Reklama
pierwszy raz

Pierwszy raz, kiedy zapłacono mi za seks

„Byłam w sukience, którą wcześniej założyłam na bal na początku liceum. Czułam się w niej elegancka i seksowna. Wtedy naprawdę wierzyłam, że »wytworne kobiety« zawsze noszą ubrania przypominające suknie balowe”

tekst Kaytlin Bailey; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
11 Lipiec 2018, 10:29am

Autorka tekstu, fot. Mindy Tucker

Kiedy weszłam w świat pracy seksualnej, nie byłam zupełnie zielona w temacie. Przez lata czytałam o znanych kurtyzanach, prawdziwych oraz fikcyjnych dziwkach, tragicznych ofiarach i heroicznych femme fatale. Gdy uznałam, że chcę się na własnej skórze przekonać, jak wygląda przekroczenie tej granicy, zaczęłam od wpisania w Google hasła „Escort, Raleigh, Północna Karolina”. Znalazłam kilka stron internetowych, po czym przeanalizowałam reklamy, recenzje i czaty. Poczułam ulgę, kiedy na jakiejś stronie znalazłam zbiór najczęściej zadawanych pytań. Wyciągnęłam wnioski z tego, o co zazwyczaj pytali klienci.

Kierowała mną niezaspokojona ciekawość; głos w mojej głowie, którego nie mogłam uciszyć. No i oczywiście, tak jak wszystkich nastolatków (oraz ogólnie ludzi), pociągało mnie to, co zakazane. Mimo że byłam młoda – miałam tylko 17 lat – nie spieszyłam się. Spędziłam tygodnie, czytając o tym w sieci.

Wybrałam pracę seksualną i postanowiłam o tym napisać, wiedząc, że jestem bardzo uprzywilejowaną osobą. Moja historia nie jest wyjątkowa, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Wykorzystałam moje przywileje, a także platformy internetowe i wiążącą się z nimi możliwość posiadania ostatniego słowa, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo fizyczne i psychiczne. Nie wszyscy pracownicy seksualni mieli dostęp do tych narzędzi. A po przejściu SESTA/FOSTA [nowe amerykańskie prawa, które mają na celu walkę z handlem ludźmi w celach seksualnych; powszechnie krytykowane za to, że utrudniają pracę ludziom, którzy sami wybrali taki zawód] tak naprawdę wszyscy je straciliśmy.

Z różnych forów dowiedziałam się, w jaki sposób sprawdza się historię i tożsamość klienta – oraz że od profesjonalnych prostytutek wręcz się oczekuje, iż będą to robiły. Odkryłam, że żądanie, aby ktoś potwierdził swoją tożsamość poprzez pokazanie dowodu osobistego, jest absolutnie powszechne, podobnie jak używanie prezerwatyw. Uświadomiono mi, że zaoferowanie klientowi ciepłego, wilgotnego ręcznika po seksie była zawodową uprzejmością. Czułam się pewniej, wiedząc, jakie są zasady i oczekiwania. Kiedy nalegałam na różne rzeczy, miałam pewność, że setki innych kobiet wymaga dokładnie tego samego. Żaden klient nigdy nie zasugerował, że jestem zbyt ostrożna lub za sztywna. Wydawało mi się, że moja pryncypialność ich uspokajała. Wiedzieli, że mogą mi zaufać, ponieważ jestem konsekwentna i bezkompromisowa. Nigdy się tak nie czułam podczas negocjacji z mężczyznami, z którymi spotykałam się w życiu prywatnym.


OBEJRZYJ: Hiszpański seksualny supermarket


Kiedy byłam gotowa opublikować swoją pierwszą reklamę, sprawdziłam, ile sobie liczą inne panie, i dodałam do tego 50 dolarów (180 złotych). Nie zależało mi na dużej ilości klientów; nie miałam pilnych rachunków do zapłacenia. Jeśli ktoś próbował negocjować stawkę, usuwałam jego wiadomości i przechodziłam do kolejnego z 50 piszących do mnie chętnych. Ostrożnie wychwytywałam wszystkie powody, dla których miałabym się z nimi nie spotkać.

Na stronie wybrałam opcję „spotkania tylko u klienta”, ponieważ byłam zbyt młoda, aby móc samemu zarezerwować pokój w hotelu. Chociaż do 18 lat brakowało mi jeszcze kilku miesięcy, przedstawiałam się jako 20-letnia studentka. Wciąż mogłam powiedzieć klientom, że jestem za młoda, żeby pić [w Stanach można legalnie pić alkohol od 21. roku życia – przyp. red.]. Pod względem fizycznym nie przypominałam nieletniej – rozwinęłam się bardzo szybko. Opublikowałam na stronie wszystkie typowe informacje: kolor włosów i oczu, rozmiar biust oraz obwód talii i bioder.

Po opublikowaniu reklamy, od razu się w to zaangażowałam. Podjęłam decyzję i wszystko, co się potem wydarzyło, było tego logicznym następstwem. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby przerwać spotkanie albo się na nim nie pojawić. W mojej głowie stałam się panią do towarzystwa zaraz po tym, jak opublikowałam moją pierwszą reklamę, a nie po pierwszym spotkaniu – to stanowiło po prostu kolejny krok.

