trendy

Szpieg branży odzieżowej opowiada o kulisach swojej pracy

Kto tak naprawdę decyduje o tym, w co się ubieramy

tekst Basia Czyżewska; ilustracje Izabela Szumen
12 Kwiecień 2018, 5:00am

Ilustracja: Izabela Szumen

„Gdy ktoś pyta mnie, czym się zajmuję, mówię, że piszę raporty i to załatwia sprawę”. Pan X, oficjalnie pracuje jako konsultant modowy, nieoficjalnie jest kimś w rodzaju kreatywnego szpiega/projektanta. Jego misja zawiera się w jednym zdaniu: wybadać trendy i skonstruować z nich produkt – ubranie, które szybko sprzeda się w tysiącach egzemplarzy.

Specjalizuje się w odzieży dla Polek pomiędzy 20 a 40 rokiem życia – takich, które nie utożsamiają się z klasyczną modelką, tylko dziewczyną, która ma jakieś 168 cm wzrostu, rozmiar M i swojską urodę – blond włosy, lekko zarysowane kości policzkowe, niebieskie oczy. „Polki lubią dopasowane rzeczy, z zaznaczoną talią, podkreślonym biustem – taką sylwetkę w stylu lat 50. albo 90. Uwielbiają też kokardki. Wybierają bezpieczne kolory, nigdy nie kupią nic z odkrytymi plecami, bo będzie widać stanik, ani oversize'u czy one size'u, bo będą myślały, że wyglądają grubo. Dominuje klasyka. Ta tendencja nie zmienia się z wiekiem, dotyczy zarówno matek jak i córek” – zdradza Pan X. Kiedy realizuje sesje zdjęciową z ograniczonym budżetem, sięga po sprawdzony przepis: „wnętrze à la luksusowe – pikowana kanapa, złocenia, kryształy. Modelka pozuje w stylu amerykańskiego Vogue’a i zawsze ma szpilki”.

To wszystko, żeby wykreować sztuczną potrzebę na nowe ubranie. „Każdy z nas kupuje rzeczy, których wcale nie potrzebuje, ale chce je mieć, bo one tworzą wizję lepszego życia, spełnionych marzeń”. Zadanie jest trudne, zwłaszcza że przemysł fast fashion chce aktualizować nasze marzenia i naszą szafę kilka razy w roku.

Znaleźć nowe ugly boots

„W swojej pracy używam tak naprawdę trzech aplikacji: Instagrama, Facebooka i Pinteresta. Wszystko, co najważniejsze mam w swoim telefonie” – podejmuje swoją opowieść. Pan X codziennie skanuje wzrokiem setki zdjęć pokazów, kampanii, celebrytów, fajnych dzieciaków... Wyłapuje te rzeczy, które mają potencjał i zapamiętuje. „Widziałaś buty z rzemieniami i kamieniami z ostatniego pokazu Gucci. Są fan-ta-sty-czne. To będą nowe ugly boots. Albo kominiarki! Wszyscy będą w tym chodzić”. Kiedy zastanawiam się głośno, dlaczego kominiarki mają zrobić się hot dopiero teraz, kilka lat po karierze Pussy Riot, uśmiecha się tylko. „Chodzi o to, że w dobie internetu, kiedy wszyscy sprzedajemy swoją prywatność, pokazując, co jedliśmy na śniadanie, w realu będzie można zrobić coś odwrotnego – zasłonić twarz i stać się anonimowym na ulicy”. Po tym jednym zdaniu milczę, zostałam przekonana.

Wersja ekonomiczna

Dawniej szpiedzy modowi mieli bajeczne życie, podróżowali po największych miastach, chodzili na pokazy, robili zakupy w drogich butikach, dziś nie jest to już konieczne. Pan X wybiera się czasem w podróż do Berlina albo Mediolanu, żeby zobaczyć na żywo swoje inspiracje. „Po zdjęciu mogę zorientować się, z jakiego materiału coś zostało wykonane, ale nie odgadnę konstrukcji”. Do tego wystarczy wejść do przebieralni, wywrócić ubranie na drugą stronę i przyjrzeć się, jak przebiegają szwy, ewentualnie strzelić dyskretne zdjęcie detali telefonem. „Oryginał kupuję, jeśli wiem, że będzie wzorcem do odszycia w tysiącach egzemplarzy. Nie łamie prawa, bo my nie robimy repliki, my się tylko inspirujemy” – powtarza. W praktyce wygląda to tak: „Biorę klasyczną romantyczną bluzkę Saint Laurent by Hedi Slimane, zamiast jedwabiu używam poliestru i dodaję kilka pereł, które od czasów Céline są bardzo modne, a w sesji łączę ze spódnicą bombką”.


Zobacz też nasz dokument o chińskiej obsesji na punkcie futer


Siła celebrytów

Pan X nie chodzi na pokazy, bo to sporo zachodu, a zdjęcia z największymi szczegółami są dostępne w internecie beż żadnego problemu, zwłaszcza od największych graczy, takich Gucci, Vetements, czy Balenciaga. Co innego ludzie, prawdziwy soczysty street fashion warto obserwować na żywo poza wybiegami fashion weeków, to jest prawdziwa kreatywność, barometr zmian i kopalnia pomysłów. Jednak nie ma wątpliwości, że najważniejszym czynnikiem jest kontekst celebrytów. „Czasami nie ma sensu zastanawiać się, dlaczego sukces odnosi właśnie TA marynarka albo TA spódnica. Jeśli kiedykolwiek miała ją na sobie Gigi Hadid, sprawa jest oczywista”. Pan X jest pragamtykiem, nie przecenia mocy współczesnych projektantów: „Dziś gwiazdy dyktują najważniejsze trendy. Gorsety do spodni dresowych Belli Hadid, czy okulary Rihanny to stylizacje, które działają na masową wyobraźnię. Moja praca polega na tym, żeby chwytać takie perełki i wyprodukować je w przystępnej wersji, na tym polega fast fashion” – mówi z dumą.

Szósty zmysł

Metodologia pracy wydaje się prosta – właściwie każdy mógłby się tym zajmować. Sekret tkwi w decyzjach, które podejmuje, tu potrzebny jest zmysł, który wykracza poza wiedzę – jakąś wyjątkowa umiejętność łączenia zupełnie różnych obserwacji. „Skończyłem studia z projektowania ubioru w Łodzi – potrafię zrobić wykrój, ale właściwie nie wiem, skąd bierze się prawdziwe przygotowanie. To chyba opatrzenie i rozmowy z ludźmi. Kiedyś pracowałem też w małym sklepie jako sprzedawca, nauczyłem się, jak myśli klient”. Pan X jest pewien, że jego pracy nie zastąpią algorytmy, bo, jak mówi: „tu potrzebne jest nie tylko analizowanie tego, co się sprzedaje, ale pomysł, jaki będzie następny trend, muszę dobrze obstawić”.

Ciemna strona mody

Szybka moda musi mieć refleks. W tradycyjnym świecie wysokiej mody pomiędzy pokazem – premierą nowej kolekcji a momentem, gdy rzeczy zawisną na półkach butiku, mija pół roku. „Nam wystarczą trzy miesiące” – mówi z dumą Pan X, a po chwili dodaje: „Ale kolekcja nie żyje długo, po kolejnych 3-4 miesiącach trafia do wyprzedaży, a jeśli się nie sprzeda, jest wywożona do Afryki, to jest kontynent, który wchłania wszystko”.


Bądź z nami na bieżąco. Polub nasz fanpage VICE Polska na Facebooku


Przy gigantycznych seriach i ogromnej ilości niechcianych ubrań, które wyszły z mody, nadwyżki rzędu średnio 3-4% produkcji są znaczące. Jak alarmują ekolodzy, moda to drugi, zaraz po rafineryjnym, najbardziej zanieczyszczający przemysł. „Wiem – wzdycha Pan X – moda łączy piękno i najgorsze cechy ludzkości”. Z jednej strony fantazyjne obrazki, a z drugiej pazerność, zazdrość i egoizm. „Nadprodukcja to ciemna strona biznesu, jestem tego świadomy, ale nie zmienię świata”.

Pana X męczy też ciągła presja. Gdy tylko kończy jedną kolekcję, zaczyna pracę nad kolejną, produkcja jest ciągła, a skala ogromna i zależy bezpośrednio od jego wskazówek. „Chyba największą wadą mojej pracy jest stres. Mam świadomość, że jeśli źle obstawię, jeśli moja intuicja zawiedzie i produkt się nie sprzeda, wiele osób straci pracę. Np. panie pracujące w fabryce gdzieś w Azji nie będą miały co zjeść na kolację. To jest naprawdę obciążające”. Jak sobie z tym radzi? „Paląc papierosy” – uśmiecha się. „Staram się o tym nie myśleć, ale nie zawsze mi się udaje”.

I wszystkie odcienie szarości

Pan X zna fast fashion od podszewki i broni branżę przed powszechną krytyką. „Po pierwsze, nie zgadzam się, że ciuchy z sieciówki mają fatalną jakość. Sam mam na sobie sweter z H&M, który uwielbiam i często noszę, choć ma już parę lat”. Mierzę X wzrokiem: ma też sneakery Prady, jeansy Levi’s, biały podkoszulek i oprawki z logiem Burberry. „Lubię mieszać rzeczy, nie jestem fashion victim, ale ładne ubrania sprawiają mi przyjemność i to nie musi być związane z metką. Po drugie robienie selekcji w wysokiej półce i wypuszczanie ubrań w taniej wersji dla mas, których nigdy nie będzie stać na oryginał, uważam coś pozytywnego”. X nie używa słowa misja, ale w jego słowach jest jakiś rodzaj zaangażowania: „to, co ja robię, też daje dużo dobra. Te ciuchy to namiastka świata mody, dają uczucie satysfakcji. Mi też jest miło, gdy widzę, że ktoś kupił ubranie, które wymyśliłem”.

Zastanawiam się, co robi, żeby odpocząć od pracy, która jest bardziej stanem umysłu niż zajęciem. Jak resetuje głowę, znajduje dystans. „Zajmuję się własną marką” – ta odpowiedź nawet mnie nie zaskakuje. „To zupełne zaprzeczenie »konsultacji«. Moje projekty są konceptualne, wykonane ręcznie. Szyjąc zupełnie się wyłączam. Mam chyba lekką schizofrenię”.


Czytaj też: