rozmowa

„To nie jest fetysz” – mówi badaczka subkultury futrzaków

Chociaż fandom furries istnieje od lat, większość społeczeństwa słyszało o nim jedynie w mediach. Te zaś prawie zawsze przedstawiają go fałszywie i prześmiewczo
19 Grudzień 2016, 7:02pm
Zdjęcie udostępnione przez Furscience

„Furries" [l. poj. furry; futrzaki] to określenie na osoby należące do fandomu tzw. sztuki futrzastej. Członkami tej społecznością są zarówno twórcy prac poświęconych antropomorficznym zwierzętom, jak i ludzie, którzy swoim zachowaniem i wyglądem sami starają się naśladować różne stworzenia. W Polsce organizowane są dwa zloty furries: Futerkon i Gdakon.

Nikt nie rozumie futrzaków. Chociaż fandom istnieje od lat, a wielu z jego członków ma własne strony w internecie, większość społeczeństwa słyszało o nim jedynie w mediach. Te zaś prawie zawsze przedstawiają go fałszywie i prześmiewczo – wystarczy wspomnieć poświęcony im odcinek CSI: Kryminalnych zagadek Las Vegas czy artykuł w „Vanity Fair". Doktor Sharon Roberts, która bierze udział w międzynarodowym projekcie badawczym poświęconym antropomorficzności (funkcjonującym również pod nazwą Furscience; dosł. futrzasta nauka) podkreśla, że przekazy medialne całkowicie zniekształcają rzeczywistość.

„Taki wizerunek fandomu furry jest wszechobecny; społeczeństwo nie ma więc innego źródła informacji na jego temat" – powiedziała nam Roberts.

Furscience stara się obalić te stereotypy i naukowo wyjaśnić, kim dokładnie są futrzaki. Grupę założyła czwórka wykładowców uniwersyteckich: doktor Roberts, adiunkt Renison University College; doktor Courtney Plante „Nuka" z University of Iowa, sama identyfikująca się jako futrzak; doktor Stephen Reysen, adiunkt Texas A&M University-Commerce; oraz doktor Kathy Gerbasi z Niagara County Community College, która ma wyjątkowo nowatorskie podejście do badań. Na chwilę obecną „ich badania stanowią główne źródło wiedzy na temat futrzaków i fandomu; są także powszechnie uznawane w środowisku naukowym".

Grupa opublikowała niedawno kilka filmów. Mają nadzieję, że pomogą one rozwiać mity związane z futrzakami oraz pokażą światu ich prawdziwe oblicze. Skontaktowaliśmy się z Roberts, aby opowiedziała nam o swoim szeroko zakrojonym badaniu.

VICE: Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś o futrzakach?
Dr Sharon Roberts: O ich istnieniu dowiedziałam się z odcinka CSI, wiele lat przed moim dołączeniem do Furscience. Bardzo mnie to zainteresowało. Zawodowo zajmuję się badaniem tego, jak różne czynniki wpływają na kształtowanie się tożsamości. Jestem otwartą osobą; nie miałam żadnych uprzedzeń. Chciałam się jak najwięcej dowiedzieć na ten temat.

Czy mogłabyś nam opowiedzieć coś o waszym międzynarodowym projekcie badawczym dotyczącym antropomorficzności? [Koszmarnie się zająknęłam przy słowie „antropomorficzność" – przyp. aut.]
(śmiech) Tak, istnieją łatwiejsze rzeczy do wymówienia niż „Międzynarodowy Projekt Badawczy Poświęcony Antropomorficzności" (International Anthropomorphic Research Project; IARP). Dlatego funkcjonujemy od nazwą Furscience. Do zespołu dołączyłam jako ostatnia, w 2011 roku. Na temat futrzaków napisaliśmy więcej prac niż jakakolwiek grupa naukowa na świecie. Wydaliśmy również książkę. Nie chcieliśmy zarobić, po prostu zależało nam, żeby ludzie w końcu poznali prawdę – dlatego też zamieściliśmy ją za darmo na stronie Furscience. Chcemy, aby ludzie mieli dostęp do prac naukowych i nie czerpali wiedzy o futrzakach z nieprawdziwych przekazów medialnych.


DLa futrzaków i nie tylko. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Gdzie zbieracie dane do badań?
Chociażby na konwentach. Regularnie pojawiamy się na Texas Furry Fiesta; do tego Kathy od dziesięciu lat jeździ na Anthrocon, a ja byłam na CanFURence, który dopiero co zorganizowano w Ottawie. Oczywiście, zawsze można nas zobaczyć na Furnal Equinox w Toronto, największej takiej imprezie w Kanadzie.

Na zjazdach mamy panel badawczy dla uczestników. Często zadajemy pytania, które ułoży osoby będące futrzakami – mają lepsze rozeznanie w temacie. Przeprowadzanie tych wywiadów jest niezwykle męczące, ale naprawdę się opłaca. Ludzie często w ich trakcie dowiadują się czegoś o sobie samych; to fascynujące. Wielokrotnie usłyszałam od rozmówców: „Nie zdawałem sobie sprawy, że powstała nazwa na to, co czułem przez całe życie". Istnienie naukowego wyjaśnienia legitymizuje ich tożsamość; widzą, że ktoś ją traktuje poważnie, bada, nazywa.

Kiedy dołączyłam do zespołu, zajmowałam się badaniami ilościowymi. Przekonałam się jednak, że powinniśmy również uwzględnić metody jakościowe. Dzięki nim nasz prace zyskują nowego wymiaru – wymiaru „dlaczego". Pytając „co?" czy „ile?" otrzymujemy dane ilościowe, natomiast do zrozumienia istoty czyjegoś życia konieczna jest analiza jakościowa. Zaczęliśmy więc przeprowadzać wywiady i badania fokusowe. Jednym z naszych kolejnych przedsięwzięć jest projekt „Światowy Nabór do Furscience" (Furscience Universal Recruitment Project). Tworzymy bazę danych – ludzie wypełniają ankietę rekrutacyjną, jednak zebrane informacje wykorzystujemy jedynie do tego, żeby znaleźć osoby zainteresowane wzięciem udziału w bardzo konkretnych badaniach. Liczymy na międzynarodową współpracę z innymi uniwersytetami i uczonymi.

Dr Sharon Roberts (po lewej)

Z iloma osobami przeprowadziliście wywiady na potrzeby tego projektu?
Licząc wszystkie ankiety, wywiady, grupy fokusowe itd. – prawdopodobnie z ponad 20 tysiącami. Posiadamy dane z ponad 70 krajów i sześciu kontynentów (z Antarktydy nie mamy nic).

Subkultura furry jest napiętnowana jako mająca przede wszystkim seksualny charakter. Czy mogłabyś mi powiedzieć, co na ten temat mówią wasze badania?
Furry to nie fetysz. To podstawowa sprawa. Mamy tutaj do czynienia ze środowiskiem, które składa się przede wszystkim z młodych mężczyzn. Wydaje mi się, że wszystkie społeczności złożone z takiej grupy demograficznej będą uważać seks za element ich życia i uwzględniać go w swojej działalności. Aby sprzedać wozy sportowe, kładziemy na nie skąpo ubrane kobiety... Wszyscy używają seksu, żeby podbić sprzedać. Seksualność oczywiście istnieje w fandomie furry, ale nie bardziej niż na przykład na okładce „Cosmopolitana". Tutaj po prostu ma ogon i uszy. Przeprowadziliśmy badania na temat porno w tej społeczności i okazało się, że futrzaki podejrzewają innych członków o radykalnie większe zainteresowanie pornografią, niż jest ono w rzeczywistości.

Zgromadziliśmy grupę kontrolną, która miała przyjrzeć się tego typu rysunkom. Futrzakowa pornografia bowiem nigdy nie jest zdjęciem – to artystyczne przedstawienia w formie kreskówki lub grafiki komputerowej. Poprosiliśmy ludzi nie należących do fandomu, aby ocenili stopień erotyczności twórczości furry. Okazało się, że były dla nich znacznie mniej pornograficzne niż dla futrzaków. Traktuję to jako wyraz tego, że same futrzaki podejrzewają innych członków społeczności o większe zainteresowanie futrzakową pornografią, niż jest ono naprawdę.

To jedna z tych rzeczy, z którymi jeżeli nie chcesz, wcale nie musisz mieć styczności. Weźmy chociażby fandom Star Treka – jak myślisz, ile istnieje erotycznych grafik przedstawiających Spocka i Kirka? Każdy fandom ma taki odłam. Jeżeli zgromadzisz razem siedem tysięcy ludzi, zawsze znajdzie się ktoś, kogo to kręci. Tak samo będzie na konferencjach lekarskich czy biznesowych.


Najlepsze z VICE w twojej skrzynce. Zapisz się do naszego newslettera


Czyli zgadza się to 34. zasadą Internetu [„jeżeli coś istnieje, jest z tego porno"]. Wiele osób utożsamia również futrzaki z fursuitami, czyli zwierzęcymi kostiumami. Mogłabyś opowiedzieć o sposobach, w jakie futrzaki wyrażają się poprzez wygląd zewnętrzny?
Fursuity na pewno przyciągają najwięcej uwagi, a badaczom umożliwiają utrzymanie w tajemnicy tożsamości ich rozmówców. Jednak jedynie około 15 proc. futrzaków posiada takie kostiumy, dla reszty pozostają zdecydowanie zbyt drogą inwestycją. Tani fursuit to wydatek rzędu 3 tys. dolarów (ponad 12,5 tys. złotych). Biorąc pod uwagę, że fandom składa się głównie z młodych ludzi – w okolicach dwudziestki, jak wynika z naszych badań – to nie wiem jak ty, ale ja w wieku 23 lat nie miałam jak wydać takiej kwoty na przebranie. Wielu z nich robi natomiast własne kostiumy; mają talent i potrafią projektować oraz szyć.

Około połowa członków fandomu nosi różnego rodzaju zwierzęce akcesoria: sztuczne uszy, ogon, bransoletki czy obroży. Zazwyczaj nie robią tego w „zwyczajnym życiu", ale są i tacy, którzy zakładają je na co dzień. W metrze widzi się czasem ludzi z ogonem. Fursuity wkłada się przede wszystkim na imprezy futrzaków. Przykładowo, gdy ma się pozwolenie kręgielni, można w niej urządzić spotkanie dla osób w kostiumach. Zawsze trzeba uzyskać wcześniej zgodę, ale jak przyjdzie co do czego, to zobaczymy po prostu grupę ludzi, która się dobrze bawi i przy okazji jest w fursuitach. Najprawdopodobniej w takiej sytuacji będą wybierać się na jakiś zjazd albo uczestniczyć w paradzie. Zwyczajowo kostiumy zakłada się na specjalne okazje, ale dobór akcesoriów każdego dnia to już indywidualna kwestia. Sporo futrzaków w ogóle nie nosi żadnych ozdób; przynależność do grupy to dla nich po prostu element tożsamości.

Wspomniałaś, że to raczej nowy fandom oraz że jego członkowie zazwyczaj mają niewiele ponad 20 lat. Jak myślisz, dlaczego tak jest?
Mogę ci opowiedzieć historię tego fandomu. Furries mają swoje korzenie wśród fanów fantasy, i to jeszcze z czasów, kiedy bycie geekiem było nacechowane pejoratywnie. Na konwentach science fiction istniały panele dla osób zainteresowanych antropomorfizmem. To dzięki internetowi fandom się rozrósł – ludzie odkryli, że są inne osoby zainteresowane tym tematem.

Jaki cel miało Furscience wypuszczając swoje filmiki?
To żartobliwe ogłoszenia społeczne; celowo są kiczowate. Widać na nich futrzaków w kostiumach, które próbują wykonywać różne codzienne czynności – bezowocnie. Jeżeli chcesz się dzięki nim dowiedzieć czegoś o futrzakach, wejdź na stronę Furscience i zdobądź trochę wiedzy.

Widziałam, że zamieszczacie różne materiały dla rodziców futrzaków. Dlaczego uznaliście to za coś ważnego?
Na zjazdach futrzaków prowadzę panel informacyjny dla rodziców, którzy towarzyszą swoim dzieciom na konwencie. Dla wielu z nich negatywne przekazy w Internecie to jedyne źródło informacji o fandomie. Kojarzą go tylko z odcinkiem CSI i artykułem z Vanity Fair, a to naprawdę duży problem. Kiedy z nimi rozmawiam, mówię im: „Słuchajcie, nie mam dziecka. Gdybym jednak pewnego dnia usłyszała, że moja pociecha jest futrzakiem, na pewno bym się ucieszyła. To cudowna, świetna sprawa". Ten fandom opiera się na przyjaźni i twórczości; one są jego fundamentami.

Gdybym musiała opisać tę społeczność jednym słowem, byłaby to właśnie „przyjaźń". W fandomie furry można znaleźć wsparcie każdego rodzaju. Osoby nieśmiałe i zamknięte w sobie nawiązują kontakty z innymi, a to ma natomiast pozytywny wpływ na ich codzienne życie – w internecie ćwiczą prowadzenie rozmów, co potem dodaje im pewności siebie w rzeczywistości. Oczywiście nie wszystkie futrzaki są introwertykami.

Materiały przeznaczone dla rodziców to jeden ze sposobów spełniania prośby fandomu, abyśmy uświadamiali jak najwięcej ludzi o prawdziwej naturze ich społeczności. Futrzaki są już po proste zmęczone tym, że nikt nie rozumie, co to dla nich znaczy i jak dobrze wpływa to na ich życie.