Na tym łez padole są goście, którzy są kul i ci, co na kulę zasługują. On jest z tych pierwszych. Cholernie jest. Lasse Braun urodził się w 1936 roku w Algierii, w arystokratycznej rodzinie, predestynowany od dziecka do roli dyplomaty wypiął się na Ferrero Rocher, koniak i kawior na rautach, i wybrał radosną drogę robienia filmów porno. Dobrze urodzonym zawsze łatwiej, już przykład Markiza de Sade nam to pokazał, choć łatwo nie było. Powiecie, że porno was nie interesuje, że raz się coś przypadkowo włączyło, coś wyskoczyło na monitor, ale szybko zamknęliście. Ta, jasne.
Chce przedstawić sylwetkę człowieka, który spędził życie na walce z obskurantyzmem, pruderią, prawem do nieskrępowanego, legalnego radowania się z cielesności, seksu, dymania czy jak to zwał. Jego wkład w różową rozrywkę jest bezsprzeczny, zrobił więcej niż Bob Guccione, Hugh Hefner, czy Ron Jeremy (nie udawajcie, że ich nie znacie).
Videos by VICE
Wszystko zaczęło się na Uniwersytecie w Mediolanie, gdzie próbował obronić pracę doktorską „Cenzura sądowa w zachodnim świecie” (tłum. własne), lecz władze uczelni szybko podziękowały mu za współpracę i chęci zrobienia kariery naukowej. Wtedy przeniósł się do Danii, wynajął na swoją kwaterę główną starą rzeźnię i rozpoczął produkcję mokrych filmów.
Jeżeli ktoś zwraca w takich filmach uwagę nie tylko na jazdę figurową, ale też na nieistotne szczegóły, typu tło historyczne, czy lokalizacja, to Braun kręcił je w Danii, Szwecji, Francji, USA, na Karaibach, a nawet we frankistowskiej Hiszpanii. Z powodu penalizacji pornografii w całym ówczesnym świecie jego filmy były przemycane w przesyłkach dyplomatycznych dzięki kontaktom jego ojca dyplomaty. Inspiracje (oprócz oczywistej chęci do nakręcenia kilku lasek w akcji) czerpał z dionizyjskich obrzędów, kultu Afrodyty, czy wreszcie z pisarstwa
Restifa de la Bretonne, francuskiego moralisty i libertyna (tak, wiem, to się wyklucza, ale to była postać nie małego formatu, mógł sobie na to pozwolić), zwolennika legalizacji prostytucji w okresie rewolucji francuskiej w Paryżu. Powiedział: „robię filmy porno z dwóch powodów: po pierwsze lubię seks, a po drugie, bo jest to zakazane”.
Całe życie zmagał się z purytańską władzą, sądami dusz i sumień, ścigany przez policję, wymiary sprawiedliwości wielu państw. W 1980 jego żona w obawie przed kolejnym najazdem policji spaliła większą część jego filmowego dorobku, uratowały się tylko trzy krótkie produkcje. Jego misją było spopularyzowanie pornografii na taką skalę, że jej depenalizacja byłaby nieunikniona. „Wierzę, że pornografia jest w centrum największej rewolucji kulturalnej naszego wieku”, jak sam powiedział w jednym z wywiadów. I dopiął swego, jego film „French Blue” zarabiał ponad 75.000 dolarów tygodniowo, i jak ktoś wyliczył, było to znacznie więcej, niż nakręcony w tym samym czasie „Człowiek ze Złotym Pistoletem”, czy „Dracula”. Z kolei „Sensations” i „Body Love” (z muzyką pioniera rocka elektronicznego Klausa Schulze), były pokazywane na specjalnych projekcjach na festiwalu w Cannes. Swoje produkty pakował w eleganckie, ozdobione pięknymi paniami pudełka, zaprojektowane przez znanych artystów i oferował je pokątnie w sklepach, których właściciele sprzedawali je spod lady.
Wokół szalała zimna wojna, a Lasse Braun chciał zunifikować świat komunistów i świat zachodni pod swoją różową banderą, lecz rządy tych krajów nie doceniły jego wkładu w pokój na świecie. Zbroiły się nadal zarówno ze względu na siebie nawzajem, jak i kolektywnie na Brauna, który musiał często zmieniać tożsamość, miejsce zamieszkana, lecz wszędzie gdzie docierał, przynosił ze sobą obietnicę walki z cenzurą i prawie że rewolucyjny zamęt.
W 1990 roku, zmęczony walką podjął się studiów nad mitycznym punktem G u kobiet i opracował swoją metodę stymulacji kobiet, którą nazwał metodą LB-G-2000.
Ze swoimi seksownymi asystentkami przetestował 346 ochotniczek z 21 krajów, stwierdzając 100% skuteczność owej metody. Swe obserwacje zawarł w książce „Dealing with the G-spot”, która zainteresowała nawet świat nauki.
A co do samych filmów… Cóż.. Jak w innych produkcjach tego gatunku, fabuła nie jest najważniejsza, tylko kto, z kim, ile razy, na co, do czego, bez uprzedzeń rasowych, płciowych, bez dyskryminacji. Po prostu jedno wielkie pierdolenie.
Dzięki niemu możecie więc poćwiczyć na RedTube.
I co? Nie był gość kul?
Tekst: Andrzej Głowczyk ; Foto: Źródła internetowe
More
From VICE
-

Photo by Scott Dudelson/Getty Images for Coachella -

Photo by Scott Dudelson/FilmMagic -

Photo by Larry Hulst/Michael Ochs Archives/Getty Images -

Credit: NordVPN