Zjadłam zęby na kutasach

"Jaki jest twój przepis na loda wszech czasów?" To pytanie doprowadza mnie do szału. Zwykle wtedy milknę na chwilę i zanim odpowiem, rzucam mordercze spojrzenie w kierunku pijarówy, która umówiła mnie na ten wywiad.

tekst Stoya
|
08 Kwiecień 2013, 8:00am

"Jaki jest twój przepis na loda wszech czasów?" 

To pytanie doprowadza mnie do szału. Zwykle wtedy milknę na chwilę i zanim odpowiem, rzucam mordercze spojrzenie w kierunku pijarówy, która umówiła mnie na ten wywiad. Mam dwie gotowe odpowiedzi- krótkie i łatwo wpadające w ucho, jak dżingle: "Nie przeżuwaj fiuta, chyba że koleś, który z niego wyrasta, wyraźnie sobie tego zażyczył," i "Eksperymentuj, postaw na komunikację i bądź uważna." Zwykle dziennikarkom nie przypada do gustu żadna z tych odpowiedzi. Wolałby usłyszeć coś o Tic - Tacach albo nawilżaczu o smaku truskawek. Chcą wiedzieć, jak kontrolować męski orgazm. Można by pomyśleć, że wytresowanie faceta w taki sposób, żeby miał wytrysk na żądanie, to gwarancja udanego pożycia. Pragną usłyszeć szczegółowy opis czarodziejskiej, potrójnej kombinacji, która działa bez pudła na każdym fiucie. Gdyby faktycznie lekkie przyciskanie krocza kciukiem lewej dłoni, jednoczesne delikatne przytrzymywanie jaj pozostałymi palcami tej samej ręki i wsysanie główki penisa tak, jakby zamiast ust wyrosła ci rura 12-letniego odkurzacza mojej starej wprawiało w ekstazę każdego fiuta, oszczędziłam sporo czasu w życiu. Nigdy więcej nie musiałabym poświęcać 45 minut na planie pornosa okazując wyrozumiałość i serce męskiej gwieździe, która nie może utrzymać erekcji albo mieć wytrysku [1], bo akurat ma chandrę. Byłabym niekoronowaną królową  rżnięcia twarzą. Od razu zaczęłabym trąbić na prawo i lewo, że opisana powyżej triada bodźców to rodzaj tańca na drucie, opatentowałabym go i dostawała tantiemy za każdym razem, kiedy ktoś posługiwałby moim wynalazkiem dla zysku. 

Nie ma magicznej, potrójnej kombinacji, która działa na każdego kutasa. No chyba, że nie zaprasza się mnie na odbywające się w konspiracji spotkania pracownic branży erotycznej (całkiem możliwe), na których weteranki pornobiznesu dzielą się arkanami ars amandi, w tym stuprocentowo skutecznym i ściśle tajnym przepisem na ciągnięcie druta. 

Tatusiek [2] zabrał mnie kilka dni temu do pewnej włoskiej knajpki. Z kuchni przysłali nam puree z zielonego groszku. Kiedy tylko kelner się ulotnił, ściszonym głosem wyznałam, że konsystencja tej potrawy wzbudza we mnie odrazę. Tatusiek rzucił, że groszek poddano dekonstrukcji i dlatego to danie jest takie wymyślne. To przez zdekonstruowane żarcie jedynym źródłem emocji, jakich dostarcza uroczysta kolacja, jest perspektywa wystrojenia się w lepsze ciuchy. Jeśli o mnie chodzi, groszkowi w czystej postaci niczego nie brakuje. Nie rozumiem, dlaczego ktokolwiek chciałby go udoskonalać w jakiś wydumany sposób. I po co? Żeby w rezultacie podać na stół ohydną papkę o smaku groszku? To samo dotyczy dekonstrukcji seksu. Można rozebrać daną rzecz na części, ale jedna, organiczna całość prawie zawsze będzie lepsza. Chuj z groszkowym puree. 

No dobra, to była marna analogia. Możemy się z tego wspólnie pośmiać przez chwilę, a potem zmienić temat. Umiejętność szybkiej zmiany tematu, poprzedzonej wybuchami śmiechu, jest wielce pożyteczna. Bardzo się przydaje, kiedy masz lekko zatkany nos, bo na dworze piździ, a taranujący ci właśnie gardło fiut sprawia, że z nosa strzela ci gil. Albo kiedy udaje ci się z gracją zrzucić wszystkie fatałaszki, a potem się o nie potknąć, bo zaplątały ci się w nie stopy. Albo kiedy po tym, jak już wszyscy rozbiorą się do rosołu, odkrywasz nagle brak kondomów, więc biegniesz do pobliskiego kiosku w niebotycznych szpilach i kocu. Albo kiedy z jednej z twoich dziur zaczynają dobiegać osobliwe dźwięki, kot skacze ci na głowę, kiedy się bzykasz, albo koleś bierze słoiczek maści tygrysiej, który stoi na twoim parapecie, za lubrykant. Każda z tych rzeczy przydarzyła mi się przynajmniej raz w życiu. Seks to zabawa ciałem, a ciało jest pełne różnych wydzielin, wydaje dziwaczne odgłosy i powoduje ogólne zażenowanie. Kiedy się z tym wreszcie pogodziłam, bzykanie od razu zaczęło mnie bardziej cieszyć.

Warto sobie wziąć do serca jeszcze jedną rzecz: nawet jeśli twój partner seksualny (albo kilku partnerów) ma takie same narządy płciowe, co ty, to i tak nie jesteś w stanie [3] poczuć tego, co on. Każdy z nas ma własne upodobania erotyczne. Różnimy się preferencjami, jeśli chodzi o części ciała, których stymulacji najbardziej pragniemy i ulubione pieszczoty. To, co stanowi optymalnie nawilżoną pochwę dla jednego kolesia, może drugiemu przypominać ślizgawkę, a trzeciemu- tarkę do warzyw. Gwałtowność ruchów, która dla jednej zwiastuje bliski orgazm u faceta, druga uzna za nieruchawość wynikającą z bojaźliwości, a trzecia wprost się zapyta, czym zawiniła jej Bogu ducha winna łechtaczka, że teraz grozi jej całkowita anihilacja. Jedynym znanym mi wyjściem z tej sytuacji jest komunikacja. Tylko wtedy możemy dowiedzieć się, co sprawia przyjemność drugiej osobie. 

Niektóre osoby ułatwiają nam zadanie, chętnie oferując informacje na swój temat i to bez pytania. Bez skrępowania opowiadają o własnych doświadczeniach seksualnych, informując tym samym o swoich łóżkowych preferencjach. Często natychmiast werbalizują swoje odczucia w trakcie bzykania, chwaląc cię za udane manewry i udzielając wskazówek, gdzie trzeba mocniej, gdzie delikatniej, a gdzie z większą nonszalancją. Jeśli wylądowałaś w łóżku z kimś takim, jedyne, co musisz robić, to uważnie słuchać. Jeśli ścisnęłaś go za fiuta, a on na to, "Oooo, ale zajebiście. Ściśnij mocniej!", ściskaj do momentu, kiedy wydusi z siebie coś na kształt "Nooo!" albo "Właśnie tak!". Postaraj się zapamiętać, jak mocno ściskałaś, żeby następnym razem zrobić mu naprawdę dobrze. Inni faceci są z natury mniej gadatliwi i wyluzowani, więc będziesz musiała zaryzykować jakiś ruch, a potem delikatnie zachęcić go do wyrażenia swojej opinii lub wspólnej dyskusji. Może się to wydawać dziwne, ale ja akurat jestem dość nieśmiała. Zamiast szczegółowo rozprawiać o moich żądzach, wolę komunikację za pośrednictwem esemesów albo mejli. A to, co dzieje się w danym momencie z moim ciałem, przekazuję w postaci szerokiej gamy dźwięków, od pisku do charkotu. 

Udana komunikacja pozwala zgromadzić informacje o tym, co koleś, któremu obciągasz lubi, czego nie cierpi, a co go naprawdę rajcuje. W końcu pewnie nawet opracujesz własną potrójną kombinację dla tej konkretnej osoby. Nic, tylko się cieszyć. A jednocześnie trudno nie zauważyć, że to rodzaj pułapki. Wspominam o tym w przypisach (ej, chyba CZYTACIE na bieżąco przypisy?). Od dawna mnie korci, żeby zakwestionować odwieczny rytuał kończenia seksu męskim orgazmem i odczuwany przez wszystkich, bez względu na płeć, przymus szczytowania - jedynego powodu, dla którego się z kimś bzykasz. Nie każdy pragnie orgazmu. A jeśli nawet, to niekoniecznie chce go mieć już po niespełna czterech minutach posuwania. Nie potrzebuje przeżyć 30 orgazmów w przeciągu godziny, ani z automatu przechodzić do wypróbowanych patentów na orgazm. Dodatkowo komplikuje sytuację jeszcze jeden fakt. Koleś, którego najbardziej na świecie jara wpychanie ci kutasa do gardła tak głęboko, że aż łzy stają ci w oczach i czujesz, że lada moment puścisz pawia, jutro może zapragnąć, żeby mu pieścić fiuta ręką i językiem tak delikatnie, aż dostanie łaskotek. Jak się okazuje, upodobania erotyczne mogą się nagle zmienić. Po prostu, nie znasz dnia, ani godziny. 

Jedną z zalet posiadania stałego partnera seksualnego jest możliwość dogłębnego, wzajemnego poznania swoich ciał (i umysłów/dusz/ istoty/ czegoś tam). Minusem jest ryzyko popadnięcia w rutynę i prawo malejących przychodów, które sprawia, że w łóżku zaczyna wiać nudą. Jestem pewna, że istnieją na świecie ludzie, którzy marzą o takiej erotycznej monotonii i nie przeszkadza im seks nudny jak flaki z olejem. Bóg z nimi. Co mi do tego, skoro ich to jara. Życzę im jak najbardziej przewidywalnego rżnięcia na świecie i śmiertelnie nudnych partnerów do łóżka. Nie mogę jednak opędzić się od myśli, że jedną z przyczyn zainteresowania przepisem na loda może być naturalne pragnienie urozmaicenia i nowości w życiu. Eksperymentowanie i nowości idą ręka w rękę. Eksperymentujesz, bo właśnie wbiłaś się w kostium szopa pracza i wisisz do góry nogami na ścianie, oklejona zwojami taśmy klejącej. Eksperymentujesz również wtedy, kiedy sprawdzasz empirycznie, jak obecnie twój partner reaguje na dmuchanie na jaja.  

Oto cała prawda: baw się dobrze i staraj się nie ciągnąć druta aż do pierwszej krwi. No chyba że cię to kręci.

[1]Prawie każda scena z mainstreamowego pornosa dla hetero z udziałem mężczyzny kończy się jego wytryskiem lub tuż po nim. Narracja filmów erotycznych, która przebiega według schematu: gra wstępna- rozbieranie się-seks oralny- penetracja- męski wytrysk- koniec zdominowała dyskurs publiczny, wyobrażenia i obrazy heteronormatywnego seksu. Ale to już inna bajka. 

[2] Wiem, że część z was wzdryga się na samą myśl, że można o swoim chłopaku mówić per Tatusiek. Będzie dobrze, zobaczycie. Albo się do tego przyzwyczaicie, albo przestaniecie czytać, bo nie dacie rady pokonać odrazy. Tak czy siak, dla mnie bomba.

[3] Skoro w artykule o kontroli urodzeń nawiązuję do Niepokalanego Poczęcia, to tutaj powinnam wspomnieć o telepatii. Ale zanim ktoś, kogo znam i szanuję, nie zamieni się w medium, będę twardo obstawać przy swoim przekonaniu, że nie jesteśmy w stanie wiedzieć, co danym momencie czuje druga osoba. 

Zobacz też:

Dlaczego dziewczyny powinny uprawiać tylko seks analny
Czego nie robić z erekcją