Reklama
przemoc

Rosyjscy kibole zaczynają trenować MMA

Do niedawna brytyjskich pseudokibiców uważano za kwintesencję tego, co w piłce nożnej najgorsze. Wszystko jednak wskazuje na to, że tytuł najbrutalniejszych kiboli należy do Rosjan

tekst Jeff Harder; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
08 Maj 2017, 4:00am

Fot: Tomasz Gzell/EPA

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Sports

Jak podaje portal Gazeta Wyborcza w Katowicach, policja udaremniła zasadzkę ok. 200 kiboli Ruchu Chorzów, Wisły Kraków i Elany Toruń, którą szykowali przy trasie A4 na kibiców Śląska Wrocław. Część z nich miała być uzbrojona w siekiery, maczety i noże.

Kibole walczą ze sobą z jednego prostego powodu: chcą pobić kibiców przeciwnej drużyny. Nie ma tu żadnego drugiego dna: nie przynosi to im żadnych korzyści geopolitycznych czy uznania w ojczyźnie, nie bronią też w ten sposób własnego honoru. Daleko temu też do wdzięku sztuk walki, to po prostu mordobicie dla samej frajdy z mordobicia. I chociaż przez długi okres to brytyjscy pseudokibice uchodzili w Europie za kwintesencję tego, co w piłce nożnej najgorsze, wszystko wskazuje na to, że Rosjanie wkrótce odbiorą im tytuł najbrutalniejszych kiboli świata.

Pod koniec kwietnia The New York Times opublikował artykuł poświęcony rosyjskim pseudokibicom. Po raz pierwszy stało się o nich naprawdę głośno podczas Mistrzostw Europy w 2016 roku, kiedy to pojechali do Francji, przypięli na czoła kamery sportowe i zmasakrowali swoich przeciwników z Anglii (jak raz wyjątkowo spokojnych). Jednak nie przypominało to zwyczajnych burd, których uczestnicy są na bani i bez gracji okładają przeciwników pięściami. Nie, współcześni rosyjscy kibole trenują boks, zapasy, Muay Thai i mieszane sztuki walki (MMA), a do tego trzymają się z dala od alkoholu. Właśnie na potrzebę ustawek.

Co za żałosna, patologiczna subkultura. Jednak jak podaje Times, istnieje wśród nich pewien kodeks honorowy: walkę wręcz uznaje się za bardziej męską, wszelka broń jest zabroniona, nie wolno skakać innym po głowie oraz atakować przechodniów, a jeżeli druga strona mówi „stop", należy przestać. Co więcej, z powodu nadchodzącego Pucharu Konfederacji 2017 oraz Mistrzostw Świata, które w 2018 roku odbędą się w Rosji, tamtejsza policja zaczęła ścigać wszystkich kiboli. W związku z tym bojówki od pewnego czasu organizują ustawki w lasach: kibice przeciwnych drużyn zakładają rękawice do MMA i okładają się między drzewami. W bójkach potrafi brać udział kilkadziesiąt osób.

Uwaga: poniższy film pokazuje sceny przemocy.

To, że mieszane sztuki walki zaczęły przenikać świat żenujących zamieszek, może wydawać się niezwykle smutnym zjawiskiem. Warto jednak pamiętać, że korzystanie z profesjonalnych technik podczas spontanicznych burd nie jest niczym nowym. Na Hawajach społeczności surferskie korzystają z brazylijskiego jiu-jitsu, aby przegonić nowe osoby z własnych miejscówek, a dwa lata temu zawodnik rugby w trakcie meczu uwięził swojego przeciwnika w tzw. kluczu na stopę (ang. leg-lock). Czasem sytuacja wygląda odwrotnie i to kibole trafiają do świata sportu: dawny kibol Artur Szpilka (20-2, 15 KO) został bokserem, a w zeszłym roku zawalczył z Deontay'em Wilderem o pas WBC mistrza świata wagi ciężkiej. Pojawiły się nawet głosy, że można w pewien sposób wykorzystać takie zachowania: rosyjski polityk zasugerował, aby z kibolskich burd uczynić oddzielny sport, natomiast M-1 Global zorganizowało w lutym pojedynek MMA między przeciwnikami z rywalizujących klubów.

Nie tylko sport. Polub nasz fanpage VICE Polska na Facebooku

Jednak przerażający jest fakt, że obecne starcia pseudokibiców stały się czymś zaplanowanym i celowym. Bójki w trakcie meczu oraz obok stadionu to oczywiście czysta głupota, ale jeszcze w przypadku skrajnego upojenia alkoholowego oraz nudy podczas remisowej rozgrywki można próbować je jakoś wytłumaczyć. Pijackie, nieporadne ciosy nie stanowią również takiego zagrożenia dla cudzego życia. Natomiast jeśli idziesz na ustawkę kompletnie trzeźwy, a do tego w wolnym czasie przygotowujesz się do tego na siłowni, takie burdy przestają być spontaniczne. Stają czymś zupełnie innym – aspołeczność zamienia się w psychopatię, a narzucony na siebie nakaz, żeby nie skakać innym po głowie, szybko może ulec zmianie.

Jednak i tak znajdujemy się już w szarej strefie moralności. Takie potyczki to nic nowego: korzenie kibolstwa sięgają aż XIV wieku. Tak naprawdę nikt się martwi o to, że chuligani dają zły przykład i odstraszają sponsorów – najważniejsze, aby nie krzywdzili niewinnych przechodniów. Jeżeli tak mocno pragną walczyć w imieniu swojej ukochanej drużyny, że są gotowi pójść z kolegami do lasu i naparzać się z innymi, godziny spędzone na siłowni może rzeczywiście mają jakiś sens. Jednak niech nie ważą się w to wciągać innych.