Reklama
Kultura

Poszłam do trzech polskich wróżek, by poznać ich moce

Postanowiłam sprawdzić, jak się w Polsce ma sfera ezoteryczna i co dzisiaj proponują swoim klientom przedstawicielki zawodu wróżki. Wybrałam się do trzech z nich

tekst Kamila Korońska
14 Marzec 2016, 10:31am


Oczyszczanie aury ogniem. Na zdj. Selena Sas z Centrum terapii naturalnej – „Mandagaz". Fot. Kamila Korońska.

Dla większości dzieciaków, którzy dorastali z sagą J. K. Rowling, akceptacja swojej zwyczajności pojawiła się wraz z brakiem otrzymania listu rekrutacyjnego ze szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, przed ukończeniem jedenastego roku życia. Pozostali śmiertelnicy odbywali trasę „od mitu do logosu" na własną rękę. Zaczynając od fizyki, po których oglądanie Davida Coperfielda nie było już tak samo pasjonujące; kończąc na sceptycznych pismach filozoficznych wykopujących metafizykę z całym pakietem wierzeń gdzieś w odmęty kosmosu.

Badacz antropologiczny, J. G. Frazer w swoim tekście „Złota Gałąź" poświęconym obserwacjom nad pierwotnym systemem wierzeń i magii, nie przebierał w słowach, opisując samo zjawisko jako „fałszywy systemem praw przyrody i równocześnie zespół fałszywych wskazówek postępowania. Jest to zarówno fałszywa nauka, jak i zawodna sztuka", a ludzi zajmujących się magią potępił, uznając, że rozumują w taki sam sposób, jak spożywają pokarmy: „nie zadają sobie sprawy z procesów intelektualnych i fizjologicznych, istotnych przy jednej i drugiej czynności". Według Frazera jednak magia torowała drogę nauce, która była najwyższym stadium kultury. Różnica polegała, na używanych narzędziach. Wraz z rozwojem nauki, człowiek miał kontrolować siły przyrody, a nie jak to było wcześniej zawierzać wyłącznie przychylności sił nadprzyrodzonych.

Przyznanie się do wiary w siły paranormalne, magię, czy nawet reinkarnacje, dla wielu jest synonimem naiwności lub zacofania (zwłaszcza w dobie komputerów). Jednak, jak się okazuję w wysoko technologicznie rozwiniętym kraju, jak Ameryka: aż 71% populacji przyznaje się do wiary w cuda, 42% w duchy, a 41% uważa, że komunikacja telepatyczna jest możliwa. Niemalże w każdej kulturze spotykamy się z pewnymi zabobonami, które mniej lub bardziej determinują niektóre z naszych wyborów.

Postanowiłam sprawdzić, jak się w Polsce ma sfera ezoteryczna i co dzisiaj proponują swoim klientom przedstawicielki zawodu wróżki. Wybrałam się do trzech z nich.

Terapia Tarotem?


Pani Regelinda. Fot. Iza Zborowska.

Wróżka Regelinda, na swojej stronie internetowej w opisie działalności zaczyna od przewrotnego cytatu psychoanalityka C. G. Junga: „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem". Czytając taki wstęp do oferty wróżki, to trochę tak jakby wypożyczalnia strojów św. Mikołaja zaczęła się ogłaszać na oficjalnym portalu Świętego: Santa Claus Office. Jak tłumaczy sama pani Hanna (bo tak naprawdę ma ina imię), przeświadczenie o tym, że nie ma czegoś takiego jak absolutny determinizm, wykształciło się u niej przez pogłębianie wiedzy z systemów funkcjonowania człowieka i terapii im przypisanych.

Sama zresztą mówi o sobie również, jako o terapeutce. Co nie oznacza, że pewien rodzaj przeznaczenia nie jest nam dany, ale według wróżki Regelindy powinniśmy raczej o nim myśleć jak o potencjale, którym dysponujemy. Wynika on często z naszego pochodzenia, materiału, genetycznego i otoczenia, w którym żyjemy – „Najczęściej odpowiadam, że coś zdarzyć się może, dlatego że energia idzie za uwagą i jeżeli dowiadujemy się czegoś w taki sposób, to możemy też pewne rzeczy zmienić".

Taką przykładową sytuacją jest np. okres przygotowań do matury, czyli kwiecień-maj, kiedy młodzież przychodzi po poradę przed pierwszym decydującym egzaminem. Regelinda, zagląda wtedy w karty, które są dla niej rodzajem „mikroskopu" pomagającego pewne sprawy lepiej zinterpretować: „Mniej lub bardziej wprost, to zależy z kim i o czym rozmawiamy, jaką formę przyjmiemy i jest to podpowiedź, o najbardziej możliwej formie zdarzeń. Jest ona po to, żeby móc się do niej odnieść". Dlatego w trakcie wróżenia odbywa się również rozmowa, bo jak zauważa, często jest konfesjonałem ludzi próbujących uciec od swoich problemów, samotnych, którzy nie wiedzą jak z powrotem trafić na właściwą drogę. Od psychologa i psychiatry różni ich to, że mają mocne karty w ręku i swoją sugestię mogą czymś podeprzeć, a kontakt z nimi jest tak niewinny, jak zwierzanie się anonimowemu współpasażerowi w pociągu. Można wyjść z ich gabinetu i nigdy nie spotkać, można im uwierzyć, albo wręcz odwrotnie zaśmiać się pod nosem.

Stary fanpage VICE przestanie działać 1 kwietnia. Już teraz polub nowy

Dowolności w interpretacji jest sporo, ale jak zauważa Ola Nowak, która wykonuję swój zawód wróżbiarski w telewizji ezoterycznej: „Ludzie powinni chodzić do wróżbiarzy, dlatego, że po pierwsze muszą sformułować problem w swojej głowie, a po drugie, kiedy dostają już odpowiedź, to muszą się do niej ustosunkować, dzięki temu wychodzą ze znacznie jaśniejszym poglądem na jakąś sprawę. Są albo bardziej, albo mniej świadomi, jeśli z czymś się nie zgadzają to łatwiej im zrozumieć problem, albo czego tak naprawdę by chcieli". Przepowiednie wróżki, nawet te gorsze, nie muszą być więc traktowane jak złowrogie zapowiedzi nadchodzącej klęski, przed którą nie ma ucieczki. Więcej jest w nich podpowiedzi w tym, jak działać i jak spojrzeć na świat z nowej perspektywy.

Ludzie nie lubią chaosu, dlatego często doszukujemy się konieczności w zjawiskach losowych lub zupełnie odwrotnie, chcemy, żeby ktoś zrzucił z nas odpowiedzialność za swoje czyn. Determinizm dla wielu jest ucieczką od bolączki wolnej woli, co zresztą sugerował francuski egzystencjalista Jean-Paul Sartre, w „Bycie i nicości". Wykorzystujemy wtedy przeznaczenie, jak uniwersalny klucz, który otwiera wszystkie zamki. Wierząc w przeznaczenie, lepiej nam przetrawić rzeczywistość.

Niekiedy jednak, jak sądzi Regelinda, okazuje się, że myślenie magiczne jest jedynym ratunkiem od beznadziejności. Wróżka nawiązuję tutaj do historii, lotników z Dywizjonu 303, którzy w jednej z kawiarni ukrywali w elementach wystroju pieniądze, które mogli wydać dopiero po kolejnej misji – „Na pewno wszystko jest w naszej głowie. Czasem w faktach, a czasem w tym czymś. Nienazwanym, niedotkniętym, co daję nam wiarę w niemożliwe".


Klątwa w butelce. Zobacz inne artefakty w zbiorze pamiątek po po matce współczesnych czarownic.

Magia w Telewizji

„Good afternoon, ladies and gentlemen. It is with great pleasure that I introduce you to the magic of television" – powiedział Leslie Mitchell, otwierając pierwszą transmisję BBC w Sierpniu 1936 roku. W wypadku telewizji okazuje się, że odległość i kontakt, nie mają znaczenia na wartości wypowiedzianej wróżby. Jak twierdzi Ola Nowak, zatrudniona w jednej z telewizyjnych stacji ezoterycznych – „Ludzie, którzy tam pracują, tak jak wszędzie zaangażowani są w to, co robią. Wykonując ten zawód, mają swój konkretny zasięg działania, swoje moce i to jest szczere, nie ma w tym cynizmu". Odbiega to jednak bardzo od standardowego myślenia o tym, jak wyglądać powinna wizyta u wróżki.


Przykład, jak też mogą wyglądać telefony do telewizyjnej wróżki


Zamiast zapalonych świec i kadzideł, jest plan zdjęciowy, gdzie na blacie stołu przed widzami rozkładane są karty. Metoda niby mało inwazyjna, bo jedyne co musisz zrobić to wykręcić numer lub wysłać SMS z męczącym cię pytaniem. Serwis ma jednak swoją cenę, tylko że jak mówi nam Ola Nowak – „wróżenie nigdy nie odbywa się za darmo, zawsze powinno być za pieniądze, albo za coś innego".

Problem pojawia się jednak przy „taśmowości" stawianych wróżb. Jak mówi Nowak, na „zrobienie rozkładu" w telewizji, wróżbita ma około 5 minut. Telewizja narzuca swoje tempo, co wpływa z kolei na rodzaj tych wypowiedzi. W trakcie emisji musi wywiązać się element dramaturgiczny, żeby widz, którego treść wróżby nie dotyczy, pozostał zainteresowany tym, co dzieje się na ekranie. Według Nowak, to zrozumiałe, że ludzie korzystają z tego typu usług również w telewizji – „chcą poczuć moment niezwykłości, potrzebują, żeby ktoś zajął się ich problemem". Tego typu serwisy są całodobowe, na wyciągnięcie ręki, co sprzyja z ich korzystania, nawet kiedy jakaś wątpliwość nie pozwala ci zasnąć w środku nocy.

Zła energia z kosmosu, czyli co się dzieje jak się źle dzieje

Pani Jolanta występująca jako Selena Sas, z Centrum terapii naturalnej – „Mandagaz", przytacza list byłej klientki, pani Joanny, gdzie możemy przeczytać: „Oczyszczała tatę trzy razy energetycznie, po trzech miesiącach przyjechała znowu i pracowała z nim, usuwając również zakrzepicę w nogach. Dobrze wszystko poszło, choroba cofnęła się i tata żyje". Pani Jolanta pracuje z energią, a według niej pozytywny balans w naszym życiu zachowany jest głównie przez unikanie złych emocji, które tworzą negatywne energie szkodzące ludziom zarówno na płaszczyźnie zdrowotnej, jak i życiowej. Od pani Jolanty dowiaduję się, że takie złe siły (egregory) mogą przyczaić się w budynkach, miejscach publicznych, no i przede wszystkim w ludziach, którzy, choć czują ich skutki działania, to nie potrafią się od nich uwolnić. Co gorsza, według bioenergoterapeutki, są one zaraźliwe tak samo, jak każda infekcja. Brzmi znajomo, jak krąg życia, o którym śpiewa Elton John i zbawienna moc karmy.

Zobacz pamiątki po matce współczesnych czarownic

Magia to według Seleny, nic innego jak energia, z którą można pracować – „Możemy ją w sobie wykształcić. To od naszej cierpliwości i sumienności w pracy, z innymi ludźmi, będzie zależało, jak daleko dojdziemy". W myśl zasady, że jesteśmy panami swojego losu, możemy swoje życie zmieniać do woli. Pomagać w tym mają, medytację, w których jak architekci tworzymy wizualizację swojego życia. Naiwną wiarę w przeznaczenie zastępujemy czymś w rodzaju planu, a więc korzystamy z przywileju własnej woli, wówczas jak twierdzi Selena – „zbieg różnych okoliczności i zdarzeń sprawi, że z wyboistej ścieżki trafiasz na prostą, szeroką aleję". Zanim jednak na nią trafimy, może się zdarzyć, że na tej nie do końca poukładanej drodze przylgnie do nas „zła energia", która tkwi w tym, co psychologia klasyfikuje, jako negatywne emocje: złość, zazdrość, lęk.


Zobacz iluzjonistkę, przy której facetom miękną kryształowe kule


Zdaniem bioenergoterapeutów choroby i inne dysfunkcje naszego organizmu powstają właśnie w wyniku kumulacji tych złych energii albo „insektów" jak wolą je nazywać pozostali. Analogicznie, w medycynie konwencjonalnej, uznaje się czynniki stresowe za szkodliwe dla stanu zdrowia, z tym wyjątkiem, że lekarze nie zajmują się badaniem źródeł szkodliwych emocji, bo nie jest to potrzebne w diagnostyce i leczeniu farmakologicznym.

Według Seleny jednak „złą energię" można zneutralizować. Jak twierdzi, tak czynili od wieków i nadal czynią, szeptunki czy szamani ze wszystkich kontynentów. Za ich przykładem, swoim klientom oferuję rytuały oczyszczające m.in. jakiem, woskiem lub ogniem. Co ciekawe, jak zapewnia Selena, z wosku można ulać fantastyczne kształty, które odzwierciedlają dany przypadek, i tak w myśl tej zasady – kobiecie, która np. nie może urodzić dziecka, uleje się matka trzymająca niemowlę.

Ten dobrze znany rytuał, jest po dziś dzień elementem andrzejkowych wróżb. Są to techniki tradycyjne, nawiązujące do ludowych metod, które jak twierdzi, długo poszukiwała i testowała.

Według niej siłą budującą ten świat, albo raczej trzymającą kupy jest pozytywne nastawienie, które przejawia się w m.in. samoakceptacji, altruizmie i dobrej woli. Nie szkodzenie innym wpływa dobrze na stan karmy, rozumianej również jako sumienia. Unikanie wampirów energetycznych, jest w tym wypadku receptą na sukces. Trzeba przyznać, że bardziej od magicznego zaklęcia – brzmi to, jak filozofia życia.

Umiejętność tworzenia związków przyczynowo-skutkowy, jest jednym z podstawowych mechanizmów ewolucjonizmu, który pomógł przetrwać naszemu gatunkowi. Łatwiej jest nam zmierzyć się z rzeczywistością, wiedząc, że coś lub ktoś jest odpowiedzialny za aktualny bieg wydarzeń. Wielokrotnie słyszymy o tym, że każda akcja ma swoją reakcję (i najczęściej sprawcę), dlatego często chcąc ukryć swoje błędy, korzystamy z płaszczyka niepowodzenia podyktowanego przeznaczeniem..

Możemy wtedy myśleć, że mamy „pecha" albo że „tak miało być ", bo wszystko, co się dzieje, ma swój cel narzucony nam przez nadnaturalną siłę.

W innych przypadkach czekamy aż „karma police" zgarnie osoby, które popsuły nam krew, bo sami nie chcieliśmy albo nie mogliśmy się z nimi rozprawić. Wierzymy, że dobra energia, którą wysyłamy innym, kiedyś do nas wróci, nawet jeśli rzesza ekspedientek sklepowych zdaje się nigdy nie odwzajemniać naszego uśmiechu. A czasem, tak jak w przypadku lotników z Dywizjonu 303, potrzeba nam po prostu trochę nadziei i wiary, w to, że coś jest możliwe. W jakim stopniu to wszystko mechanizmy psychologiczne, a faktyczne działanie energii, to osobista decyzja każdego z nas. Moją odpowiedź byłoby: whatever floats your boat.