Filmowe namiętności, czyli kilka słynnych pocałunków

Nie ma to jak dobrze wyreżyserowany, filmowy pocałunek. Łagodzi obyczaje, koi nerwy, raduje naszą sentymentalną naturę. Zachęcamy do przypomnienia sobie razem z nami kilku słynnych filmowych pocałunków, w końcu nie ma na to bardziej odpowiedniej pory niż wiosna.

Notebook

Videos by VICE

(Ryan Gosling, Rachel McAdams)

Czy istnieje bardziej archetypiczna scena pocałunku w deszczu? Ich miłość grozi niepożądanym mezaliansem, do którego matka dziewczyny za wszelką cenę nie chce dopuścić, chociaż gdyby spodziewała się, że Ryan Gosling zagra w „Drive”, pewnie zmieniłaby zdanie. Mija więc siedem lat w atmosferze nieporozumienia, aż nagle dochodzi do spotkania i okazuje się, że on do niej pisał, a matka chowała listy, ich miłość rozkwita na nowo, uczucia eksplodują, słowa zostają dramatycznie wykrzyczane, a wszystkie podatne na melodramaty panie domu przez tydzień chodzą lekko śnięte i zapominają kupić mleko. Co mówi Gosling zanim ją pocałuje? Nie mówcie, że nie wiecie.

Uwierz w ducha

(Demi Moore, Patrick Swayze, Whoopi Goldberg)

Miłość, zemsta i garncarstwo, chociaż jednak przede wszystkim miłość. Gdyby nie Whoopi Goldberg i koleżka grający ducha z metra nie dałoby się tego oglądać. Kiedy widziałam ten film z perspektywy osoby dorosłej uderzyło mnie, że w najbardziej wzruszającej scenie filmu (no dobra, może drugiej w kolejności, zaraz po słynnym lepieniu w glinie) totalnie dochodzi do ostrego lesbijskiego pocałunku między Whoopi Goldberg a Demi Moore, i chociaż na ekranie zamiast Whoopi widzimy Patricka Swayze w całej tej aurze „hej świecę się, jestem duchem”, to fakty mówią same za siebie. Bohaterka Demi Moore tak bardzo mocno wierzy w ducha, że całuje się ze sporo starszą czarną kobietą, na dodatek nie do końca poczytalną. Scena musiała być zrobiona z romantycznym rozmachem, w innym wypadku byłoby to dość niszowe.

Brokeback Mountain

(Heath Ledger, Jake Gyllenhaal)

W czasach, kiedy wydawałoby się, że melodramat jako gatunek zupełnie się już zużył, Ang Lee kręci „Brokeback Mountain”, gdzie udaje mu się wyważyć tragizm i realizm tak, aby uniknąć emocjonalnego zakalca. Pocałunek między dwoma kowbojami po kilkuletniej rozłące jest jednocześnie brutalny i pełen czułości, ale przede wszystkim ukręca nosa westernowi i postaciom twardych, męskich bohaterów, zastępując ich prawdziwymi, pełnokrwistymi ludźmi z ich rozterkami i sekretami. Nakręcić gejowski pocałunek tak, żeby przymiotnik gejowski nie przechodził nawet przez myśl widza, to oznaka prawdziwego geniuszu. Myślę, że tym filmem można resocjalizować zarówno trudną młodzież jak i zacietrzewionych polityków. Plus muzyka, która paroma minimalistycznymi nutami łyżeczkuje ci duszę.

Monster

(Charlize Theron, Christina Ricci)

Lesbijski pocałunek przy ejtisowym hicie Journey pomiędzy dwiema oszpeconymi hollywoodzkimi aktorkami na torze wrotkarskim. Naprawdę spory plus za dobór okoliczności. Nakręcenie tej sceny kosztowało jednak wiele trudu, problemem okazała się nakładka na zęby, którą Theron nosiła, żeby upodobnić się do Aileen Wuornos, i która ciągle wypadała jej z ust. W filmie wyglądały bardzo przekonująco, w realu podobno histeryczne napady śmiechu obu aktorek przedłużyły dzień zdjęciowy. Theron musiało się to chociaż trochę podobać, gdyż w 2009 roku charytatywną licytację o pocałunek z gwiazdą wygrała kobieta (140 tysięcy dolarów za 20 sekund) i nie było problemów z wyegzekwowaniem wygranej. Za ten lesbijski pocałunek na tle zdjęć uśmiechniętych dzieci reklamujących dobroczynność obrońcy moralności kazali obu paniom spłonąć w piekle.

Rycerz Króla Artura

(Richard Gere, Julia Ormond)

To że Richard Gere wielkim amantem był, nie ulega żadnej wątpliwości, jednak ten pocałunek przeszedł do historii, bijąc na łeb sceny z „Pretty woman”, tego kompresu na sumienia bogatych biznesmenów korzystających z usług dziwek. Napięcie budowane przez cały film, wewnętrzna walka między lojalnością a namiętnością prowadzi do tragicznego w skutkach wybuchu chuci pomieszanej z wyrzutami sumienia, co nadaje całej scenie temperaturę rozgrzanego żelaza. Dosłownie pożerają się żywcem, chociaż miny Julii Ormond mogą trochę śmieszyć.

Titanic 

(Leonardo DiCaprio, Kate Winslet)

Pocałunek stulecia, który na równie długo stał się synonimem kiczu i złego gustu. Największy melodramat naszych czasów każe dwójce głównych bohaterów całować się na rufie statku przy zachodzącym słońcu i do tego bez trzymanki. Zrozumiałe, że nie dojebali deszczu, bo dookoła i tak jest pełno wody. Na hasło Titanic od tej pory dzieci reagują płaczem, a fani kina moralnego niepokoju nawijają sobie żyły na widelec. Dla fanów romantycznych uniesień „Titanic” to jednak jazda obowiązkowa, bo za wyjątkiem tej sceny jest to solidne kino gatunkowe, chociaż wątpię, czy ktoś jeszcze jest w stanie przesłuchać od początku do końca „My heart will go on”.

Zakochany kundel

Disney też dołożył swoje pięć groszy do historii filmowych pocałunków, z których najsłynniejsze jest przypadkowe cmoknięcie z „Zakochanego kundla” przy talerzu spaghetti, gdy oba psy wciągają z dwóch końców tę samą nitkę makaronu. Poza tym dobry kundel zawsze odstąpi ostatniego pulpecika wybrance swojego serca. Czy jest wśród psów lepszy sposób na wyrażenie swoich uczuć? Oczywiście, że tak. Ten najbardziej romantyczny to wąchanie swoich odbytów.

Saga Zmierzch: Zaćmienie

(Kristen Stewart, Taylor Lautner)

Od trzech lat z rzędu nagrodę MTV za najlepszy pocałunek zgarniają Kristen Stewart i Robert Pattinson za kolejne części sagi „Zmierzch”, co musi bardzo frustrować biedne dziewczyny z Team Jacob. Jak to bywa z sagami musiały czekać aż do trzeciej części, skazane na oglądanie Belli w objęciach niedożywionego, oziębłego, natartego brokatem wampira. Jednak w „Zaćmieniu” w końcu dochodzi do zwrotu akcji w tym miłosnym trójkącie, Jacob i Bella całują się na tle ośnieżonych szczytów gór, Team Jacob wiwatuje, chociaż wszyscy wiedzą, że nic z tego nie będzie. Wersja instant dla nastolatek rozkochanych w ciemnawych chłopakach z niepokojącym rozrostem klaty, i nagroda pocieszenia dla hejterek Pattinsona, które i tak lubią ten film.

Spider-Man

(Tobey Maguire, Kirsten Dunst)

Kolejna realizacja typowego komiksowego toposu, gdy alter ego bohatera zdobywa dziewczynę,obserwujemy słynny pocałunek do góry nogami jako nadgorliwy wyraz wdzięczności za ratunek przed bandziorami. Mogła przecież przynieść czekoladki. Sam film niestety okazał się sporym nieporozumieniem i z żalem myślę o tym, że Sam Raimi spędził nad kolejnymi częściami serii tyle lat, zamiast zająć się kręceniem takich cudeniek jak choćby „Wrota do piekieł”, bo o powrocie do kondycji z czasów „Martwego zła” nie ma co marzyć. Na pewno ważna lekcja poglądowa dla nerdów, że jeśli nie wyjdą z domu i nie zrobią czegoś ze swoją zapadniętą klatką piersiową to po prostu nie zaliczą, nawet jeśli będą mieli podrobiony dowód osobisty na nazwisko McLovin.

Edward Nożycoręki

(Johny Depp, Winona Ryder)

W tej bajkowej opowieści o odmienności z morałem „jebać klasę średnią i ich kiepskie ruchawki”, Winona składa młodzieńczy pocałunek na zimnych ustach Edwarda, zanim społeczność małego amerykańskiego miasteczka nie przepędzi go z powrotem do krainy cieni i samotności. Nie mogło zabraknąć „Kocham cię”, nadającego całej sytuacji dramatyzmu i umieszczającego tę historię w miękkich jak kompost umysłach pokolenia. Nie było tajemnicą, że Johnny romansował z Winoną i obydwoje w tamtych czasach wyglądali jak młodzi bogowie, marzyło się przy tej scenie o własnej inicjacji z pełną nieświadomością prozaiczności zwykłego pukania. Łezka w oku, chociaż pocałunek Winony z EthanemHawke z „Orbitowania bez cukru” był dużo lepszy.

Maska

(Jim Carrey, Cameron Diaz)

Nie od dziś wiadomo, że dziewczyny wolą złych chłopców, nawet jeśli są niezdrowo zieloni i mają zęby jak wielkie drażetki Orbit. Niemrawy i anemiczny Stanley Ipkins pod wpływem tajemniczej maski zmienia się w uwspółcześnioną wersję Lokiego, nordyckiego boga chaosu, śmierci i zniszczenia, i w końcu udaje mu się zwrócić na siebie uwagę pięknej tancerki Tiny. Wykorzystuje tutaj stary trick jaskiniowców, czyli lekko oszołomić i do dzieła, podrzucając w tańcu jak marionetkę biedną Cameron Diaz, by w końcu skraść jej widowiskowego całusa, od którego aż spadają jej baletki. Prawdziwy samiec alfa, któremu daleko do klasycznych superbohaterów, czyli zdrowy ubaw z lat 90., kiedy to Jim Carrey kojarzył się głównie z głęboko posuniętym upośledzeniem i nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, żeby mieć z nim dzieci.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.