Żywa tradycja, martwe zwierzęta

FYI.

This story is over 5 years old.

Varials

Żywa tradycja, martwe zwierzęta

Co roku mieszkańcy położonego na półwyspie Jukatan miasteczka Citilcum (Meksyk) obchodzą święto zwane Kots Kaal Pato. Tego dnia urządzają tam kaźń niewinnym zwierzętom, głównie dla śmiechu
15.6.15

Artykuł pochodzi z działu VICE Meksyk

Uwaga: niektóre z poniższych zdjęć przedstawiają sceny przemocy wobec zwierząt.

Co roku mieszkańcy położonego na półwyspie Jukatan miasteczka Citilcum (Meksyk) obchodzą święto zwane Kots Kaal Pato. Tego dnia zbierają się wystrojeni wokół gigantycznego rusztowania ustawionego w centrum miasteczka i urządzają tam kaźń niewinnym zwierzętom, głównie dla śmiechu.

Kots Kaal Pato nawiązuje do meksykańskiej tradycji piniaty, z tą różnicą, że zamiast słodyczami kolorowe pajace z papieru wypełnia się żywymi zwierzętami – czy też jak tu się mówi „szkodnikami" – złapanymi przez miejscową dzieciarnię. W większości są to legwany, jednak najcenniejszy łup stanowi opos (zagrożony wymarciem torbacz).

Reklama

Tak jak w przypadku zwykłej piniaty zabawa polega na naparzaniu kijami w papierowego pajaca. Niestety zwierzęta, którym udaje się przeżyć ten etap, i tak kończą marnie. Nawet jeśli jakimś cudem udaje im się uciec z pułapki, są wyłapywane i tratowane przez tłum.

Po maltretowaniu oposów nadchodzi pora na gościa honorowego, czyli kaczkę. Związanego ptaka zawiesza się na drewnianym rusztowaniu nad kłębiącym się tłumem. Wygrywa ten, kto pierwszy złapie kaczkę za głowę. Oczywiście zdycha ona w chwili, gdy komuś z tłumu uda się ją pochwycić, ponieważ jej kark nie wytrzymuje takiego obciążenia. Zabawa trwa do momentu, aż zwycięzca urwie jej głowę, do czego jest zachęcany okrzykami. Gdy w końcu mu się udaje, na wszystkich dookoła tryska krew. Ochlapani nią ludzie cieszą się i wiwatują. Wydają się być szczerze zachwyceni makabrycznym przedstawieniem, w którym biorą udział.

Zważywszy, że jest to dla miasteczka wielkie wydarzenie, byłem nieco zdziwiony, że żaden z jego uczestników, wliczając w to miejscową starszyznę, nie był w stanie wyjaśnić, skąd wzięła się ta tradycja.

– Nie wiemy tego. Poznałem ją dzięki moim rodzicom, a oni dzięki swoim rodzicom itd. Dawniej zamiast wokół rusztowania zbieraliśmy się przy rosnącym nieopodal drzewie kapokowym, ale w 2002 roku przewrócił je huragan Isidore – powiedział mi Idelfonso Tec, starszy mężczyzna, który urodził się i wychował w Citilcum.

Od tamtej pory święto obchodzone jest w przylegającym do ratusza parku.

Reklama

Badacz kultury Majów Freddy Poot Sosa był zdumiony, gdy opowiedziałem mu o Kots Kaal Pato.

– Nie miałem o tym pojęcia. To z pewnością zjawisko o bardzo małym zasięgu – podsumował.

Choć nikt nie wie, skąd wzięła się ta makabryczna tradycja, jedno jest pewne: wciąż jest żywa.