FYI.

This story is over 5 years old.

Varials

Niemożliwe, on to zrobił?!

Czy biały koleś ukradł popularną stronę plotkarską trzem czarnym nastolatkom?

Foto Matthew Leifheit

Celebryci zazwyczaj stronią od odpowiadania na zaczepki stron plotkarskich. Mimo to latem tego roku, kiedy blogerzy oskarżyli Lady Gagę o wstawienie na Twittera zdjęcia z koncertu Metalliki i utrzymywanie, że to zdjęcie widowni na jej koncercie z jej trasy „ArtRave: The ArtPop Ball", megagwiazda popu zburzyła czwartą ścianę.

„Tutaj macie właściwe zdjęcie" – Lady Gaga odpisała na Twitterze stronie plotkarskiej, dołączając do odpowiedzi zdjęcie widowni pękającej w szwach od widzów. „Może fanom Madonny z waszej strony przydałby się mikroskop, żeby mogli policzyć moich fanów".

Reklama

Fala uderzeniowa tego tweetu przeszła przez zorientowane na społeczność gejowską i celebrytów zakątki internetów. W końcu Gaga nie tweetowała z magazynami „Us Weekly", „People" czy choćby ze swoim arcywrogiem Perezem Hiltonem. Odpisała Oh No They Didn't (w luźnym tłumaczeniu: Niemożliwe, oni to zrobili?! – przyp. tłum.), plotkarskiej społeczności działającej od dziesięciu lat na archaicznej platformie LiveJournal.

Oh No They Didn't cieszy się statusem kultowym. Cały kontent, który napędza tę stronę, jest dostarczany przez użytkowników (lub kopiowany z innych publikacji, z tą którą teraz czytacie, włącznie). Otrzymują go moderatorzy, którzy decydują, czy dana treść zostanie opublikowana. Mimo jej nagłówków pisanych wyłącznie małymi literami, literówek i przestarzałego layoutu w kolorze fioletowo-białym, ponad 22 tysiące osób śledzi stronę na Twitterze. Według źródła z załogi LiveJournal w USA jest to niezmiennie najpopularniejsza z ich sieciowych społeczności.

Jeśli odnieśliście wrażenie, że to taki internetowy plotkarski szmatławiec jakich wiele, to właśnie wasze przeświadczenie czyni ten przypadek unikalnym. Społeczność została bowiem założona w 2004 roku przez trzy czarne nastolatki – Erin Lang, Bri Draffen oraz Breniecię Reuben. Szukały one miejsca, gdzie „czarne indie-dzieciaki mogłyby porozmawiać o muzyce (i życiu) z innymi czarnymi dzieciakami", jak pisze o nich bloger Rafi D'Angelo. Kolorowa młodzież udzielała się w większości wątków z komentarzami. Misją strony, wedle jej założycielek, było stworzenie bezpiecznej przestrzeni do dyskusji o popkulturze z udziałem autentycznego głosu czarnych, ale bez ekskluzywnego dla czarnych członkowstwa. Ponieważ użytkownicy zarówno dostarczali treści, jak i czytali je, odwiedzający stronę wierzyli, że czytają plotki „od ludzi dla ludzi".

Reklama

Ten jednoczący duch trafiał do fanów i Oh No They Didn't szybko wyszła poza swoją niszę. Czasopismo „O, the Oprah Magazine" wskazało Oh No They Didn't jako jedną z Ulubionych Rzeczy Oprah w 2007 roku. Kiedy tego samego roku zmarła Anna Nicole Smith, tak wiele osób weszło na stronę społeczności, że padł serwer.

Jednak w pędzie ku (nie)sławie strona porzuciła, jak uważają niektórzy, swoją początkową misję. Stała się bardziej niesławna dzięki swojej populacji internetowych trolli niż swojej wizji utopii opartej na plotkach o celebrytach. Dziś niewielu użytkowników ma w ogóle świadomość, że społeczność założyły trzy czarne dziewczyny.

Co więcej, jak twierdzi Lang, dwójka białych dorosłych obecnie prowadząca tę społeczność, Brenden Delzer i Elizabeth Carter, ukradła Oh No They Didn't jej prawowitym założycielkom.

„Zablokowali nam dostęp do naszej własnej strony – napisała na swojej livejournalowej stronie Lang, która obecnie jest aspirującą aktorką i pisarką. – Mam tony świadków i zrzut ekranu. Tony. Ale nie możemy podjąć działań prawnych. Możemy tylko przekazywać dalej, że to kłamcy. Dobiorę im się teraz do dup".

Oskarżenia Lang rozpętały tego lata sieciowy skandal, gdy anonimowy użytkownik zostawił 6 lipca komentarz pod postem na Oh No They Didn't, potwierdzając wersję wydarzeń dziewczyny. „Byłam jednym z pierwszy moderatorów ONTD. yesternight [nick Lang] założyła społeczność – tak zaczął się komentarz. – yesternight zaprosiła Brendena i ecctv [nick Carter] do społeczności jako moderatorów. NAJWIĘKSZY BŁĄD!".

