Reklama
Kultura

Znachorzy, energetyczna woda i leczenie jajem, czyli ezo-hity lat 90.

Sprawdziliśmy, jak ludzie urodzeni w latach 80. i 90. wspominają swoje doświadczenia z domorosłymi praktykami magii

tekst Svitlana Palamarchuk
20 Czerwiec 2016, 11:06am

Fot. ze strony Zbigniewa Nowaka

W latach 90. zbiorową wyobraźnię oraz anteny telewizyjne krajów byłego Bloku Wschodniego opanowali wszelkiej maści „uzdrowiciele". Moi dziadkowie opowiadali, o popularnym przed 20 latu programie ezoterycznym Seans z Kaszpirowskim, gdzie w jeden z wieczorów prowadzący poprosił widzów, by położyli jakiekolwiek zegarki na telewizory, po czym zaczął wypuszczać fale energetyczne na cały kraj (dziadek twierdzi, że po kilku minutach zegarek przestał działać. W Polsce też był podobny program telewizyjny – Ręce które leczą. Tysiące osób stawiały wodę w butelkach przed ekranem po to, żeby Zbigniew Nowak ją naenergetyzował.

Trudno powiedzieć, czy popularność telewizyjnych znachorów była powodem, czy następstwem ich działalności w realnym świecie. Na jednego uzdrowiciela z telewizji przydały dziesiątki, jeśli nie setki samozwańczych cudotwórców, poukrywanych w niewielkich miejscowościach post-sowieckiej Europy.

Pamiętam, kiedy miałam 6 lat, pojechaliśmy samochodem na wieś, żeby uzdrowiciel oczyszczał mnie jajem (metodę oczyszczania jajem z czarów, uroków i chorób zupełnie serio prezentuje dziś największy polski portal internetowy). Przy wjeździe do jego domu stała długa kolejka z samochodów, czekaliśmy tam prawie cały dzień. Kiedy wchodziliśmy, wyszła do nas starsza pani z tacą, na której stały szklanki z ciemnymi zielonymi żółtkami. W sumie wyglądało to na zwykły domek na wsiach, nie powiedziałabym, że uzdrowiciel żył na bogato. Usiadłam na taboret, on pomodlił się z jajem w rękach i powiedział rodzicom, że teraz już wszystko jest w porządku. W końcu rytuał zajął mu 5 minut, za co oczywiście otrzymał hajs. Mama powiedziała, że kosztowało to około 100 hrywien (w tych czasach można było przez cały weekend grubo imprezować z tę kasę).

Jak okazało się przy rozmowie ze znajomymi, nie tylko mnie rodzice zabierali do uzdrowiciela. Porady znachorów, leżące gdzieś pomiędzy ludową tradycją a fascynacją new age, należało do pokoleniowych przeżyć dla mieszkańców naszej części kontynentu. Postanowiłam dowiedzieć się, jak ludzie urodzeni w latach 80. i 90. wspominają swoje doświadczenia z domorosłymi praktykami ezoteryki.

Anna, 26 lat

Jak byłam dzieckiem, rodzicieli zawieźli mnie do znachora. To było gdzieś za Łomżą. Właściwie to nie wiem, po co mi tam zawieźli. Nie miałam większych problemów ze zdrowiem, przynajmniej ich nie czułam. Wszędzie w domu wisiały jakieś obrazy świętej rodziny, jakieś krzyżyki, Matka Boża. Mówił, że wiedział, że jedziemy do niego. A potem powiedział, że jak byłam dzieckiem, to spadłam za łóżko – tak, że rodzicieli nie wiedzieli, gdzie jestem. Przeszukali cały dom i nie ma. A dziecko sobie spokojnie za łóżkiem leży. Skąd to wiedział?

Stwierdził, że ja mam jedną nogę krótszą, drugą dłuższą! Trzymał rękę na kolanie i niby je tam naprostowywał. Nie wiem, czy ja coś miałam naprawdę. Powiedział mi, że w przyszłości możliwie zostanę nauczycielką. Nie sprawdziło... Chociaż czasem prowadzę warsztaty dla dzieci.

Justyna, 36 lat

Byłam jako nastolatka w Gdańsku na Targu Dominikańskim u wróżki. Nie wierzę w to i mocno sceptycznie do tematu podchodzę. Ale na tych targach byłam po super ciężkim rozstaniu z facetem i szukałem nadziei na to, że jeszcze będziemy razem. Powiedziała, że mój drugi facet zostanie moim mężem i będę miała dwójkę dzieci... On dziś ma dwójkę, ale nie ze mną. To były zmarnowane pieniądze, szkoda kasy.


Jesteśmy nieufni. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Usłyszałam też coś w stylu, że starsza osoba w mojej rodzinie ma problemy zdrowotne. Odkrywcze bardzo. Każdy ma jakąś babcię, dziadka, ciotkę, czy też wujka. To jest jak z horoskopami, jak się trafi choć trochę pasujący, to twierdzisz, że się sprawdza, jak nie – zapominasz.

Paulina, 20 lat

Jako dziecko nigdy nie trafiłam do szeptunek, wróżek lub uzdrowicieli. Jednak w Rzeszowie rok temu, podczas świętowania dnia miasta, przy kościele stała długa kolejka do wróżki. Za darmo, więc mnie też zachciało się usłyszeć coś o swojej przyszłości.

Wtedy wróżka powiedziała, że miałam byłego chłopaka, który wciąż wisi mi hajs, że mam problem ze zdrowiem, że mam zaplanowaną podróż – i w tym wszystkim miała rację. Otrzymałam wtedy poradę zawsze mieć przy sobie zielony kamień, żeby spotkać miłość życia, ale nie robię tego. Do końca nie wierzę w podobne rzeczy.

Natalia, 22 lata

W dzieciństwie miałam zbyt dziwny problem. Kiedy miałam 10 lub 11 lat nagle zaczęłam mrugać tysiąc razy w sekundę. Trochę przesadzam, ale tak było – mrugałam nadmiernie często. Rodzicieli odwieźli mnie do babci Stefanii, która mieszkała gdzieś na wsiach. Pamiętam, że było oczyszczanie jajkiem, ona modliła się, chodziłam dokoła noża i, wydaje mi się, piłam te jajka. I minęło u mnie to mruganie, nie od razu, za kilka dni. Nie bałam się tych rytuałów. Babcia robiła to, co uważała za potrzebne. Powiedziała wtedy, że ganiali za mną chłopcy, ja wystraszyłam się i dlatego mam ten problem z mruganiem.

Nie tak dawno znów byłam u szeptunki – mam problem ze zdrowiem i żadne leki nie działają, bardzo mnie boli żołądek. Była to wróżba z wosku i usłyszałam prawdziwe rzeczy o sobie. Żadna z tych staruszek nie miała cennika lub czegoś podobnego, w każdym razie nie był to biznes. Podobne panie nie mają reklamy w internecie lub telewizji, klienci są ich reklamą.

Alex, 25 lat

Moja matka bardzo interesowała się tematem ezoteryki. Kiedy chorowała, to brała mnie ze sobą i jechaliśmy do szeptuch na wsi. Miałem wtedy siedem lat, może osiem, nie więcej. Głownie były to rytuały związane z oczyszczaniem jajkami. Każda staruszka miała własny sposób na ich utylizację – któraś mówiła, że warto zakopać jaja akurat pod brzozą; któraś, że trzeba jeszcze modlić się kilka dni, a później wylać do szklanki i zobaczyć żółtko, czy jest ciemny.

Matka jest lekarką i uważa, że są takie rzeczy, na które współczesna medycyna nie ma żadnego wpływu. Ja osobiście w to nie wierzę.