FYI.

This story is over 5 years old.

święta

W te święta możesz poczuć, że nie jesteś czarną owcą rodziny

Fasada dobrej rodziny powoduje, że nasze własne zmagania z rzeczywistością utrzymujemy w tajemnicy, czując się gorsi, nieudaczni i niezdolni do szczerych odpowiedzi. Rok temu moi rodzice nadtłukli tę fasadę, rozwodząc się po 30 latach
Mężczyzna ze zwierzęciem na ramieniu
Zdjęcia z archiwum autorki

Jutro święta, około 17.00 porzucimy naszą mniej lub bardziej wesołą codzienność, by skonfrontować się z 3-dniowym festiwalem cmoknięć, kurtuazji i udawania rodzin idealnych, zakrojonego na szeroką skalę.

Każda rodzina buduje jakiś obraz siebie, obraz do którego my we własnych wyobrażeniach nierzadko pasujemy jak pięść do nosa. Pomimo pozornej sielanki, częściej dochodzi w tych dniach do kłótni, niż wspólnego śpiewania kolęd. Nie zawsze jednak znamy źródła tego zjawiska.

Reklama

Pielęgnowana przez lata fasada dobrej rodziny powoduje, że nasze własne zmagania z rzeczywistością utrzymujemy w tajemnicy, czując się gorsi, nieudaczni i niezdolni do szczerych odpowiedzi na pytania z zakresu studiów, kariery, związków, terminu posiadania dzieci itp. Zawsze musimy liczyć się z bolesną ripostą w stylu – ja w twoim wieku to (…), kobieta nie powinna (…), chłopak powinien (…). Pominę już sferę obyczajowego rozpasania naszego pokolenia, z rozwiązłością i chlaniem włącznie (bo to robi z nas już diabły wcielone, które po ewentualnej demaskacji zostałyby niechybnie wydziedziczone).

w-te-swita-mozesz-poczuc-ze-nie-jestes-czarna-owca-rodziny-body-image-1450877759-size_1000

Co roku wpadamy w potrzask własnych dążeń i oczekiwań rodzinnych. Nasze babki i matki dbają o tę fasadę, zakłamując historię, milcząc nad opowieściami, które mogłyby nas wiele nauczyć i budować w rodzinie poczucie wspólnotowości. Gówniane wybory i smutne incydenty to element spajający. Coś co zaciera granice miedzy pokoleniami i czasami, coś dzięki czemu nasi krewni przestają być abstrakcyjnymi postaciami i zaczynają być bliskimi ludźmi.

Ostatnio zmarł mi dziadek, pojechałam na pierwszy tydzień żałoby z babcią A., pierwszy raz od lat spędziłyśmy ze sobą więcej czasu niż dobę.

Od dziecka byłam utrzymywana w przekonaniu, że pochodzę z rodziny idealnej.

Babcia A. była zdolną, piękną dziewczyną, młodość przepędziła na czytaniu, grze w teatrze i odpieraniu zalotów. Nie pojechała na studia bo drżała, że Warszawa sprowadzi ją na złą drogę, a autorytarna prababcia mówiła – „pojedziesz i nie będzie miał mi kto szklanki wody podać". W wieku 19 lat usłyszała:„ Jużeś bobka, szuraj mi na tańce, bo dłużej jak do jesieni cię trzymać nie będę".

Reklama

Pominę sprzeczność komunikatów, bo prababcia mieszkała z córką do końca życia. Babcia poszła na tańce i spotkała dziadka, kawalera niższego od siebie o dzikim spojrzeniu.

Decyzje o zaręczynach przypieczętowało przerażenie towarzyszące otarciu się dziadka o śmierć, kiedy zachorował na tyfus.

Wzrostu dziadka prababcia nigdy nie pozostawiła bez komentarza.

w-te-swita-mozesz-poczuc-ze-nie-jestes-czarna-owca-rodziny-body-image-1450877777-size_1000

Potem już były dzieci i zmagania z rolą przykładnej mieszkanki małego miasta, co polegało głównie na staraniach, by nikt z sąsiadów złego słowa nie powiedział.Po latach mam wrażenie, że ten lęk przed złą opinią otoczenia determinował wszystkie babcine działania.

Od dziecka byłam utrzymywana w przekonaniu, że pochodzę z rodziny idealnej. Kwitnące biznesy, nieskalana opinia, żadnych rozwodów, żadnego pijaństwa, żadnych bluzgów i nieuprzejmości. Cieniem kładło się istnienie wujaszka W. który palił, seplenił i lubił wypić, ale nawet ten cień przerobiono na swego rodzaju maskotkę rodziny.

Mimo, że W. doczekał się już wnuków, wciąż nazywany jest Lalą (ew. Panem Lalą). Jego przygody (które zwykle groziły utratą życia ale wychodził z nich cało, najwyżej z odciętym palcem) posłużyły do stworzenia serii uroczych mitów i anegdotek opowiadanych przy stole w trakcie świąt.

w-te-swita-mozesz-poczuc-ze-nie-jestes-czarna-owca-rodziny-body-image-1450877787-size_1000

Rok temu moi rodzice nadtłukli tę doskonałą tafle rozwodząc się po 30 latach, ale babcia wciąż uważa, że to żart primaaprilisowy. Skała zadrżała. Śmierć dziadka sprawiła, że worek niespodzianek otworzył się na dobre. Po dwóch dniach grzecznych rozmów, babcia usiadła i zaniosła się płaczem. Zaczęła od swojego ojca, kolejarza:

Reklama

Pradziadek B. człowiek bez skazy, dbający o rodzinę nagle zmienia postać. Staje się towarzyskim przystojniakiem, którego trzeba było przyprowadzać z pracy za rękę bo inaczej znikał na imieninkach kolegów, bądź w zupełnie innym mieście w lokalu o znamiennej nazwie „Gospoda pod modrym fartuszkiem" . Palił na potęgę a z żoną po powrotach do domu wojował o spokój tak zapalczywie, że raz wyjęli wspólnymi siłami drzwi z zawiasów.

Na pytanie o powody, dla których akurat mężczyzn należy utrzymywać w nieświadomości, dowiedziałam się, że miejsce tego typu ciężarów jest na barkach kobiet, a oni pewnie i tak by nie uwierzyli

Chwile później przechodzimy na przyszywane siostry babci, którym marzyło się wielkomiejskie życie:

Siostra J. po szkole pielęgniarskiej wyjechała do miasta stołecznego by rozwinąć skrzydła. Jako niebywale urodziwe dziewczę, cieszyła się powodzeniem pacjentów szpitala, co powodowało ogólne podenerwowanie siostry oddziałowej, starej panny.

W dniu imienin ciotki, kiedy zastępy kulawych gruźlików obdarowywały ją kwiatami, nastąpiła nieprzyjemna wymiana zdań między solenizantką a przełożoną. Coś w rodzaju – „to nie miejsce na takie cyrki młoda damo" i odpowiedź „a co, zazdrości siostra?" Dialog zaowocował zwolnieniem z pracy. O przygodzie rodzina dowiedziała się z plotek – czyli źródła, którego rodzina nie lubi najbardziej. Sama ciocia, okryta wstydem, odmówiła powrotu do domu i pojechała pracować w papierach jakiegoś PGR-u pod Szczecinem, gdzie wyszła za mąż w tajemnicy i odwiedziła dom dopiero 10 lat później.

Reklama
w-te-swita-mozesz-poczuc-ze-nie-jestes-czarna-owca-rodziny-body-image-1450877801-size_1000

Na koniec wypłynęły żale do dziadka, który – słodki jak miód dla reszty rodziny – w domowym zaciszu ponoć wulgarny i zły:

Na zdjęciach z młodości wciąż w otoczeniu obcych kobiet. „Oh, dużo wielbicielek miał ten diabeł". W domu był pod bezwzględną ochroną prababci, która – czegokolwiek by nie zrobił – brała jego stronę bo zamążpójście ceniła wyżej niż dobre samopoczucie własnej córki.

Historii było więcej, drobniejszych skaz pozwalających mi nareszcie na odnalezienie ludzkich cech w tych dotychczas tylko teoretycznie bliskich ludziach. To była nieopisana ulga i poczucie prawdziwej więzi i sympatii do własnej rodziny.

Miałam zamiar zachować to doświadczenie dla siebie, jednak…


Na Bałkanach rodzinne niesnaski wciąż rozwiązuje się, przelewając krew:


Na samym końcu rozmowy, która stanowiła dla mnie bezsprzeczną ulgę, babcia poprosiła by w żadnym wypadku nie opowiadać tych historii tacie ani żadnemu mężczyźnie z rodziny. Na pytanie o powody, dla których akurat mężczyzn należy utrzymywać w nieświadomości, dowiedziałam się, że miejsce tego typu ciężarów jest na barkach kobiet, a oni pewnie i tak by nie uwierzyli.

Patrząc na nią, jak zalana łzami podsumowuje wszystko, co bolało ją przez ostatnie pół wieku i na nowo zapakowuje te brudy w papier w słodkie reniferki, zrobiło mi się fatalnie smutno.

Ostatnio, biegnąc po schodach z nożyczkami, przypomniałam sobie babcie przestrzegającą mnie przed tą aktywnością „bo można sobie oko wyłupać". Czy na serio czy tylko takie mądrości starsze pokolenia są w stanie bez wstydu nam przekazać? I tak traktowałam tę radę jak mit i kiedy babcia nie patrzyła, cicho biegałam z nożyczkami, by go zweryfikować. Może byłoby inaczej gdyby powiedziała – „Wujek Rychu biegał i teraz nie ma oka"? Ale takie rzeczy się przecież w naszej rodzinie nie zdarzają.

Życzę wszystkim dobrych świąt i dzielenia się obok opłatka opowieściami, bo to nie chlebek bez zakwasu nas do siebie zbliża.

Śledź autorkę tekstu na jej profilu na Facebooku