18+

Jaki był twój najgorszy przypał podczas masturbacji?

„Nie chciałam guglować »papryka jalapeño wagina«, bo to by kompletnie zaśmieciło moją przeglądarkę”

tekst Mica Lemiski; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
03 Maj 2017, 12:23pm

Kadr z filmu „American Pie”

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Canada

Gdy rozłożyć masturbację na czynniki pierwsze ‒ odrobina prywatności, powiew inspiracji, chwila ręcznych robótek, a po wszystkim, miejmy nadzieję, szybkie sprzątanie ‒ jak na dłoni widać, że nie ma tu się czego wstydzić. Jednak w przypadku młodych ludzi, którzy jeszcze nie do końca ogarniają, jak to wszystko działa, każda próba może się skończyć bezdennym wstydem, a nawet szkodami na ciele lub umyśle.

W ramach swego rodzaju kampanii społecznej poprosiliśmy kilka osób, którym nieobce jest samozaspokojenie, by opowiedziały o swoich najgorszych przypałach i najbardziej żenujących wpadkach związanych z masturbacją. Ponieważ nawet jeśli uważasz się za prawdziwego wyjadacza w kwestii jazdy na ręcznym, poskramiania jednookiego węża, czochraniu bobra, czy innego eufemizmu, jakiego używasz, raczej na pewno nie zaczynałeś od razu jako mistrz masturbacji.

Johnny, 24 lata

Jechałem samochodem z Calgary do Edmonton. Poprzedniej nocy trochę zabalowałem, więc miałem nieziemskiego kaca. Otworzyłem okno, puściłem radio na cały regulator i robiłem wszystko, żeby tylko nie zasnąć za kółkiem, ale byłem tak zmęczony, że właściwie w każdej chwili mogłem odpłynąć i spowodować karambol.

Zacząłem się zastanawiać, co jeszcze mógłbym zrobić? No i wpadłem na pewien pomysł: po prostu zjadę sobie na ręcznym ‒ to powinno mnie rozbudzić. Bułka z masłem. Uznałem, że nie będę się spieszył i dam sobie jak najwięcej czasu na dojście. Zabrałem się do dzieła i wszystko szło świetnie, bo przez dłuższy udawało mi się to ukryć przed innymi kierowcami. Jednak w pewnym momencie nieco się zapomniałem (niewiele mi już brakowało) i za późno zauważyłem, że obok mnie pojawiła się jakaś ciężarówka, zdecydowanie za blisko. Od razu przyspieszyłem i ją wyminąłem, żeby jej kierowca mnie nie zobaczył.

Fot. Rennett Stowe na Flickr

On też przyspieszył i się ze mną zrównał. Musiał wszystko zobaczyć, bo zatrąbił na mnie dwa razy, jak na tirowca przystało. Szybko schowałem ptaka i po prostu nie mogłem się nie roześmiać. Tyle że z tego wszystkiego jeszcze nie doszedłem, więc gdy ciężarówka została już w tyle, znów go wyjąłem i spróbowałem dokończyć ‒ ale zupełnie mi nie szło. I to chyba było najgorsze: sam sobie narobiłem smaku, a potem zostawiłem na lodzie.

No ale przynajmniej dotarłem do Edmonton w jednym kawałku, więc wszystko dobre, co się dobrze kończy, prawda? [śmiech].

Kendra, 28 lat

Gdy miałyśmy jakieś 13 czy 14 lat razem z moją przyjaciółką urządzałyśmy wymyślne imprezy z masturbacją. Nie zapraszałyśmy na nie nikogo innego: po prostu we dwie siedziałyśmy i opowiadałyśmy sobie wyszukane, rozbudowane fantazje erotyczne, a potem, no wiesz, brałyśmy sprawy we własne ręce. Obie strasznie jarałyśmy się teatrem, więc jedna z naszych ulubionych fantazji wyglądała tak: Upiór z Upiora w operze spływał jak na skrzydłach ze strzelistej wieży i proponował nam (tak uprzejmie, jak tylko się da!) seks. A potem oczywiście zrzucał swoją maskę, pod którą skrywał twarz tego z chłopaków, w którym się akurat kochałyśmy.