Reklama

Użytkowniczka opisała, jak Lang zrobiła sobie przerwę w zarządzaniu stroną, bo jej matka zmarła na raka mózgu. Wyjaśniła, w jaki sposób Lang mianowała Delzera i Carter moderatorami, a potem tymczasowo opuściła społeczność. Kiedy wróciła po roku nieobecności, odkryła, że została usunięta z szeregów moderatorów. „Jaka kupa gówna, a nie istota ludzka, robi to komuś, kto opłakuje stratę bliskiej osoby?" – pytała anonimowa użytkowniczka.

Delzer zaprzecza wersji Lang i twierdzi, że wyolbrzymiła ona faktyczny przebieg wydarzeń, by zdyskredytować jego sukces jako osoby, która zmieniła ONTD w fenomen popkulturowy.

Czy Delzer i Carter ukradli społeczność założycielkom, czy może Lang jest kłamliwą manipulantką? Spędziliśmy rok na badaniu wielu przeczących sobie wątków w sprawie Oh No They Didn't i mamy dla was odpowiedź.

Archiwalne zdjęcie założycielek Oh No They Didn't zamieszczone za zgodą Bri Draffen

Jak wiele opowieści o białych rzekomo kradnących kulturę czarnych ta historia rozpoczęła się na Południu. Na początku XXI wieku Lang mieszkała z rodzicami i bratem w Mobile w stanie Alabama. Jej rodzina przeprowadziła się tam z Los Angeles, gdzie jej ojciec pracował przy tworzeniu scenografii telewizyjnych dla kanału ABC. Z tego powodu Lang od najmłodszych lat miała obsesję na punkcie branży rozrywkowej. Jednak w latach 90., po zamieszkach związanych z pobiciem Rodneya Kinga, Langowie wyprowadzili się do Alabamy w poszukiwaniu „spokojniejszego, bardziej stabilnego otoczenia".

Reklama

– Chciałam zostać aktorką – powiedziała Lang. – Naprawdę nudziło mnie życie w Alabamie, tak więc czytałam o życiach innych ludzi i to było naprawdę fajne, siedzieć i rozmawiać z innymi o filmach i plotkach. Ale nie chodziło tylko o plotki. Chodziło o sprzedaż biletów i teledyski, i o wszystkie takie rzeczy.

Gdy miała 17 lat, zaczęła plotkować o Hollywood na LiveJournal. Pisała na swoim osobistym koncie, jak również na Negroclash, stronie stworzonej dla czarnych indie-nastolatków. Jak twierdzi D'Angelo, użytkownikami były właściwie wyłącznie czarne, alternatywne dzieciaki.

Poprzez LiveJournal Lang poznała Draffen i Reuben. Tak jak ona dziewczyny czuły się wyrzutkami w swoich miastach – Reuben mieszkała w Raleigh w Karolinie Północnej, a Draffen w Kansas City w stanie Missouri. Każdego dnia po powrocie ze szkoły czytały najnowsze plotki i rozmawiały na czacie AIM o najświeższych doniesieniach ze świata celebrytów.

– Przez większość życia byłam tą kolorową w szkołach, w których większość uczniów była biała – powiedziała Draffen. – Jak trochę podrosłam, definitywnie szukałam kontaktów z ludźmi, z którymi mogłabym się łączyć w niedoli, i tak to się zaczęło.

Pewnego dnia w 2004 roku Lang zauważyła, że pod jednym ze swoich postów uzbierała 150 komentarzy. Pomyślała więc: Hej, czemu by nie założyć czegoś własnego na boku? Ideą podzieliła się z Draffen i Reuben.

W sekcji z komentarzami posta Draffen spytała Lang: „Erin, czy nadal robimy tę społeczność z plotkami o celebrytach? Hm? Edycja: Myślę, że powinniśmy ją nazwać ohnotheydidnt. Albo i nie. Losowa myśl. Przyszły miesiąc, Sonic Youth z Le Tigre w Columbii? Ktoś idzie?".

Reklama

Lang odpowiedziała: „!!! Le Tigre !!! Już tam jesteśmy!".

Mimo że w zakładaniu strony uczestniczyły głównie czarne osoby, trio zaprzyjaźniło się też na LiveJournal z mnóstwem ludzi innych ras, takich jak ich biały kumpel Sam Gavin. Lang uczyniła Draffen i Reuben administratorkami, a potem dodała Gavina i innych członków. Administrator może zatwierdzać dodawanie nowy członków społeczności i postów, w przeciwieństwie do moderatora – lub w skrócie: moda – który może zatwierdzać tylko posty.

Lang stworzyła podwaliny pod styl porozumiewania się społeczności już w pierwszym poście, który – w starym dobrym stylu połowy lat zerowych [2001–2010] – dotyczył związku Britney Spears z tancerzem Kevinem Federlinem, kryptonim K-Fed:

Hej, ludziska, można już postować. Nie zwracajcie uwagi na brak layoutu i info.

LOL @ Britney Spears kupująca swój własny pierścionek zaręczynowy. Wygląda na to, że bardzo się kochają. Czytałam „Entertainment Weekly" (najważniejszy magazyn na Ziemi) i w wywiadzie była taka roześmiana i słodka. To ona się oświadczyła, a on powiedział „nie". Potem odwrócił się i po paru minutach się oświadczył. Nawet jeśli to losowe i szybkie, że już biorą ślub, dla mnie to dziwnie romantyczne.

Użytkownicy publikowali zeskanowane kopie artykułów z magazynów, podbierali treści z innych blogów i pisali sarkastyczne komentarze dotyczące gwiazd. Przez pierwsze kilka miesięcy społeczność była bardzo mała. „Wtedy liczyła 25–50 młodych ludzi z internetu, jakieś 80 procent czarnych, uprawiających po prostu luźne pogaduszki o celebrytach ze znajomymi" – napisał na blogu D'Angelo.

Reklama

Strona stała się prawdziwym internetowym fenomenem, kiedy jedna z użytkowniczek zaaranżowała poprzez nią wyciek do sieci zdjęć penisa Pete'a Wentza. – Ja zatwierdziłam tę historię z Pete'em Wentzem – wspomina Reuben. – To była jakaś losowa dziewczyna, która napisała: „Taa, gadałam z Pete'em Wentzem i wysłał mi te fotki".

Foto David Keeler/Online USA/Getty Images

Popularność społeczności zbiegła się w czasie ze zmianą w mediach zajmujących się tematyką gwiazd, którą historyczka plotkarstwa, autorka książki Scandals of Classic HollywoodAnne Helen Petersen, określiła jako „monumentalną". – Zawsze myślę o tym w ten sposób, że są dwa typy ludzi – powiedziała nam niedawno Petersen. – Ludzie, którzy chcą w pełni wierzyć w to, co gwiazdy mówią o sobie, oraz ludzie, którzy chcą poddać to w wątpliwość. Ta druga grupa odkryła sposób, w jaki mogą ujawniać prawdziwe oblicze gwiazd na skalę niedostępną wcześniej nikomu. Rzeczy ujawniane w internecie były o wiele dosadniejsze niż cokolwiek, co puściłaby prasa, nawet „National Enquirer".

Nowe media kręciły się wokół Spears, Nicole Richie, Lindsay Lohan, a przede wszystkim Paris Hilton – pierwszej amerykańskiej gwiazdy reality TV. Mimo że przeciwnicy Hilton krytykują ją za bycie „znaną z tego, że jest znana", Petersen przypomina, że nie była ona w żadnym razie pierwszą gwiazdą z socjety. Plotkarscy felietoniści z Nowego Jorku, tacy jak Walter Winchell, pisywali o miejskiej socjecie przez cały XX wiek. A w 1961 roku okładka magazynu filmowego „Photoplay" głosiła, że „nową gwiazdą Ameryki" jest Jacqueline Kennedy (jeśli wyłączymy z równania JFK, Jackie O. była nikim więcej niż stylową dziewczyną z socjety, która dobrze wyszła za mąż). Hilton zmieniła amerykańską kulturę dlatego, że po raz pierwszy Amerykanie częściej mówili o bywalczyni z socjety niż o jakiejś gwieździe filmowej.

Reklama

Niewielu plotkarskich blogerów czy użytkowników Oh No They Didn't postrzegało Hilton i podobne jej celebrytki jako kogoś więcej niż postaci, którymi można się swobodnie bawić. Jednak Hilton odczuwała ich presję i rozumiała, że świat mediów się zmienia. – Chyba pierwszy raz w historii ludzie pisali w internecie obraźliwe komentarze i kłamstwa o innych ludziach – powiedziała nam Hilton. – Byłam nastolatką w zasadzie i ludzie, którzy nawet mnie nie znali, wypisywali o mnie kłamstwa. I na początku czytanie tego wszystkiego było bolesne, czytanie nieprawdy o sobie jest bolesne. Ale nie możesz tego kontrolować. Ten ktoś chowa się za komputerem.

Lang, wraz z resztą założycielek, szybko się dowiedziała, jak czuje się Hilton, kiedy atakują ją blogerzy. Oh No They Didn't powstało w oparciu o utopijne założenia – że plotka będzie formą komunikacji między ludźmi, bez wściubiających w nią nos reklamodawców – ale strona szybko stała się lustrem odbijającym to, jak sława i pieniądze niszczą ludzi. Kiedy Oh No They Didn't zyskało na popularności, jak powiedziała Reuben, użytkownicy zaczęli być zazdrośni o wpływy, jakimi dysponują administratorzy, i tę zazdrość ukierunkowali przeciwko nim w formie nieprzyjemnych komentarzy. – Ludzie po prostu wpadli w zazdrość, że mamy wpływy – podsumowuje Reuben. – Mimo że to nie była nawet żadna prawdziwa wpływowość.

Reuben i jej koleżanki współzałożycielki pracowały godzinami, monitorując działalność społeczności, ale nie dostawały za to ani grosza. We wczesnym okresie istnienia LiveJournal nie sprzedawał żadnych reklam, które można by wyświetlać w obrębie społeczności. Administrator wykupywał permanentne konto dla swojej strony, co oznaczało, że wedle regulaminu ustalonego przez LiveJournal użytkownicy nie byli zmuszeni do oglądania reklam, kiedy czytali posty Oh No They Didn't.

Reklama

W październiku 2005 roku, po mniej niż półtora roku od założenia społeczności, Draffen przestała nią zarządzać w trybie codziennym. Zaczęła się uczyć na Uniwersytecie Stanowym Kansas, dostała też pracę i znalazła sobie znajomych, z którymi mogła się przyjaźnić w prawdziwym świecie. – Monitorowanie postów, bycie na czasie z komentarzami i radzenie sobie z ludźmi, którzy chcieli zhakować stronę, zmieniło się w ciężką robotę, za którą trudno było nadążyć – powiedziała.

W pewnym momencie Reuben też postanowiła opuścić stronę. Lang w końcu także – ale z zupełnie innych przyczyn.

W 2004 roku, jak opowiada Lang, u jej matki zdiagnozowano raka mózgu. Umarła cztery miesiące później. Lang się przeprowadziła i zaczęła się zajmować młodszym rodzeństwem. Pośrodku tego osobistego kryzysu praca za darmo nad stroną zdawała się absurdem. – To oczywista sprawa, że wpadłam w depresję na dłuższy czas przez problemy związane z rodziną – tłumaczy Lang. – Nie miałam tak naprawdę czasu, żeby siedzieć w sieci.

Minęły dwa lata, podczas których udział Lang w administrowaniu stroną spadł niemal do zera, jak przyznaje sama zainteresowana. Podczas tej długiej nieobecności kilku użytkowników krytykowało Lang praktycznie codziennie za to, że nie daje sobie rady z moderowaniem strony. Według niej dzisiejsi administratorzy, Delzer i Carter, należeli do tego rozwścieczonego tłumku. – Przepraszam, ale jestem teraz naprawdę wszystkim przytłoczona. Jak uważacie, że wam lepiej pójdzie robota, to może was dodam jako administratorów – zaproponowała im.

Reklama

Zgodzili się. Lang pracowała z nimi przez kilka miesięcy, komunikując się z resztą administratorów poprzez prywatną grupę, ale kiedy straciła dostęp do komputera, przestała z nimi tak często rozmawiać. Lang i Delzer są zgodni co do tego, że Lang wysyłała od czasu do czasu e-maile administratorom, by ich poinformować o braku dostępu do komputera.

Lang nie wróciła do społeczności aż do wiosny 2009 roku. Nadal pozbawiona sprzętu mieszkała w Birmingham w Alabamie z Brianem, innym jej członkiem.

Lang wiedziała, że stworzyła kultową stronę z ogromną liczbą fanów. Jako dziewczynka dorastająca w Mobile marzyła o pracy w sferze popkultury. Jej dzieło – strona prowadzona przez czarne dziewczyny, która nie była tylko dla czarnych dziewczyn – należało obecnie do tej sfery. Zakończywszy żałobę, postanowiła odzyskać kontrolę nad swoim dzieckiem. Jestem gotowa, żeby znowu zacząć postować – pomyślała.

Ale kiedy się zalogowała, odkryła, że wszystkie hasła pozmieniano, a administratorzy pozbawili ją i Reuben uprawnień administracyjnych. – To nie było w ogóle tak, że mieli nastawienie typu: „Hej, czemu nie postujesz? Naprawdę cię tu potrzebujemy" – wyznała. – Po prostu mnie zablokowali.

Foto J. Vespa/WireImage/Getty Images

To, co zdarzyło się wiosną 2009 roku, nie zaskoczyło wielu z użytkowników Oh No They Didn't. – Ekipa, która przejęła stronę, to wszystko byli trolle – Calvin Stowell, znany w gronie były użytkownik Oh No They Didn't, oznajmił nam niedawno w rozmowie przy drinkach w gejowskim barze na Manhattanie.

Reklama

Stowell wie o tym najwięcej ze wszystkich. Dziś ma twarz jak gwiazda filmowa, choć ciało przeciętniaka, pracuje zaś jako wolontariusz w oddziale organizacji Do Something. Ale jako nastolatek zajmował się trollingiem. Jako ukrywający swoją orientację uczeń szkoły z internatem w Vermont spędzał prawie godzinę dziennie na Oh No They Didn't, zatwierdzając posty podczas godzin odgórnie zarezerwowanych na uczenie się.

Stowell nigdy nie został administratorem – nie wzbił się ponad status moderatora – ale był dość popularny w społeczności, żeby należeć do Kewl Kidz, jej ekskluzywnego odłamu. Stowell mówi, że składał się on z „popularnych dzieciaków", których nazwał też „największymi trollami". – Nie byłem nigdy podżegającym trollem – zaznacza. – Są ludzie, którzy uważają, że przejawianie rasizmu, homofobii czy seksizmu w internecie to taka fajna zabawa. Dla mnie to zwyczajnie obleśne.

Delzer i Carter też należeli do Kewl Kidz i błyszczeli bardziej niż reszta, jak twierdzi Stowell. Tylko kilku członków Oh No They Didn't, z którymi rozmawialiśmy, wiedziało, jak naprawdę wygląda Carter – z nami porozumiewała się tylko e-mailami i przez Facebooka – ale każdy w grupie rozpoznawał ją po awatarze przedstawiającym Conana O'Briena. – Używa tej ikony z Conanem tak długo, jak sięga moja pamięć. Dosłownie odkąd miałem 14 czy 15 lat – odnotował Stowell.

Carter i Delzer utrzymują, że ich działania na Oh No They Didn't zostały podjęte dla dobra społeczności. To przekonanie doprowadziło do tego, że poddali pod dyskusję w gronie moderatorów usunięcie Lang i Reuben z funkcji administratorek. – To nie była moja decyzja – powiedział nam Delzer w rozmowie telefonicznej. – Zapytałem tę grupę moderatorów: „Co mamy zrobić? Bo konta próbują przejąć hakerzy".

Reklama

Wedle Delzera i Carter społeczność była atakowana przez licznych hakerów. W związku z tym, że Lang rzadko używała swojego konta na LiveJournal, uznali, że jakiś intruz może łatwo na nie się włamać. W dodatku Delzer uważał, że Lang nie jest istotna dla rozwoju społeczności: – Nikt nie rozumiał, co ktoś nieobecny, kto nie logował się od dwóch lat, mógłby zrobić dla dobra społeczności.

– Nie robiły nic dla społeczności – potwierdziła Carter. – Jeśli ich konta przejęliby hakerzy, ONTD mogłoby zostać całkowicie skasowane. Konto jednej z innych administratorek zostało zhakowane, ale szybko powiedziała nam o incydencie i zdjęliśmy jej uprawnienia do momentu, aż odzyskała dostęp do konta.

Carter od początku kwestionowała decyzję o usunięciu Lang i Reuben. – Osobiście bardzo się wahałam, bo wiedziałam, że to one zakładały stronę – twierdzi. Uważała jednak, że ich konta stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa. Na początku 2009 roku, jak mówi, usunęli je jako administratorki, ale Lang i Reuben nadal mogły zatwierdzać i odrzucać posty. 9 marca usunęli Lang i Reuben także z funkcji moderatorek.

Reuben dowiedziała się o tej decyzji, gdy jeszcze tego samego dnia próbowała się zalogować do społeczności. Natychmiast napisała do Draffen, żeby przekazać jej nowinę.

„O nie ma mowy!" – napisała, zgodnie ze zrzutami ekranu, które pokazała nam Dreffen.

„Co jest?" – zapytała Dreffen.

„BRENDEN WŁAŚNIE USUNĄŁ MNIE I ERIN Z FUNKCJI ADMINISTRATOREK ONTD".

Reklama

Lang skontaktowała się z administratorami i poprosiła, by oddali jej z powrotem jej funkcję w społeczności. – Oni do mnie w takimi tonie: „No, nie udzielasz się, więc to koniec" – relacjonowała Lang. – A ja na to: „Proszę?!".

Miesiąc później, 20 kwietnia, Delzer zgodził się dopuścić Lang z powrotem do funkcji administracyjnych, ale kiedy znowu nie udało jej się codziennie uczestniczyć w pracach, ponownie z powodu braku komputera, usunął ją drugi raz. – Muszę przyznać, mogłam być bardziej aktywna, totalnie mogłam – nadmieniła Lang. – Nie powiem, żeby nie była to prawda. Z perspektywy czasu żałuję, że w ogóle przyjęłam Delzera jako administratora. To moja wina.

Od jej odejścia kwestie związane z rasą zaczęły sprawiać problemy w sekcji komentarzy. Użytkownik ze Środkowego Zachodu, który rozmawiał z nami, pod warunkiem że zachowa anonimowość, twierdzi, że rasistowskie tagi, którymi oznaczano tematy związane z czarnymi celebrytami, stały się problemem trapiącym grupę. Żeby go rozwiązać, administratorzy uniemożliwili tagowanie postów o czarnych gwiazdach, co niektórym samo w sobie zdało się rasistowskie. Anonimowy użytkownik powiedział nam: – Ludzie byli przeciw, podkreślając, że wciąż mamy tagi o Azjatach i o Latynosach.

Lang wierzy, że Delzer użył śmierci jej matki i tego, jakie skutki wywarła na jej życie, jako wymówki dla usunięcia jej ze społeczności, żeby mógł sobie przypisać zasługi za stworzenie strony. Jednak Delzer i Carter przejęli stronę dopiero dwa lata po tej tragedii, w czasie, gdy wkład Lang był już minimalny. – Całe życie mieszkałem z samotnie mnie wychowującą matką – tłumaczy Delzer. – Dorastałem bez ojca. Mój ojciec zmarł i nigdy, nigdy nie posunąłbym się do czegoś takiego, nie upadł tak nisko.

Reklama

Niemniej Lang utrzymuje, że powiedziała Delzerowi o śmierci swojej matki niedługo po tym, jak to się stało. On z kolei twierdzi, że dowiedział się o tym dopiero 10 kwietnia 2013 roku. – O tym, że matka Erin umarła, dowiedziałam się długo po fakcie – potwierdza tę wersję Carter. – Wolałabym, żeby Erin pozostała aktywną członkinią społeczności na pozycji administratorki. Dołączyłam do ONTD, kiedy była to społeczność tworzona dla zabawy. A potem zaczęły się tweety i e-maile, w których nabijali się ze mnie, nazywali mnie rasistką, grozili, że zabiją mojego kota. To nie jest zabawne.

Foto M. Von Holden/FilmMagic/Getty Images

Delzer i Carter niespecjalnie skromnie podchodzili do sukcesu społeczności, nad którą przejęli kontrolę. Para cieszyła się sporymi przywilejami jako jej liderzy – dostali choćby bilety na rozdanie nagród VMA przez MTV, a ich relacja z imprezy ukazała się we wrześniu 2010 roku w poście pod tytułem „Wspaniała przygoda Liz i Brendena".

Kontrowersje i wybuchy zazdrości spowodowane tym, że administratorzy przyjęli bilety i przepustki prasowe na galę nagród, rozdarły społeczność. „Słyszałam, że wiele osób wylewa pomyje na mojego kochanego Brendena za pójście na galę – odniosła się do tego Carter. – Ale gdyby nie wziął tych biletów, żadne z nas by na nią nie poszło. To cud, że w ogóle dostaliśmy bilet, i ja mu powiedziałam, żeby poszedł. Zmusiłam go do tego. Więc nie hejtujcie go za to, proszę. Serio".

Delzer mógł skorzystać z darmowego biletu na imprezę, podczas gdy Carter musiała za swój zapłacić, co wiele mówi o charakterze mikrokosmosu ONTD (aczkolwiek oboje zostali wpuszczeni na czerwony dywan). Para zrobiła wywiady i bawiła się z celebrytami, których zwykle opisywała z daleka (zdjęcia przez nich zrobione i przeprowadzone przez nich rozmowy są jak wehikuł czasu, który pokazuje, kto się liczył w 2010 roku, z wszystkimi tymi pełnymi podziwu relacjami o The Situation, Jennie Jameson czy Snooki). Ale też stała się bohaterami swoich własnych postów, opisujących ich życie w takiej samej tonacji, jak na stronie opisywało się życie ich ulubionych celebrytów. Carter zamknęła post podziękowaniami dla członków społeczności, pisząc: „I naprawdę chciałaby w tym miejscu podziękować wam wszystkim, ludziska, za uczynienie ONTD tym, czy jest teraz, dzięki czemu mogliśmy zjawić się na VMA".

Reklama

Z uwagi na trwający sukces i nieustającą popularność ONTD LiveJournal postanowił wkroczyć do akcji i przejąć społeczność na własność. Oh No They Didn't działało wtedy nadal w oparciu o permanentne konto, aczkolwiek strona ściągała tylu przeglądających, że regularnie zapychała serwery LiveJournal (wedle Stowella za każdym razem, kiedy wybuchał jakiś skandal z udziałem celebrytów, liczba użytkowników logujących się na ONTD sprawiała, że padały serwery LiveJournal; telewizja NBC doniosła, że całość tej platformy społecznościowej przestała działać właśnie z powodu ruchu na ONTD, kiedy zmarł Michael Jackson). Centrala LiveJournal skierowała skargę do Delzera i reszty moderatorów, a potem przejęła społeczność na własność, żeby móc wyświetlać reklamy. Tak przynajmniej się wydawało. W 2011 roku LiveJournal rzekomo przyjął Delzera oficjalnie do pracy, przyznając mu pensję. W biurze firmy w Burbank odbyło się spotkanie, na którym ustalono, że Delzer będzie nadal tworzył i moderował ONTD.

Obecnie Delzer pracuje na pełny etat w kwaterze LiveJournal w San Francisco. Poza Oh No They Didn't wykonuje wiele innych zadań, jak tworzenie treści dla LiveJournal Prime (platformy społecznościowej firmy) i archiwów fotograficznych LiveJournal, a także zarządzanie należącą do firmy stroną o nazwie LOLcats. Mówi, że administrowanie Oh No They Didn't składa się teraz na mniej więcej 50 procent jego obowiązków, ale o swojej pracy dla firmy związanej ze społecznością wypowiada się bardzo ostrożnie: – To nie są wyłącznie codzienne aktywności administracyjne, a bardziej odpowiadanie na zapytania e-mailowe, zapytania użytkowników i zapewnianie bieżącej opinii. Muszę też składać raporty mojemu przełożonemu na temat wielu spraw, o czym wolałbym z wami nie rozmawiać.

Reklama

Carter także pracuje dla LiveJournal – jako wolontariuszka, ale twierdzi, że rozmawiała z firmą w sprawie odpłatnego zatrudnienia.

Kiedy wysłaliśmy do LiveJournal e-maila z prośbą o komentarz na temat zatrudnienia Delzera, odpowiedziała nam sama CEO firmy Katya Akudovich, co w sposób zaskakujący nasunęło nam sugestię, że może być to bardziej rodzinna firemka, niż pokazują to światu. Albo sprawy związane z Oh No They Didn't sprawiają, że robią się oni nerwowi. Akudovich jest dyrektorką LiveJournal dopiero od paru miesięcy, a w jej CV znajdziemy szeroki wybór działalności libertariańskiej, także w instytutach i grupach dyskusyjnych tego typu, ze stażami w sponsorowanym przez braci Koch Instytucie Cato oraz związanej z Cato/Kochami fundacji Atlas Economic Research Foundation and Students for Liberty. Mimo tych kwalifikacji pierwsze e-maile od Akudovich prezentowały się tak, jakby napisał je nigeryjski spambot, z mnóstwem emotikonów i wykrzykników: „Dziękuję wam za waszą wiadomość i zainteresowanie LiveJournal!!! Zastanawia mnie, co wzbudziło wasze zainteresowanie na tyle, by pisać właśnie o ONTD? To tylko jedna z wielu wspaniałych społeczności, w które nasi użytkownicy angażują się na platformie LiveJournal!!!".

Co dziwne, Akudovich utrzymywała, że LiveJournal de facto nie zatrudnił Brendena Delzera.

„Jeśli chodzi o Brendena, nigdy nie został zatrudniony jako profesjonalny moderator. Nie istnieje takie stanowisko. Moderacja to całkowicie dobrowolne zajęcie, któremu oddają się nasi użytkownicy na całym świecie. My, jako firma, nie mamy żadnego wglądu w to, jak i kiedy to się dzieje".

Spytaliśmy ją więc, dlaczego mimo jej radosnego zaprzeczania faktowi zatrudnienia go na stanowisko moderatora Delzer ma firmowe konto e-mailowe. W tym momencie zaczęła robić uniki i próbowała doprowadzić do impasu w naszej wymianie zdań, aż w końcu w ogóle przestała odpowiadać na wiadomości. Po dwóch przeprowadzonych rozmowach telefonicznych Delzer też zaprzestał korespondencji z nami.

Czy ktoś zarabia na Oh No They Didn't? Mimo że większość faktów dotyczących strony biznesowej działalności społeczności pozostaje niejasna, wydaje się, że odpowiedź brzmi „tak". W 2010 roku ONTD zostało partnerem sieci plotkarskiej BuzzMedia (obecnie SpinMedia), która jest wydawcą takich popularnych blogów o celebrytach, jak Go Fug Yourself, Just Jared oraz Celebuzz. BuzzMedia było bardzo podekscytowane rozmiarem grupy odbiorców ONTD, a ONTD była gotowa na potencjalne możliwości promocyjne idące za partnerstwem oraz bogactwo dróg rozwoju i zapewnienia sobie zainteresowania reklamodawców. Delzer wyjaśnił swoją decyzję o sprzymierzeniu się z BuzzMedia w poście:

„To o co chodzi z tym Buzz? No więc, reklamodawcy to kapryśni ludzie. Zobaczyli ONTD i pomyśleli, że nie dotkną tego nawet dwunastometrowym kijem. Cycki? Penisy? Cipy, jebanie, gówna, suki, dziwki w KAŻDYM poście? Nie, proszę pana, nie podobało im się to. Chcieli od nas, żebyśmy to uspokoili – a ja powiedziałem: nie, ONTD będzie takie, jakie jest. Nie chciałem, żeby ONTD poddało się wymogom reklamodawców i zmieniło się, bo nie spodobało się jakiejś firmie od materacy czy tamponów".

Delzer bronił swojej decyzji argumentami, że czerpanie zarobków z Oh No They Didn't pozwoli społeczności chronić się przed wpływem reklamodawców na jej kształt. Użytkownicy nie kupili tego wyjaśnienia, argumentując za to, że sprzedaż strony będzie zdradą stojących u jej podstaw założeń, kreujących ją na plotkarską utopię, gdzie ludzie mogliby rozmawiać o celebrytach, by uciec od realnego świata.

„To w sumie czemu miałoby to nas podniecać, co? – napisał komentujący k0liverbby. – Czemu w ogóle miałby się podniecać tym ktoś oprócz moderatorów, bo oni sobie zrobią pewnie z tego normalną pracę. O łał, zarządzam sobie stroną, na której wszystkie posty tworzą użytkownicy, którzy są w zasadzie sługusami i nie dostają ani grosza!".

Tymczasem założyciele strony, tacy jak Lang, wierzą, że reputacja Oh No They Didn't to teraz tylko zasłona skrywająca zwykłe oszustwo. – LiveJournal zarobił na pomyśle bez płacenia za to założycielom czy użytkownikom, którzy tworzą kontent – twierdzi. I ma trochę racji. Delzer porównuje generowanie treści przez użytkowników ONTD do YouTube, ale YouTube wypłaca użytkownikom, którzy tworzą popularne filmiki, część zysków.

Niektórzy użytkownicy bez wątpienia użyli Oh No They Didn't do rozpoczęcia własnej kariery. Matt Cherette, popularny członek społeczności, opuścił Oh No They Didn't w 2010 roku, żeby pracować dla Gawkera, dla którego pisał właściwie takie same blogowe posty, jakich tworzenia nauczył się jako pracujący za darmo członek społeczności (opuścił potem Gawkera, żeby zostać jednym z pierwszych członków załogi redaktorskiej BuzzFeed).

Stowell też wyniósł wiele dobrego ze swojego hobby z czasów nastoletnich. – Myślę, że bycie trollem bardzo pomogło mi w karierze, bo uczysz się w ten sposób, jak wywoływać w ludziach emocje – powiedział. – Możesz uczynić kogoś szczęśliwym. Możesz uczynić kogoś smutnym lub wściekłym.

Stowell, Cherette i Delzer mają z sobą coś wspólnego: wszyscy trzej są białymi gejami. Geje są mniejszością, ale dokładnie tak jak biali heteroseksualni mężczyźni uczą się umiejętności, które szkoły, rodziny i media, jak się wydaje, rzadko zaszczepiają w młodych czarnych dziewczynach. Albo są oni po prostu sprytniejsi i mają większe ambicje niż założycielki Oh No They Didn't. Cokolwiek było tego przyczyną, Delzer zauważył, że może zmienić hobby, którym zajmował się po szkole, w coś większego. A kiedy tworzyły tę społeczność, Lang, Draffen i Reuben nie wyobrażały sobie nawet, że mogą zarobić na swoich pomysłach – i że mógłby ktokolwiek inny.

Założycielki od lat zastanawiają się nad złożeniem pozwu, ale działania prawne byłyby bardzo utrudnione. Jeszcze w tym roku Lang rozmawiała z adwokatem i dowiedziała się, że nie będzie z tego sprawy. – Nawet dziś jest ciężko podjąć działania prawne, bo potrzeba na to pieniędzy, których nie mamy – zauważyła Reuben.

– Nie chcę być pracowniczką LiveJournal biorącą od nich pensję. To mnie nie kręci – powiedziała Draffen. – Uważam po prostu, że zasługi powinni zbierać ci, którzy na nie zasłużyli.

Teraz Erin Lang pracuje jako kelnerka. Kiedy miała wolny dzień, wstąpiła do biura VICE na Brooklynie, żebyśmy mogli przeprowadzić z nią wywiad na potrzeby tego artykułu. Miała piękne warkoczyki aż do ramion i bransoletkę ze „złym okiem". Wyglądała jednak na przybitą tym, co sama określa jako „zespołem pourazowym Oh No They Didn't".

– Weszłam do butiku, a tam dziewczyny siedziały wokół komputera, czytając Oh No They Didn't – opowiada. – Gadaliśmy sobie tak po prostu z pracownikiem Pixara, gdy ktoś nagle powiedział: „Erin założyła ONTD". Koleś z Pixara na to: „O mój Boże!". A ja: „Ty pracujesz w Pixarze, czym się podniecasz?".

W restauracji na Manhattanie, w której pracuje, widuje czasem klientów czytających plotki w mobilnej aplikacji Oh No They Didn't. Lang ma wrażenie, że gdyby nigdy nie mianowała Carter i Delzera administratorami, gdyby patrzyła na tyle w przyszłość, żeby zrozumieć, że na jej pomyśle będzie można zarobić, pracowałaby teraz w biurze dużej firmy medialnej, dokładnie takim jak to, w którym siedzimy. Co najbardziej martwi ją w tym całym zamieszaniu? Spytałem o to. – Niektórzy z tych ludzi – odparła – nie mają w ogóle pojęcia, że istniałam.