Miejskie ocieractwo, czyli kicaj dla Erosa

tekst pl
|
kwi 27 2011, 4:02am

Na Śląsku stężenie różnych szemranych substancji jest tak duże, że – jak głosi legenda miejska – japońscy naukowcy stwierdzili, że nie ma tu prawa przetrwać żadne życie. A tymczasem rześkie, węglowe powietrze od wielu już lat napędza nieprzeciętne umysły sprawiając, że Śląsk to zagłębie największych freaków w kraju. Wie o tym każdy, kto czytał teksty Kata. Już od ponad pół wieku w malowniczej wieżyczce przy ulicy Piastowskiej w Katowicach mieści się tajna baza wszelkich działań wywrotowych – tu powstała pierwsza w PRL-u niezależna oficyna wydawnicza i pierwszy ośrodek buddyjski, tu tworzyli malarze z psychodelicznego kręgu Oneiron, z wizytą wpadali Philip Kapleau i Allen Ginsberg. Dzisiaj mieszka tu pierwszy lokator Piastowskiej, szermierz polskiej psychodeli Andrzej Urbanowicz, oraz odpowiadająca za niecne performanse Gosia Borowska. Razem kierują Towarzystwem Bellmer i przypominają dorobek tego genialnego katowickiego surrealisty, deprecjonowanego czasem przez lokalne władze, które mają go za zwykłego zbola. Regularnie wyczyniają też różne swawolne akcje, dzięki którym w krainie żymloka zawsze coś się dzieje. Dwa lata temu, w pierwszy dzień wiosny, na ulice Katowic wyszły ludzkich rozmiarów króliki z hasłem: „więcej seksu w przestrzeni publicznej"! Witały wiosnę, kicając po mieście z boomboxem i - jak to króliki – kopulując z czym się da, nie przepuszczając mieniu publicznemu. Żaden słup, przystanek ani śmietnik nie mógł czuć się bezpiecznie - króliki postanowiły wszystkim zrobić fajnie. Za pomysłem „przemarszu przez miasto na cześć Erosa" stoją Gosia Borowska i Joanna John związana z wydawnictwem Okultura (kojarzycie je pewnie z Vice), które przepytałam na tę okazję.

Skąd pomysł na Króliki i jaki spisek za tym stoi?

Joanna John: Od razu spisek! Pomysł wziął się pewnie z poczucia braku. Mało w naszej kulturze otwartej rozwiązłości. Większość dzieje się za kulisami, seks czai się w podtekstach. Kiedy obmyślałyśmy z Gosią tę akcję wydawało mi się, że będzie super z pierwszym dniem wiosny wykonać jakiś rytuał, dzięki któremu Eros choć na chwilę wyprze Thanatosa. Za dużo wokół kultu cierpiętnictwa i czyhających na co drugiej ulicy świątyń z martwym ciałem przybitym do krzyża. Teraz myślę sobie, że chyba nie do końca o wypieranie się rozchodzi: społeczeństwu brakuje chyba zwyczajnej równowagi, jednoczesnego współistnienia różnych poglądów i rozmaitych zachowań. Kiedy kilka dni temu spacerowałam po ghatach w Varanasi, przyglądając się czystemu chaosowi, czułam się bardzo szczęśliwa. Na brzegu Gangesu płonące na stosach ciała, wokół spokojne o swój los zwierzęta, dzieci grające w krykieta, czasem jakaś czaszka pod nogami, śmiech, żebracy i bogacze, ktoś się całuje, ktoś płacze. Nikt nikomu nie zwraca uwagi. Wszystko dzieje się w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie. Nic z niczym nie koliduje, nikt się z nikim nie spiera, muzułmanie grają w karty z Hindusami. Życie w czystej postaci. Królicza akcja nie uzurpuje sobie oczywiście prawa do naprawiania czegokolwiek. Ale jeśli króliki stawiają maleńki krok w kierunku akceptacji różnorodności, to chyba spoko.

Gosia Borowska: Może na początku należy wspomnieć, że na Piastowskiej już od dawna toczą swoje potyczki baranki i króliki, w swych pięknych, błyszczących na ogół strojach wielkanocnych. Od lat wszechobecne baranki wypierane są przy tym przez króliki. Skąd właściwie te króliki? Pojawiły się w Europie w XVI-XVIIw. prawdopodobnie w Niemczech, a stamtąd w naturalny sposób przeniknęły do Polskiej kultury. To starodawny symbol płodności i odradzania się życia, jak najbardziej stosowny w tym okresie roku. Kilka miesięcy przed naszą akcją prowadziłyśmy z Asią długie, nieraz kompletnie abstrakcyjne rozmowy na Skypie. W trakcie jednej takiej właśnie rozmowy Asia rzuciła hasło "króliki pod Spodkiem", no i poleciało. Uruchomiły się dwa strumienie kompletnie absurdalnych pomysłów, z których wyłoniło się 18 królików (plus dowódca) i wstępny plan kopulacyjnego przemarszu przez miasto. Rozpaliło mi to wyobraźnię do czerwoności, głęboko zapragnęłam, żeby się udało. Zaczęło się namawianie różnych krewnych i znajomych do wzięcia udziału w naszej surrealistycznej paradzie. Ku mojemu zdziwieniu nikt nie pukał się w czoło i nie kazał mi się leczyć, wszyscy raczej zapalali się do tego pomysłu. Tutaj trzeba wspomnieć Vana (VJ Van Sixnine - przyp. OD), któremu również akcja spodobała się od samego początku. Wyprodukował kilkaset króliczych vlepek, którymi okleiliśmy Katowice. 21-go dość spora grupa, wraz z silnym warszawskim oddziałem pod dowództwem Asi, stawiła się na Piastowskiej, skąd wyruszyliśmy w teren.

Coś z praktyki: jaka część mienia publicznego jest najlepszym potencjalnym kochankiem?

JJ: Ocieractwo można uprawiać praktycznie wszędzie... świetnie nadają się do tego przystanki i ławki. Miłosne feromony miło też zostawiać na parkingowych słupkach.

GB: Powiedziałabym inaczej: każda część mienia publicznego jest kochankiem idealnym. Choć moim faworytem były trzy zapomniane skrzydła.

Jak Katowice przyjęły Króliki? Czy miasto było gotowe na zmasowany atak Erosa?

JJ: Ludzie w tramwajach odwracali wzrok z zaciekawieniem, przechodnie uśmiechali się i chętnie przyjmowali rozdawane przez nas marchewki z doczepionymi do nich hasłami: "Czcij Erosa", "Zasysaj wiosnę", "Więcej seksu". Jakieś dzieciaki krzyczały: "zboczeńcy!", ktoś inny drapał się po głowie, a starsze panie udawały, że nic się nie dzieje i szeptały między sobą jakieś groźne zaklęcia. Najważniejsze, że uczestnicy akcji bawili się pierwszorzędnie, wkładając pełną moc w ruch bioder i wesołe podskoki.

GB: W to słoneczne (choć się nie zanosiło) sobotnie popołudnie, Katowice przyjęły króliki ze zdziwieniem, ale i spokojnie. Oczywiście niektóre starsze panie, które wyległy na spacer pewnie miały wrażenie, że Armagedon właśnie nastąpił, ale zwykli przechodnie śmiali się, czasem klaskali, niektórzy pytali o telefon do dilera. Jednak nikt nie protestował, nie było żadnej interwencji. Ale to Katowice, gdzie nawet między antyfaszystami a narodowcami rzadko dochodzi do bójek. Można powiedzieć, że Eros w Katowicach został dobrze przyjęty, choć to nie znaczy, że nie był zaskoczeniem.

Kiedy się odbędzie kolejne kicanie?

JJ: To naprawdę bardzo spontaniczne akcje. Króliki muszą poczuć zew. W roku Królika nie będzie pewnie o to trudno. Po wizycie królików na Śnieżce, bo właśnie tam króliki szczytowały ostatnio, kombinezony zasługują na wymianę. W każdym razie o akcjach będziemy informować na podazajzabialymkrolikiem.blogspot.com.

GB: Och, nie wyrywaj nam z serca tej tajemnicy. Tak naprawdę to kicamy sobie cały czas.

Rozmawiała: Olga Drenda

Foto: Magda Makar

Więcej VICE
Kanały VICE