Tak czy inaczej, jedną z naszych „imprez" urządziłyśmy po obejrzeniu Dumy i uprzedzenia i kompletnie zwariowałyśmy na punkcie pana Darcy'ego. No jak tu się w nim nie zakochać!? Siedziałyśmy w pokoju mojej przyjaciółki i zaczęłyśmy się dotykać. Muszę tu dodać, że oboje jej rodzice byli na maksa religijni. Tego dnia jej mama wróciła wcześniej z pracy i nagle znalazła się pod drzwiami pokoju. W tej samej chwili, gdy weszła, zeskoczyłyśmy jak oparzone z łóżka, ale nie dało się nie domyślić, co robiłyśmy, bo byłyśmy całe spocone i zadyszane. Dzięki Bogu wciąż miałyśmy na sobie ubrania, ale i tak wiedziałyśmy, że ona wie. Oczywiście wszyscy woleliśmy to po prostu przemilczeć, bo jej rodzina była strasznie negatywnie nastawiona do seksu.

Ten przypał nie zniechęcił nas do dalszych imprez. Wiesz, masturbowałam się praktycznie od kołyski. Ocierałam się o meble i w ogóle. Po prostu zawsze tego potrzebowałam.

Dom, 25 lat

Gdy miałem 10 albo 11 lat, mój starszy brat zaprosił swoich kolegów do siebie na nocowanie. W tym wieku ludzie chyba po prostu zaczynają gadać o seksie, opowiadać sprośne żarty i w ogóle. Szwendałem się po pokoju z kąta w kąt i starałem się jakoś dołączyć do rozmowy, gdy podsłuchałem, że mówią o masturbacji. Jeden z nich zażartował sobie i zapytał: „Co, będziesz dziś jeszcze walił konia?" i potrząsnął zaciśniętą pięścią na wysokości krocza ‒ wiesz, ten gest, który naśladuje masturbację. A ja nie wiedziałem, jak się masturbować, więc gdy to zobaczyłem, pomyślałem: „O rany, więc tak to się robi!".

Tej nocy, gdy szedłem spać ‒ a nie miałem erekcji, bo przecież w wieku 10 lat takie rzeczy zbyt często się nie zdarzają ‒ kiedy leżałem już w łóżku, zacisnąłem pięść i zacząłem się nią okładać po moim miękkim ptaku. Chryste, ale to bolało! Na jakieś dwa lata dałem sobie spokój z masturbacją. Myślałem sobie: „nie, to chyba nie dla mnie".

Fot. Marc Roberts na Flickr

Margaret, 24 lata

To była deszczowa niedziela i gotowałam chilli con carne. Lubię, gdy wychodzi ostre, jak to się mawia: muy picante. Pokroiłam warzywa i resztę, w tym sporo papryczek jalapeño i wrzuciłam wszystko do garnka. Umyłam porządnie ręce (a przynajmniej tak mi się zdawało) i usiadłam na kanapie, żeby pooglądać trochę reality show o modelkach, w oczekiwaniu aż jedzenie będzie gotowe.

Gdy napięcie w programie siadło, pomyślałam: „no cóż, trochę mi się nudzi i chce spać, siedzę na kanapie w dresie, więc może by tak sobie zrobić dobrze?". Po paru minutach już witałam się z gąską, już czułam nadchodzący orgazm, gdy nagle zauważyłam, że moja cipka zaczyna trochę piec. Zaczęłam się zastanawiać: „hmm, o co tu może chodzić?" i przez chwilę to ignorowałam, ale nagle zaczęło STRASZNIE BOLEĆ ‒ jakby ktoś polał mnie tam benzyną i podpalił! Okropnie się wystraszyłam, ale potem zdałam sobie sprawę, że pewnie na moich palcach zostało trochę soku z papryczek. Oczywiście zaczęłam szukać w Google'u jak sobie z tym poradzić. Wstukałam coś w stylu: „sok papryka jalapeño na skórze piecze co robić?".


Tutaj nikt cię nie ocenia. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Nie chciałam guglować „papryka jalapeño wagina", bo to by kompletnie zaśmieciło moją przeglądarkę. Tak czy inaczej, na Wikihow przeczytałam, żeby „podrażniony obszar" polać mlekiem. Nalałam więc sobie spory kubek, usiadłam na toalecie, odchyliłam się do tyłu i zaczęłam gasić pożar. Bardzo dziwne uczucie, ale ulżyło mi w moich męczarniach. Po wszystkim wzięłam prysznic i zjadłam całą miskę chilli. Było pyszne.

Anouk, 30 lat

Kiedyś opiekowałam się dziećmi z bardzo, bardzo bogatej rodziny. Mieszkali w prawdziwym pałacu, a w łazience mieli taki cudowny, gruby, puszysty dywanik. Gdy dzieci już spały, chodziłam do łazienki i masturbowałam się, leżąc na tym dywaniku. Zostawiałam drzwi szeroko otwarte, żeby usłyszeć dzieci, gdyby czegoś ode mnie potrzebowały. Jednak pewnego razu ich pies (mieli psa, który wabił się Kolo ‒ ręce opadają) wszedł do łazienki, gdy robiłam sobie dobrze. Nie znosiłam tego pieprzonego sierściucha. To był Bichon Frise, najbrzydszy kundel pod słońcem, słowo daję. W każdym razie może na widok mnie masturbującej się na dywaniku Kolo się podniecił, sama nie wiem, i nagle zaczął ruchać moją nogę. To był jakiś koszmar i kompletnie zepsuł cały nastrój. A w dodatku od tamtej pory za każdym razem, gdy przychodziłam do tego domu, pies na powitanie posuwał moją nogę.

Nieważne czym się akurat zajmowałam: zmywaniem, odkurzaniem, czymkolwiek, Kolo się do mnie dobierał. To było strasznie żenujące, bo czułam, że rodzice wiedzieli, co się święci. Wiesz, tak jakby się domyślili, że używałam ich domu jako przybytku masturbacji, bo nagle dla ich psa stałam się symbolem seksu.

Kadr z filmu „American Pie"

Theo, 25 lat

Gdy byłem nastolatkiem, sporą popularnością cieszył się sposób na walenie konia w skarpetkę. Z logistycznego punktu widzenia miało to sens, ale chyba nie przemyślałem, co po wszystkim zrobić ze skarpetą. Miałem jakieś 14 lat, siedziałem w swoim pokoju i uprawiałem rękodzieło, gdy uznałem, że czas przetestować metodę ze skarpetką. Fakt, problem sprzątania po zabawie był rozwiązany, ale wciąż miałem skarpetę pełną dowodów moich uniesień. Nie mogłem jej wrzucić do kosza na brudy, bo pranie robiła mi mama. Na pewno by ją znalazła i odkryła, że jestem dorastającym chłopcem i robię to, co wszyscy dorastający chłopcy. Rzecz miała się podobnie ze śmieciami, bo wtedy chyba żyłem w przeświadczeniu, że mama jest jakimś podejrzliwym śmiecionurkiem i przeczesuje wszystkie domowe odpadki.

Nasz dom od tyłu wychodził na las, więc uznałem, że skarpetce najlepiej będzie na łonie natury. Poszedłem na skraj naszego podwórka i cisnąłem ją między drzewa. Tylko że wtedy była zima i na drzewach nie było w ogóle liści. Skarpeta zahaczyła się o gałąź bardzo wysokiej wierzby. Wisiała na wysokości ok. 10 metrów, biała jak śnieg i powiewała niczym flaga kapitulacji przez następnych kilka miesięcy, aż zwiały ją letnie burze. Oczywiście moja mama od razu ją zauważyła. Pytała każdego w domu, o co chodzi z tą skarpetką, a ja twardo się wszystkiego wypierałem.

Tłumaczenie: Jan Bogdaniuk


Więcej na VICE: