy film animowany") o relację łączącą dwie drugoplanowe postaci w animacji, odpisał, że „są homoseksualnym małżeństwem". Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku animacji studia DreamWorks Jak wytresować smoka 2: to reżyser Dean DeBlois potwierdził, że wiking Pyskacz Gbur jest gejem.

Jak widać, nie tylko Disney ma problem z reprezentacją osób LGBTQ. Seria filmów z wytwórni Illumination Entertainment Jak ukraść księżyc, a także Epoka lodowcowa studia Blue Sky stanowią świetny przykład tego, że inne firmy równie niechętnie pokazują na ekranie przedstawicieli mniejszości seksualnych. Jedynym wyjątkiem jest ParaNorman z 2012 roku, gdzie pojawiła się otwarcie homoseksualna postać – pierwszy w historii bohater LGBTQ w mainstreamowym filmie dla dzieci. Znamienne jest jednak, że animację wyprodukowało studio Focus Features, które koncentruje się przede wszystkim na kinie niezależnym i artystycznym.

„Pokazywanie osób LGBTQ w filmach dla młodzieży jest niesamowicie ważne" – powiedziała nam Megan Townsend, główny strateg GLAAD w kwestiach związanych z mediami rozrywkowym. Nawiązując do oświadczenia Disneya, powiedziała: „Dzięki temu młodzi ludzie mogą zrozumieć, że nie tylko oni identyfikują jako LGBTQ. Zobaczenie na ekranie kogoś o tej samej orientacji daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala lepiej zrozumieć własną tożsamość, a co za tym idzie, dobrze poczuć się z samym sobą".

Wciąż jednak pozostaje pytanie, dlaczego decyzja o wprowadzeniu homoseksualnej postaci do mainstreamu zapadła dopiero teraz, a nie lata temu. Sarah Kate Ellis, szefowa i prezes GLAAD, uważa, że wynika to z tego, iż wytwórnie filmowe kierują się głównie kwestiami finansowymi. W zeszłorocznym wywiadzie dla „The Hollywood Reporter" Ellis zauważyła: „Wystarczy spojrzeć na rynek światowy, żeby zrozumieć, że studia, dla których najważniejsze są zyski z filmów, boją się potencjalnego zmniejszenia wpływów. Na świecie kwestie związane z mniejszościami seksualnymi nadal budzą wiele kontrowersji, więc wytwórnie filmowe po prostu nie chcą podejmować takiego ryzyka". Stawka rzeczywiście jest duża: Kraina lodu zajęła dziewiąte miejsce w rankingu najbardziej dochodowych filmów w historii świata, natomiast Minionki Universala oraz Toy Story 3 Pixara zarobiły grubo ponad miliard dolarów każdy. Jednak według Townsend podejście wytwórni filmowych jest absolutnie anachroniczne. „Jeżeli przemysł filmowy nadal chce zarabiać tak duże pieniądze i utrzymać swoje dotychczasowe wpływy, wkrótce będzie musiał zainteresować się historiami, które przypominają prawdziwe życie" – powiedziała.

Fakt, że w Pięknej i Bestii pojawiła się postać LGBTQ to niewątpliwie historyczne wydarzenie. Należy jednak pamiętać, że jest to zwycięstwo spóźnione o kilkadziesiąt lat. Jeśli okaże się, że reakcje na geja Le Fou (w filmie, który w gruncie rzeczy opowiada o syndromie sztokholmskim i zoofilii) będą w Polsce równie histeryczne, co w Ameryce, jednym z odpowiedzialnych za taki stan będzie sam Disney.

Tłumaczenie: Zuzanna Krasowska


Więcej na VICE: