zdjęcia

Pustynia w ogniu: zdjęcia płonących szybów naftowych Kuwejtu

Po irackiej okupacji Kuwejtu pozostały jedynie rzygające ogniem szyby naftowe. Wkrótce ekipy z całego świata zaczęły gasić szalejące pożary, ryzykując przy tym życie i zdrowie

tekst Sebastião Salgado, tłum. Jan Bogdaniuk
16 Listopad 2016, 11:00am

Tekst pochodzi z albumu brazylijskiego fotografa Sebastião Salgado „Kuwait: A Desert on Fire" („Kuwejt: Pustynia w ogniu"), który ukaże się 23 listopada nakładem wydawnictwa Taschen. W poniższym fragmencie autor opowiada, co natchnęło go, by uchwycić szyby naftowe podpalone przez irackich żołnierzy w 1991 roku i dlaczego zdecydował się opublikować te zdjęcia dopiero ćwierć wieku później. Wszystkie zdjęcia © Sebastião Salgado/Amazonas images, dzięki uprzejmości Taschen.

Tak się złożyło, że gdy dowiedziałem się o pożarach na polach naftowych Kuwejtu, fotografowałem przemysł naftowy w Wenezueli. Wieści o katastrofie zaniepokoiły też wenezuelskie władze, które ze względów bezpieczeństwa odcięły wszelki dostęp do swoich własnych szybów obcokrajowcom takim jak ja i nakazały opuścić roponośny region wokół Maracaibo. W tamtej chwili cały świat już wiedział, że potężna międzynarodowa koalicja pod przywództwem Stanów Zjednoczonych planuje wyprzeć irackie wojska z Kuwejtu. Powodzenie tej operacji wyznaczyło początek nowej, niestabilnej ery na Bliskim Wschodzie, która trwa do dziś.

Siły koalicji wkroczyły do Kuwejtu w połowie lutego 1991 roku, w zaledwie dwa tygodnie niwecząc marzenia o podbojach Saddama Husajna. Zdałem sobie wtedy sprawę, że „prawdziwa" historia będzie się odtąd rozgrywać na kuwejckich polach roponośnych, gdzie ponad 600 szybów stało w ogniu, a wiele innych było poważnie uszkodzonych. Zadzwoniłem do Kathy Ryan, redaktorki fotografii w „The New York Times Magazine" i zaproponowałem, że zrobię fotorelację z Kuwejtu. Spotkałem się z entuzjastyczną odpowiedzią i zacząłem przygotowania.

Ropa stanowiła klucz do irackiej inwazji: zarówno jej początku, jak i końca. Bagdad utrzymywał, że ma historyczne przesłanki, by rościć sobie prawa do terenów Kuwejtu, jednak Saddama najbardziej gniewało to, że jego zdaniem nadprodukcja kuwejckiego przemysłu naftowego osłabiała światowe ceny ropy. Co więcej, uważał, że na wielkim polu naftowym Rumaila, które rozciąga się po obu stronach granicy, Kuwejt wykonuje tzw. Odwierty ukośne, by wyssać ropę należącą do Iraku. Zajmując Kuwejt, Irak mógłby zatem nie tylko znacznie powiększyć własne zasoby ropy, ale też wzmocnić swoją pozycję na światowym rynku naftowym. Początkowo Husajnowi to wystarczyło jako kara dla wypędzonej kuwejckiej rodziny królewskiej.

Jednak plany Saddama wkrótce uległy zmianie, gdy stało się jasne, że jego wojsko poniesie nieuniknioną klęskę w starciu z o wiele silniejszymi siłami koalicji w obliczu nadchodzącej operacji Pustynna Burza. W styczniu 1991 roku iraccy żołnierze zaczęli podpalać kuwejckie szyby naftowe, osiągając przynajmniej jeden z celów Husajna, który chciał podbić światowe ceny ropy. Dla irackiego dyktatora sabotaż pól roponośnych miał też wartość strategiczną. Ciemny, gęsty dym z płonących szybów ograniczał widoczność samolotów koalicjantów i częściowo osłaniał przed nimi irackie siły lądowe. W dodatku iraccy żołnierze otrzymali rozkaz, by kopać długie rowy i wypełnić je płonącą ropą. Miało to spowolnić czołgi i inny ciężki sprzęt koalicji. Jednak do 28 lutego po irackiej okupacji Kuwejtu pozostały jedynie rzygające ogniem szyby naftowe.

Wkrótce inżynierowie i technicy naftowi z Ameryki Północnej i Europy zaczęli gasić szalejące pożary i czopować niekontrolowane gejzery ropy, ryzykując przy tym życie i zdrowie. Zanim wyruszyłem do Kuwejtu, postanowiłem zaczekać kilka tygodni, aż zbiorą się ekipy gaśnicze i zacznie się właściwa akcja. Do gaszenia i zatykania szybów zatrudniono kilkanaście różnych przedsiębiorstw. Ostatecznie lwią część pracy wykonali ludzie z amerykańskich firm Canada's Safety Boss team, Red Adair Company, Boots & Coots International Well Control, oraz Wild Well Control. Towarzyszyli im inni obcokrajowcy, dzielni kierowcy i wielu pomocników z Afryki Wschodniej i subkontynentu indyjskiego. Ciężko przecenić znaczenie wykonanej przez nich pracy. Około 300 ekspertów z całego świata miało powstrzymać dalsze skażenie ziemi i powietrza, zapewnić jak najszybsze wznowienie wydobycia kuwejckiej ropy i pomóc przywrócić równowagę na światowym rynku naftowym.


Polub nasz fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco.


Jednak gdy przesuwali się jak widma przez apokaliptyczny krajobraz, całymi godzinami pokryci ropą od stóp do głów, ci dzielni mężczyźni w obliczu ciągłego zagrożenia nie mogli sobie pozwolić, by myśleć o czymkolwiek innym, niż praca. Musieli się wykazać ogromnym doświadczeniem, dyscypliną, solidarnością, zdolnością improwizacji i niesamowitą wytrzymałością ciała i ducha. Gdyby nie oni straty poniesione przez naturę i człowieka w wyniku tej katastrofy byłyby nieporównanie większe. Na początku kwietnia dotarłem na granicę pomiędzy Arabią Saudyjską a Kuwejtem. Gdy w końcu uzyskałem zezwolenie na wjazd, wynająłem samochód z napędem na cztery koła i po prostu ruszyłem w pustynię ‒ ku najgęstszym chmurom czarnego dymu.

Zdecydowałem się wydać ten album po 25 latach od czasu, gdy miały miejsce ukazane w nim dramatyczne wydarzenia, ponieważ przeglądają moje portfolio, zdałem sobie sprawę, że wiele z tych zdjęć nie doczekało się dotąd publikacji. Co więcej, czułem też, że te obrazy są w pewien sposób ponadczasowe. Powstały w 1991 roku, ale równie dobrze mógłbym je zrobić dziś lub jutro, gdyby tylko wydarzyła się podobna katastrofa. Jeśli o mnie chodzi, była to podróż w przeszłość. Przeżywałem na nowo chwile, w których wykonałem te zdjęcia i byłem tak samo poruszony, jak ćwierć wieku temu. Nigdy wcześniej ani później nie byłem świadkiem wywołanego ludzką ręką kataklizmu na tak ogromną skalę.

„Kuwait: A Desert on Fire" autorstwa Sebastião Salgado ukaże się 23 listopada nakładem wydawnictwa Taschen. Możesz zamówić egzemplarz już teraz. Poniżej znajdziesz więcej zdjęć z albumu.