Byłam przytłoczona liczbą odpowiedzi. W przerwach między lekcjami, pracami domowymi, debatami i posiłkami z rodzicami sprawdzałam referencje potencjalnych klientów. Zawsze prosiłam o dwa poświadczenia od innych kobiet, z którymi dany facet się spotkał. Upewniałam się, że ich nie oszukał ani też źle nie potraktował. Nie musiałam się kontaktować z obiema, jedna wystarczała. Jednak obie musiały udzielać się na forum, na którym z czasem zaczęłam bardzo polegać. Wkrótce rozpoznawałam już ich imiona. Jeśli ktoś nigdy wcześniej nie spotkał się prostytutką, nie mógł się umówić się ze mną na spotkanie. To byłoby zbyt ryzykowne.

Mojego pierwszego klienta tak naprawdę nic nie wyróżniało; nawet nie mogę sobie przypomnieć jego maila. Po prostu był pierwszym, który przeszedł mój proces selekcji. Nie pamiętam jego nazwiska, czym się zajmował, ani nawet szczegółów jego wyglądu. Był białym facetem „w średnim wieku”, jak o sobie lubią mówić starzy kolesie. Okazałaś się bardzo miły i łagodny. Nie powiedziałam mu, że to moje pierwsze spotkanie. Nie wydaje mi się, żebyśmy się jeszcze kiedykolwiek później zobaczyli.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Pamiętam, jak się wtedy czułam: zdenerwowana i roztrzęsiona. Chciałam być dobra w mojej pracy. Chciałam zrobić dobre wrażenie.

Przyszłam do hotelu, w którym zarezerwował nam pokój zaledwie dziesięć minut wcześniej. Ponieważ w szkole bardzo poważnie podchodziłam do zajęć teatralnych, uznałam, że potrzebowałam „kostiumu” i odpowiedniej „persony”. Sprawdziłam jego dowód w drzwiach, wyciągnęłam telefon komórkowy i zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki. „Jestem tutaj z panem Takim-a-takim, zadzwonię do ciebie za godzinę”. Dzięki temu pan Taki-a-taki wiedział, że ktoś inny został poinformowany, gdzie i z kim jestem, oraz kiedy zamierzam się znowu odezwać. Po dopełnieniu formalności poszłam do toalety, żeby się przygotować.

Wyszłam w sukience, którą wcześniej założyłam na bal na początku liceum. Czułam się w niej elegancka i seksowna. Z perspektywy czasu sama myśl o niej sprawia, że rumienię się z zażenowania i śmieję się z własnej naiwności. Wtedy naprawdę wierzyłam, że „wytworne kobiety” zawsze nosiły ubrania, które przypominały suknie balowe.

On był nadal ubrany, ale włączył jakiegoś pornosa. Zdjęłam sukienkę i położyłam się na łóżku. Poprosiłam go, żeby do mnie dołączył i to zrobił. Pozwoliłam mu się dotknąć. Wydawał się pełen szacunku, niemal wręcz czci – z czasem odkryłam, że wielu klientów tak się zachowuje. Założyłam mu prezerwatywę i wzięłam go ust. Lateks smakował okropnie, ale dzięki temu coś oddzielało mnie od niego zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Chciałam zmniejszyć ryzyko zarażenia, ale też sam kontakt.

Seks był pobieżny i krótki. Kiedy skończyliśmy, wyłączył porno, a ja dałam mu ciepły ręcznik. Zaczęłam zadawać mu pytania na jego temat. Przed samym stosunkiem byłam tak skupiona na pozostaniu w roli seksownej uwodzicielki, że kompletnie o tym zapomniałam. Później się nauczyłam, że klienci czują się o wiele bardziej komfortowo, jeśli się z nimi trochę porozmawia przed seksem. Ale cóż, taka wiedza przychodzi z doświadczeniem.

Nagle wydał się niezdecydowany i nieco skrępowany. Powiedziałam mu, że mamy dużo czasu, co było prawdą. Płaci się nam za czas, a nie za poszczególne akty seksualne, a jak na razie spędziliśmy razem tylko 20 minut. Powiedział mi, że jeśli nie mam na ochoty, nie muszę zostawać przez cały „wykupiony” czas. To były bardzo niezręczne podchody. Próbowałam się dowiedzieć, na co miał ochotę. Czy dyskretnie dawał mi do zrozumienia, żebym już sobie poszła? A może zależało mu, żebym swoim zachowaniem pokazała, że sama chcę z nim zostać? Z czasem zrobiłam się w tym o wiele lepsza, ale na tym pierwszym spotkaniu nie wiedziałam, co mam zrobić. Postanowiłam się ubrać i wyjść. Idąc do drzwi, prawie zapomniałem o kopercie z pieniędzmi.

Kiedy wsiadłam do samochodu, wcisnęłam gaz do dechy i puściłam na cały regulator Standing Outside the Fire Gartha Brooksa. Miałam przy sobie cztery świeżutkie studolarówki (prawie 1,5 tysiąca złotych). Zajechałam do zadymionego klubu bilardowego, podeszłam do barmanki i zamówiłam Colę Light z cytryną. Zapytałam ją, czy mogłaby mi rozmienić stówę. Mogła. Siedziałam tam przez godzinę. Buzowała we mnie adrenalina i próbowałam się uspokoić. Wkrótce picie dietetycznej coli stało się moim rytuałem po spotkaniach. Chociaż nie zamówiłam alkoholu, wiedziałam, że nie powinno mnie tam być. Jednak nikt nie poprosił mnie o dowód – nadal świetnie grałam swoją rolę. Pieniądze podnieciły mnie w taki sposób, w jaki nigdy nie udało się żadnemu klientowi. Byłam podekscytowana. Czułam, że żyję. Tak właśnie się w to wkręciłam.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US


Więcej na VICE: